Rok 1984 :: Premiera pierwszego rozdziału mangi "Dragon Ball" (35 lat temu)

» Survivor 2 - Users Revolutions.

Strony:   1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  
.Black Mężczyzna
Super Saiyanin 2
Super Saiyanin 2
.Black
Wiek: 30
Dni na forum: 5.127
Ostrzeżenia: 3
Posty: 930
Wybiła godzina po północy. Wszyscy w obozie DBNAO już spali . . . jedynie Dante i Shiro, jako pół-demony, nie mogli zasnąc w spokoju. Zasedli więc obaj na obręczy pierścienia okalającego dolinę. Z dala możnabyło dostrzec iż wróg nie spi. Kłęby dymu unosiły się sponad wielkiego ogniska palonych ciał piechurów DBNAO. Dante przelożył długa poszarzała od kurzu bitwy grzywę przez czoło.

-Jak to sie stało? - spytał nagle siedzący tuż obok Dante'go Shiro

-Nie rozumiem . . . -odrzekł Dante wyjmując zza pazuchy paczkę "Drwali", które dostał od Franka

-Zmieniłeś sie Dante - stwierdził Shiro, podczas gdy Dante odpalał szluga

-Co ty powiesz - rzekł zaciągając sie i wznosząc strumień dymu ponad siebie

-Byłem w Podziemiach . . . - ciągnął rozmowę Shiro

-Co z tego - spytał Dante odwracając sie w stronę Shiro

-Zabiłeś go . . . prawda? - spytał raz kolejny, lecz Dante tylko zaśmiał się lekko

-Wiem że go zabiłeś, walka nie była łatwa . . . omal nie przebił Cię swym Trójzębem - rzekł Shiro

Dante wstał, sztachnął sie ostatni raz po czym podał rozpalona do połowy szluge Shiro'wi.

-Tak, walka była trudna. Spójrz na mnie. Moje włosy . . . - rzekł chwytając się na łeb

-Kiedy sie dowiedziałeś? - spytał Shiro wciągając dym do płuc

-Że jestem półkrwi demonem? - spytał retorycznie Dante - Wyrocznia mi powiedziała - odpowiedział sam sobie

Nastała cisza . . . nagle Dante zmienił sie nie do poznania. Jego oczy przybrały czerwony odblask. Podobnież oczy Shiro.

-Słyszałeś? - spytał Dante, lecz Shiro tylko przytaknął wyrzucając niezgaszonego szluga i rozwijając skrzydła, co też uczynił Dante

-Jest za skałą! - warknął Dante - Na mój znak! - Shiro przytaknął - JUŻ!

Dante wzbił się w powietrze i zaatakował swymi szponami u rąk. Podobniez zrobił Shiro, z tą różnicą, że od drugiej strony. Dante juz miał ciąć, jednakże przeciwnik go uprzedził. Navaro oberwał w łeb. Po chwili nadleciał Shiro i sieknął wroga w samo podbrzusze. Stał chwilę w takiej pozycji po czym podniósł przeciwnka i zamachnąwszy sie miotnął go o skałe tuz obok. Dante podniósł sie z bólem głowy.

-Juz po Tobie ścierwo ! - wrzasnął w piekielnej furii wyciągając Shothug'a, i przeładowując w międzyczasie zbliżania sie do wroga. Strzelił roztrzaskując czaszkę nieznajomemu.

Atmosfera ochłonęła. Shiro schylił się chwytając w dłoń dziwną apaszkę.

-Wiesz co to? - spytał podając przedmiot Dante;mu, który schował już broń do kabury u pasa

-To apaszka od płaszcza Yogi'ego - stwierdził sucho ocierając przedmiot z krwii

Spojrzali sobie po oczach; Dante i Shiro . . .

-O cholera . . . - powiedział Shiro drapiąc sie po łbie i spoglądając na leżącą pod skałą ofiarę
Lilu Kobieta
Super Saiyanin 2
Super Saiyanin 2
Lilu
Wiek: 27
Dni na forum: 4.912
Posty: 885
Yogi-znowu przeważył głos ludu poza tym [ ort! ] nie mam czasu się rozpisywać bo musze lecieć
paint Mężczyzna
Super Saiyanin 3
Super Saiyanin 3

Dni na forum: 4.797
Posty: 1.031
Jego ksywa nie wzięła sięz nikąd. Od pewnego czasu wyczuwał, że w sąsiednim świecie równoległym dzieje sięcoś intrygującego. W jednym miejscu zebrały się olbrzymie siły i- tak jak przypuszczał- doszło do konfrontacji. Portal nie był nigdy przesadnie precyzyjny, ale czego się spodziewać po technologii sprzed Wojny. BipBoy wskazał kierunek i przewidywalny czas wędrówki. Droga zajęła mu sporo czasu, ale w końcu był już na miejscu. Wybrał oddalone wzgórze, gdzie zabespieczony od nieprzewidzianych zmian proporcji pomiędzy siłami, mógł spokojnie rozpocząć łowy. Zdiął z pleców karabinek snajperski kal. 44mm z tłumikiem ognia i systemami kierowania ognia, wymontowanego z THE UNITY-przypomniał sobie ze wstrętem tę zniekształconą przez FEV twarz i ciało na stałe zrośnięte z terminalem komputera. Ileżto jużlat minęło?.... Na niego wirus przyspieszonej ewolucji działał inaczej, niż na zwykłych ludzi: dał mu siłę i zdolności niedostępne nokomu na żądnym ze światów, jakie dotychczas zbadał- przygotował siędo strzału.
Cel: "LILU"- przeczytał na wyświetlaczu.
Wymierzył i powoli- na wydechu- pociągnął za spust.
Cel: TRAFIENIE KRYTYCZNE- powiedział mu system kierowania ogniem, kiedy przeładowywał i przygotowywał się do następnego strzału.....
Cel:............................ .............................
Yogi Mężczyzna
Nameczanin
Nameczanin

