Rok 2001 :: Początki istnienia strony "Dragon Ball Nao" (16 lat temu)

» Bleach

Strony: poprzednia  1, 2, 3
clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 38
Dni na forum: 3.475
Plusy: 3
Posty: 1.192
Skąd: Kuopio, Suomi
Przez pół dnia słuchałam dzisiaj - i słucham dalej - "Soundscape to ardor" (Morning Remembrance), 17-go utworu na trzecim soundtracku do "Bleacha". To kawałek, który towarzyszył najbardziej emocjonującym scenom arca Hueco Mundo. Poniższy post jest tylko i wyłącznie moją subiektywną opinią, z którą proszę się nie zgadzać. Jedynym problemem/minusem/tragedią było to, że z "Bleachem" zapoznałam się w złej kolejności...

"Bleacha" polecano mi z wielu stron, więc w którymś momencie wyznaczyłam sobie datę 1 kwietnia 2009 (rok po "Naruto") na rozpoczęcie oglądania. Według opinii znajomych anime to może przysporzyć niebagatelnych przeżyć - uznałam więc, że nie będę się z nim zapoznawać w środku manii Narutowej (która zresztą nie przeszła), a dam mu odpowiednie warunki. A także odpowiednie warunki sobie - do delektowania się. W jedenaście dni obejrzałam wszystkie 214 odcinków i nareszcie mogę się wypowiedzieć, a na to miałam ochotę cały czas.

Wszyscy wyżej wspomnieni ludzie, którzy mnie na "Bleacha" namawiali, siedzą także po uszy w "Naruto". W ogóle wszędzie w necie porównuje się te dwa anime ze sobą, stawia na jednej półce - i tak dalej. Postanowiłam sobie jednak, że tego posta - choćby było trudno - postaram się napisać, nie patrząc przez pryzmat "Naruto". Najwyżej w dalszej części zamieszczę jakieś wnioski - no i przy postaci Ishidy sobie odpuszczę.

Nie ulega wątpliwości, że "Bleach" ma rozmach. 214 odcinków (anime), które wraz z fillerami zawierają w sobie praktycznie jedynie cztery wydzielone opowieści - a jakieś 150 odcinków zawierających właściwie dwie historie - to wskazuje na niebagatelny wkład/nacisk autora na rozwój akcji. Animacja jest ładna, a na postacie miło się patrzy. Ścieżka dźwiękowa pasuje do klimatu serialu, a wspomiany wyżej "Soundscape to ardor" - w połączeniu z obrazem - miażdży. Podobnie jest z najbardziej charakterystycznym utworem muzycznym - "On The Precipice Of Defeat", który robi wrażenie od pierwszego usłyszenia. Warto wspomnieć o "Number One", który w wersji instrumentalnej robi doskonałe udźwiękowienie do starć i walk. Z resztą muzyki dopiero się zapoznaję, ale nie mogę nie wspomnieć o "Asterisk", utworze z pierwszego openingu serii, który jest bardzo pozytywnym kawałkiem i doskonałym rozpoczęciem przygody w "Bleachem".

Albowiem "Bleach" nie jest ani eposem, ani szczególnie głęboką historią - jest to seria na swój sposób lekka, pozytywna, humorystyczna. Jeśli się to zrozumie, nie będzie się miało problemów z odbiorem, tak myślę. Ja się nastawiałam na epos i było mi ciężko. Przyznam szczerze, że naprawdę trudno mi się to anime oglądało - a kiedy człowiek sobie postanowi obejrzeć taki serial w ciągu 10-12 dni, nie może sobie od niechcenia oglądać po 5 odcinków dziennie. Pod względem dopracowania "Bleach" nie jest ideałem - fabuła (choć ciekawa i z założenia wielowątkowa) kuleje, pełno jest hokus-pokus i mało przekonujących rozwiązań, akcja idzie naprzód mocno standardowym torem, a przede wszystkim Oni-Się-Ciągle-Biją! Nie wiem dlaczego, ale "Dragon Balla" oglądało mi się znacznie lepiej, a otooto może potwierdzić, że w roku 2001 w wakacje obejrzałam DBZ i GT w ciągu dwóch tygodni i rozemocjonowana siedziałam przed wideo od rana do nocy.

Największą siłą tego serialu są humor i bohaterowie. Humor jest śmieszny, a bohaterowie - choć także (niektórzy przynajmniej) zbyt standardowi bądź niedopracowani, bądź wręcz idiotycznie skonstruowani - przyciągają uwagę. O bohaterach będzie, tradycyjnie, więcej. Niezmiernie podoba mi się koncepcja różnorodności postaci - to nie jest jednolita grupa, w której każdy stanowi indywidualność, jednak na takich samych zasadach i punkcie wyjścia (patrz: ninja albo czarodziejki-wojowniczki), ale zbitek całkowicie różnych charakterów, którzy odgrywają różne role. Widać to na przykładzie głównej piątki bohaterów, z których każdy posiada inne moce: Ichigo jest Zastępczym Shinigami, Rukia prawdziwym Shinigami, Ishida jest Quincym, natomiast Orihime i Chad posiadają kompletnie inne zdolności i możliwości. A oto, co szczegółowo sądzę o postaciach (pewnie trochę ich się nazbiera) - spojlery! spojlery!.

Ichigo - moja ulubiona postać od pierwszego odcinka i nie zmieniło się to przez 214 epizodów. Pierwsza scena, pierwsze wejście, doskonale oddaje charakter tego bohatera, a kolejne odcinki jedynie potwierdzają, że pierwsze wrażenie było słuszne. Ichigo to po prostu dobry człowiek. Bardzo pozytywny, choć można się domyślać - poprzez wieczny nieco zachmurzony wyraz jego twarzy (te ściągnięte brwi i standardowy brak uśmiechu) - że jakąś mroczną tajemnicę w sobie nosi (w tym przypadku jest to śmierć ukochanej matki i wyrzuty sumienia, z jakimi przyszło mu żyć latami). Ichigo podchodzi do ludzi pozytywnie i obejmuje sympatią wszystkich bliskich. Jako starszy brat dwóch sióstr ma absolutnie fantastyczne podejście do dzieci - czy są to dzieci ziemskie, dusze czy choćby Hollowy. Jednym z moich absolutnie ukochanych cytatów serialu jest (w nieco zmodyfikowanym tłumaczeniu własnym): "Czy wiesz, do czego służą starsi bracia? Do opieki nad młodszym rodzeństwem." Ichigo byłby doskonałym opiekunem, nauczycielem czy lekarzem, albowiem lubi dzieci i ma do nich pełne wyrozumiałości i cierpliwości podejście. Lubię Ichigo za jego głos, bardzo spokojny i jak rzadko pozbawiony agresji - tym głosem jest w stanie powiedzieć w środku bitwy jakąś największą i zarazem najprostszą prawdę, która jest w stanie zrównoważyć wszystkie argumenty przeciwnika. Ichigo jest osobą odpowiedzialną, co wynika przede wszystkim z jego troski o bliskich - aczkolwiek mam wrażenie, szczególnie na początku, że zdolny byłby w którymś momencie rzucić miecz w diabły, odwrócić się i pójść do domu. Tak na zasadzie: "Co ja tu w ogóle robię?" Myślę, że wynika to z jego postawy lekkiego luzaka, któremu trudno się jest w coś zaangażować (tu porównanie z Shikamaru) - jest to jednak jedynie postawa, wyrażana na przykład zrównoważonym zachowaniem czy pełnym zamyśleniem w środku białego dnia i wyłączeniem z otaczającego świata. (A także samo zorientowanie w otaczającym świecie: "Ishida Uryuu? A co to za jeden?" "Jest w naszej klasie!!!") Kolejnym moim ulubionym cytatem jest "E?", świadczące o kompletnym zaskoczeniu, po którym najczęściej następuje jakiś kopniak albo inny cios we wrażliwą część ciała. To się Ichigo udaje jak mało komu Jeśli chodzi o inteligencję, Ichigo nie jest geniuszem, jednak rozumu mi nie brakuje. Wystarczy mu mieć koło siebie Ishidę i wszystko będzie dobrze - a w większości sytuacji jednak potrafi się rozeznać. Mam wrażenie, że Ichigo raczej działa, niż myśli, ale to też nie jest wada - możliwe, że po prostu nie musi się długo zastanawiać albo nie znajduje innego rozwiązania. Pod tym względem są z Renjim siebie warci Natomiast faktem jest, że Ichigo jest postacią, którą najwięcej się wyciera podłogę w tym serialu - aż cud, że po czymś takim jeszcze żyje, heh...

