Rok 1995 :: Premiera ostatniego rozdziału mangi "Dragon Ball" (24 lata temu)

» Survivor Userski IV ocena: 8,82 (głosy: 17)110

Strony:   1, 2, 3, 4, 5 ... 26, 27, 28  
Lilu Kobieta
Super Saiyanin 2
Super Saiyanin 2
Lilu
Wiek: 27
Dni na forum: 4.731
Posty: 885
Poki co, weny i czasu nie mam, na następny raz coś napisze.

Póki co, strzelam w Uchiha Sasuke, mało Go znam, poza tym z tego co pamietam były "komplikacje" i scysje przez nick.
Avensus Mężczyzna
"Indestructible
Indestructible
[ Klan Asakura ]
Avensus
Wiek: 27
Dni na forum: 4.824
Plusy: 9
Posty: 1.687
Skąd: Gdańsk
Daichi - wydaje mi się, że kiedyś był inny, bardziej normalny...

When music is the weapon, the sickness is the cure
'Love' is making a shot to the knees of a target 120 kilometers away using an Aratech sniper rifle with a tri-light scope
Obraz
Uchiha Sasuke Mężczyzna
Saiyanin
Saiyanin
Uchiha Sasuke
Wiek: 27
Dni na forum: 4.343
Ostrzeżenia: 4
Posty: 183
Daichi Trzeba kogoś wyeliminować, a że jest na D to pierwszy lepszy Trafiony Zatopiony.
Malik-al-Mulk Cwel Mężczyzna
Opiekun Nao Wiki
Opiekun Nao Wiki
[ Klan Kutang ]
Malik-al-Mulk Cwel
Wiek: 64
Dni na forum: 4.854
Ostrzeżenia: 3
Posty: 2.283
Skąd: Rzeszów
- Cycu... - Powiedział proszącym głosem Ishi - Pokaż mi parę tych gazetek...
- ********* lamo! COWABUNGA!!!
- ...
- Już wolałem go jako EMO, a tu nagle ta transformacja... No tak! Już po zmierzchu, więc nasz lovelasek zmienia się w potwora... Jak to szło Ishi? - Zapytał Fly.
- Chyba... " Za dnia pięknością, nocą zaś potworem". Czy coś takiego... - Przegryzł nagle język. - Ała!!! ałałałałałałałałałałałał!!!!
- A jednak mogłem zostać na bazarze... Ishi zamknij się! - Zirytowany staruch uderzył hentailovera w łeb.
- Zostaw go, jeszcze i on przejdzie transformację... A to będzie tragedia! - Daichi biegał w panice, póki nie potknął się o korzeń i nie uderzył szczęką w ziemię.
- Brakuje tu jeszcze Joego.. - Zamruczał pod nosem staruch, przyśpieszywszy krok by odizolować się od bandy kretynów.
- Wzywałeś mnie? - Z drzewa zeskoczyła niewysoka postać z wielką brodą.
- King kongi potrafią mówić? - Powiedział stary patrząc na Weidera - Cześć Dritte. - Erghh... Pomyślał.
Wesołą piąteczką ruszyli dalej. Ściemniało się coraz bardziej, Ishi tracił wzrok od czytania skradzionych z torby Żółwia hentaiów, a Cycu wymachiwał mieczem, tnąc po kolei wszystkie gałęzie, które to po kolei spadały na idących za nim Olda i Joego. Po chwili ich oczom ukazała się dość mała, drewniana chatka otoczona wielkim rowem.
- Co to? - Zdumiony Ishi oderwał oczy od świerszczyków.
- Buda?
- Daichi... Jesteś debilem.
- Dzięki, stary. Chodźcie, podpalimy to! Pewnie nikt tam nie mieszka! - Zaproponował bananolover, po czym wyważył drzwi i wpadł do środka. Ku jego zdziwieniu, chatka była zamieszkana. Zaniedbana, ale zamieszkana. Powoli podniósł się i otrzepał z brudu. Zobaczył, że stoi przed nim dość potężna postać, z ogromnym, szarym kapeluszem na głowie i w starym czarnym płaszczu. Spod kapelusza wystawała fajka.
- Shimazu...? - Zapytała tajemnicza postać, przybliżając się.
- T...Tak.
Do chatki weszła reszta bandy.
- COWABUNGA!!! - Krzyknął Cyceron widząc, że ktoś próbuje dobrać się do Fly'a.
Postać nie zareagowała, jedynie podeszła bliżej, wyłaniając się i ukazując oblicze.
- END, wystraszyłeś mnie. - Odparł Daichi, z nerwów wyjmując kiść bananów z plecaka i pożerając je po kolei.
- Tak miało być!
- Banana?
- Chętnie.
Dobra, koniec tych wygłupów kochani, zabawmy się! END, skąd wytrzasnąłeś tę chatkę? - Spytał stary, delikatnie dotykając damskiej bielizny, którą znalazł na fotelu. - No i to! Czyżbyś przebierał się nocami za kobietę?
- Zostaw, nie twoje staruchu! - Zakłopotany, ugryzł banana. - Siostra Fly'a tu nocowała.
- Co?! - Oburzył się młody, przypominając sobie, ze jego siostra ma zaledwie trzynaście lat. - Pedofil!
- To nie tak!
- Cicho bądź! Napastowałeś mi siostrę!
- Ale...
- SHUT UUUP! - Usiadł na ziemi. - Wytłumaczysz mi jak ochłonę...
Po chwili atmosfera rozładowała się, a wszyscy zajęli własne miejsce, zajmując się swoimi sprawami.
- Ishi, pożycz mi ten komiks.
- Hm? - Oderwał się od lektury i spojrzał na Dajczoka.
- No ten, co leży koło twojej nogi.
Ishi rzucił okiem na komiks. - Ale... Co mi dasz za niego?
- Nie mam co, banany zjadłem.
- Więc spadaj.
Zirytowany Daichi podszedł i sam wziął gazetę. Odchodził już, kiedy spotkał się z oporem. To Iszidołs chwycił komiks.
- Puść. Chcę poczytać. Nu.. - Przerwał, orientując się, że gazetka jest już w dwóch częściach. - ...dzi mi się... - Spojrzał na jedną ze stron. - Patrz co zrobiłeś! Urwałeś głowę Uchiha Sasuke!
- Trudno, mówiłem, nie ma za darmo Dajoczku mój kochany.
- -_-'... - Spojrzał na resztki komiksu, po czym rzucił gdzieś w kąt, wracając na swoje miejsce.
- Czas się przespać. - Pomyślał.