Wiek: 28
Dni na forum: 4.786
Ostrzeżenia: 1
Posty: 59
Skąd: Chełmno
Legolas a tak
edhel Kobieta
Full Power SSJ
Full Power SSJ
[ Klan Takeda ]

Wiek: 29
Dni na forum: 5.179
Posty: 514
Skąd: Pluton
Księżyc jest już w pełnym blasku nad obozem, wszyscy pousypiali. Na patrolu pozostali tylko Shiro i Dante ale i oni gdzieś znikli. Tak mijała minuta po minucie, gdy z oddali szybkim i bezszelestnym krokiem zaczęły zbliżać się obce cienie...
Xan przewrócił się na drugi bok, rozespanie otworzył jedno oko sięgając po manierkę z wodą, kiedy ja chwycił jego ręka zadrżała. Pojemnik upadł na ziemię rozlewając wodę. Xan zdążył jedynie wydobyć z siebie krótki krzyk, jednak gdy wyraźniej poczuł ostrze miecza na swoich plecach zamilkł. Resztę kompanów i tak obudziło już zimno wrogiego metalu. Zaatakowani w mroku nocy wydali się bezbronni, niewielka jednostka SsjCenter wzniosła już głowę ku górze i z nieprzyjaznym uśmiechem poczuła dumę.
Członkowie NAO jednak zachowywali spokój, popatrzyli na siebie wymownie i na kiwnięcie upadli, Center nie wiedzieli o co chodzi, usłyszeli zaledwie świst, a z ukrycia, strzały i sztylety trafiły wielu z nich, polała się krew. Nagle zza skały wyskoczył Fable, z Lasu wybiegł Legolas, a z gałęzi drzewa zeskoczyła edhel. Ruszyli do ataku. Center skamieniali, ich chwilę słabości wykorzystali Xan, Szary, Kakarotto, eMate i reszta - sięgnęli po swoje ostrza, i równo z krzykiem ruszyli do ataku. Rozgorzała nocna bitwa. Nie było czasu aby ustawić prawidłowo falangi, dlatego walczyli wymieszani. Onikage szybkimi ruchami pozbywał się kolejnych wrogów, BadGirl i Lilu też nie dawały za wygraną. Jedna ze strzał leciała prosto w Kakarotto, jednak przed jego nosem odbił ją sztylet, Marchewkowy spojrzał w kierunku edhel i kiwnął głową w podzięce, wydał okrzyk bojowy i z Fable ruszyli do kolejnego szturmu. Edhel staciwszy jeden ze sztyletów wyciągnęła miecz i zwinnymi ruchami pozbywała się kolejnych nieprzyjaciół.
Wróg widząc, że traci przewagę, z popłochem zaczyna się wycofywać, na dodatek z oddali zaczynają padać strzały - to Dante zmierza z pomocą. Center kategorycznie zakomunikowali odwrót. EMate oddetchnął z ulgą, odwrócił się aby zobaczyć czy ktoś z kompanów nie został ranny, a wtedy w jego plecy została wbita ostatnia wroga strzała, wydał lekki jęk i upadł na kolana, podparwszy się rękami. Na jego twarzy pojawił się grymas - upadł... Wszyscy z wycięczenia głęboko oddychajc spojrzeli z niepokojem na siebie. Edhel podbiegła do eMate zawiązała pare pieczęci i nastawiła dłonie nad raną, minęło parę chwil. Kakarotto wydusił z siebie jedno słowo:
- przeżyje..?
edhel jednak z wątpliwą miną spojrzała na kompanów, biorąc głębszy oddech, ze skupieniem odpowiedziała:
- nie wiem...
z przerażeniem spojrzeli po sobie.
W tym czasie przyleciał Shiro niosąc rannego Yogi.
- a temu co się stało!! - wyrzucił z siebie Onikage
- potem wytłumaczymy! BadGirl, Lilu po lekki! - wykrzyczał Dante... - jego stan nie jest jeszcze aż tak krytyczny!

