Forum Dragon Ball Nao

» [Fanfik] Armageddon

Strony: 1, 2  następna
Łasiczka Kobieta
"Rōnin
Rōnin
Łasiczka
Wiek: 32
Dni na forum: 4.736
Posty: 419
Skąd: Pszczyna
Tego zwykłego poranka nic nie wskazywało na to, iż stanie się coś dziwnego. Gdy tylko słońce pojawiło sie na horyzoncie Goku razem ze swoim synem Gohanem (po obfitym śniadaniu oczywiście) od razu polecieli w pobliskie góry na codzienny trening. Po drodze dołączył do nich Nameczański wojownik Picoolo i przyjaciel rodziny Kuririn. W przepełnionym jasnymi promieniami słońca domu państwa Son Chi Chi krzątala się jak co dzień...
Scyller Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Scyller
Wiek: 28
Dni na forum: 4.741
Posty: 482
Skąd: Kraków
...w miere uplywu czasu slonce swiecilo corac mocniej i bylo coraz bardziej goraco. W miescie nie bylo nikogo na ulicy, wszyscy byli ospali. Nikt nie podejrzewal ze to nie bylo slonce, tylko ogromnych rozmiarow statek przechwytujacy promienie sloneczne.
W cieniu gor uporczywie cwiczyl gohan trenujac juz od miesiaca technike energetycznych konczyn. Polegala ona na skumulowaniu energii ki w konczynach nie uwalniajac jej. Miala ona na celu wzmocnic ataki zadawane rekami i nogami....

Kiedy jestem z nim, czuje sie bezpiecznie, wiem, ze nic mi nie grozi, nikt mnie nie moze skrzywdzic. Z nim moge robic to co umiem najlepiej. Kiedy cos jest nie tak, wiem, ze moge temu zaradzic i znowu bedzie tak jak dawniej. Jego obecnosc sprawia, iz czuje sie w pelni dowartosciowany. Nie, nie jestem gejem. Ja po prostu kocham swoj komputer
eMate Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
[ Klan Asakura ]
eMate
Wiek: 26
Dni na forum: 4.707
Posty: 1.324
Skąd: Wałbrzych
...Son Goku przyglądał się w skupieniu pracy Gohana i pochwalał go za znakomity pomysł, tego dnia nie ćwiczył w ogóle. Miał złe przeczucia, nie wiedział iż, za chwilę ma się coś wydarzyć. Gdy Gohan już umiejętnie posługiwał się nową techniką zakończył swój trening, ponieważ, nie chciał się przemęczać, pożegnał się z Piccolo i panem Kuririnem i zmierzył razem z jego ojcem do domu na kolację. Kuririn nie przestawał trenować, ciągle wykonywał szybkia ruchy nogami i rękami na przemian, gdy był już w większym stopniu zmęczony, pomyślał, że odpocznie. W pewnej chwili Piccolo zaprzestał medytowania i szybko uniósł się w powietrze wyczuwając ogromną energię, jedyne co powiedział to :
- Kuririn, uciekaj!!
Po tych słowach trener Gohana padł na ziemię, a Kuririn stał wystraszony pośród górek...

"Tak więc idę przed siebie, spoglądając na świat,
doceniając każdy detal, który niesie jakiś znak..."
Kamzo Mężczyzna
"Shinobi
Shinobi
[ Klan Takeda ]
Kamzo
Wiek: 31
Dni na forum: 4.730
Plusy: 15
Posty: 1.588
Skąd: Biskupiec
Kuririn poczuł na swoich plecach czyjść przeszywający go na wylot wzrok. Ciało zdrętwiało mu ze strachu. W kilka sekund oblał się zimnym potem. Spojrzał ostatni raz na leżącego i drgającego w konwulsjach Nameczanina. Wreszcie ze ściśniętym gardłem i trzęsącymi się od wyczówania wielkiej Ki nogami odwrócił wzrok za siebie. Ujrzał go, był wielki na 2,5 metra. Jego ciało błyszczało i raziło po oczach więc ziemski wojownik nie mógł dojrzeć szczegółów [ ort! ]. Mógł jednak bez problemu stwierdzić, że widzi doskonałą muskulature wojownika i coś w rodzaju zbroi pokrywającej jego ciało. Być może to ta zbroja była przyczyną bijącego od przybysza światła. Kuririn wędrując wzrokiem w góre spojrzał w oczy nieznanego wojownika. Niezanajomy patrzył na niego z góry, z widoczną wyższością i kpiącym uśmieszkiem widniejącym na poważnej twarzy. Jego oczy dosłownie płoneły, z oczodołów wydobywał się ogień.
Kurirn chciał coś zrobić, pragnął działać w głębi duszy lecz ciało odmówiło mu posłuszeństwa, mógł tylko patrzeć w te przejmujące oczy. Ziemski wojownik nie mógł wiedzieć, że stoi przed nim Narsil, kosmiczny pirat i morderca. Podróżuje on po przestrzeni swym statkiem, który jest w stanie kraść energie gwiazd. Tym razem jego celem było słońce. Narsil wylądował na Ziemi bo poczuł, że jest tu ktoś silny (podzczas treningu nasi bohaterowie dali o sobie znać). Wysoka i niezwykła technologia jaką posiadał pozwalała jego zbroi korzystać ze skradzionej enrgii co czyniło go wojownikiem niezwylke potężnym. Na nieszczęście mieszkańców błękitnej planety tym razem miał ochote zawitać w ich progi.
Megane Kobieta
"Rōnin
Rōnin