Rukia - moja ulubiona postać kobieca tego serialu, bijąca na głowę wszystkie postacie kobiece z "Naruto" razem wzięte (za wyjątkiem Babci Chiyo). Rukia robi wrażenie na samym początku - wyglądem, głosem i siłą - i to wrażenie jakoś zostaje, aczkolwiek z przykrością stwierdzam, że o ile Kishimoto nie umie konstruować postaci kobiecych z założenia, o tyle Kubo wychodzi to dobrze, ale w procesie każdą jedną postać kobiecą sprowadza do coraz niższego poziomu. Rukia jednak od czasu do czasu miewa przebłyski i to ją ratuje w całokształcie. (Zaczynam się jednak poważnie zastanawiać, czy to wina autorów czy może samej koncepcji mangi shounen, że kobiety zawsze będą za plecami mężczyzn - ale przecież kobiety w nieśmiertelnym "Dragon Ballu" wymiatały zawsze!) Rukia ma charakter - i na swój sposób jest postacią idealną. Bo nie jest idealna. Jest momentami silna, momentami słaba. W walce stara się, ale często zawodzi. Ma silne zasady moralne, ale potrafi też się załamywać. Kubo był okrutny, wprowadzając ją z impetem do akcji w pierwszym odcinku, a następnie pozbawiając ją mocy oraz wtrącając do więzienia na 50 odcinków, gdzie mogła się tylko umatwiać. Co jednak zaskakujące, Rukia umartwiała się z klasą i przez to zachowała swój imidż. Co mi się ponadto w Rukii podoba, to jej kobiecość - podkreślona tymi ślicznymi i prostymi sukieneczkami, które nosi na ziemi. Skoro zaś mowa o świecie realnym - Rukia jest wybitna. Z jej minami, z jej rysowaniem, z jej sposobem mówienia, z jej gestami. Ze spaniem w szafce Ichigo

Relacja Ichigo-Rukia jest dla mnie najważniejszą relacją tej opowieści. Los zetknął ich w pierwszym odcinku i dał im obojgu coś wyjątkowego: bliskość drugiego - tak różnego - człowieka. Ichigo i Rukia to oczywiście wiele śmiechu: Rukia przywołująca Ichigo do rozumu, Rukia zmuszająca Ichigo do przeprosin Orihime, Rukia rysująca schematy i Ichigo krzyczący w panice: "Nie musisz rysować!!!", Rukia w szafie, Rukia i zaloty kolegów Ichigo ("Uważaj na niego, to straszny kobieciarz." "Interesują mnie starsze kobiety." "No właśnie."), Rukia i obsługa soku z kartonika. Przede wszystkim jednak relacja Ichigo-Rukia to przyjaźń, bliskość, zrozumienie, troska. Możliwe, że świadomie nie zdają sobie sprawy, co ich łączy - jak nastolatkowie, którzy jeszcze nie rozumieją, co to miłość - jednak wiedzą, że w swoim towarzystwie czują się najlepiej i że rozstanie przysporzy im bólu. Pierwsze rozstanie Rukii i Ichigo (w odcinku 16 czy 17), kiedy Rukia chciała odejść po cichu, by nie narażać Ichigo, i kiedy Ichigo nie był w stanie jej zatrzymać/ochronić, a skończył na kolanach u stóp silniejszego przeciwnika - ile tam było emocji! We łzach Rukii, która nakazywała Ichigo zostać i nigdy po nią nie przychodzić, w upokorzeniu Ichigo, który walczył z całych sił, a nie był w stanie nic zrobić. I te jej późniejsze słowa: "Stał się dla mnie jedyną osobą, której mogłam zaufać". I że dla Ichigo od początku było jasne, że musi iść ją uratować - choćby oficjalnym powodem był dług wdzięczności. Z wielkim zainteresowaniem będę śledzieć rozwój tej relacji.

Ishida - to kolejny z moich ulubieńców. (Opinia po pierwszych 15 odcinkach: "Imidż ma mroczny, osobowość paskudną, fascynuje od pierwszego spotkania, ale przy bliższy poznaniu zyskuje ") Wygląda jak Sasuke, zachowuje się jak Sasuke, ma osobowość jak Sasuke i w dodatku gada jak Sasuke! Na całe szczęście, Ishida nie okazał się kopią Sasuke czy substytutem - stał się integralną postacią, był samym sobą, i z całą świadomością mogę powiedzieć, że dla osoby Ishidy warto obejrzeć ten serial I ma ładniejsze oczy niż Sasuke Ishida to dla mnie taka bardziej pozytywna wersja Sasuke, pozbawiona tej strasznej głębi, emo i w ogóle Niezwykle inteligentny człowiek, który nigdy nie da się zbić z tropu (przynajmniej przeciwnikowi), a potrafi rzucić celną repliką ("To pewnie wstyd: być takiem ignorantem."). Cenię go za zdolność walki jak równy z równym nawet z o wiele silniejszym przeciwnikiem - i zdolność wygrywania, wynikające ze talentu błyskawicznej analizy. To jest mózg, który nie spoczywa nawet na chwilę. Z charakteru raczej spokojny i opanowany, obserwator - dlatego do takiej rozpaczy doprowadzają go Ichigo i Renji, którzy pierwsi są do wybitki i nigdy nie słuchają jego pomysłów czy argumentów Ishida posiada ponadto pewność siebie i dumę, które nie zawodzą go w żadnej sytuacji - dumę Quincy'ego. Oczywiście, na początku trochę mu się poprzestawiało we łbie, ale Ichigo szybko sprowadził go na właściwe tory - natomiast arc z Hueco Mundo pokazał, że Ishida potrafi inteligentnie wybrnąć z sytuacji szantażu emocjonalnego (sytuacja z ojcem), choć wydawał się zapędzony w kozi róg - i że przyjaźń znaczy dla niego wiele. Sądzę ponadto, że Ishida ma poczucie humoru i potrafi się dobrze bawić w różnych sytuacjach, choć tego nie okazuje. Najlepszym motywem są jego zdolności krawieckie, a przynależność do kółka robótek ręcznych rozwaliła mnie zupełnie I na koniec napiszę, że Ishida jest wrażliwym - może nawet za bardzo - człowiekiem. Arc fillerowy podobał mi się między innymi ze względu na relację Ishidy z Yoshino, która moim zdaniem ukazana była pięknie.

Orihime - zapowiadała się świetnie: mocno oryginalna dziewczyna, z głową w fantastycznym świecie, z upodobaniem do dziwnej żywności i z porem. W trakcie rozwoju serii, niestety... Dość powiedzieć, że przestałam Orihime trawić. Szybko zaczęła jęczeć, jak to się do niczego nie nadaje - oczywiście zupełnie niesłusznie, bo moce ma poważne. Zaczęła się umartwiać i zupełnie nie z klasą. Nie znoszę czegoś takiego. Straciła moim zdaniem całą swoją unikalność.

Chad - fajna postać i oryginalna. Przeważnie mamy w takim wypadku do czynienia z niezgrabnym osiłkiem, wielkim chłopem o miękkim sercu. Chad nie ma w sobie nic miękkiego, a jednak jest pozytywną postacią. Ma imidż i swój styl. Ma swoje zasady. Nie denerwuje, budzi uznanie.