Obraz
PALATIAL REGALIA
.Black Mężczyzna
Super Saiyanin 2
Super Saiyanin 2
.Black
Wiek: 29
Dni na forum: 4.946
Ostrzeżenia: 3
Posty: 930
-Stary, on chyba żyje . . . - wymamrotał Ishi

-Hmmm - Calibra skrzywił się z ciekawości, przykucnął przy ciele Focusa i zaczął badać jego twarz palcem - dosłownie i w przenośni tak, jak maca się ciepłą kupę patykiem - Chyba sie czegoś najarał, słyszysz to majaczenie? - zagaił

Obaj przysunęli się do bladej twarzy Focusa.

- Czy to niebo ? Bo jeśli tak jesteś najbrzydszym aniołem na świecie – wydyszał, zaś jego powieki drgały w rytm dochodzących telewizora dziwnych dźwięków, jak co dzień zapowiadających najświeższe pieprzone informacje

- Ciekawa forma podziękowań Focus. Gdyby nie ja, to Twoja dupa robiła by za golonkę w pobliskiej rzeźni – powiedział młody mężczyzna o niebieskich oczach.

- Moja dupa jest zbyt cenna, by wisiała wśród świń - odpowiedział

- Zapewne – skwitował ironicznie Ishi

- Ishido … dzięki - wymamrotał wstając na równe nogi, rzecz jasna z pomocą obu przystojnych drani

- Widać, że zmiękłeś w tej pace – powiedział z uśmiechem Ishido

-Żartujesz? Te twoje prochy naprawdę świetnie działają - pochwalił

-Hmmmm - Calibra podrapał sie po łbie . . . myśląc rzecz jasna - Więc to tak . . . dzięki tym prochom uniknąłeś śmierci od kuli Hiddena . . .

-Właśnie - odsapnął głaszcząc się po czole - Ale kula została - stwierdził

-No cóż, na to prochu jeszcze nie wymyśliłem - wyznał Ishi, z lekkim smutkiem

-Nieważne - odparł Focus - Ważne jest kogo chcieliście ustrzelić! - podniósł głos

-No jak to kogo!? - zarechotał Calibra - Ishi, powiedz mu!

Ishi przez chwilę wstrzymał oddech i zaczął ciskać oczyma po ścianach.

-Myślałem że ty to wiesz?

-Zaraz, zaraz, zaraz - zaimprowizował Calibra, wymachując rękoma; Focus potrząsnął głową na znak bezradności w obliczu zaistniałego problemu - Gdybym wiedział, to nie próbowałbym ściąć łba Focusowi! - wydarł się

Nastała cisza, którą przerwał głośny ziew przebudzającego się właśnie Hiddena.

-A może on wie - odrzekł Ishi

-No nie wiem - wątpił Calibra, patrząc na wyłaniającą się z beczki postać w kapeluszu

-Hej! - zawołał Ishi - Może pamiętasz, kogo mieliśmy zabić?

-No pamiętam przecież - wymamrotał

-Więc?

-Tatsumaru - wyznał z radością

-Nie, ona już nie żyje - zanegował Calibra

-Więc pewnie . . . - zdjął kapelusz i podrapał się po ciemnej czuprynie - No pomyślcie, kto zawsze spala nam cały crack?

-NIE ŻARTUJ PAJACU! - wnerwił sie Focus - TO TY WYJARAŁEŚ CAŁY CRACK OSTATNIM RAZEM!

-Fakt . . . A kto wychlał całą śliwowicę? Hę!? Może ja, co!?