Pozdrawiam
Serdecznie

"Chciałbym stworzyć coś pięknego, aby poruszyć ludzkie serca.
Zawsze kiedy byłem smutny, przygnębiony muzyka mi pomagała.
Chciałbym stworzyć muzykę, która pomagałaby ludziom."
Yoshiki Hayashi

[img401.imageshack.us/img401/7939/ban1b.jpg]
Szarak Mężczyzna
^Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
[ Klan Takeda ]
Szarak
Dni na forum: 5.035
Posty: 1.214
Skąd: 4chan.org, Ostrzeżeń: Więcej niż Ty, kochany użytkowniku.
Leżałem pod jasnym niebem. W ustach miałem wykałaczkę. Patrzyłem na białe chmury wolno przesuwające się po niebie. Za chwilę przydreptał Xan, i również się położył, urwał źdźbło trawy i wkładając je sobie do ust. Leżeliśmy w milczeniu.
- Tyle krwi… splamiło nasze ręce… - Szepnąłem
- Tak… - Mruknął Xan
- Wiesz… że w młodości byłem pacyfistą? To nowe słowo, oznaczające człowieka lubującego się w pokoju
Xan podniósł się na łokciu, popatrzył na mnie, wybuchnął śmiechem i znowu się położył
- Kim ty jesteś? –
- Nie chcesz wiedzieć – uśmiechnąłem się lekko –
- A jednak.
- Ech… Nie. Nie mogę ci powiedzieć. Och, Moragu, Moragu, gdzie jesteś?
- To ten twój nauczyciel…? -
- Tak… -


Mijały godziny. Wrogie wojska również przestawały atakować. Jedni lizali rany, inni powoli umierali. Nikt nie pisał listów, bo nikt nie umiał.

Dochodziła północ. Już całkiem wyraźnie było słychać miarowy marsz wojsk.
- Przygotować swoje bronie! – ryknął Dante
Żołnierze byli coraz bliżej. W końcu ich konnica ruszyła.
- Uformować falangi! – Krzyknąłem donośnym głosem, wspinając się na mojego konia. Nazywał się Amerfiulisz. Razem z innymi dowódcami spiąłem konia i stanąłem na czele wojsk. Żołnierze wroga wspinali się pod górę. Wtedy spiąłem konia i ruszyłem, a za mną reszta dzielnych żołnierzy.
- Amefiuliszu, wiesz co robić – krzyknąłem w ucho konia. Ten zarżał donośnie. Wstałem z siodła, nogi wciąż trzymając w ostrogach. Gdy byłem na tyle, blisko, że widziałem twarze ludzi idących w pierwszej linii, wyskoczyłem w górę. Impet wyniósł mnie daleko. Jednym ruchem schowałem do pochwy miecz, a wyciągnąłem sztylet. Wylądowałem w pozycji kucającej na barkach jednego z przerażonych żołnierzy. Wbiłem mu sztylet w szyję. Ten padł na kolana, a ja odbiłem się od niego, wykorzystując podporę i z wielką szybkością poleciałem na drugiego żołnierza. Sztylet przełożyłem do prawej ręki, a lewą objąłem głowę wroga, i okręcając się wokół jego ciała skręciłem mu głowę. Znowu leciałem ułamek sekundy i odbiłem się od jego brzucha lecąc w kierunku kolejnej mojej ofiary. Zabiłem w ten sposób ośmiu żołnierzy. Bez dotykania ziemi. W końcu wylądowałem, dokładnie w środku ciasnego kółka wojaków. Wyciągnąłem miecze, i odciąłem im głowy, dwoma ruchami. Ci, którzy widzieli, jak zabijam, nazywali ten sposób walki – „Tańcem śmierci w powietrzu.” Ja tego jednak nie nazywałem tańcem śmierci. Bo walka to nie taniec. To zabicie wroga, wydłubanie mu oczu, wyrwanie serca, pławienie się w jego krwi. To nie jest żaden cholerny balet! Zabij go. I tyle.
Wtem rozległ się potworny wrzask. Wciągnąłem powietrze do nosa… i na chwilę serce mi zamarło. Zapach krwi Dante’go. Tak wyraźny, że aż mnie odurzył. Pobiegłem czym prędzej poprzez tłum walczących. Rozpychałem na boki. Wreszcie dotarłem do Navaro. Klęczał przy nim już Ukryty. Zobaczył mnie i powiedział:
- Edhel już próbowała coś robić. Zginie zaraz… - Mruknął ponuro łamiącym się głosem.
- Ku*wa, nie! – Krzyknąłem
Jednak zobaczyłem na wysokości serca dziurę. Wiedziałem, że śmierć go dosięgnie…Położyłem ręce na jego piersiach.
- Entumus arviss erondo kinset! – krzyknąłem potężnym głosem.
Nagle wszystko zalała fala jasności. W sercu Dante dziury już nie było. Za to była w moim.
- Zawołajcie Xana… Szybko… - jęknąłem
Mój przyjaciel zaraz przybiegł. Ubabrany krwią przyglądał mi się z przerażeniem.
- Chciałeś wiedzieć kim… jestem… - rzekłem – więc dobrze… -
Uniosłem się wysoko w górę. Źrenice z intensywnie niebieskich stały się bezdennie czarne, które rozlały się na całe moje oczy, a światło się od nich nie odbijało. I w dłoni pojawił mi się miecz, a na rękach czarne szpony. Rąbek czerwieni na ustach stał się czarny, zaś skóra bielsza niczym śnieg. Zawyłem potężnie. Z pleców buchnęła krew, a na wysokości łopatek pojawiło się siedem czarnych skrzydeł.
- Jam.. jest… wyklęty anioł, serafin… żegnajcie… przyjaciele…
I poczułem jak życie ucieka ze mnie.
- Co… jak… dlaczego? – Dopytywał się Xan.
- Alchemia… - szepnął Hidden – Jedyny dowód na to, że ludzie mogą być, w pewnym sensie… bogami… Minyamo jej używał…

A tam gdzie zginąłem, już nigdy nie urosła trawa…

Cthulhu fhtagn!
la mayyitan ma qadirun yatabaqa sarmadi
That is not dead which can eternal lie.
Nie jest umarłym ten który spoczywa wiekami,
fa itha yaji ash-shuthath al-mautu gad yantahi
And with strange aeons even death may die
nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.