O reszcie postaci będzie później.

"Bleach" dostaje u mnie 9/10 - bo jest dobrym anime, które przeciętnego widza zachwyci i wciągnie - ale pomiędzy tą punktacją a 9,8/10, jakie przeznaję "Naruto" (-0,2 za postacie kobiece), jest przepaść. Niech sobie ma kulawą akcję, hokus-pokus, nierealistyczne rozwiązania, standardowe posunięcia i czasami kiepsko skonstruowanych bohaterów - to wszystko można przeżyć. Nawet to, że "się ciągle biją". Dla mnie największym minusem tego anime jest brak głębi. Nie jestem w stanie zaangażować się emocjonalnie w ten serial. We wszystkich 214 odcinkach znalazłam dwie (dwie!!!) sceny, które mnie poruszyły i zrobiły mocne wrażenie - pożegnanie Orihime z Ichigo oraz wyrzucenie Neliel z Las Noches. (Przy obu gra "Soundscape to ardor".) Znacznie więcej jest scen, które umiejętnie poprowadzone mogłyby rzucić na kolana, a jednak potraktowano je po łebkach - jak całość serialu.

Pod względem głębi emocjonalnej "Bleach" nawet się do "Naruto" nie umywa, stoi jakieś 3-4 poziomy niżej. Nie twierdzę, że za działaniami postaci nie ma głębi - po prostu nie jest to ukazane w taki sposób, by robiło wrażenie. Oglądając "Bleacha", uświadomiłam sobie po raz kolejny, jak wyjątkową i genialną serią jest "Naruto". Ale nie zamierzam wymagać od każdego anime tego, co jest w "Naruto". Jak napisałam, miałam inne nastawienie i dlatego mój odbiór "Bleacha" jest taki, jaki jest. I, jak napisałam, zapoznałam się z tym anime nie w takiej kolejności, jak się powinno - przynajmniej w moim przypadku.

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"aoi mikazuki noboru (kaze wa aka o matotte)"

Obraz
kirin.pl


Ten post był edytowany 1 raz, ostatnio zmieniony przez clio: 13.04.2009, 8:49
clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 38
Dni na forum: 3.475
Plusy: 3
Posty: 1.192
Skąd: Kuopio, Suomi
Siedze sobie na (pseudo)dyzurze wielkanocnym, slucham wariacji na temat "Soundscape to ardor" i na szczescie nie mam pracy, na ktorej musialabym sie skupic, bo przy tej melodii jest to kompletnie niemozliwe. Pisze wiec druga czesc moich przemyslen na temat "Bleacha", a zwlaszcza jego bohaterow, poniewaz majac do dyspozycji tak obszerną galerie postaci, nie mozna pozostac obojetnym na olbrzymią ich roznorodnosc.

Rodzina Ichigo - robi bardzo pozytywne wrazenie. Kiedy w pierwszym odcinku Ichigo wraca do domu, szybko dowiadujemy sie, po kim przejal zwyczaj bardzo autorytatywnego ustosunkowania sie do popelniajacych wykroczenia indywiduów. (Scena z chlopakami, ktorzy przewrocili wazon z kwiatami dla duszy, i przykladne ukaranie przez Ichigo versus scena z ojcem, ktory brutalnie udowadnia Ichigo, ze spoznianie sie na rodzinny obiad jest przestepstwem.) Ojciec, wlasciciel prywatnej kliniki, nie moze nie budzic sympatii, zwlaszcza w zestawieniu z jego ogolna postawa ("ojciec-idiota"), ogromna miloscia do dzieci i Rukii oraz pozytywnym podejsciem. Siostry-blizniaczki takze sa wybitne - delikatna Yuzu, ktora przejela odpowiedzialnosc za prowadzenie domu, oraz jeszcze bardziej wrazliwa i inteligentna Karin, przejmujaca sie cala rodzina. Nie ulega watpliwosci, ze rodzina Kurosaki - ktora byla tak szczesliwa, liczac 5 czlonkow - po smierci matki zaciesnila wiezy jeszcze bardziej i dba o siebie nawzajem bez wzgledu na okolicznosci.

Przyjaciele Ichigo - Mizuiro i Keigo, a takze Tatsuki i Chizuru. Musze przyznac, ze bardzo lubie te bande. Dwaj koledzy Ichigo stanowia kompletne przeciwienstwo i po prostu nie mozna sie nie smiac, widzac narwanego i przesadzonego Keigo, ktory darzy Ichigo najwieksza miloscia na swiecie, a takze spokojnego i zrownowazonego Mizuiro, ktory nawet w stosunku do przyjaciół uzywa formalnego jezyka. Tatsuki jest bardzo pozytywna postacia, silna wewnetrznie, nie pozbawiona instynktu opieki nad przyjaciolmi - glownie Orihime. Tatsuki odgrywa tez wazna role jako przyjaciolka Ichigo z lat dziecinstwa. Bardzo lubie tez Chizuru opetana na punkcie Orihime (czy raczej jej biustu), ktora nie przepusci zadnej okazji, by sie byc blisko (mowiac eufemistycznie) swojej idolki.

Mysle, ze dwiema grupami, na ktorych musze sie skupic nastepnie, beda Oddzialy (dywizje?) z Soul Society oraz Arrancar. Nie zamierzam pisac o kazdej postaci, raczej wskazac na te, ktore w taki czy inny sposob zwrocily moja uwage.

Jesli chodzi o Soul Society, to mam czterech ulubiencow na najwyzszym szczeblu: Hitsugaya (10), Kenpachi (11), Ukitake (13) i Kyouraku (8 ). Sa to postacie, ktore nie zawodza (widza) w zadnym wypadku. Odpowiedzialni, inteligentni i potezni. Hitsugaya ("Czesc, Toushirou!" "Dla ciebie KAPITAN HITSUGAYA"), mimo stosunkowo mlodego wieku budzi uznanie swoja w pelni rozwinieta osobowoscia, powaga i umiejetnosciami. Niepozbawiony wrazliwej strony, pozostaje lojalny wobec przyjaciol - Hinamori oraz Matsumoto. Uczulony na punkcie wzrostu - coz, chyba Romi Paku jako seiyuu ma monopol na kurduplastych mlodziencow, a swoja droga jest idealna jako glos Toushirou. Kyouraku zwraca uwage swoim luzackim podejsciem do zycia (wino, kobiety i moze nie spiew, ale na pewno relaks), nie brak mu autoironii i dystansu. Jego relacja z zastepca ("Nanao-chaaaan...") jest powodem do smiechu (pamietna scena wejscia i platki roz), ale jednoczesnie jest to wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu, Kapitan dywizji Soul Society, na ktorym mozna w pelni polegac. Podobnie jest z Ukitake - a jak sie zorientowalam, ci dwaj byli od zawsze przyjaciolmi - ktory moje uznanie zdobyl od pierwszego wejrzenia i spotkania na moscie. Sprawiajacy wrazenie dosc kruchego i delikatnego, niedomagajacy na zdrowiu, a jednoczesnie cieszacy sie ogromna estyma i powazaniem Kapitan. (Jego relacja z zastepcami jest powalajaca.) Madry czlowiek, zasluzony mentor, mysliciel. O ostatnim z Kapitanow, ktorym jest Zaraki Kenpachi, bedzie wiecej. Ken-chan jest po prostu wyjatkowy. Potezny niczym demon, czerpiacy z walki najwieksza przyjemnosc. Pozbawiony zahamowan ("Rozsądek? Przykro mi, nigdy nie mialem czegos takiego.") i zmyslu orientacji w terenie (czego nie polepsza poleganie na Yachiru-chan - albo ta dwojka ma po prostu zabawe jak mało kto). Ken-chan nie moze nie zwracac uwagi i na swoj sposob zachwycac - jako bardziej zbitka instynktow anizeli skomponowany czlowiek. Nie cofnie sie przed zadnym przeciwnkiem, a im silniejszego bedzie mial przed soba, tym szerszy bedzie jego przerazajacy usmiech. Jego walka z Nnoitrą jest jednym z najlepszych starc w tym serialu. (A takze sam motyw, kiedy Ken-chan jednym ciosem rozwala Teslę, po czym odwraca sie i wola: "Nastepny!" ) Kenpachi wydaje sie prosto skonstruowana postacia, jednak ma swoje zasady i trzezwy punkt spojrzenia na swiat - ostatecznie nie zostal Kapitanem tylko i wylacznie ze wzgledu na swoja sile. Moim ulubionym cytatem z Kenpachiego sa jego slowa skierowane do Ichinose: "Jesli nie podoba ci sie porzadek rzeczy, zmien go wlasnymi rekami" oraz "Lojalnosc jest czyms innym niz poleganie na drugim czlowieku". Nie zapominajac o jego odwiecznej checi kolejnego pojedynku z Ichigo, ktory podczas wizyt w Soul Society musi sie kryc po katach i drzy z obawy przed spotkaniem z Ken-chanem