-eMate - stwierdził Ishi zadowolony z siebie

-eMate, hę? - wysapał Calibra

Wszyscy czterej uśmiechnęli sie szyderczo . . .
Old Shatterhand Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
Old Shatterhand
Wiek: 69
Dni na forum: 4.600
Plusy: 1
Ostrzeżenia: 2
Posty: 1.749
Old podążał ciemnym, obszernym korytarzem. Na samym jego końcu tlił się wyraźnie jasny punkt. "Drzwi" - pomyślał, bo i rzeczywiście były to drzwi. Wolałby jednak nie ryzykować swobodnym przejściem przez nie, wszak wielu czekało na jego śmierć. Jednak samo użycie mocy w firmie groziło wielkimi konsekwencjami. Tak więc, chcąc, nie chcąc, nacisnął metalową klamkę, otwierając przy tym drzwi. Jego oczom ukazał się obraz okrągłego pokoju. W pierwszej chwili oślepiała go jego jasność, albowiem ściany oraz podłoga wykonane zostały z metalu. Jednakże w miarę jak jego wzrok przyzwyczajał się do niesamowitego światła bijącego z pomieszczenia, rozpoznawał znajdujące się w nim przedmioty. A były to: jedno biurko, oraz trzy krzesła. W dodatku za biurkiem rysował się wyraźny kształt drzwi, a oparty o nie mężczyzna gestem dał znać by przybysz usiadł. Old spokojnie podszedł do biurka i zgodnie z życzeniem usiadł, mężczyzna po chwili uczynił to samo.
- A więc, zacznijmy od formalności. Imię, pseudonim, przydział, stopień, numer identyfikacyjny, moc użytkowana. - mężczyzna spokojnie zaczął.
- Michał "Old Shatterhand", z Oddziału Likwidacyjnego, mistrz cienia, numer: 100420, użytkownik sił umysłowych.
- Twym ostatnim zadaniem była operacja kryptonim "sorrow", Polegająca na zniszczeniu grupy terrorystycznej o nazwie "Al- Halef", zgadza się?
- Tak.
- Jednakże podczas misji złamany został artykuł 335, co było powodem?
- W skład osobistej ochrony przywódcy wchodziła elita Łamaczy Umysłu, w wyniku czego doszło do śmierci cywila.
- A cywil zwał się?
- Uchicha Sasuke...
Rinnegan
Demon
Demon
[ Klan Kutang ]
Rinnegan
Wiek: 30
Dni na forum: 4.752
Plusy: 2
Ostrzeżenia: 7
Posty: 3.217
Skąd: Włocławek
Zapowiadał się kolejny piękny lipcowy dzień ( 2 tygodnie po tym wypadku z tornado). Calibrę udało się odratować w szpitalu. Jednak doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, czeka go rehabilitacja. Ale to tyle na jego temat. ^ ^

Tak więc, temperatura oscylowała na poziomie około 35 stopni, więc dzień nie był wcale taki gorący. Często bywały dni, gdzie temp. dochodziła do 40 stopni w cieniu, przerywana ciężkimi zjawiskami z nieba.
Od pewnego czasu nasza mała paczka ( czasem dochodzic beda nowi towarzysze )- tzn. Isziok, Old, Joe Weider, theEND, Focus, Gotenks , Mihesz i Tenshi postanowiliśmy znowu poskakać ze spadochronu , gdyż było to jedno z naszych hobby. Wszyscy bylismy niezwykle podekscytowani tym, co mialo nas spotkac.
Isziokowi krew odpłynęła z mózgu do pewnej czesci ciala , z tego wszystkiego. Nadlecial do nas wyznaczony do skakania samolocik, mogący pomiescic okolo 20 bytów ludzkich.
Wsiedlismy wszyscy do niego i zaczelismy wzbijac sie coraz wyżej, wyżej i wyżej. Na wysokosci ok 5000 m Gotenks wydał dźwięk ( dziwnie to brzmialo ), że chyba powinnismy otworzyc drzwi i przygotowac sie do skoku. Wszyscy spili przedtem po 2 browce małe. Tenshi wypiła Whisky. Młody Old miał jakieś dziwne przeczucie, ze cos sie niezwyklego i zarazem przerazajacegi wydarzy. Mihesz miał podobne, z tym, ze bał się skoczyc z niewytlumaczalnego dla siebie powodu. Na wysokosci 6000 m Focus ( ala Fiszbinowiec - pan Waleń ) zagruchał : no to jazda rozbic mordy o ziemski padół.
Tak więc po kolei zaczelismy skakac. Isziokowi chcialo sie w tej chwili lać...
Gotenks krzyknal : Idź kupę.." Isziok mu na to odpowiedzial : !! Tyy tym razem. Tak więc zrobil to , ulepil z niej samolocik i puscil w przestworze. Isziok zalatwil swoje potrzeby w powietrzu, podobnie, jak Gotenks i lecial sobie w dół z innymi - ekscytujac się przy tym bardzo.
Kiedy mial nadejsc moment otwarcia spadochronu, wszystkim, procz Mihesza otworzyly sie prawie w tym samym czasie owe spadochrony . Nikt niestety tego nie zauwazyl. Mihesz biedny wpadl w panike. Był coraz to blizej ziemi - twardego betonu. Wiedzial juz, ze przeczucie go nie mylilo. Zamknal oczy i zdazyl sie jeszcze przezegnac. Otworzyl oczu i w tej samej chwili rostrzaskal sie plecami o beton, na ktorym lezal jakis dziwny, brązowy samolocik ( zapewne ten Gotenksa)... Po kilku sekundach jakis płyn na niego się zlał...
Old poczuł dziwne uklucie w sercu tuz po upadku Mihesza, nie wiedzac o upadku swego kompana.
Kiedy zobaczył ciało Mihesza pomyslal : Równie dobrze mogłem to być ja ...

ps. nie bede tlumaczyl, czemu daje glos na tego i owego, do nikogo nic nie mam, wiec niech tak zostanie