I kto powiedział, że jesteśmy poważni?
Hidden Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Hidden
Wiek: 28
Dni na forum: 5.219
Posty: 1.100
Skąd: Kraków
~~Akcja opowiadanie dzieje się przed częścią wyżej, autorstwa Szaraka~~


Nieprzenikniony mrok kolejny raz zapadł, gdy to zgarbiona postać bezszelestnie przedzierała się przez gęsty las, który mógł pamiętać jej praojców. Stare konary wybornie uprzykrzały drogę, za żadną cenę nie dając się obejść. Jednak, dla zmęczonego, a jednak giętkiego i szybkiego podróżnika nie było to zbyt trudne, coraz bardziej jednak deprymowało. W końcu udało mu się dość do miejsca, gdzie drzewa były wykarczowane. Czyżby miejsce schadzek drwali? Jakoś specjalnie go to nie obchodziło. Po prostu siadł i oparł się zmęczony o drzewo, ciężko dysząc. W tym momencie pragnął jedynie zasnąć.
Parę sekund później miał już podcięte gardło.
Hidden obejrzał się ostatni raz na martwe ciało, po czym ruszył przed siebie, na południe. Prosto do obozowiska SSJ CENTER. Szedł szybko, marszcząc brwi, klął pod nosem.
- Cholera, jak mogli mnie zostawić!?.. - szepnął do siebie, mimowolnie kładąc dłoń na ranie po strzale, która przebiła jego ramię. - Nigdy nie można było na nich polegać. - pokręcił głową. Szedł dalej, szybko, jakby nerwowo. W końcu las stał się rzadszy, aż w końcu Hidden zakończył wędrówkę, zatrzymując się na końcu skarpy. Od równiny, na której rozłożyło się parę mniejszych dywizjonów Ssij Center dzieliło go jakieś sto metrów. Widząc to, włożył Soul Edge do pochwy, po czym lekko wyskoczył na przód i zaczął spadać na dół. Niestety, jego wyliczenia były błędne, przez co zdołał jedynie krzyknąć "jaaasnaaa choleee..." po czym przebił namiot, jakich tu wiele i wbił się w ziemie.

- Łapać gościa!! - zakrzyknął Chrabia i wraz ze swoją drużyną zaczął ścigać Lorda, który wskoczył właśnie do namiotu kuchennego.
- Sorka, sorka...! - mamrotał, gdy przebijał się przez kolejne wierze garnków, wywracając je i budząc chyba cały obóz. Za to przeciwnicy deptali mu po piętach. Dostrzegając to, Hidden przebił namiot swoim mieczem, po czym rzucił się na ziemie, i jeszcze po niej sunąc, zacisnął pięści, po chwili rozluźnił jednak uścisk, a gdy się zatrzymał, przyłożył je do ziemi. Zanim Chrabia i jego zespół zdołali się zorientować, zostali wysadzeni w powietrze, włącznie z rocznym zapasem teflonu. Hidden przez chwile napajał wzrok tymi pięknymi fajerwerkami, po czym przewrócił się na drugi bok, wstał i wznowił bieg. Miło było mu słyszeć, jakie zamieszanie zrobił w obozie.
- Tam jest! - usłyszał po chwili z lewej strony, po czym zobaczył kilkunastu zbrojnych biegnących w jego kierunku. Nie zatrzymał się jednak, a w ciągłym biegu urwał gałąź z okolicznego drzewa i zamienił w mały sztylet.
- Chłopaki, łapcie! - krzyknął i rzucił nim w najszybszego przeciwnika. Po chwili nie był już taki szybki.
Niestety, ilość przeciwników nie malała, lepiej, stawała się coraz większa. Po minucie miał już na ogonie dobrą setkę zbrojnych, giermków, kucharzy (zemsta za naczynia), sprzątaczy, a nawet samego kierownika obozu, Kalamir'a.
- Łapać gnoja, zasrańcy, nie obijać się! - ryknął potężnie, chwytając swój miecz i wykrzykując oto te słowa - Keshigami Terazeisha Mikaza! - na ostrzu nagle pojawiły się znaki kanji i zapłonęły prawdziwym ogniem. Płomień buchnął i zaczął ciągnąć się za wojownikiem, niczym ogon komety.
- Orz! - syknął Hidden, po cym odwrócił się i nie zatrzymując, zablokował cięcie swym Soul Edge. Nie czekając, puścił rękojeść lewą ręką i zadał szybki cios w twarz, zmienił sposób trzymania oręża i błyskawicznie, nie martwiąc się o celność, ciął prawie na oślep. Hidden miał chyba tego dnia szczęście, ponieważ udało mu się trafić w klatkę przeciwnika. Nie widział jednak tego, ponieważ zanim dałby radę dostrzec cóż takiego zrobił przeciwnikowi, był już dwadzieścia metrów dalej, nadal uciekając.
- Chrzaniony zasraniec... - zaklął Kalamir, dotykając dłonią rany na klatce. Spojrzał na swą krew, swą szlachetną i dostojną krew, po czym ponownie zapłonął szałem gniewu i rzucił się do przodu, prześcigając swych podwładnych.
- Ależ on uparty. - stwierdził Hidden, szybko odbijając się od ziemi i zmieniając kierunek biegu o dziewięćdziesiąt stopni. Niestety, Kalamir był nad wyraz zwrotny. - Ok, w takim razie... - Hidden, obejrzał się przez ramię, wystawił lewą dłoń i zaczął głośno wymawiać modlitwę - Lśniący kocie, matko natury! Karazynie, ostrzu Boga! - Kalamir zwolnił bieg i z niedowierzaniem utkwił wzrok w przeciwniku. - Żrący nienawiść podmuchu dobra! Ognisty ryku wśród ciemnej nocy... - Kalamir poczuł jak coś przewraca mu się w brzuchu. - Hadou dziewięćdziesiąt!!! Kurohitsugi!!!!
- !?... - Kalamir zatrzymał się i skrzyżował dłonie przed klatką, spuszczając głowę i mocno zaciskając oczy. Nic jednak się nie stało.
- Naiwniak. Ogląda za dużo Bleacha... - zachichotał Hidden, ponownie przyspieszając i coraz bardziej zwiększając swój dystans dzielący go od przeciwników, ponieważ widząc dziwne zachowanie swego wodza, reszta wojów Ssij Center także zatrzymała się.
- A to gnój...! - warknął Kalamir, po czym ponownie aktywował płomień na swym mieczu i z niezwykłą prędkością, praktycznie czterokrotnie większą aniżeli sprint Hiddena, zaczął go gonić. Chciał go wyprzedzić, pojawić się nagle przed nim, pełen dumy i pychy, po czym odciąć mu głowę swoim mieczem. Niestety, przeliczył się. Nabił się prosto na Soul Edge Hiddena, któryby biegł teraz z wyciągniętym ostrzem przed siebie.
- Jaka szkoda. - rzekł beznamiętnie, po czym odciął głowę Kalamira i odwrócił się do ścigających go. Widząc co stało się z ich szefem, reszta zamarła. - No, pora się żegnać. - rzekł Hidden ze złośliwym uśmiechem, po czym przyłożył dłonie do podłoża i zaczął skupiać energie. Ziemia zatrzęsła się, wyładowania elektryczne otoczyły całe jego ciało, a w powietrzu pojawił się zapach siarki.
Jeden z przeciwników, ten najodważniejszy, a zarazem najgłupszy, z okrzykiem na ustach ruszył na Hiddena, by go powstrzymać. On pierwszy został spopielony potężną alchemią, podobnie zresztą jak sekundę później reszta obozu.