Kapitanami, na ktorych od razu zwrocilam uwage, sa Ichimaru Gin oraz Kuchiki Byakuya. Gin jest niewatpliwie postacia bardzo interesujaca i mialam nadzieje na wiekszy jego rozwoj w trakcie rozwoju serialu, ale niestety Gin zostal niejako zepchniety w tlo. Wiecznie usmiechniety przerazajacym usmiechem, calym sobą krzyczacy: "Uwazajcie, nie jestem taki, jakim sie wydaje". Odpychajacy i fascynujacy zarazem. Nic dziwnego, ze byl w stanie zrobic wrazenie i po swoim odejsciu zostawic pustke - "Stracilem kogos mi bliskiego" mowi Kira pozniej. Jestem bardzo ciekawa, jakie motywy kierują Ginem w jego działaniach i poparciu dla Aizena - czy ten człowiek w ogóle ma jakąś motywację. I chciałabym się też dowiedzieć więcej o jego relacji z Matsumoto, bo niewątpliwie tę dwójkę jakaś przeszłość łączyła - bardzo istotnym faktem jest, że kiedy Rangiku skrzyżowała z Ginem miecze, z twarzy tego ostatniego zniknął wieczny uśmiech (chyba jedyny raz w trakcie całego serialu).

Byakuya jest chyba najbardziej... dziwna postacia tej historii i kims, o kim mozna pisac dlugo. I jednoczesnie bohaterem, ktorego konstrukcje uwazam za kompletnie pozbawiona sensu. Robi ogromne wrazenie - przywodca najbardziej powazanego rodu arystokratycznego, chlodny, opanowany, potezny. Byakuya jest niczym elf wysokiego rodu, ktory stapa w sobie tylko dostepnych sferach, a na wszystkich dokola patrzy jak na robactwo. Ma wszelkie zadatki na fascynujacego bohatera (czy ktorys widz plci zenskiej nie pozostanie pod urokiem takiego faceta?) i jest TYM TYPEM. Z Byakuya jest jednak ten "problem", ze zachowuje sie jak najwiekszy sku***el i to skutecznie eliminuje go z listy bohaterow do polubienia. Swego czasu stwierdzilam, ze chyba nie chcialabym, zeby z Byakuyi byli jeszcze ludzie. Dlaczego uwazam te postac za idiotycznie skonstruowana? Wlasnie z uwagi na rzekome wyjasnienie jego postepkow wobec Rukii. Nie przemawia do mnie idea wyslania ukochanej siostry na smierc, skoro wczesniej robilo sie (rzekomo) wszystko dla jej dobra, i za to Byakuya ma u mnie minusa do konca zycia, chocby nie wiem jak fajna postacia okazal sie w przyszlosci. Wydaje mi sie wrecz, ze taki bohater jest nierealny jak malo kto - choc według autora wszystko bylo pewnie fajnie zaplanowane. Owszem, pozniej Byakuya nagle staje sie kochajacym bratem i tak dalej, niemniej jednak to tylko podkresla sprzecznosc tej postaci. Wszystkie przebitki udowadniaja, ze Byakuya nigdy nie okazal Rukii chocby cienia sympatii - choc mimo wszystko trudno jest uwierzyc, by rzeczywiscie mial ją za nic. Nawet ja jestem w stanie przychylic sie do teorii, ze i Byakuya zdolny byl do jakichs glebszych uczuc i emocji (zwlaszcza na przebitce w odcinka 208, kiedy widzimy go - o wielkie nieba - jako zywego i normalnego nastolatka), tyle ze z uplywem czasu (smierc zony oraz przejecie odpowiedzialnosci za rod) całe jego wnętrze zostalo odgrodzone murem. Wszystko rozumiem, ale jednak nie wyslanie siostry na smierc. W miare rozwoju serialu, w nastepnych arcach, zaczelam patrzec na Byakuye pod innym katem - i postac ta zaczela mnie niezmiernie bawic. Byakuya jest az do przesady sztywny i nawet kiedy mowi, to ma szczekoscisk. Mam wrazenie, ze nikt w Soul Society nie czuje sie przy nim swobodnie i po jego pomoc mozni uciekaja sie wtedy, kiedy jest ona absolutnie niezbedna. Dodam jeszcze na koniec, ze na podstawie arcu Hueco Mundo zaczynam widziec z Byakuyi masochiste, co w sumie nie jest taka glupia teoria. (I dodam, ze omake z Byakuya sa dla mnie powodem do ogromnego smiechu - zwlaszcza rozmowy na temat przycinania wlosow przy pomocy senbonzakury i uczestnictwo jako zastepstwo za Rukie w posiedzeniach stowarzyszenia kobiet shinigami ) Bardzo jestem ciekawa, co tak naprawdę i w głębi duszy sądzi Byakuya o Ichigo - nie wiem, czy Ichigo poczuł się już szwagrem, ale z miejsca zaczął nazywać Byakuyę po imieniu, co z pewnością jest dla Pana Sztywniaka szokiem, aczkolwiek nie zniża się on do poziomu plebsu, by zwrócić uwagę - w przeciwieństwie do Hitsugayi, który ma jeszcze cierpliwość. Uwielbiam scenę z arca fillerowego, kiedy Byakuya toczy pojedynek z Kariyą i nagle ni z tego, ni z owego, do walki dołącza się Ichigo. Byakuya miał minę a'la "Umrzyj".

Postacią, o ktorej powinnam byla napisac wczesniej, jest Renji. Renji to postac, o ktorej moja opinia zdecydowanie zmienila sie na plus w trakcie trwania serialu. Choc przy pierwszym spotkaniu bylam pewna, ze nigdy go nie bede w stanie polubic, to dosc szybko zaczelam miec przeczucie, ze z Renjiego jednak beda jeszcze ludzie. Duet Byakuya + Renji - rzekomy brat i przyjaciel - potraktowal Rukie bardzo zle przy tym pierwszym spotkaniu w Karakura, choc najwyrazniej wszystko wynikalo z troski. Jaka szkoda, ze nie lubie idei okazywania troski poprzez agresje. Im wiecej jednak obserwowalismy Renjiego, tym bardziej uswiadamialismy sobie, ze ten czlowiek rzeczywiscie bardzo sie o Rukie martwi i jego postepki nie wynikaja z okrucienstwa, tylko z milosci - to dalo podstawy, by przypuszczac, ze postawa Renjiego sie zmieni. Punktem zwrotnym jest (przegrana) walka z Ichigo, kiedy pokonany Renji blaga przeciwnika, by uratowal Rukie. Nie ulega watpliwosci, ze Renji mial w sobie prawdziwa burze uczuc i emocji: strach, obawa, troska, wscieklosc, zazdrosc - wszystko wynikajace z wieloletniej i pelnaj oddania przyjazni z Rukia. Pozniej Renji staje sie juz tylko i wylacznie pozytywna postacia - nieodlacznym towarzyszem Ichigo i druzyny. Scena, kiedy zupełnie znienacka, jeszcze w Soul Society, dołącza do Ichigo, żeby sobie potrenować, jest wybitna - nie dziwię się, że wszystkim szczęki opadły. Ot, urok Renjiego. Inteligencją nie grzeszy, pierwszy siega za miecz i gotow jest rozwiazywac spor przy jego pomocy, w swiecie realnym niezorientowany i bezradny (Renji z stroju hipisa wymiata) - i przy tym wszystkim szalenie sympatyczny. Dla całokształtu nie bez znaczenia jest fakt, ze Renji ma najpiekniejsze wlosy w calym tym przeogromnym gronie bohaterow