Ten post był edytowany 1 raz, ostatnio zmieniony przez Rinnegan: 11.02.2008, 22:34
Dark Mężczyzna
Kaiō
Kaiō
[ Klan Tokugawa ]
Dark
Dni na forum: 4.353
Plusy: 4
Ostrzeżenia: 6
Posty: 5.406
Pewnej nocy w starej chacie mieszkał samuraj Tatsumaru walczący o dobro wioski, w której grasował zły szeryf samuraj Old Shaterhand . Spotkali się o równej 12:00 w południe na pustkowiu, pierwsze słowa wypowiedział słowa nikczemny Old Shaterhand
- Giń łachudro! Krzyknął głośno
Tatsumaru roześmiał się drwiąco, a w tym momencie Old zrobił pierwszy krok wyciągnął swój miecz, zrobił jeden ruch, po którym padł, to Tatsumaru przebił serce Olda które przestało bić. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, Tatsumaru został szeryfem wioski poślubił byłą sekretarkę xP
Jednym słowem mój głos wędruje na Olda Po prostu nie przepadam za nim.
Drakan
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
[ Klan Asakura ]
Drakan
Wiek: 29
Dni na forum: 4.441
Plusy: 7
Posty: 1.646
Skąd: Elizjum
'A to *** w *** kopany, cholera jasna...' wyraził się dobitnie Drakan. '15 istnień, niebywały przypadek. Kto był ostatni? Kto go ostatecznie wykończył? Tak... tak... nie, nie tu... chyba... Nareszcie, znalazłem.' Przyjrzał się dokładniej trzymanej przez siebie kartce. Czarny krzyż w białym kole. Shimazu. Przypominał sobie niedawno wypowiedziane słowa Focusa 'Nice try, Kyasarin. To chyba koniec.' Początkowo nie zwrócił na nie uwagi, ale teraz być może to był odpowiedni klucz. 'Ostrzegano mnie, że mogą przeszkodzić. Lecz to chyba nie oni stanowią kłopot. To ktoś znacznie bardziej potężny stworzył Tatsu alias Wafla alias Wazona alias Freeza. I myślę, że wiem kto... O to właśnie chodziło... Zdradzasz się mój drogi' uśmiechnął się do swoich myśli. Wtem otworzyły się drzwi i stanęła w nich młoda, na oko osiemnastoletnia dziewczyna. Jej twarz natychmiast pokryła się purpurą.
- Ja... J-j-ja... p-p-rzepraszam...
- Nie udzieliłem ci głosu. Przyłączysz się?
- Ale panie - rzeskła zszokowana, tudzież przerażona propozycją gościa - właśnie bierzecie kąpiel... Nie powinniście być... zakłopotani?
- Słucham, kochanie? Ja zawsze wyglądam dobrze. Nieważne nagi czy ubrany. Ponawiam propozycję. Nie do odrzucenia... - wyraz twarzy miał taki jak zawsze. Niewzruszony. Dziewczyna jednak słyszała co nieco o jego upodobaniach i wiedziała, że obojętnie jaką decyzję by nie podjęła, skazuje się na niewyobrażalne cierpienie. Cierpienie, w którego zadawaniu był absolutnym mistrzem. Pytanie zasadnicze brzmiało, które wyjście sprawi mu większą satysfakcję. Natychmiastowa uległość, czy też hardość, która i tak zostawała potem brutalnie sprowadzana do parteru? Do jej uszu doszedł dzwięk cicho pobrzękującego łańcucha - gość się niecierpliwił. "A jednak to prawda!' pomyślała przerażona do ostateczności. Nie miała czasu podjęła decyzję.
- Jestem twoja, mój panie.
'I tak powinno być zawsze...' - pomyślał. Nie dał jej czasu na jakikolwiek ruch. Szybko i sprawnie spętał jej ręce łańcuchem.
- I nie próbuj mnie oszukać mała. To cacko bardzo łatwo porani twe piękne ciałko...


* * *


- A mama powiedziała, że jesteś pan idiota i szczasz do kufli z piwem!
Mały, dwunastoletni brzdąc zaczepiał wszystkich gości w pubie, niewybrednie sobie z nich żartując.
- Zjeżdżaj stąd, gówniarzu, bo nogi z dupy powyrywam!
'Oto ludzkie potomstwo. Małe i już plugawe' spojrzał z niesmakiem, ale nie raczył się wypowiedziec na głos.
- Kto to jest, Daichi ? - zapytał nowo poznanego przybysza. Podniósł głowę znad szklaneczki whisky i spojrzał po sali obojętnym wzrokiem.
- To marne coś? Aaaa to taki jeden. Myśli, że może wszystko, bo jego chędożony tatuś jest zasranym politykiem... Dla własnego dobra nie próbuj gówniarza upominać. Możesz mieć spore kłopoty. Mojemu kuzynowi... eeee... to był może i wypadek... no... eee... miał coś... i nie ma... w każdym razie do bab już nie może startować...
- Rozumiem - odparł krótko - I wcale nie zamierzam go upominać.
Nie zamierzał. Jego wyraz twarzy wskazywał na coś gorszego. Daichi wzruszył tylko ramionami i dalej męczył się ze swoją porcją. Wtem do ich miejscówki podbiegł ów bąbel. Rozglądając się z udawanym przestrachem brzydko wyszczerzył się do nich dwóch, po czym wyrwał szklaneczkę zdumionemu Towarzyszowi Drakana i z rozmachem zaczął roztrzącać jej zawartość.
- Ty... Ty... - Daichi pobielał na twarzy, nie mógł wydobyć z siebie ani słóweńka.
- Pierdoła. Idiota. Imbecyl. Oooo... zesikał się! Taki duży a nie umie!
'Ech, a ten tylko o jedym...' westchnął w duchu Drakan.
- Oooo! Nowy pan... Kim jesteś? Z cyrku uciekłeś? A juz wiem jesteś tym... no, pederastą, transeksuanlistą czy jak mamusia mówiła.
Drakan wstał. Usmiechał się zaiste paskudnie.
- Ja też cię witam, mój drogi, ale mam pewne obawy, że jeżeli się nie uciszysz, będę zmuszony obciąć ci język.
- Nie zrobisz tego. Mój tatuś...
- Zrobię.
Błysnęło coś jasnego. Mały przewrócił się na podłogę, z jego ust trysnęła krew. Zaczął przeraźliwie rzęzić. Pozostali patrzyli w niemej trwodze. Drakan zaklął pod nosem 'Nowa koszula... Trudno' i zebrał się do wyjścia.
- Filippo, Filippo! - do puby wpadła gnana bodajże przez samego diabła w średnim wieku kobieta. Byłaby nawet ładna gdyby nie zrozpaczony wyraz twarzy. Szybko przykucnęła przy dzieciaku, w jej oczach zapłonął gniew.
- Zapłacisz za to *** tranwestyto! Dopilnuje osobiście, byś zdechł w męczarniach!
' Który to już raz?' wymownie spojrzał w sufit.
Nie przestając się uśmiechać podszedł do kobiety i spojrzał jej prosto w oczy.
- Rozumiem szanowną panią, ale czy pani myśli, żę naprawdę jej się to uda?
Być może się jej to wydawało, ale z ręki przybysza w miejscu kostek pojawiły się zakrwawione szpikulce a z ust wysunęły się niebywale długie kły. Mrugnęła. Drakan wyglądał co prawda przerażająco, ale w jego fizjonomi wszystko było w jak najlepszym porządku.
- Tak myślałem - i wyszedł odprowadzony milczeniem zebranych.
- O ja... rzeczywiście go nie upominał. On go zasiekł - wyrzekł po chwili zadumy Daichi.