Wielki błysk, trzęsienie ziemi, potem wyrywający bębenki dźwięk doszły do uszu wojów z Nao. Wszyscy zbiegli się przed obozowiskiem, a ich oczy ujrzały oślepiającą białą łunę światła, która prawie wypalała oczy w odległości paru kilometrów.
- Co... Co to!? - zająknął się Fable, zakrywając oczy dłońmi.
- Nie mam zielonego pojęcia...! - skrzywił się Kakarotto, nie mogąc odzyskać wzroku. Po chwili, gdy jaskrawe błyski ustąpiły, a zgromadzeni mogli normalnie patrzeć, ujrzeli wielki czarny dół parę kilometrów od nich.
- Co to było...? - zapytał niepewnie Shiro.
Navaro zaśmiał się nerwowo.
- Chyba wiemy, gdzie jest Hidden. - stwierdził Onikage, szeroko się uśmiechając.
- No i mamy z głowy lewą flankę. - dodał Xan.
- Brawo. - wyszeptał Dante na tyle cicho, że nikt go nie usłyszał.
- Ej, wiecie, tak w ogóle, to chyba nam eMate umiera… - powiedziała niepewnie Lilu.


Od autora
Jakby ktoś nie wiedział, używane przeze mnie nazwy wojowników SSJ Center są jak najbardziej prawdziwe.

Obraz
Dai Kaiosama Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
[ Klan Takeda ]
Dai Kaiosama
Wiek: 34
Dni na forum: 5.019
Plusy: 2
Posty: 1.401
Wojna... ona nigdy się nie zmieni...

Yogi... odszedł...

Wśród hord nieprzyjaciół na polu bityw pozostali:

    Lilu
    Kakarotto
    Onikage Minyamo (Szary)
    Franek
    Shiro
    Navaro
    eMate
    Legolas
    Fable
    TERMINATED Hidden
    bad girl
    kamyl

    TERMINATED Yogi
    virtualboy

    TERMINATED Hiroshi
    edhel
    Xan

Runda czwarta rozpoczęta...

pozdrawiam

Takeda Shingen
Szybki jak wiatr, spokojniejszy niż las, gwałtowny jak ogień, niewzruszony niczym skała.
Shiro Mężczyzna
^The Human Typhoon
The Human Typhoon
[ Klan Asakura ]
Shiro
Wiek: 30
Dni na forum: 5.428
Plusy: 4
Posty: 2.215
Skąd: Białystok
Zastanawiałem się w kogo tu strzelić i doszedłęm do wniosku, że tą osobą będzie emate.