Mowiac o Soul Society, nie moge nie wspomniec o nierozlacznej dwojce: Ikkaku i Yumichika To jest duet, ktory miazdzy i nie ma sobie rownych. Dwaj wierni poddani Kenpachiego i wyznajacy zasade: "W oddziale 11-ym porazka oznacza smierc". Ikkaku, niezwykle pogodny i optymistyczny, tryskajacy humorem i doceniajacy przeciwnika. To taka bardziej ludzka wersja Kenpachiego. I z drugiej strony Yumichika, moja pokrewna narcystyczna dusza Rowniez uzdolniony wojownik, ktory jednak najwieksza wage przywiazuje do wzgledow estetycznych, wobec czego klasyfikowanie kazdego przeciwnika jako "brzydkiego" jest wystarczajacym powodem do walki. Osobiscie jednak usmialam sie, kiedy siostra Keigo nawet na Yumichike nie spojrzala, z miejsca palajac afektem do Ikkaku - i w ogole cala ta znajomosc wojownikow z 11. oddzialu z rodzenstwem Keigo byla genialna

Wspomne jeszcze kilka postaci, ktore zrobily na mnie wrazenie w Soul Society - rodzenstwo Shiba: Ganju i jego przerazajaca siostra Kuukaku. Ganju ma swietny charakter, jego zazylosc z dzikami rozbraja, a do tego okazuje sie posiadac bardzo przyzwoite zdolnosci bitewne, ktore pozwalaja mu walczyc na rownej stopie chocby z oficerami oddzialow (pojedynek z Yumichika na dlugo zostaje w pamieci). Hanatarou z oddzialu 4 - niezwykle przydatna ofiara losu, ktora z wielkim oddaniem pomaga wrogowi w dzialaniach w Seireitei. Mayuri (kapitan oddzialu 12) - genialny naukowiec, ktory na wiekszosc przeciwnikow patrzy na jak na potencjalne obiekty badan. Poczatkow odpycha z uwagi na swoj kompletny brak ludzkich odczuc, pozniej okazuje sie byc bardzo przydatny jako sprzymierzeniec. Jego starcie z Octava Espada robi wrażenie jako pojedynek dwoch genialnych umyslow z zaskakujacym i niezwykle oryginalnym finalem. Dodam jeszcze, ze bardzo podoba mi sie glos Mayuriego, a konkretnie jego sposób mówienia.

Zanim przejde do Hueco Mundo, wypada wspomniec o Uraharze oraz Yoruichi. Urahara jest niewatpliwie jedna z ciekawszych postaci tego anime, jednak mimo wszystko czuje jakis taki niedosyt zwiazany z tym bohaterem. Jest go jakos tak... za malo. Aczkolwiek podobala mi sie jego historia przedstawiona w Gaiden - i bylo mi Urahary bardzo zal za to, jak zostal potraktowany. Sympatyczny czlowiek i inteligenty, ktory - choc nieslusznie wygnany z Soul Society - wciaz toczyl walke i pomagal tym, ktorzy jego pomocy potrzebowali. Yoruichi natomiast cenie (rowniez) za inteligencje, zdolnosc blyskawicznej oceny sytuacji i reakcji. Ostatecznie to dzieki niej i jej akcji Urahara i zwizardowani shinigami (ktorych sobie odpuszcze, bo czekam na rozwoj tych postaci - wspomne tylko, ze Shinji mial piekne wlosy i szkoda, ze je skrocil, a takze ze scena z odcinka 212, kiedy wizardy postanawiaja przylaczyc sie do walki z Aizenem w ramach miedzy innymi wdziecznosci dla Urahary, jest swietna) zachowali i zycie, i moce - czegos takiego nie mozna zapomniec. W przypadku Yoruichi zawsze bedzie mi sie ten przypominac reakcja Ichigo na jej (nieodzianą) wersje ludzka po zmianie z kota

Jesli chodzi o Hueco Mundo, to posrod Espady kilka postaci zwrocilo moja uwage - Ulquiorra (4), Grimmjow (6), Nnoitra (5) i Szayel Apollo (8 ). Ulquiorra to jeden z nielicznych bohaterow, o ktorych z pelnym przekonaniem mozna powiedziec, ze mają klase. Niezwykle opanowany i cechujacy sie umiarkowaniem, co bardzo cenie. Nie szastajacy mocami bez potrzeby, posiadajacy cel w kazdym dzialaniu. Jednoczesnie budzacy groze i rozsiewajacy wokol strach, ktory umacnia jego wladze i dominacje. Ulquiorra jest postacia, ktora spokojnym glosem i w prostych slowach wymusza posluszenstwo, i to robi wrazenie. (Od siebie dodam jeszcze, ze jestem fanka pairingu Ulquiorra/Orihime - aczkolwiek autor chyba musialby sie mocno postarac, hmm...) Grimmjow jako postac budzi burze odczuc - z jednej strony lekki furiat, ktory namolnie poszukuje silnych przeciwnikow i znajduje (?) upodobanie w wycieraniu nimi podlogi (choc mam wrazenie, ze to bardziej wyraz frustracji), z drugiej strony rozsadnie mowi o eliminacji zagrozenia, zanim nie bedzie za pozno (choc nie jestem pewna, czy to nie tylko wymowka, by poszukac silnego przeciwnika i sie z nim bic). Z jednej strony okrutny jakas taka dzika zwierzeca gwaltownoscia, z drugiej - na swoj sposob honorowy. Podoba mi sie jego zbuntowanie przeciw Aizenowi, ktorego zwierzchnosci nie zamierza uznawac, walczac tylko o swoj cel. Nieco grandiotyczny i zapatrzony w siebie, nieco zaslepiony pod wzgledem obsesyjnego pragnienia mocy, jednak jego walka z Ichigo ukazuje nam Grimmjowa jako pelnego godnosci wojownika, ktory czerpie wlasnie z tego przekonania o wlasnej sile i niezachwianej wiary w siebie. Nie ukrywam, ze wlasnie ta walka (ktora uwazam za jedna z najlepszych) i jej final ustabilizowaly moja pozytywna opinie na temat Grimmjowa - nie bez znaczenia jest tez Ichigo i jego szacunek okazany rywalowi. Nnoitra to dla odmiany postac pozbawiona klasy i godnosci - niby tez z obsesja na punkcie mocy, ale jakze odmienny jest od Grimmjowa. Bez honoru, poslugujacy sie podlymi oszustwami, ktore nie wzbudzą u nikogo uznania. Cierpiacy z powodu wewnetrznych kompleksow, organiczony szowinista, ktory nie jest w stanie scierpiec kobiety jako silniejszej od niego. Jak powiedziala Neliel: "Mimo ze zostales Espada, wciaz jestes dzieciakiem." Jakze musialy go bolec te wszystkie slowa, jakie z nim zamienila: "- Dlaczego za mna idziesz? - Bo jestes ode mnie slabszy." Nnoitra jest postacia zjawiskową, jednak przy blizszym poznaniu kompletnie rozczarowuje jako czlowiek. Szayel Apollo rowniez jest zjawiskowy i nawet nie takie wielkie robactwo z niego wyszlo w porownaniu z Nnoitrą. (Tu gwoli wyjasnienia cytat Ishido z posta o Akatsuki - "Kiedy jednak pokazala sie jego prawdziwa postac, szczena mi opadla - robactwo niepojete wyszlo ^ ^." Ishido, te kwestie zapamietam sobie do konca zycia, poniewaz zawsze znajda sie bohaterowie, ktorzy wlasnie tacy beda. W "Bleachu" mamy ich pod dostatkiem.) W przeciwienstwie do Nnoitry Szayel budzi wesolosc swoim uroczym narcyzmem ("- Hej, a ty dokad??! - Ide sie przebrac, nie zamierzam walczyc w zniszczonym ubraniu."), jest ponadto o wiele inteligentniejszy od Quinta Espada. Jego metody walki to zupelnie inny poziom anizeli prosta wymiana ciosow - to walka na rozum, w ktorej malo kto ma szanse, choc Ishida radzil sobie (do czasu) bardzo dobrze. Ja po prostu zawsze mialam slabosc do szalonych naukowcow, wiec nie jestem w stanie znielubic pieknego Apollo nawet za wspoludzial w przestepstwach Nnoitry, choc nie zamierzam mu tego zapominac. Aczkolwiek nie wiem, czy jakos szczegolnie mu wspolczuje za koniec, jaki go spotkal - choc byl wyjatkowo okrutny. Coz, wyzwal na pojedynek geniusza po fachu, wiec nie mogl sie spodziewac czegos prostego. Choc oczywiscie potezny Espada na zadnym etapie nie podejrzewal, ze moze przegrac.