* * *
- Mm... byłaś boska moja maleńka. Adieu - uśmiechnął się figlarnie i posłał w jej stronę całusa. Nie interesowało go czy zauważyła. Ją z kolei nie obchodziło czy w ogóle pozostawił jej jakieś znaki. Patrzyła się tylko pustym wzrokiem gdzieś w przestrzeń. Wewnętrzną stronę ud, nadgarstki oraz kostki miała całe zakrwawione. Z ubrania pozostały strzępki. W trzęsących się dłoniach jeszcze trzymała kolczasty łańcuch. Koszmar dopiero się zaczął...

Upomnienie za stosowanie wulgaryzmów.
Opowiadanie w survie nie jest wystarczającym powodem, by ich używać.
SoheiMajin Gotenks

I know I'm strange, but what are You?

Obraz

Ech, gdzie te czasy Nao oświecone...
franqey Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
[ Klan Asakura ]
franqey
Wiek: 32
Dni na forum: 4.909
Plusy: 3
Ostrzeżenia: 3
Posty: 2.643
Skąd: Danzig
- Jak mnie nazwałeś?
- buc - odparł spokojnie Franek
- Zabiję cię , jak możesz oceniać ludzi których nie znasz? Jesteś zwykłym zapijaczonym , śmierdzącym , śmierdzielem pijaku jeden - wyrzucił jednym ciągiem Tetsumaru.
- Chłopaki , możecie załatwić to na agorze - odezwał się głos za ich plecami. Franqey wyciągnął z kieszeni fajka i przywitał się z Focusem całkowicie ignorując wazona. Następnie Franek zaczął negować sens istnienia pojedynków , z czego wywiązała się długa i zbyt nudna dyskusja aby ją tu przytaczać. Problem jednak pozostał , i należało go rozwiązać. Z rozkazu Gotenksa agora jednak fukconowała , więc pojedynek musiał się odbyć.
Rankiem następnego dnia Franek zjawił się na arenie na takiej bańce że nie był w stanie unieść miecza. Młodszy i trzeźwy Tetsumaru miał nad nim dużą przewagę. Na szczęście ( albo i nie , to już zostawiam ocenie drogiego czytelnika) Franqey był przyzwyczajony do walki po pijaku. Gdy jego adwersarz rzucił się z uniesionym nad głową mieczem ,nasz bohater ( też kwestia sporna) w ekspresowym tępie dokończył butelkę "Krajowej wódy" , tak że zdążył jeszcze potknąć się o własne nogi i podczas upadku rozbić pustą już flaszkę o czerep [ ort! ] przeciwnika. Podczas gdy Franek wstawał na nogi , z trybun poleciała następna butelka , tym razem pełna , i rozbiła się na nosie Tatsu. Następnie poleciał stary but , a wraz za nim cała masa różnych przedmiotów niekoniecznie wyprodukowanych w celu miotania do żywej tarczy , choć trzeba przyznać nieźle spełniejących i to zadanie. Gdy Franqey stał już na nogach jego były przeciwnik był już otoczony przez dziką tłuszczę , więc zachowując pełną godność i powagę zwycięzca [ ort! ] zasalutował nad przegranym i skierował się w stronę wyjścia. Po drodze znów spotkał Focusa , który musiał mu przyznać rację że agora jeszcze kiepsko pracuje , ale przynajmniej jest z nią sporo dobrej zabawy. Później obaj udali się już bez opóźnień na naradę wojenną. Gdy ta dobiegła końca i Franqey wracał do przydzielonej mu kwatery zobaczył na ulicy dzieci kopiące czyjeś zmasakrowane zwłoki. Gdy podszedł bliżej z trudem zidentyfikował że nieboszczykiem jest Tetsumaru. Zostawił więc dzieci w radosnej atmosferze , a sam udał się na spoczynek. Następnego dnia czekał ich wymarsz. Postarał sobie przypomnieć plan kampańji , jednak coś mu nie szło . Skupił się więc na uczestnikach. Najmniej ze wszystkich kojarzył [ ort! ] Uchicha Sasuke .