Sometimes baby
We make mistakes
Dark and hazy
Prices we pay

Ten post był edytowany 1 raz, ostatnio zmieniony przez Shiro: 17.11.2006, 10:46
Old Shatterhand Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
Old Shatterhand
Wiek: 69
Dni na forum: 4.780
Plusy: 1
Ostrzeżenia: 2
Posty: 1.749
Walka trwała już półgodziny, w około leżało pełno trupów. Old Shatterhand, nałożył przedostatnią strzałę (ostatnia oznaczała przynależność klanową i nie można jej było użyć), rozejrzał się po polu walki, i zwolnił cięciwę. Strzała utkwiła do połowy w sercu wojownika, który zamierzał zadać śmiertelny cios, leżącemu przed nim samurajowi. Old krzyknął do uratowanego:
- żyjesz ?
- Dzięki, ci taisho za pomoc w odpowiedniej chwili, ale czy wiesz że trafiłeś w dowódcę Samurajów Nagnita, o imieniu emate
Old wzruszył ramionami i rzucił się w wir walki, w końcu nie była to pierwsza ani ostatnia ofiara tej bitwy.........
franqey Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
[ Klan Asakura ]
franqey
Wiek: 33
Dni na forum: 5.089
Plusy: 3
Ostrzeżenia: 3
Posty: 2.643
Skąd: Danzig
Po odprawie większość osób udała się do swoich pokojów. Yogi , który pierwszy raz starał się o pozycje mistrza nie znał historii o strasznych otruchiach , zasztyletowaniach i podpaleniach podczas snu. Pościelił więc swoje łóżko, i chciał się położyć , gdy do jego pokoju wpadł Fable. Bez pytania usiadł na jego łóżku , i zaczął mówić: - ostatnim razem była tylko jedna nowincjuszka. Dotarła do wolnego dnia , i została otruta podczas snu. Jakimś cudem się wylizała , ale i tak na twoim miejscu nie kładłbym się spać. Następnie Feniks opuścił pokój Yogiego i poszedł do siebie zostawiając go z własnymi czarnymi myślami. Gdy zmęczenie zaczęło brać górę nad Yogim , wyszedł na zewnątrz , i spotkał Franka. Ten z kolei go zagadnął: Wiesz co spotkało tego młodego, jak mu tam? Hiroshi?
- tak - odpowiedział Yogi
- wlali mu do ust jakiś rozgrzany metal. Gdy zaschnął chłopak się udusił. Powodzenia w grze chłopcze. Kończąc Franqey machnął na dowidzenia i odszedł. Yogi cały spocony , przerażony szedł dalej , aż spotkał Navaro. Zaczął się wypytywać spotkanego co może zrobić , by opuścić tą przeklętą grę. Po dłuższym zastanowieniu ten wysłał go do Lilu , której podobno to się udało po tym jak ostatnim razem została otruta.Na dowidzenia powiedział jeszcze że podobnoHiroshi zginął w strasznych męczarniach jak wlewali mu ten metal do dupy.
- myślałem że do ust - krzyknął Yogi
- może i do ust. Ja słyszałem że do odbytu - odparł spokojnie Navaro.
Yogi cały roztrzęsiony przyszedł do Lilu , i spytał się jej jak opuściła wybory
- Po prostu poprosiłam o to Komputer Centralny odparła dziewczyna.
Yogi niepewnie podzedł do Komputera. Gdy został spytany po co tu przyszedł odparł że chce opuścić grę. Nic prostrzego odparł Komputer , a podłoga pod Yogim otworzyła się.

- Kto będzie następny? spytał się Kakarotto Franqyego
-virtualboy - kolejny młokos

"I wówczas, jakby dla ostatecznego i nieodwołalnego pchnięcia mnie do upadku, zjawił się duch Przekory. Filozofia nie zdaje sobie żadnej z tego ducha sprawy. A jednak wieżę w to święcie, jak w istnienie własnej duszy, że przekora jest jednym z pierwotnych popędów ludzkiego serca - jedną z niepodzielnych, pierwiastkowych władz lub uczuć, które nadają kierunek charakterowi danego człowieka. Któż, popełniając czyn niedorzeczny lub nikczemny, nie dziwił się po stokroć tej prostej oczywistości, iż wiedział, że winien go był nie popełniać? Czyż pomimo doskonałości naszego rozsądku nie mamy nieustannych zakusów do naruszania tego, co jest Prawem, dla tej po prostu przyczyny, iż wiemy właśnie,że jest to - Prawo?"
Edgar Allan Poe "Czarny Kot"
Legolas Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
[ Klan Takeda ]

Wiek: 27
Dni na forum: 4.946
Ostrzeżenia: 1
Posty: 432
..::ciąg dalszy opowiadania Edhel;)::..