Wiek: 30
Dni na forum: 4.707
Posty: 518
W tym momencie nieświadomi niczego Goku i Gohan lecieli do domu. Chi Chi czekała już na nich z pysznym obiadkiem. Potężny sajajin pochłonął już na wstępie cztery porcje potrawy. Najedzony wyszedł na zewnątrz aby się przypatrzeć zachodzącemu słońcu, gdy nagle wypatrzył szybko zbliżające się skupisko potężnej energii. Czym prędzej wbiegł do domu i zabrał z niego oburzona żonę i syna, gdyż po chwili obiekt ten został wystrzelony w powietrze. Zdenerwowany wojownik podążył w stronę nieprzyjaciela.
-Kim jesteś i jak śmiesz zakłócać moje ognisko domowe? – Spytał na tyle głośno, aby nieznajomy go słyszał.
-Nie ważne gnido, jestem tu, aby się trochę rozerwać. Niedługo i tak możecie się pożegnać z waszym źródłem życiodajnej energii. – W tym momencie spojrzał rozbawiony na słońce. – Wiec mogę się trochę wami pobawić i tak wkrótce zginiecie.- Dodał z perfidnym uśmiechem.
-To się jeszcze okaże. – Odparł Goku i przygotował się do walki.
-Ojcze pomogę ci!. – Krzyknął Gohan do ojca.
-Nikt tu nie będzie teraz walczył, przyleciałem zaproponować walkę, ale za jakiś czas dzisiaj nie mam ochoty. Hm załóżmy, że za 5 dni, zbierz sobie podobnych ile chcesz i tak was rozsądzę w pył. Powiedzmy ze odbędzie się to w tych górach. – Powiedział Narsil i odleciał.
Scyller Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Scyller
Wiek: 28
Dni na forum: 4.741
Posty: 482
Skąd: Kraków
Goku zdenerwowany, zamyslil sie. Gohan patrzyl na niego ze zdziwieniem poniewaz taki stan byl nie podobny do jego ojca. Nagle zauwazyl ze nie wyczuwa energii Piccola. Czym predzej polecieli razem sprawdzic co sie stalo. Kuririn siedzial na ziemi nieruchomo z mina jakby zobaczyl ducha. Piccolo lezal nieprzytomny, wiec dali mu magiczma fasolke. Po czym serduszko skopal Kuririna zeby oprzytomnial, bo nic mu sie nie stalo. Goku wiedzial co robic i wiedzial ze musi, to zrobic natychmiast. Musial odbyc wzmacniajacy trening w krotkim czasie, mogl to zrobic tylko w jednym miescu - Room of The Spirit And Time. Przeszdl w stadium ssj i poledzial do jedynego saiyanina, ktory mogl sie rownac z jego moca, byl to Vegita. Gdy przybyl do Capsule Corp. Vegeta wlasnie ubieral jego nowy, wzmocniony przez Bulme kombinezon i twardsza zbroje. Znal zamiary Songa, poniewaz wyczul bajeczna energie wroga. Teleportowali sie do Palacu Dendiego, gdzie czekali na niego Dendi i Mr. Popo. Weszli do miejsca gdzie czas plynie szybciej niz na ziemi z zapasem jedzenia na 2 lata.

Kiedy jestem z nim, czuje sie bezpiecznie, wiem, ze nic mi nie grozi, nikt mnie nie moze skrzywdzic. Z nim moge robic to co umiem najlepiej. Kiedy cos jest nie tak, wiem, ze moge temu zaradzic i znowu bedzie tak jak dawniej. Jego obecnosc sprawia, iz czuje sie w pelni dowartosciowany. Nie, nie jestem gejem. Ja po prostu kocham swoj komputer
eMate Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
[ Klan Asakura ]
eMate
Wiek: 26
Dni na forum: 4.707
Posty: 1.324
Skąd: Wałbrzych
Gdy dwaj Saiyanie weszli do tego pomieszczenia, Vegeta odrzekł :
- Będe ćwiczył z tobą tylko po to, by stać się na tyle silny, bym mógł ci wreszczie skopać ten brudny tyłek Kakrotto!
- Hehe, okej, nie ma sprawy, obiecuję ci, że jak się rozprawię z tamtym gościem wyjdziemy na solo - odpowiedział Goku.
Po czym razem od razu weszli w białą przestrzeń...
Gohan ciągle się zastanawiał co ma począć, pomyslał, że też chciałby się przydać, lecz wiedział, że między nim, a jego ojcem jest zbyt wielka przepaść. Gdy tak rozmyślał co zrobić, by się stać silniejszym postanowił udać się do jego mistrza Piccolo. Gdy tak leciał w kierunku pałacu Dendiego wyczuł ogromną saiayńśką energię, któa wylądowała gdzieś nieopdal. Gohan w tej chwili miał wybór, polecieć sprawdzić co się wydarzyło, czy być może ujść ż życiem...
Wybrał oczywiście tę pierwszą opcje, zaczął powoli lecieć w kierunku wielkiego wybuchu wyciszając swoją ki maxymalnie. Nagle schował się za skałę, ponieważ wyczuł jak wojwonik bardzo szybko się porusza w jego stronę, syn Goku w tym momencie był wystraszony jak nigdy dotąd. Cały drżał zasłonięty dość wysoką skałą, moc wojownika zbliżała się w zawrotnym tempie, nagle minęła się z kryjówką Gohana. Starszy syn Chi-Chi zaczął się przyglądać jak najlepiej może tej mocy, aż wreszczie wykrzyknął z ucieszoną miną :
- Trunks, zaczekaj!!!

"Tak więc idę przed siebie, spoglądając na świat,
doceniając każdy detal, który niesie jakiś znak..."
Scyller Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Scyller
Wiek: 28
Dni na forum: 4.741
Posty: 482
Skąd: Kraków
Trunks leciał wlaśnie dowiedzieć sie czegoś wiecęj o przeciwniku, którego zobaczył Kuririrn. Leciał także po nowy miecz, który został zamówiony przez jego matkę i przez nią ulepszony, wiedział, że mu się przyda.
-Trunks nie widziałeś gdzieś po drodze Piccola? - zapytal Mistic Gohan
-Owszem leciał do pałacu Dendiego, skonsultować się z nim - odparł Trunks, po czym oboje się rozstali.
Gohan bedąc na miejscu poprosil Szatana Serduszko o pomoc w treningu, lecz ten odpowiedział:
-Son Gohan, wybacz, ale nie moge ci pomóc. Umiesz juz tak wiele, że nie zdołam cie już niczego nauczyć. Przekazałem ci swoją całą wiedze, uczeń przerósł mistrza - powiedział ze stoickim spokojem Serduszko.
Gohan, niedowierzał ze cos takiego kiedyś usłyszy od swojego trenera, ale jednocześnie rozumiał przyjaciela.
-Piccolo to nie prawda, jesteś doświadczony i tak samo dysponujesz dużą moca! Pomóż mi! Pomoż!
-Przykro mi - odpowiedział Nameczanin i odleciał trenować w mroźne gory, jak zawsze sam.
Młody Gohan nie wiedział co robić, był zdezorientowany i bliski załamania.
Pomyślał sobie:
-Gdybym tylko mógł odbyć trening takie jak w...-nie dokańczając myśli kszyknął
-Enma Daio!!!!!Enma Daio!!!!Odezwij się!
Usłyszał głos Enmy Daio, który mowił przeż Krola Kaito:
-słucham cię synu Songa.
-King Kaio, chyba zdajecie sobie sprawe z niebezpieczeństwa, które zagraza ziemi?
-Oczywiscie, że tak!!! Son Gohan mów do rzeczy!!
-Otóż chciałbym trenować w zaświatach z uczniami Kaiosamów, tylko tak bede wystarczająco przygotowany do walki z przyszlym wrogiem. Prosze o pozwolenie.
-Przykro mi, to jest zabronione, śmiertelnicy nie mogą podrozować między dwoma światami!
-Ale ja bardzo prosze! to moze byc nasza jedyna szansa - Gohan mowił wszystko zeby uzyskac pozwolenie. Nagle odezwał się Rou Dai Kaioshin. Przyłączając swoją prośbe i zapewniając, że zapewni mu trening jakiego jeszcze nie miał i obiecywał, że da on skutki.
Enma Daio- zgodzę się pod jednym warunkiem: jeśli Gohan nie poczyni wyraźnych postepow, bedziesz musiał ponieść konsekwencje za naruszenie systemu komunikacji międzyświatowej Seniorze Bogów...