Nel jest moja druga ulubiona postacia kobieca tego anime. Maly masochistyczny Arrancar bawiacy sie na pustyni Hueco Mundo w berka z przybranymi bracmi. Zasmarkany dzieciak, ktorego Ichigo obdarzyl sympatia od pierwszego wejrzenia - mowilam, ze on lubi dzieci. Wydaje mi sie, ze Nel nie moze nie robic wrazenia na widzach, poniewaz jest rownie slodka, co paskudna. Jej oddanie dla Itsygo wzrusza i smieszy, ale maly Hollow wie, czym jest wdziecznosc, i potrafi okazac pomoc. Spodziewalam sie, ze Nel okaze sie miec uspione moce, ktore wyzwoli w celu ratowania Itsygo z opresji, jednak nie spodziewalam sie, ze okaze sie ex Tercera Espada. To bylo zdecydowanie mocne i bardzo mi sie podobalo jako motyw fabuly. Tylko ze znow mam pretensje do autora, ze nie pozwolil Nel zalatwic Nnoitry raz na dobre, bo byloby to wedlug mnie idealnym rozwiazaniem. Neliel jako osobowosc jest bardzo silna i jednoczesnie kobieco wrazliwa. Zdolna do oddania, opiekuncza wobec slabszych, inteligentna i madra. Przeciwna walce jako takiej. Na swoje nieszczescie rozna w tym wszystkim od pozostalych Espada, przez co spotkal ja przykry los. Jak pisalam, scena, w ktorej Nnoitra z udzialem Szayela Apollo w brutalny sposob pozbywaja sie Nel, Pesche i Dondochakki z Las Noches, jest jedna ze scen, ktore zrobily na mnie ogromne wrazenie - zwlaszcza kiedy dwaj podwladni Nel postanawiaja sie nia zaopiekowac mimo ze - albo wlasnie dlatego - ze stracila moce i pamiec. Skoro zreszta mowa o Pesche i Dondochace - sa wybitni i strasznie sie ciesze, ze autor wprowadzil takie postacie. Dondochakka nieustannie przyprawia Renjiego o atak serca wybuchami placzu albo krzykiem, zas Pesche doprowadza do szalu Ishide, przekrecajac jego dane osobowe. Nawiasem mowiac, tajemnica pozostaje, jacy naprawde są Pesche i Dondochakka z charakteru - mozliwe, ze osobowosci tej dwojki sa tak samo rozszczepione jak osobowosc Nel. Na potrzeby opieki nad nia przemienili sie w glupawych i zabawnych Hollowow, choc nie ulega watpliwosci, ze gleboko w sobie maja powazna strone, ktora nigdy nie zapomniala o przeszlosci w Las Noches u boku Neliel-sama. Tak czy owak: miecz swietlny Pesche rzadzi jeszcze bardziej niz miecz swietlny Ishidy, a miejsce jego przechowywania rozbraja. Cala trojka (jakkolwiek brzmi ich niesynchroniczna nazwa) jest absolutnie swietna i zabawnych scen z ich udzialem nie trzeba sie dopraszac Osobiscie mam nadzieje, ze Nel odzyska na nowo swoje dawne moce i stanie do walki u boku Itsygo, a przeciw Aizenowi i jego poplecznikom.

To tyle na temat bohaterow, chcialam jeszcze napisac dwa slowa na temat mocy, jakimi dysponuja postacie. Po pierwsze - straaaaasznie naciagane sa te pojedynki i roznice w poziomach przeciwnikow (na zasadzie, ze najpierw jeden wyciera drugim podloge, nastepnie nim wycieraja, ale tamten drugi wczesniejszy przybywa na pomoc i pokonuje nowego przeciwnika). Po drugie - moce nie sa w bajkach do analizy, wiec dajmy im spokoj -_-' Natomiast kwestia, nad ktora sie zastanawiam, to hollowifikacja Ichigo. Poczatkowo bylam bardzo na anty - bo to tak, jakby Naruto uzywal Kyuubiego ("opanuj swojego wewnetrznego demona"). Jakos wole walke za pomoca milosci i sprawiedliwosci, czystego serca i takie tam, anizeli wykorzystywanie mrocznych aspektow duszy. Kiedy Ichigo toczyl walke ze swoim wewnetrznym Hollowem, myslalam, ze oprze sie tym wszystkim pokusom - wizjom w swoim umysle, zachecajacym go do walki o wieksza sile - a on wzial, zgodzil sie z nimi i siegnal. Łeeeee... Oczywiscie, w miedzyczasie zdazylam sie przyzwyczaic, niemniej jednak to tak troche zakrawa na Ciemna Strone Mocy. Gniew, lek, agresja prowadza na ciemna strone i nic dobrego z tego nie przychodzi. Wole historie i opowiesci, ktore podkreslaja wlasnie znaczenie pozytywnych uczuc jako zrodla sily - i taka jest zreszta wiekszosc historii mangowych. "Bleach" sie rozni, ukazuje podejscie, ze jesli masz juz jakas sile, to wykorzystaj ja, przeciagnij na swoja strone i zrob z niej uzytek. W sumie ta hollowifikacja byla procesem nieodwracalnym - przynajmniej w przypadku Shinjiego i spolki - wiec jedyne, co mozna bylo zrobic, to nad jej skutkami zapanowac. Mysle jednak, ze w przypadku Ichigo mogloby to zostac pokazane w jakis lepszy sposob i z nieco fajniejszym przeslaniem. Z drugiej strony: historia sie tu nie konczy i mozliwe, ze zobaczymy dalej jakies nowe rozwiazania.

Na koniec, tak troche nietematycznie, wspomne o strojach postaci, ktore bardzo mi sie podobaja - zwlaszcza haori Kapitanow. Czarne kimona shinigami tez sa bardzo ladne, biale ciuchy Arrancarow tez widowiskowe. Aczkolwiek i tak najlepiej prezentuje sie Ichigo w wersji bankai I prosze, jednak mamy jakies podobienstwo do "Czarodziejki z Ksiezyca" - glowny bohater sie transformuje Tym radosnym akcentem zakoncze i dziekuje za uwage

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"aoi mikazuki noboru (kaze wa aka o matotte)"

Obraz
kirin.pl

clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 38
Dni na forum: 3.475
Plusy: 3
Posty: 1.192
Skąd: Kuopio, Suomi
dobra, pora coś dopisać. Nie że cofam to, co napisałam wcześniej - tak dobrze nie ma. Niemniej jednak nie mogę już twierdzić, że Bleach głębi emocjonalnej nie ma - po tym, jak ostatnie rozdziały doprowadziły mnie do absolutnego wyczerpania wewnętrznego i potoku łez. Mam na myśli rzecz jasna (wspominany wyżej) wątek Ulquiorra-Orihime, ich relację i w ogóle.