"I wówczas, jakby dla ostatecznego i nieodwołalnego pchnięcia mnie do upadku, zjawił się duch Przekory. Filozofia nie zdaje sobie żadnej z tego ducha sprawy. A jednak wieżę w to święcie, jak w istnienie własnej duszy, że przekora jest jednym z pierwotnych popędów ludzkiego serca - jedną z niepodzielnych, pierwiastkowych władz lub uczuć, które nadają kierunek charakterowi danego człowieka. Któż, popełniając czyn niedorzeczny lub nikczemny, nie dziwił się po stokroć tej prostej oczywistości, iż wiedział, że winien go był nie popełniać? Czyż pomimo doskonałości naszego rozsądku nie mamy nieustannych zakusów do naruszania tego, co jest Prawem, dla tej po prostu przyczyny, iż wiemy właśnie,że jest to - Prawo?"
Edgar Allan Poe "Czarny Kot"
Laru Kobieta
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
[ Klan Takeda ]
Laru
Wiek: 29
Dni na forum: 5.040
Plusy: 6
Posty: 2.801
Skąd: Łuków
Flippo za królowanie w Kiblu i głupie odzywki do Moderatorów.

"Jego drogę spowija jedwab, odciski jego palców na rosie,
Mieszkańcy krain mroku pokornie się przed nim płożą.
Bękart Matki Natury odrzucony przez liście i potok
Obcy w obcym kraju, szuka pociechy w swych marzeniach."
Marillion "Grendel".

Denerwować się, to mścić się na swoim organizmie za głupotę innych.
Filippo Mężczyzna
Super Saiyanin 3
Super Saiyanin 3
[ Klan Kaeshi ]
Filippo
Wiek: 24
Dni na forum: 4.382
Plusy: 1
Ostrzeżenia: 1
Posty: 1.003
Skąd: Zduńska Wola
Nie mam weny więc będzie wprost : Uchicha sasuke

"...jestem śmieszny czort, więc śmieję się..."
" Die With a Beer in Your Hand " - Tankard

THRASH ' EM ALL !!!
Endzik Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
[ Klan Kutang ]
Endzik
Dni na forum: 4.198
Plusy: 25
Posty: 2.087
Hotel "Pure Soul" jak zwykle miał komplet gości. Jednak ta piątkowa noc różniła się od tego, co zwykło być widziane zazwyczaj w tym miejscu i o tej porze. Zwykle pełna, sala zabaw przykryta szklanym dachem była pusta. Prawie... Na piętrze panowała cisza, od czasu do czasu przerywana uderzeniami, które roznosiły się po całym holu.
- Znowu pudło, Joe - powiedział wysoki osobnik. Podszedł do stołu opartego na sześciu potężnych drewnianych nogach. Wyłożony był zielonym suknem, a na nim leżało kilkanaście kul w różnych kolorach, dominowała czerwień. - A narzekałeś na Daichi'ego. - w ręku trzymał jesionowy kij, długości około 160 cm. Głuche stuknięcie. Odgłos toczącej się bili.
- Ty też się nie popisujesz zbytnią precyzją - odpowiedział drugi mężczyzna.
- Może o tym nie wiesz, ale najlepiej gra mi się po dwóch piwach - wypowiadając te słowa ruszył w kierunku baru znajdującego parę metrów od stołu. Na powierzchni stała wysoka szklanka do połowy wypełniona złocistym płynem, obok niej znajdowały się dwa pistolety - prosty Glock i ozdobny Magnum 44.
- Niech Ci będzie - odparł Joe z przekąsem. - Powiedz mi tylko, po co ci skórzane rękawiczki do gry w snookera? Nie dość, że jesteś odpicowany jak zawodowiec, to jeszcze to.
- Zboczenie zawodowe, a poza tym - theEND podszedł do stołu po kolejnym chybionym uderzeniu swojego przeciwnika - trzeba uważać, gdzie zostawia się swoje ślady - po czym starł ze stołu kredowy odcisk palca.
- Skoro już jesteśmy w tym temacie, to trzeba pomyśleć nad dalszymi pozycjami listy...
- Nie dziś. Daichi pewnie gdzieś się schował i wpieprza banany. Ishi - wiadomo, co robi, gdy nie musi nic robić. Reszta chłopaków poszła na strzelnicę
- Raczej - uśmiechnął się Joe - A Roza siedzi w ciemnym kącie i udaje, że jej nie ma - w coemności błysnęły przez chwile dwa białe punkty.
- A tak w ogóle - zaczął po chwili ciszy theEND - wiecie, co powiedział student przed sesją? - zapytał kierując się w stronę zaplecza - Mniej wiesz, dłużej żyjesz - dokończył, zgarniając za wsiarz jakiegoś podrostka z obsługi hotelowej - Co nie? - potem zwrócił się do swoich towarzyszy - Wybaczcie państwo.
Ciągnąc za sobą przerażonego chłopaka, zszedł piętro niżej, kierując się do jednego z pokojów.
- Nie wiem, czy szef ci nie mówił - tu spojrzał na plakietkę przypiętą do koszuli młodzieńca - Fillipo, ale dzisiaj ostatnie piętro miało być zostawione w spokoju. Nie wiem po co tam przyszedłeś, nie obchodzi mnie to. Mam nadzieję, że miałeś skłonności samobójcze - ciosem w skroń ogłuszył go, a następnie wyrzucił przez okno wychodzące na boczną uliczkę.
Wychodząc z pokoju, zwrócił się w kierunku, z którego przyszedł. Ściana znajdująca się na końcu holu ozdobiona była świetlistym napisem zawierającym nazwę hotelu.
- Pure Soul? O, Losie...

Last.fm
eMate Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
[ Klan Asakura ]
eMate
Wiek: 27
Dni na forum: 5.253
Posty: 1.327
Skąd: Wałbrzych
Calibra is dying
Shounen
*SōheiMenos 「僧兵メノス」
SōheiMenos 「僧兵メノス」
Shounen
Wiek: 30
Dni na forum: 5.362
Plusy: 64
Posty: 12.716
Skąd: ふざけた時代
"Ene, due, rabe,
Sasuke połknął żabę"®

Ale jestem twórczy.