Kiedy jestem z nim, czuje sie bezpiecznie, wiem, ze nic mi nie grozi, nikt mnie nie moze skrzywdzic. Z nim moge robic to co umiem najlepiej. Kiedy cos jest nie tak, wiem, ze moge temu zaradzic i znowu bedzie tak jak dawniej. Jego obecnosc sprawia, iz czuje sie w pelni dowartosciowany. Nie, nie jestem gejem. Ja po prostu kocham swoj komputer

Ten post był edytowany 2 razy, ostatnio zmieniony przez Scyller: 01.03.2005, 10:32
eMate Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
[ Klan Asakura ]
eMate
Wiek: 26
Dni na forum: 4.707
Posty: 1.324
Skąd: Wałbrzych
Trunks właśnie wylądował obok drzwi do Capsule Corporation, gdy chciał dotknąc klamki, drzwi otworzył się rpzed jego nosem, z z nich wybiegł ze szczęśliwą miną mały Trunks i jego przyajciel Goten.
- Widzisz, znowu ja wygrałem, tym razem nie zabierzesz żadnych zabawek - odpowiedział mały Trunks, nagle popatrzył się na nowo przybyłego osobnika, ujrzał to, że ma ten sam kolor włosów co on, nagle jego pięść się rozluźniła, a zniej wypuścił na ziemię zaabwkę, która się roztraskała o kafelki prowadzące do domu. Mały Trunks szybko przybrał poze bojową i w pewnym moemncie wyskoczył na wroga, starszy Trunks zrobił tylko unik głową i złapał młodzieńca za łachy. Kolega Gotena zaczął wystraszony wołac mamę, która po chwili przybiegła pod drzwi, gdy weszła na próg ujrzała starego znajomego.
- Trunksie, to znowu ty !! Puśc mojego synka okej ?
Trunks z przyszłości puścił małego, a ten upadł na kolana z miną niedowiarka, po chwili otrząsnął się i kazał Gotenowi lecieć za nim.
Future Trunks był lekko zdziwiony tym, że taki mały mógł zrobić tak szybki atak. Bulma zaprowadziła jej syna z przyszłości do kuchni, gdzie leżał wspaniały miecz z wygrawerowanym napisem : "Miej serce, patrz w serce".
Trunks od razu się ucieszył, po czym spytał Bulmę o ojca, ta mu odrzekła, że nagle zniknął gdzieś z Son Goku. Gdy starszy Trunks się zastanawiał po co, Bulma zaproponowała mu opowiedzenie o swojej przyszłości po tym jak pokonał on straszliwe cuborgi, ten się zgodził na to.
Gdzieś dalej Trunks i Goten lecieli tym samym tempem, nagle syn Bulmy rzekł :
- Ty, słyszałeś co moja matka mówiła ?
- Yy, nie za bardzo wiem o co ci chodzi - odpowiedział czarnowłosy przyjaciel
- No powiedziała do tego gościa Trunks, a przecież to moję imię...
- No tak, dziwne to jest, ale nie zamartwiaj się, to pewnie jej jakiś stary znajomy
- No ja nie wiem, na dodatek miał na kamizelce znak CC i jego kolor włosów pasował idealnie do mojego
- E tam, jakiś cholerny zbieg okoliczności pewnie - Goten udzieł się głosem
- Może i nie powinienem się tym zamartwiać, ale coś jest nie tak... - na tym skończył Trunks, a Goten ciągle leciał wpatrzony w dzwiną minę swego kompana...

"Tak więc idę przed siebie, spoglądając na świat,
doceniając każdy detal, który niesie jakiś znak..."
Scyller Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Scyller
Wiek: 28
Dni na forum: 4.741
Posty: 482
Skąd: Kraków
...gdy tak lecieli, Trunks nagle się zatrzymał, a po nim Goten.
-Gdzie my tak w ogóle lecimy? – zapytał Trunks
-Jak to gdzie, potrenować z Gohanem może akurat nie ma, co robić?
-Myślisz, że jak byśmy chcieli to moglibyśmy mu dorównać?
-Żartujesz? my nie, ale Gotrunks tak
Kiedy dolecieli do East Districkt 439 przywitała ich Chi Chi wieszająca pranie.
-Cześć mamo, widziałaś Gohana?
-Witam was chlopcy. Wiecie co, najpierw leciał do Dendiego, potem wrócił po cos do jedzenia, spakował je do plecaka i odleciał jak by był w gorącej wodzie kompany. Powiedział ze leci za miasto.
-Nic tu po nas, spadamy. Do widzenia pani Goku – powiedział Trunks i odlecieli poszukać Gohana
Gdzieś za Hercule City na polanie, starszy brat Gohana wygrzewał się w słoneczku, spędzając ostatnie chwile z Videl, przed wymagającym treningiem w zaświatach. Kiedy Gohan opowiadał jakich to wrogów nie pokonywał i z kim się nie bił, dziewczyna patrzyła na niego jakby był batonikiem, a ona miała ogromna ochotę na słodkie.
-Videl, a tak w ogóle to mnie słuchasz?
-Nagle Videl rzuciła się na niego z ustami
Przestraszony chłopak zdziwił się wybitnie o co jej chodzi i odepchnął ja leciutko.
-Zrobiłam cos nie tak? Spytała niewinnym wzrokiem, zarumieniona dziewczyna
-Aaayyyyy - odpowiedział inteligentnie Gohan
Po czym znowu na niego wskoczyła, dobierajac się do jego szyi. Tym razem Gohan odepchnął ją mocniej, Videl zrobila "duże oczy", zrobil bojowa mine i zaczął wykrzykiwać: KaaaaMeeeeeHaaaaMeee.... – Gooohaaan!! Goooohaaan!!! – wolał brata mały Goten
Młodzieniec odwrócił głowę, wyglądało to jakby celował fala uderzeniową w chłopców.
Dzieciaki czym prędzej wylądowali.
-Dobry jesteś domyśliłeś się po co tu przylecieliśmy – powiedział Trunks.
Gohan był jeszcze bardziej zdziwiony. Malcy rozstawili się, przybrali pozycję i...Fuuuuuuuusiooooon. Gotrunks powstał od razu w stanie ssj3, oderwał się od ziemi i zaczął ogromnie szybko lecieć w stronę Gohana, zwijając za sobą trawę...