Takie zakończenie (?) wywołało u mnie dziką radość i głęboki smutek. Radość, bo Ulquiorra okazał się jednak odkryć uczucia. Smutek, bo zniknął. Koniec. Był Netoperek i nie ma Netoperka. To było takie okrutne ze strony autora, który rzekomo twierdził, że nikt ważny nie z/ginie w tej mandze. Haloooo? Nikt ważny?? No dla mnie Ulquiorra był ważną postacią. Tak czy owak, to zrobiło wrażenie - potężne. I jednocześnie - znów! - było takim standardowym motywem. Oczywiście, postęp wyraźny w stosunku do dwóch wcześniejszych arców, ale przed autorem jeszcze dużo nauki, by nie sięgać po proste rozwiązania. Zmienić serce złego i dać mu zginąć - wzruszające. Znacznie trudniej jest zmienić serce i dać żyć (kolejny ukłon w stronę Kishimoto). Nie wiem, pewnie 10 lat temu byłabym usatysfakcjonowana takim rozwiązaniem - ale nie teraz. Teraz chcę prawie zawsze, żeby oni (= bohaterowie) jednak żyli...

Ulquiorra rozwiał się w proch i pył (literalnie) - nie ma z czego zbierać. Nie ma nadziei na powrót. Żadnej. Okrutne, Kubo-san. Zostało tylko serce - odnalezione i powierzone...

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"aoi mikazuki noboru (kaze wa aka o matotte)"

Obraz
kirin.pl

L Mężczyzna
Ziemianin
Ziemianin
L
Wiek: 38
Dni na forum: 3.127
Posty: 12
Bleach jest bardzo ciekawy. Trochę słabo, a raczej najgorzej prezentuje się fabuła. Postacie sprawiają bardzo pozytywne uczucia. Zresztą jest ich bardzo dużo i co chwila poznajemy kogoś nowego. Dodatkowo każda licząca się postać ma wiele cech, które różnią ja od innych, a w szczególności myślę tutaj o charakterze. Ogólnie kreska także jest bardzo dobra, wszystko jest bardzo dobrze pokazane, ze szczegółami. Dominuje jednak humor. Wiele bohaterów dba o to, aby fan nie nudził się oglądając czy czytając Bleach'a. Generalnie najbardziej wkurzała mnie spora ilość filerów. Saga Bounto to niesamowita nuda, która jednak było bardzo poprawnie wrzucona do wątku głównego. Jestem pewny, że wiele osób oglądając właśnie wcześniej wspomniany epizod nie zorientowało się, że nie jest to zgodne z mangą. Jeszcze świetna muzyka, i naprawdę rewelacyjne niektóre openingi.

Najbardziej podobała mi się Soul Society saga. Nie była jakaś super, ale prezentowała się przez cały czas bardzo równo. Dobre walki, akcja trzymała w napięciu, poznawaliśmy nowe postacie itd. Największe wrażenie z tych odcinków zrobił na mnie koniec. O Bounto nie ma co wspominać, jak dla mnie to porażka i obniża ogólny poziom Bleach'a. Następnie pokazano nam historię Arrancarów. Tutaj u mnie również wysoka ocena. Ponownie dochodzi wiele nowych postaci, a akcja nabiera dynamizmu. W anime przerywają nam fillery, ale manga jak wiadomo jest mangą. Znacznie lepiej jak dla mnie prezentuje się od wersji telewizyjnej. Kreska jest moim zdaniem lepsza od tej animowanej. Do tego te fantastyczne walki, jak pojedynek głównego bohatera (Ichigo) z Grimmjowem. To był majstersztyk. Mówię o pojedynku stoczonym w Hueco Mundo. W tej walce zdecydowały szczegóły, bowiem oboje prezentowali nieprawdopodobne umiejętności, jednak jak się potem okazało to następni przeciwnicy Kurosakiego czy jego przyjaciół są jeszcze potężniejsi. Trochę lipnie wyglądała różnica sił jaką posiadają kapitanowie ze świata Shinigami. Słaby Ichigo walczył na równi z Zarakim, który potem w świetnym stylu rozwalił 5 Espadę, którego poziomu nie można porównać z tym prezentowanym przez głównego bohatera na początku. Na to z pewnością można przymknąć oko, ale... Na koniec wspomnę o Vizardach. Każdy jest potężny, tajemniczy, mądry? Nie wiele osób jest w stanie zapanować nad Hollowem i w pełni korzystać z jego mocy. Posiadają niesamowite umiejętności, które mam nadzieję użyczą Karakurze...

Pozdrawiam serdecznie.
L.
clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 38
Dni na forum: 3.475
Plusy: 3
Posty: 1.192
Skąd: Kuopio, Suomi
L, bez urazy, ale trochę sobie przeczysz w porównaniu fillerów do reszty:
Saga Bounto to niesamowita nuda, która jednak było bardzo poprawnie wrzucona do wątku głównego. Jestem pewny, że wiele osób oglądając właśnie wcześniej wspomniany epizod nie zorientowało się, że nie jest to zgodne z mangą.
a
O Bounto nie ma co wspominać, jak dla mnie to porażka i obniża ogólny poziom Bleach'a.
To albo obniża, albo nie da się poznać różnicy - zdecyduj się
Ja osobiście stwierdzam bluźnierczo, że arc Bounto stoi na takim samym poziomie jak arc Soul Society - co albo dobrze świadczy o Bounto, albo źle o Soul Society. Jak napisałeś, fabuła w Bleachu mogłaby być lepsza. Ja sama byłam nieco rozczarowana fabułą w Soul Society, bo ciągle się bili i mało było czego innego. W Bounto było po prostu podobnie - i tyle. Ja sama najbardziej lubię arc Hueco Mundo - jak sama mówię, obok bicia się zaczęli także trochę więcej myśleć i zrobiło się jakby głębiej w fabule i emocjach.

To tyle ode mnie tym razem. Generalnie zgadzam się z wieloma rzeczami, o których wspomniałeś, L.

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"aoi mikazuki noboru (kaze wa aka o matotte)"