Regulamin Forum | AnimePhrases - cytaty z anime i mang | MAL | TwitterYT
Al Ed Upek Kobieta
"Deus Volt
Deus Volt
[ Klan Kutang ]
Al Ed Upek
Wiek: 30
Dni na forum: 4.466
Plusy: 10
Posty: 5.086
Skąd: Włocławek
Nie mam czasu na historyjkę. Filippo.

Obraz
Nigdy nie będę w 100 % szczęśliwy, bo spirytus ma 96 %.- mój kolega Marcin.
-Nadia, gdzie moje gacie?
-Nie wiem, pewnie do muzeum wzięli.
Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka - Roman Dmowski
Panie Bolesławie, witamy w domu. Witamy całą ekipę czarnuchów z łańcuchami.
Gdzie jest ta Irlandia, no gdzie? Ja wam powiem gdzie. Za Wielką Brytanią.
Nie oznacza to jednak, że byłem świniakiem pokroju Kwaśniewskiego, czy innego Komorowskiego, aż tak nisko nie upadłem. Chłopu trzeba dawać albo się nie dziwić. Chłopak wyczaił ją na skupie żywca. W sezonie tzw "świńskiej górki". Na imie jej było Teresa, Teresa z domu Bąk. Gonar wziął 2k kredytu na suple. xD
Shiro Mężczyzna
^The Human Typhoon
The Human Typhoon
[ Klan Asakura ]
Shiro
Wiek: 30
Dni na forum: 5.247
Plusy: 4
Posty: 2.215
Skąd: Białystok
Mihesz, tym razem idzie na odstrzał

Sometimes baby
We make mistakes
Dark and hazy
Prices we pay
Shihouin Mężczyzna
Skryty w cieniu poprostu
Skryty w cieniu poprostu
[ Klan Kaeshi ]
Shihouin
Wiek: 27
Dni na forum: 5.001
Plusy: 4
Ostrzeżenia: 3
Posty: 942
Skąd: G-City
Uchicha Sasuke pada na ziemię po strzale z kuszy

[img198.imageshack.us/img198/1294/finalsygjrock2.jpg]
"Hana wa sakuragi , hito wa bushi." - "Wśród kwiatów wiśnia wśród ludzi wojownik."
"Leć jak motyl, kłuj jak pszczoła"
Santoryu

Kaeshi Klan
Kyasarin Kobieta
Full Power SSJ
Full Power SSJ
[ Klan Asakura ]

Wiek: 27
Dni na forum: 4.431
Posty: 633
Skąd: Kielce
Asakura już od pewnego czasu nie wydała żadnego rozkazu, jednak Kyasarin to nie martwiło. Wiedziała, że Focus odezwie się, jak będzie okazja do zabawy. Póki co, starała się wieść normalne życie. Chodziła do kina, na imprezy, odrabiała zaległości w spotkaniach z przyjaciółkami.
Wyciągnęły ją na imprezę. Alkohol, papierosy, szesnastolatki umalowane i ubrane jak dziwki. Ona stała tam, razem z dwiema psiapsiółami, grzeczne, prawie bez makijażu. Nagle z głośników poleciała muzyka. Niesiona rytmem, tańczyła. Jakiś koleś zaczął się do niej podwalać.
-Niezły towar- słyszała za plecami głosy dziewczyn. A on był tylko dla niej. Poczuła jego ręce na plecach, ale nie pozwoliła mu dotykać się niżej.
Nie przeszkadzało jej to, że w domu siedzi jej chłopak. Po prostu tańczyła z facetem, a to, że podczas tańca ludzie się dotykają, jest normalne.
O czwartej nad ranem impreza się skończyła. „Towar”, bo nawet nie wiedziała, jak ma na imię, siedział zarzygany na ławce. Z obrzydzeniem wyszły z dziewczynami do domu.
Następnego dnia obudziła się po 14, z bólem głowy. Szybko przypomniała sobie wydarzenia z nocy. Zadowolona z obrotu wydarzeń, poszła pod prysznic. Wyszła z kabiny, a z pokoju dał się słyszeć sygnał SMS-a.
Wzięła telefon, jakiś obcy numer. Mimo wszystko, odebrała wiadomość.
„Cześć, Żółwiu...”
Już wiedziała, od kogo jest ta wiadomość.
„...Dawno się nie widzieliśmy.. Może wpadniesz do baru Sarutobi? Dziś, po 17”
Nie mogła odmówić, więc odpisała:
„Old, Ty pokręcony lolu, nie mów tak na mnie. Jeżeli masz kogoś na oku, to wystarczy słówko”
Po chwili przyszła odpowiedź:
„Mam, a może nie mam. Sarutobi, dziś po 17, ja stawiam”
Sprawa była poważna. „Ja stawiam”. To nie była zwykła uprzejmość. Jeżeli członek, a tym bardziej szef Shimazu coś od ciebie chce, stawia ci obiad w jednej z kontrolowanych prez gang restauracji. Jeżeli zleceniodawca był z Asakury, to możesz się spodziewać cygar lub papierosów. Takeda radzi sobie sama, ale wszyscy wiedzą, że siedzi w narkotykach. Etykieta gangów Yanagi City była jak paciorek. Zdziwiło ją tylko to, że stary znajomy, Old, bierze u niej zlecenie..
W barze Sarutobi nad talerzem sushi siedział pochylony facet. Dosiadła się do niego.
-Chcesz coś?
-Oprócz zlecenia? Tak, maki z krewetkami i wasabi.
Nie wypadało odmówić posiłku od członka Shimazu. Tym bardziej, że ten koleś był szefem, a ona Trzecią w Asakurze.
-Prosty cel, prosta nagroda.
-A twoi ludzie?
-Wszyscy zajęci. Poza tym, chcę, żeby to wyglądało na wypadek. A znasz moich ludzi, schowaliby się w jakąś beczkę i zabili nie tego, co trzeba. W ostateczności kupiliby sobie po bananie. <lol>
-No dobra. Kto.
Powiedział jej na ucho nazwisko. Zareagowała histerycznym śmiechem.
-Czego Shimazu chce od niego? Dobra, nieważne. Daj pieniądze, jutro masz fotki denata na stole.
-Wierzę ci- sushi się skończyło, a ona dostała kasę, więc zaczęła wychodzić. Old przywołał ją cicho- Kya!
Odwróciła się, ciekawa, co powie.
-Fajna kurtka- powiedział z uśmiechem. Ona podziękowała, lekko się pochylając.
Jeszce tego samego dnia samochód Filippa przejechał pociąg. Silnik Mercedesa stanął. Tak przynajmniej myśli policja.