Kiedy jestem z nim, czuje sie bezpiecznie, wiem, ze nic mi nie grozi, nikt mnie nie moze skrzywdzic. Z nim moge robic to co umiem najlepiej. Kiedy cos jest nie tak, wiem, ze moge temu zaradzic i znowu bedzie tak jak dawniej. Jego obecnosc sprawia, iz czuje sie w pelni dowartosciowany. Nie, nie jestem gejem. Ja po prostu kocham swoj komputer
Łasiczka Kobieta
"Rōnin
Rōnin
Łasiczka
Wiek: 32
Dni na forum: 4.736
Posty: 419
Skąd: Pszczyna
Gohan rezygnując z użycia Kamehamehy w obawie o Videl, zwinnie uniknął ciosu Gotrunksa i błyskawicznie przeszedł do ataku. Patrząca z boku dziewczyna Gohana czym prędzej umknęła z ich zasięgu. Jedyną rzeczą, ktorą jej niewprawne oczy były w stanie wychwycić z ich walki to chilowe błyski. Stała zszokowana nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
Tymczasem w Room of The Spirit And Time Vegeta wyrzucał z siebie całą niechęć do przeklętego Kakarotto. Trening jaki tu odbywali obydwu saiyanom dawał niesamowitą satysfakcję - początkowo różnica siły między nimi była dość znaczna. Jednakże już po pierwszym półroczu zmysły, moc i szybkość Vegety niemal dorównały Goku. Dopingowała go niezmiernie jego duma, w końcu kto to widział Kakarotto lepszy od księcia Saiyan...!
Czas szybko mijał im na nieustannych walkach, podczas gdy na Ziemi...
Xan Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Xan
Wiek: 60
Dni na forum: 4.717
Posty: 474
Skąd: Forteca Żalu
... ciągle trwała treningowa walka Gohana z Gotenksem.
Wtem, spomiędzy chmur, uderzył między walczących słup oślepiająco białego światła. Przez pierwsze sekundy stali nieruchomi, zastygnąwszy w bojowych pozach. Wtedy słupem spłynął na ziemię Narsil.
Gohan i Gotenks wciąż nie wykonywali żadnych ruchów, zszokowani widokiem odzianego w świetlistą zbroję wojownika. Jednak on nie był bynajmniej zszokowany.
Nagle zadał cios. Dwa ciosy. W przeciwległych kierunkach. Jego pięści, pokonawszy drogę w ułamku sekundy, uderzyły w przeciwników. Siła była tak wielka, że odrzuciła obydwu kilka metrów od ich wroga.
Narsil nie czekał ani sekundy. Doskoczywszy do podnoszącego się Gotenksa, zadał mu cios w twarz. Saiya-jin zachwiał się i o mało nie upadł. Wtedy otrzymał kolejne uderzenie. I kolejne. I jeszcze jedno. W brzuch, znowu w twarz, we wzniesioną rozpaczliwym gestem rękę.
Gotenks upadł, lecz zaraz się podniósł. Szybkie kopnięcie zwaliło go na kolana, kolejne uderzenia pięściami zamieniły twarz w krwawą miazgę.
- Nieeeeeee!!!

***

Chi Chi nagle zastygła w bezruchu. Na jej twarzy najpierw odmalowało się zdumienie, potem przerażenie. Po bladym policzku popłynęła łza.
- Oni tam umierają...

***

Zerwali się jednocześnie, matka i syn, wstając od zastawionego stołu. Potrącona nie wiadomo przez kogo filiżanka zakręciła się i spadła na podłogę, roztrzaskując się i rozlewając kawę po perfekcyjnie wyczyszczonej powierzchni. Nikt nie zwrócił na to uwagi.
Matka nie oponowała, gdy syn chwycił leżący w pobliżu miecz i wybiegł przez otwarte drzwi. Nie drgnęła nawet słysząc, jak odlatuje. Wiedziała, dokąd.

***

- Nieeeeeee!!!
Kolejny cios potężnej pięści Narsila trafił Gotenksa w miejsce zajmowane niegdyś przez nos. Chrupnęły kości czaszki. Wojownik zachwiał się przez chwilę na kolanach, po czym upadł twarzą w ziemię. W tej samej chwili fuzja rozpadła się. Na zroszonej krwią trawie polany, obok potężnie umięśnionego wojownika w świetlistej zbroi, leżało dwóch potwornie poranionych chłopców. Przyjaciół na śmierć i życie. Żaden z nich nie oddychał.
- Nieeeeeee!!!
Narsil zręcznie uniknął wymierzonej w niego Kamehamehy. Potężny strumień energii zrobił w lesie otaczającym pole walki ogromną wyrwę. Jednak kosmiczny pirat nie zwrócił na dzieło zniszczenia najmniejszej uwagi. Wyszarpnąwszy miecz z pochwy na plecach, doskoczył do Videl. Złapał ją od tyłu, a błyszczącą oślepiająco klingę przyłożył do zgrabnej szyi dziewczyny. Powstrzymało to zbliżającego się Gohana.
- Zostaw ją, morderco – rzekł syn Goku głosem twardym niczym kamień, lecz wyraźnie naznaczonym wściekłością.
- Niby dlaczego? – zaśmiał się okrutnie Narsil – To ja tutaj dyktuję warunki!
- Miałeś przybyć za pięć dni – Saiya-jin był nie tylko wściekły, lecz także zdziwiony – Miałeś przybyć za pięć dni i dopiero wtedy walczyć z nami.
- Przybycie teraz okazało się ciekawsze. Poza tym, jak już wspomniałem, to ja jestem tutaj od dyktowania warunków.
- Znałem kiedyś jednego, który postępował podobnie. Nazywał się Cell. Obecnie nie żyje.
- Wiem, wiem. Usiłował cię zdenerwować. Interesujący sposób urozmaicenia walki. Może i ja spróbuję?
Nagle, bez ostrzeżenia, poderżnął Videl gardło. Ciało dziewczyny, puszczone przez niego w tej samej chwili, upadło na ziemię. Głuchy odgłos uderzenia zlał się w jedno z bojowym wrzaskiem Gohana.