Wojska dowodzone przez Trawusa. uciekały w popłochu. Zamaskowanych ludzi którzy zaatakowali nieprzygotowany śpiący obóz dbnao gonił jeszcze Dante, Shiro i Legolas, zabijając w biegu kolejnych wrogów.. Nie udało się niestety dopaść marionetki Admina III Mocnego Trawusa, zdążył zwiać z garstką podwładnych. Powróciwszy do obozu Dante, Shiro i Legolas podbiegli do leżącego na noszach eMate. Widząc opatrującą go Edhel, zcierającą krew z podłoża Bad Girl i noszącą wodę Lilu, wzruszenie napłyneło do ich oczu.. Kto by pomyślał, że kobiety potrafią tak bardzo wczuć się w wykonywaną pracę.
Legolas, Shiro i Dante weszli do rozbitego namiotu Xana i Onikage.. Właściciele "mieszkanaka" stali z niepokojem jakby oczekiwali ich przyjścia. Cała piątka nic nie mówiła, zachowywali się jakby czekali na kogoś.. W tej chwili przez wejście namioty przeszli Fable, Franek, Kakarotto i ostatni kamyl.. Wszyscy zebrali się blisko siebie, Franek z Fable zapalili jednocześnie szlugi, Dante rozpoczął mowę..

-Co z eMate?

-Cały czas walczy o życie.. eMate schodzi na drugi plan, teraz najważniejsze jest co zrobimy rano..? Damy wojskom jeszcze dzień wytchnienia czy atakujemy? - Stanowczo odpowidział Shiro?

Wszyscy stanowczo zgodzili się, że przyszedł czas na dzień wytchnienia..

- Ja pójdę jako posłaniec do obozu ssjcenter, i zaproponuje dzień pokoju, dobrzez to zrobi wszystkim, odpoczniemy przeliczymy wojsko...- zgłosił się Kamyl.

-Nie, nikt tam nie pójdzie, nie będzie bezmyślnej śmierci, jeżeli byli nas zdolni zaatakować w nocy, zabiją również posłańca..- odrzekł Navaro

Tymczasem Legolas naciągająć cięciwe łuku odpowiedział:
- Wypuszczę strzałę z najbliższego pagórka, gwarantuje że doleci.

-Strzała poleci.. jeżeli Admin III Mocny ma choć za gram serca zgodzi się z nami.. jeśli nie. to nie mamy wyboru..

Tymczasem do pokoju wbiegła Edhel i oznajmiła:
-eMAte nie żyje.

Wszystkim nagle odebrało głos, łzy nachodziły do oczu, gniew i nienawiść strącały chęć pokoju.. Tylko Franek spokojnie palił fajkę i jednym okiem spoglądał na Dantego, jakby czekał na jego decyzję..Dante nic nie mówił, płakał jak dziecko, widocznie wielką stratą był dla niego eMate.. Shiro krzykną:

-Szykować się do walki, wszyscy mają być gotowi przed świtem!

..::To be Continue::..
Avensus Mężczyzna
"Indestructible
Indestructible
[ Klan Asakura ]
Avensus
Wiek: 28
Dni na forum: 5.005
Plusy: 9
Posty: 1.687
Skąd: Gdańsk
kamyl, bo czasem pisze bez sensu...

When music is the weapon, the sickness is the cure
'Love' is making a shot to the knees of a target 120 kilometers away using an Aratech sniper rifle with a tri-light scope
[i43.tinypic.com/33ojrxj.gif]
eMate Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
[ Klan Asakura ]
eMate
Wiek: 28
Dni na forum: 5.434
Posty: 1.327
Skąd: Wałbrzych
xan, bo udaje madrale i odsyla do wikipedii
Fenix Fable Mężczyzna
Saiyanin
Saiyanin
[ Klan Takeda ]
Fenix Fable
Dni na forum: 4.881
Posty: 189
virtualboy - kolejny młokos
Nic dodać nic ująć.
.Black Mężczyzna
Super Saiyanin 2
Super Saiyanin 2
.Black
Wiek: 30
Dni na forum: 5.127
Ostrzeżenia: 3
Posty: 930
Bitwa dobiegła końca wraz z pokonaniem ostatniego z prawej flanki SSJCENTER. O dziwo, jedynym który przetrwał i uciekł z placu boju był sam Admin III Mocny. Niestety, ani Dante, ani Shiro nie zdołali go dogonić. Uciekł używając magicznego przejścia, które w międzyczasie utworzył.

-NIE! - krzyknął potężnym demonicznym głosem Shiro chwytając martwe ciała wojowników SSJCENTER i rzucając nimi na oślep w furii

-Uspokój się Shiro – rzekł Dante ciężko wzdychając

-Nie rozumiesz?! - warknął Shiro zbliżając swą twarz do twarzy Dante'go, który nijak nie potrafił zinterpretować zaistniałej sytuacji

-Teraz poprowadzi swój elitarny legion na Tiris Manith! Ostatnią stolicę ludzi! - warknął zbliżając się do Dante'go tak bardzo, iż temu zapłonęły ślepia

Dante skinął głowę. Stał tak przez chwilę, po czym uniósł lico i spojrzał na pobliskie góry, Góry Smocze.

-Bywaj więc, możny Shiro, wypatruj mnie siódmego dnia o zmierzchu . . . -wyszeptał po czym rozłożył swe ogromne czarne skrzydła i wybił się z ziemi wznosząc kłęby dymy

Shiro najwidoczniej nie mógł zrozumieć o czym mówił Dante. A kilkanaście metrów dalej . . .

-Phi! Też mi coś, rozgromiliśmy ich, bez dwóch zdań! - rzekł Onikage czyszcząc katanę z zakrzepłej już krwii wrogów i chowając ją do pochwy imitującej bambusowy kij

-Nie gadaj – powiedział Hidden spoglądając przed siebie.