Łoo, poniosło mnie A głos na Filippa
Laru-chan napisał(a):
za królowanie w Kiblu i głupie odzywki do Moderatorów.
PS: mam nadzieję, że nikt się nie poczuje urażony tym, co robi jego "gang", po prostu tak jakoś wyszło A co do Olda, to odegrałam sie za "żółwia" w SB
Szarak Mężczyzna
^Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
[ Klan Takeda ]
Szarak
Dni na forum: 4.854
Posty: 1.214
Skąd: 4chan.org, Ostrzeżeń: Więcej niż Ty, kochany użytkowniku.
Nie mieszaj alkoholi – to główna zasada, której przestrzegam w życiu.
Rzadko.
Rzygałem jak kot. Oczy mi wyłaziły z orbit, a ja wciąż rzygałem. Obraz nędzy i rozpaczy. Kiedy skończyłem seans, przetarłem usta dłonią. Była dziesiąta, sprawdziłem na komórce. Cholera, trzeba się wziąć do życia. Wlazłem pod prysznic, a słowo „wlazłem” znakomicie oddawało zręczność, z którą to zrobiłem. Starałem się rozłożyć na całej powierzchni brodzika, bo kapanie wody o podłogę słychać było jak bombardowanie. W międzyczasie musiałem trochę sobie przysnąć, bo gdy się obudziłem leciała zimna woda. Klnąc straszliwie w różnych językach zakręciłem kurki i wypadłem do łazienki. Chciałem się ogolić, ale po zacięciu się czwarty raz dałem sobie spokój, nim zupełnie pozmieniam sobie rysy twarzy. Była niedziela, cholera, mogę wyglądać jak menel, prawda?! Swoją kuchnię widziałem jakieś dwa dni temu. Ostatnio kursowałem między salonem a łazienką. A nawet nie byłem głodny. W lodówce nie było nic, nawet wody. Wszedłem do spiżarki i aż kłapnąłem z wrażenia. Wypiłem nawet całą wodę z ogórków, które teraz bez naturalnej zaprawy pokryły się pleśnią.
- Nosz job twoju mać – warknąłem pod adresem bliżej nie sprecyzowanej osoby – Da piczku materi! – tym razem kląłem dla odmiany po chorwacku. Dodając na koniec żołnierską i skuteczną „Curvę” ubrałem buty i wyszedłem do monopolowego. Po wodę, kefir, cokolwiek. Nawet, cholera, 2kc, choć to dla panienek. Ubranie butów jednak nie wystarczyło. Zapomniałem, że to był luty. Zajebiście zimny, wredny luty. Zanim się doczołgałem do sklepu, nie czułem ani rąk, ani nóg, a patrząc na krótkie spodenki obawiałem się o ptaka. W sklepie ekspedientka cicho skasowała mi moje dwa piwa i wodę mineralną, nie pozwalając sobie nawet na uśmiech. To dobrze. Zabiłbym chyba, bo sam byłem najlepiej świadomy swojego stanu. Po kupieniu wszystkiego przysiadłem na schodach i wypiłem wszystko za jednym razem. Od razu lepiej. Cud. Nieco raźniejszym krokiem udałem się do domu. Tam zjadłem obiad i ległem się na kanapie. Właśnie miałem zapaść w miły sen, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Po dobrym nastroju nie został nawet ślad. Otwierając zamek zobaczyłem Filippo. Z butelkami w dłoni. Dwoma. Nie wytrzymałem. Szkoda żeby alkohol się marnował, więc szybkim ruchem zabrałem mu obie butelki, jedną postawiłem na szafce, drugą wypiłem, zręcznym ruchem rozbiłem butelkę na ślicznego tulipana (o równych kolcach) i wbiłem niespodziewanemu gościowi w czoło. Nie dość, że nieletni, to jeszcze w niedzielę przychodzi. A ja po wczorajszej imprezie z Frankiem, Focusem, Ishido i innymi gośćmi z których każdy jeden lepszy od drugiego przyrzekłem sobie, że zostanę abstynentem co najmniej przez dwie doby.

Choć i tak wiedziałem, że się nie uda.

Cthulhu fhtagn!
la mayyitan ma qadirun yatabaqa sarmadi
That is not dead which can eternal lie.
Nie jest umarłym ten który spoczywa wiekami,
fa itha yaji ash-shuthath al-mautu gad yantahi
And with strange aeons even death may die
nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.

I kto powiedział, że jesteśmy poważni?
Wyświetl posty z ostatnich:
Strony:   1, 2, 3, 4, 5 ... 26, 27, 28  

Forum DB Nao » » » Survivor Userski IV
Przejdź do:  
DB NaoForum DB NaoAninoteAnime PhrasesDr. Slump
Powered by phpBB
Copyright © 2001-2019 DB Nao
Facebook