***

Walka rozgorzała w całej swej okazałości. Saiya-jin używał potężnych technik, wściekłość dodawała mu jeszcze siły. Był świetny. Ale Narsil był lepszy.
Świetlista zbroja doskonale chroniła kosmicznego pirata przed atakami i wzmacniała każdy jego cios. Miecz był niebywale ostry, a przy tym bardzo lekki. Jego uderzenia spadały na syna Goku z niewyobrażalną prędkością, zadając mu dotkliwe rany.
Zaraz po kolejnym błyskawicznym cięciu, Narsil uderzył Gohana lewą pięścią. Siła ciosu była ogromna. Saiya-jin padł na ziemię, a jego przeciwnik wzniósł miecz do kończącego uderzenia...
Nagle do walki włączyła się trzecia osoba. Trunks spadł na wroga jak grom z jasnego nieba, zasypując go lawinami ciosów. Walczył dwoma mieczami: stary trzymał w prawej ręce, a nowy w lewej. Obydwoma posługiwał się z niebywałą zręcznością i precyzją.
Gohan podniósł się z ziemi. Widząc, że syn Vegety zaczyna tracić przewagę, pomógł mu. Po chwili Narsil został zmuszony do obrony.
Lecz miał jeszcze asa w rękawie.

***

Kosmiczny pirat widząc, że zaczyna przegrywać, nacisnął przycisk na swym pięknym pancerzu. W tej samej chwili z nieba uderzył na polanę wielki słup białego światła. Walczący zostali uniesieni do góry, straciwszy jednocześnie możliwość swobodnego poruszania się.
Gohan patrzył w dół, na ciała zabitych przez Narsila. Ogarniał go coraz silniejszy gniew. Przysiągł, że zabije swego wroga lub sam poniesie śmierć.
Trunks był bardziej spokojny. Spoglądał w górę, pragnąc dowiedzieć się, dokąd lecą. Jego obawy spełniły się.
Wlecieli do olbrzymiego statku kosmicznego.

***

Gdy tylko właz się zamknął, rozpoczęła się walka. Saiya-jinowie zaatakowali nieprzyjaciela z dwóch stron, nie pozostawiając mu szans na ucieczkę.
Pirat nie przejął się tym zbytnio. Nacisnął kolejny przycisk na swej zbroi i przeniósł się na drugi koniec areny. Tam użył techniki Akumaitokosen.
Energia ki, skierowana na Gohana, nie odnalazła w nim ani śladu zła. Nie przejęła się tym jednak zbytnio i przeskoczyła na Trunksa. Znalazła w nim tlącą się wciąż w głębi jego ducha nienawiść do Cella i androidów, a następnie zaczęła ją powiększać. Jednak to musiało potrwać. Jedynym objawem sukcesu techniki był pot, coraz gęściej występujący na czoło syna Vegety.
Wojownicy zaatakowali Narsila jednocześnie. Trunks doskoczył do niego i ciął nowszym mieczem, a Gohan użył Kamehamehy. Pirat zablokował cios brzeszczotu, jednak nie był w stanie uciec przed potężną techniką walki. Nacisnął kolejny przycisk.
Strumień energii momentalnie zmalał, a po chwili całkowicie zniknął. Syna Goku bardzo to zdziwiło. Po chwili wysłał w kierunku ścierającego się z Trunksem Narsila kolejną Kamehamehę. Jednak i ona błyskawicznie zamieniła się w maleńkie iskierki.
Gohan zdał sobie sprawę, że przepływ ki został w statku poważnie ograniczony. Dlatego doskoczył do pirata i rozpoczął walkę wręcz. Musiał ją jednak szybko zakończyć – Narsil zadał mu swym mieczem specjalny, paraliżujący cios, po czym oddalił się o kilka metrów by swobodniej walczyć z Trunksem.
Technika Akumaitokosen zaczęła odnosić wyraźne efekty. Na oczach przerażonego brata Gotena syn Vegety padł na kolana, wypuszczając z dłoni miecze. Po chwili złapał się za brzuch. Powietrze przeciął jego wrzask, okropny, nieludzki, od którego Gohanowi zjeżyły się włosy na głowie. Po paru sekundach ciało Trunksa zaczęło pękać, aż w końcu eksplodowało w fontannie krwi.
W tej samej chwili paraliż ustąpił. Gohan rzucił się z wściekłością na Narsila. Wiedział, że nie może z nim wygrać. I wtedy przypomniał sobie o technice energetycznych kończyn.
Kosmiczny pirat był bardzo zdziwiony, gdy pięść syna Goku przebiła jego zbroję. Zadane po chwili kopnięcie próbował zablokować, jednak wyciągnięta ręka złamała się pod wpływem ki. Narsil wrzasnął i ciął mieczem. Gohan złapał ostrze, które rozprysnęło się w pył.
Dalsze ciosy posypały się z niewyobrażalną prędkością, masakrując ciało Narsila, który przestał już się bronić. Syn Goku zaprzestał uderzeń dopiero, gdy był pewien, że morderca skonał.
Gohanowi nie dane było jednak święcić triumfu. Z bocznych drzwi wyszedł potężnie zbudowany mężczyzna, ubrany w bieliznę i jedzący jakąś dziwną potrawę z kwadratowego talerza. Rozejrzał się po sali i powiedział:
- Zabiłeś mego brata Narsila. Gratuluję, gratuluję. Ale wiesz, jak to jest. Osobiście nic do ciebie nie mam, ale muszę cię zabić. Rodowa wróżda. Rozumiesz, prawda? Poza tym i tak byś zginął po wygaśnięciu twojej gwiazdy.
Po tych słowach wykonał dziwną, nieznaną Gohanowi technikę. Syn Goku zdążył przed śmiercią pomyśleć, że dopiero teraz rozpoczyna się prawdziwe wyzwanie dla mieszkańców Ziemi.