Na dystansie kilkuset metrów leżały zwłoki. Tysiące zwłok. Słońce ukazało się w pełnej krasie. Było niezwykle upalnie, toteż trupi smród rozkładających się ciał przyprawiał wszystkich o mdłości. W końcu ugięli się pod naporem smrodu i odeszli w stronę bazy wypadowej.

-I jak tam Kakarotto? - spytał Franek pokazując mu swoją paczkę „Drwali”, w której tkwiły dwa wygniecione szlugi i gestykulując, by się poczęstował

-Nie, dzięki – rzekł Kakarotto mocno ściskając lewe ramię

-Oberwałeś – stwierdziła edhel, idąca krok w krok za nim i dreptająca kapiącą z jego ramienia krew

-No dobra, oberwałem, co z tego? - spytał rozgniewany Kakarotto spoglądając na edhel

-To, że trzeba Cię opatrzyć – stwierdziła

Kilka metrów za nimi . . .

-Udało się, zwyciężyliśmy – rzekł Xan, gdy nagle za jego plecami pojawił się cień Shiro

-NIE! - wrzasnął szarpiąc Xan'a za ramie i spoglądając w jego oczy – Admin uciekł, a to oznacza najgorsze! - wyjaśniał – Teraz zbierze swe elitarne oddziały i ruszy na Tiris Manith! - dokończył

-A co z Dante ? - spytał Hidden rozglądając się wokół

-Odelciał – rzekł Shiro skierowując ślepia na Hidden'a, jednakże nie puszczając Xan'a

-Odleciał? - spytał Hidden krzywiąc się ze zdziwienia

-A jednak! Odleciał, i jakby tego było mało, powiedział że mamy go wypatrywać siódmego dnia o zmierzchu! - rzekł Shiro obrastając gniewem

-Naoglądałeś się za dużo Władcy Pierścieni – rzekł Kamyl nabijając się z Shiro

Śmiech Kamyl'a rozbrzmiał po całej opustoszałej dolinie i odbił się głuchym echem w uszach Shiro. Ten puścił Xan'a, i napiął mięśnie. Wokół niego drobne kamyki zaczęły odrywać się od ziemi. Jego ślepia stały się krwistoczerwone, zaś skrzydła kruczoczarne. U dłoni wysunęły się potrójne ostrza a'la Wolverine

-A cóż to, nasz demonik uniósł się dumą ? - zarechotał kamyl, jednakże jego śmiech nie śmiał zbyt długo, Shiro natychmiast odwrócił się i rozwalił mu czaszkę swymi szponami po tym zaczął obchodzic się z jego ciałem niczym sadysta. Mimo iż martwy, ciało kamyla nadal cierpiało katusze z ręki Shiro, rzucał jego ciałem po całej dolinie. W końcu furia ustąpiła granicy zdrowego rozsądku. Shiro puścił resztki ciała grzesznika, po czy powrócił do zszokowanych tym co właśnie ujrzeli, Hidden'a i Onikage.

-Potraktujcie to serio . . . - rzekł mijając ich i idąc w stronę obozu

shiro: Dobre, ale dlaczego akurat ja znęcam się nad martwym ciałem?
Dai Kaiosama Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
[ Klan Takeda ]
Dai Kaiosama
Wiek: 34
Dni na forum: 5.019
Plusy: 2
Posty: 1.401
"Przerwa" w funkcjonowaniu Forum nieco zachwiał równowgą rozgrywki. Wobec tego ta tura potrwa jeszcze przez jakiś czas...
Osoby, które juz strzelały, oczywiście w tej turze nie oddaja kolejnego strzału.
Podsumowanie- dziś póxnym wieczorem.

pozdrawiam

Takeda Shingen
Szybki jak wiatr, spokojniejszy niż las, gwałtowny jak ogień, niewzruszony niczym skała.
Lilu Kobieta
Super Saiyanin 2
Super Saiyanin 2
Lilu
Wiek: 27
Dni na forum: 4.912
Posty: 885
virtualboy-czasami pisze nie od zeczy
bad orydżinal nick
Orydżinal person
Orydżinal person

Wiek: 28
Dni na forum: 4.946
Posty: 344
Skąd: się biorą dzieci?
edhel - bo nie podoba mi sie w jej opowiadaniu, że ktoś mi rozkazuje heh gomen edhel

miłość to uczucie głupie, zaczyna się na ustach, a kończy na dupie...
Szarak Mężczyzna
^Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
[ Klan Takeda ]
Szarak
Dni na forum: 5.035
Posty: 1.214
Skąd: 4chan.org, Ostrzeżeń: Więcej niż Ty, kochany użytkowniku.
Emate, bo nie chce mi się pisać opowiastki.

Cthulhu fhtagn!
la mayyitan ma qadirun yatabaqa sarmadi
That is not dead which can eternal lie.
Nie jest umarłym ten który spoczywa wiekami,
fa itha yaji ash-shuthath al-mautu gad yantahi
And with strange aeons even death may die
nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.

I kto powiedział, że jesteśmy poważni?
Wyświetl posty z ostatnich:
Strony:   1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  

Forum DB Nao » » » Survivor 2 - Users Revolutions.
Przejdź do:  
DB NaoForum DB NaoAninoteAnime PhrasesDr. Slump
Powered by phpBB
Copyright © 2001-2019 DB Nao
Facebook