Obraz
kirin.pl

L Mężczyzna
Ziemianin
Ziemianin
L
Wiek: 38
Dni na forum: 3.127
Posty: 12
clio napisał(a):
L, bez urazy, ale trochę sobie przeczysz w porównaniu fillerów do reszty:
Saga Bounto to niesamowita nuda, która jednak było bardzo poprawnie wrzucona do wątku głównego. Jestem pewny, że wiele osób oglądając właśnie wcześniej wspomniany epizod nie zorientowało się, że nie jest to zgodne z mangą.
a
O Bounto nie ma co wspominać, jak dla mnie to porażka i obniża ogólny poziom Bleach'a.
To albo obniża, albo nie da się poznać różnicy - zdecyduj się
Tak coś mi nie pasowało w mojej wcześniejszej wypowiedzi, dobrze, że ktoś to zauważył. Chodzi o to, że Bounto dla mnie osobiście nie spodobało się w ogóle, ale znam takich, którym ta saga przypadła do gustu. I to właśnie na ich przykładzie napisałem, że była poprawnie wrzucona do wątku głównego. Wszystko się przecież ładnie skleiło, ale nie każdemu jej sens się spodobał. Dlatego moją ogólną ocenę Bleach'a omawiana seria odcinków obniża, lecz u innych jest inaczej. Mam nadzieję, że wyjaśniłem wszelkie wątpliwości (:
Byczusia Kobieta
Kami
Kami
[ Klan Takeda ]
Byczusia
Wiek: 24
Dni na forum: 3.480
Plusy: 6
Posty: 4.669
Skąd: z świata snów i marzeń
Bleach- no cóż. Obejrzałam z 46 odcinków z tego anime. Muszę powiedzieć, bardzo mnie zainteresowało, ciekawe walki, niezła kreska. Do tego cudowny dubbing(* w szczególności Rukia). Bohaterowie też nie są najgorsi. Zabawny Kon, różne bliźniaczki(z Yuzu jest taką beksą, a ta druga biega za piłką i jest silna psychicznie), pesymistyczny Ichigo,dobry uczeń, który ciężko pracuje na szacunek(skojarzył mi się z Naruto, nie wiem czemu), no i który potrafi fajnie walczyć(lubię jego miecz). Szczególnie Ichigo wydał się mi bardzo interesującą postacią. Podobało mi się, że miał w nosie, to ,że ludziom nie podoba się jego kolor włosów, że jak to się mówi: jest sobą. Podobała mi się w nim jego wytrwałość, waleczność i to, że był gotowy do poświęceń.
Rukia, która się często kłóci, jest nerwuską ale wśród innych(szkoła) miła. Zawsze mnie bawiło jej rysowanie.
Ale dobra,dobra muszę się wypowiedzieć co do anime. Jest fajne, może nie tyle co dzieło,ale nie można się przy tym nudzić. Trochę niektóre odcinki wkurzały mnie, ale jakoś to zniosłam i dzielnie parłam dalej. Były zabawne sytuację, akcja może trochę rozwalona, ale przynajm,niej parła do przodu. Najbardziej zapamiętałam ten moment gdy Rukia została zabrana przez swego braciszka, do Soul Society(czy jakoś tak) i ma być skazana na śmierć. Wtedy Ichigo trenuje, a po parunastu odcinkach przychodzi jej z pomocą. I fajnie, walki interesujące, anime mnie wciągnęło, wszystko brnęło dalej i przestało być w miejscu. Jednak po 46 odcinku zrezygnowałam.Zrobił mi się ogromniasty mętlik, za dużo mi tego wszystkiego było, myliłam każdego z każdym...
Po prostu nie nadążałam(chociaż trudno powiedzieć o nadążaniu, jak byłam daleko od tych odcinków obecnych, nie przekroczyłam nawet 100). Zmętliło mi się do nieskończonej potęgi. Za dużo mi było tego wszystkiego, wolno mi szło. Bardziej mnie fascynuje(i to zdecydowanie bardziej) Naruto.
Nie mówię, że Bleach jest zły, ale może poczekam trochę i znów wrócę do oglądania tego. Na razie nie mam na to chęci.
Pozdrawiam.

[img][/img]
,,Nie możesz poświęcić życia za ukochaną osobę, musisz żyć ,by jej chronić"
,,W świecie ninja ci, co łamią zasady są śmieciami. Ale ci, co porzucają swoich przyjaciół są gorsi niż śmiecie"
Obraz
,,Bo jeśli głupotą jest obrona życia
Będę głupcem do ostatniego dnia"
Amino Kobieta
Saiyanin
Saiyanin
Amino
Wiek: 22
Dni na forum: 3.112
Posty: 183
Skąd: Ruda Śl.
Angel.. Każdemu z początku myliły się postacie. Mi nawet po setnym odcinku trochę mieszały się imiona.. ale oglądałam dalej i tobie również radzę, bo nawet takie 'średnie' anime jak bleach warto zobaczyć do końca chociazby tylko po to, aby dowiedzieć się, jak się wszystko zakończy.

clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 38
Dni na forum: 3.475
Plusy: 3
Posty: 1.192
Skąd: Kuopio, Suomi
Stokrot prosi przekazac, ze jej sie postacie nie mylily, bo zawczasu dostala ode mnie sciage obrazkowa z Gotei 13 Sluze pomoca! Moge ja wyslac kazdemu chetnemu!

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"aoi mikazuki noboru (kaze wa aka o matotte)"

Obraz
kirin.pl

Amino Kobieta
Saiyanin
Saiyanin
Amino
Wiek: 22
Dni na forum: 3.112
Posty: 183
Skąd: Ruda Śl.
Oo, mogłaś mi ją wysłać... xd
Albo wstaw na forum, bo bym sobie chętnie obejrzała..

Stokrot Kobieta
Wojownik
Wojownik
Stokrot
Wiek: 35
Dni na forum: 3.201
Posty: 44
Skąd: Łódź
Potwierdzam, ściąga doprawdy się przydała . Udało mi się opanować całe dowództwo Gotei w niecałe... 2 tygodnie? Bo Espadę i Arrancarów jakoś potem sama zapamiętałam .

Obraz
clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 38
Dni na forum: 3.475
Plusy: 3
Posty: 1.192
Skąd: Kuopio, Suomi

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"aoi mikazuki noboru (kaze wa aka o matotte)"

Obraz
kirin.pl

Amino Kobieta
Saiyanin
Saiyanin
Amino
Wiek: 22
Dni na forum: 3.112
Posty: 183
Skąd: Ruda Śl.
clio napisał(a):
Ściąga znajduje się pod tym adresem:
http://www.silvermoon.szm.sk/gotei13.jpg
Heh.. xd Fajnaa
Chociaż w sumie, ja już z niej nie skorzystam, ale na pewno początkującemu fanowi bleacha się przyda xd

Byczusia Kobieta
Kami
Kami
[ Klan Takeda ]
Byczusia
Wiek: 24
Dni na forum: 3.480
Plusy: 6
Posty: 4.669
Skąd: z świata snów i marzeń
Dobra,dobra.
Od pewnego czasu wróciłam do Bleacha.Wczoraj skończyłam na 223 odcinku i mówię, że jestem zadowolona z tego anime. Nie przeczę Bleach ma wady: np. wolna fabuła. Ale za to muzyka- która pieści me uszy. I tutaj nawet endingi znoszę, a raczej bardzo je lubię. Czy bohaterowie- okay, trochę ich za dużo było na raz. Ale za to ich osobowości są bardzo ciekawe. No i walki- mało w nich bezsensownego gadania.

[img][/img]
,,Nie możesz poświęcić życia za ukochaną osobę, musisz żyć ,by jej chronić"
,,W świecie ninja ci, co łamią zasady są śmieciami. Ale ci, co porzucają swoich przyjaciół są gorsi niż śmiecie"
Obraz
,,Bo jeśli głupotą jest obrona życia
Będę głupcem do ostatniego dnia"
Shihouin Mężczyzna
Skryty w cieniu poprostu
Skryty w cieniu poprostu
[ Klan Kaeshi ]
Shihouin
Wiek: 26
Dni na forum: 4.451
Plusy: 4
Ostrzeżenia: 3
Posty: 942
Skąd: G-City
Dla mnie Bleach zakończył się po Aizen saga i nie ma co dalej oglądać w sumie. Zawiodłem się, bo chciałem jeszcze zobaczyć parę Bankai zanim go załatwią, ale widocznie postanowili to ujawnić w innym terminie jeśli w ogóle.

[img198.imageshack.us/img198/1294/finalsygjrock2.jpg]
"Hana wa sakuragi , hito wa bushi." - "Wśród kwiatów wiśnia wśród ludzi wojownik."
"Leć jak motyl, kłuj jak pszczoła"
Santoryu

Kaeshi Klan
Wyświetl posty z ostatnich:
Strony: poprzednia  1, 2, 3

Forum DB Nao » Manga i anime » Bleach » Bleach
Przejdź do:  
Dragon BallForum DB NaoAnime GakureAnime PhrasesDr. Slump
Powered by phpBB
Copyright © 2001-2017 DB Nao
Facebook