Miyamoto Hachimaro
obiit Anno Discordiae MMVII
Idus Ianuarias

Hic natus est
Q'ccaon'naeaeccer
Anno Discordiae MMVII
Ante Diem XIII Kalendas Martiae
Scyller Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Scyller
Wiek: 28
Dni na forum: 4.741
Posty: 482
Skąd: Kraków
Goku i Vegeta niczego nie świadomi i nie wyczuwający żadnej energii w Room of the Spirit and Time dawali z siebie wszystko co mogli. Goku dopingowała myśl o walce z potężnym wojownikiem, a Vegeta chciał za wszelka cenę pobić rywala na leb na sile, dzięki temu nie odczuwał zmęczenia. To było dla niego jak narkotyk, im bardziej się starasz wygrać tym większą satysfakcje odczuwasz.
Z góry patrzyli na niego senior bogów i Shibito.
-Nie dobrze – powiedział Rou Dai Kaioshin
-Mistrzu, nie widzisz? Trening przynosi im kolosalne skutki, staja się coraz silniejsi i coraz bardziej zbliżają się do poziomu przybysza.
-Młodzieńcze sam nie wiesz co mówisz, nie znasz potęgi Andurila, Goku i Vegeta nawet o krok nie zbliżyli się do poziomu tego bajecznie poteznego wojownika!! –odparł najstarszy
-Anduril? Skąd wiesz jak się nazywa? Skąd wiesz jak wielka siła dysponuje? Odpowiedz !
- Kiedy byłem młody, przed scaleniem z czarownicą, mój ojciec - wielki mistrz nauczyciel, który obdarzył mnie mocą uwalniania ukrytej energii, opowiadał mi o absorbatycznym statku, który w odległej galaktyce niszczy planetoidarne źródła i wchłania ich energie. Właściciele tego kosmicznego pojazdu są niezwykle silni, nawet najsilniejsi wojownicy galaktyki Samberos w zupełnie innym wymiarze nie sprostali wyzwaniu jakim jest Anduril. Jego brat Narsil już kiedyś zginął, ale moc wskrzeszania mieszkańca planety, którą potem zniszczył, uleczyła go. Od tamtej pory zniszczyli już wszystkie planety dwóch galaktyk. Teraz przyszła pora na naszą.
- Trzeba ich ostrzec, muszą ćwiczyć jeszcze ciężej!
- Nie! Czekaj, trenując tak dalej niczego specjalnego nie osiągnął. Nikt z nich nie jest na tyle silny żeby mogli się od siebie czegoś nauczyć.
- Mistrzu! Umiesz tylko narzekać i stwierdzać fakty. Odkryj w nich ukrytą moc tak jak w przypadku Son Gohana! Znajdź dla nich nowego trenera!! Zrób coś!!!
- Milcz!!! Myślisz, że to wszystko takie łatwe?! Nowych mocy u nich się nie da odkryć, Goku umie na tyle kontrolować swoją moc ze żadnych zasobów już nie ma! Myślisz, że jestem tylko od narzekania?! Mylisz się niedoświadczony wojowniku. Niech trenują, mam jeszcze asa w rękawie.
- Nadal Cię nie rozumiem – stwierdził z zamyśleniem Shibito.
Rou Dai Kaioshin nagle powiedział „już jest”
Za jego plecami pojawiła się szczupła umięśniona sylwetka.
- Gohan jesteś w samą porę, spodziewałem się Ciebie tak szybko – rzekł mędrzec.
Tak. Starszy syn Songa w pewnym sensie osiągnął swój cel. Przeniósł się w zaświaty.
-, Więc gdzie mój partner, z którym będę trenował? – zapytał zniecierpliwiony chłopak z poważną miną
Shibito patrzył się na niego czekając co odpowie.
- haha hahahaha, myślałeś, że….hahaha, myślałeś ze będziesz mieć partnera? Owszem będziesz miał, ale nie jednego. Senior bogów nagle spoważniał , odeśle Cię w takie miejsce gdzie nawet najpotężniejsi wojownicy boja się chodzić, będziesz trenować tam gdzie w najdalszych otchłaniach tego miejsca czyhają potwory brzydotą nie dorównujące niczemu a siła przewyższające cię wielokrotnie. Gdzie będziesz zdany tylko na siebie, nie będzie magicznej fasolki, nie będzie przyjaciół, będą kreatury, które będą chciały cię zaatakować kiedy tylko się tego nie spodziewasz, kiedy spał, kiedy będziesz się myć, kiedy będziesz odpoczywał, kiedy nie będziesz myślał …Przecież tego właśnie chciałeś.
Gohan stał wpatrzony w jedno miejsce, nie poruszając się. Mówił tylko coś sam do siebie.
-Mów głośniej Gohan – powiedział Senior ze złośliwym uśmieszkiem. Słyszałeś?!! Mów głośniej!!
Gohan wyszeptał cicho, ale tak żeby wszyscy słyszeli „nareszcie”. Jego mięśnie napięły się a na twarzy pojawił się żądny siły uśmiech.
- Śmiej się, śmiej, nie wiesz co Cię czeka…

Kiedy jestem z nim, czuje sie bezpiecznie, wiem, ze nic mi nie grozi, nikt mnie nie moze skrzywdzic. Z nim moge robic to co umiem najlepiej. Kiedy cos jest nie tak, wiem, ze moge temu zaradzic i znowu bedzie tak jak dawniej. Jego obecnosc sprawia, iz czuje sie w pelni dowartosciowany. Nie, nie jestem gejem. Ja po prostu kocham swoj komputer
Tara Kobieta
Super Nameczanin
Super Nameczanin
Tara
Wiek: 27
Dni na forum: 4.526
Posty: 118
Skąd: Planeta Warion
Son Goku i Vegeta wyciskali z siebie siódme poty. Doskonalili każda swoją technike do upadłego. w końcu Goku poczuł, ze musi odpoczać. oczywiście to nie spodobało się Vegecie- Co robisz pajacu!? Odpoczywasz sobie zamiast ćwiczyć dalej!? Wróg na fali Ziemia znowu w potrzasku a ty sobie siedzisz!? Rusz to dupsko!
-Spokojnie. Jak sie zacharujemy na śierć to nie bedzie z nasz żadnego pozytku.
Vegeta nic sobie jednak z tych słów nie zrobił. Trenował dalej. Myśl o tym aby byc lepszym od Goku dodawała mu niesłychanego napedu. Nie on wielki Vegeta tak łatwo się nie podda. Osiągnie swój cel chodźby miał pasc trupem!Pokaże wszystkim, że zasługuje na miano legendarnego Saiyanina, ze nie da sie wdeptać w Ziemie.Goku po chwili odpoczynku wstał i podszedł do Vegety. nadeszło decydujace starcie aby wypróbować jaki poziom osiągneli po tych treningach...
Scyller Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Scyller
Wiek: 28
Dni na forum: 4.741
Posty: 482
Skąd: Kraków
Kiedy oboje zregenerowali siły, przystąpili do małej demonstracji mocy. Od razu oboje przeszli do drugiego stadium super saiya-jina. Powoli i równomiernie wydobywali z siebie olbrzymie ilości mocy zgromadzone przez czas treningu. Krople potu spływały im po twarzach. Nie ustępował żaden z nich. Kiedy Vegeta doszedł do bariery swoich możliwości, a było to jakieś 60,000,000 jednostek mocy, powiedział do Goku: „w tym momencie jesteśmy w stanie się tylko zadrapać, nikt z nas nie ma tak dużej przewagi, żeby mocno poturbować drugiego. No dalej, daj mi czegoś więcej, chce sprawdzić na co mnie naprawdę stać”. Goku uśmiechnął się i nagle jego moc wzrosła do 88 mln jednostek mocy. Jego brwi zniknely, aura była okrągła, a włosy były mu do kolan.
- Ssj 3 stopnia. Tego chciałeś Vegeta? To masz!
Oderwał się od ziemi i pędząc w stronę Vegety, puszczał w niego pociski ki. Przeciwnik z trudem je unikał. Nagle zniknął, a jego pieść pojawiła się na twarzy Goku.
-Śmieszne – westchnął Songo
-Big Bang Attack!!!!! – silnie skumulowany atak powędrował w stronę przeciwnika. Goku przeszedł przez niego jak by to była chmura dymu.
Kiedy Vegeta zrozumiał, ze nie ma z nim najmniejszych szans, uniósł się w gore. Nagle zaczal kumulowac energie. Aura stawała się coraz większa, ładunki elektryczne sięgały coraz dalej. Po chwili kumulowania bajecznej energii Goku stwierdził, ze to nie jest atak
- Niemożliwe! On?! Jak?! Kiedy?! – Stał i mówił zdziwiony rywal
Vegeta nie przestawał. Wtem, jego włosy zaczęły się wydłużać, rosły aż do pewnego momentu. Ich końcówka kończyła się na jego pasie. Brwi nie zniknęły do końca, cześć z nich była widoczna.
-Coś jest nie tak! Dlaczego przerwałeś transformacje?!
-To nie jest ssj3, ani ssj2. To Halfsaiyan, tak nazwałem te formę. Siła jest zbliżona do ssj3, bez strat energii, a nie meczysz się będąc w halfsaiyanie. Haha, tylko wybraniec może wymyślić tak doskonalą formę jak ta. Dopracowywałem ja jak Ty spałeś i się obijałeś. Ja daleko stąd wypruwałem z siebie wszystko, dążąc do tego co przez chwila zaprezentowałem.
Goku był wbity w ziemie. Jego mina wyrażała cos pomiędzy zdziwieniem a strachem. Nie wiedział co powiedzieć. W końcu doszedł do siebie.
- Tak wiec...spróbujmy się.
W tym momencie zaczęła się walka z udziałem mocy jakiej jeszcze nikt nie doświadczył. Oboje dysponowali energia, jak by połknęli cala Genki Dame. W tej sytuacji były w siódmym niebie. „Taka moc do dyspozycji, teraz pokaże Goku kto tu dyktuje warunki” – myślał Vegeta. „No nieźle Vegetka, wreszcie dałeś z siebie więcej niż mogłeś, będziesz mi podpora w walce z Narsilem. Pokażemy mu kto na tej planecie mieszka” – a tak myślał Goku. Wiązali z sobą nawzajem duże nadzieje, hmmm, a przynajmniej jeden z nich. Wiedzieli jednak, że mogą być jeszcze lepsi, nie wiedzieli jednak do jakiego stopnia ich ciało to wytrzyma...

Kiedy jestem z nim, czuje sie bezpiecznie, wiem, ze nic mi nie grozi, nikt mnie nie moze skrzywdzic. Z nim moge robic to co umiem najlepiej. Kiedy cos jest nie tak, wiem, ze moge temu zaradzic i znowu bedzie tak jak dawniej. Jego obecnosc sprawia, iz czuje sie w pelni dowartosciowany. Nie, nie jestem gejem. Ja po prostu kocham swoj komputer
Hidden Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Hidden
Wiek: 26
Dni na forum: 4.492
Posty: 1.090
Skąd: Kraków
... - Powodzenia Gohan. - Shibito wraz z Seniorem Bogów odstawił syna Goku na miejsce. Wszędzie panowała ciemność, nieprzenikniony mrok. Z niewiadomych dla wszystkich powodów siebie widzieli doskonale.
- Co ja mam robić w tej ciemnicy??
- Przeżyć... – rzekł ze stoickim spokojem Bóg Światów z przed 15 pokoleń.
- Znaczy mam nie zwariować w tej norze bez życia?? – Mistic niepewnie odwrócił się do nich placami i zaczął się rozglądać.
- Hehe...myślisz że tu nic nie ma? Tu jest pewnego rodzaju bariera. Tylko osoba całkowicie zdecydowana może przez nią przejść i zobaczyć ten mroczy świat jak naprawdę wygląda.
- Co...? – Gahan nie był pewien co Bóg chce powiedzieć
- Pokażę ci. – spokojnym krokiem zaczął iść w kierunku nieprzeniknionej czerni. Nagle zatrzymał się i zaczął dotykać czegoś ręką. – Widzisz? Tu jest bariera. Ja nie przejdę, bo nie chcę tam być. Ale jeżeli ty chcesz, to przejdziesz. – Saiyanin podszedł do Seniora i w miejsce gdzie on przed chwilą stukał palcem, włożył swoją rękę.
- ...To niemożliwe! – gorączkowo zaczął wyciągać i wkładać w tą dziwną, niewidzialną w tym mroku ścianę swą rękę. Dla udowodnienia Bóg znów postukał w barierę. Nagle ręka Gohana zatrzymała się, nie mogła już przeniknąć.
- Już nie jesteś taki zdecydowany?? – Chłopak nic nie odpowiedział. - Nie jesteś wystarczająco zawzięty? Nie chcesz pomścić rodziny...? Przyjaciół...? – dolewał oliwy do ognia – swojej miłości...? – W Gohanie coś pękło. Poczół że nie może zawieść. Że musi tam wejść i przeżyć. Przeżyć i zwyciężyć! Nie dane było mu spotkać teraz na tym świecie Gotena, Trunksa.... Videl. Tego żałował najbardziej. Dopiero teraz zrozumiał o co jej w tedy chodziło. Kochał ją. Kochał ją tak bardzo... Nie mógł darować jej śmierci.
Znów ręką dotknął bariery. Znalazła się po drugiej stronie.
- Wchodzę!
- Powodzenia Gohan! – Shibito czół że mają szansę.. Chłopak zrobił krok w przód i zniknął w czarnej otchłani. Przez chwilę nie widział nic. Nie był pewien czy oczy są zamknięte czy też otwarte. Nagle lekkie światło zaczęło prześwitywać przez powieki. Szybko otworzył oczy.

- HA!!!! – Goku wystrzelił potężny pocisk ki w stronę przeciwnika. Vegeta jednym ruchem odbił Kamehamehę i wystrzelił Big Bang Atack w Kakarotto. On także uniknął ataku.
- Chyba w starciu na energię ki nie możemy wyłonić zwycięzcy... – stwierdził i uśmiechnął się demonicznie. Jego długie, cienkie, złote brwi nadawały mu demoniczny wygląd. Szybko doskoczył do przeciwnika i uderzył w brzuch. Goku poleciał do tyłu, lecz szybko złapał równowagę, odbił się od ziemi i ciosem w podbródek pokazał przeciwnikowi ,że to nie przelewki. Vegeta zaatakował z powietrza. Kopnięcie, szybko zablokowane. Kolejne, z drugiej nogi. Znów. Goku chciał zadać cios w korpus, został jednak szybko zatrzymany, gdyż książę Saiyan złapał jego zaciśniętą dłoń. Wykorzystał moment nieuwagi i lewą nogą kopnął go w żebra. Syn Bardocka odleciał na pewien dystans, wbijając się w wielką klepsydrę, będącą elementem budynku. Szybko wydostał się z góry piasku, która zaczęła go zasypywać. Wystrzelił pocisk ki w stronę Vegety. Ten odleciał w górę i zaczął się utrzymywać w powietrzu. Na to liczył Goku. Zamiast także unieść się w górę, zaczął kumulować ki. Vegeta patrzył na niego z politowaniem.
- Nie jesteś w stanie mnie pokonać! – zbieranie energii zakończyło się
- Smocze Tchnienie! ATAK SMOKA!!! – Wystrzelił do góry i prawą pięść uniósł do góry. Wokół niego w niewyraźnej postaci pojawił się złoty Shenlong.

Oczom Gohana ukazał się zdumiewający obraz. Znajdował się teraz w miejscu przedziwnym. Jakby piekło oblane smołą. Przed sobą miał czarną drużkę wijącą się nie wiadomo [ ort! ] jak długo. Wokół wielokilometrowe pola pokryte ostrą, wściekłą czerwienią. W oddali widział mały strumyk zielonego płynu. Spojrzał w górę. Była tam jakby wielka czarna plama zamiast nieba. Była koloru identycznego jak dróżka. Jednak widział wszystko jak w dzień. Najdziwniejsze było jednak to że nikogo tu nie było. To miejsce było całkowicie puste.
Nagle wyczuł ruch. Zaczął się rozglądać. Nikogo nie było, jednak coś czół. Niespodziewanie dostał cios w plecy. Potem następny, ale tym razem przebił mu skórę. To już był ktoś inny, miał kolce na swojej skórze. Chłopak nie miał zamiaru wyć z bólu, tylko zaczął się gorączkowo rozglądać. Nie było nikogo. „Te dupki są niewidzialne...I nie czuje ich ki...” Zamknął oczy i skoncentrował się. Wyczuł coś. Ruch powietrza. Kolejny. I następny. Otaczały go... Kręciły się wokół niego. Trzy postacie. Wyczuł odpowiedni moment. Błyskawicznie rzucił się w lewą stronę, gdzie miał nadzieje dorwać niewidzialną istotę. Udało się. Szybkim ciosem zaatakował stwora. Trafił, w jak sam uważał, głowę. Usłyszał, okropny, rozsadzający głowę ryk. Szybko zgromadził energię w lewej dłoni i przystawił w okolicach brzucha. Wypuścił pocisk i odskoczył. Usłyszał wybuch, po chwili zobaczył przed sobą ciało. Pokryte łuskami, z licznymi kolcami na ciele ciało, z dziurą w okolicach klatki piersiowej i rozbitą głową. To coś nie miało nosa, sporej wielkości oczy, czarne z czerwonymi białkami były rozszerzone do granic możliwości. Nie żyło. Zanim Gohan dobrze przyjrzał się tej postaci, poczuł szybki, błyskawiczny ruch. Odskoczył i stanął przy ciele. Na nic nie czekając wystrzelił pocisk ki. Nastąpił wybuch, po chwili pojawiło się kolejne martwe ciało, bez kolców. Został ostatni. Najwyraźniej zaczął uciekać, nie był cichy, było słychać tupot biegu. Nie zwlekając Mistic znalazł się przy nim i celując na oślep zaczął kopać i atakować rękami. Czół jak robi dziury w ciele stworzenia, jedną, dwie, trzy... Kolejne ciosy kaleczyły przeciwnika, który w końcu pojawił się. Zaskoczony Gohan odskoczył.
- Gohan... – wyszeptał przed śmiercią. Potwór ten, podobny do pozostałych, różnił się jednym szczegółem. Miał twarz Videl! Przerażony Gohan szybko klęknął przy ciele. Z przerażeniem patrzył jak duże, niebieskie oczy blakną, ucieka z nich życie. Po chwili były martwe, tak jak reszta.
- Zabiłem...zabiłem ją!! – nie mógł powstrzymać łez. Nawet nie wiedział kiedy napłyneły mu do oczu. Czół się okropnie, zrobił teraz coś, czego nie daruje sobie do końca życia. Nagle usłyszał głos.
- Nie, Gohan! To nie była Videl! – był to Kaio. – To tylko potwory przybierające postać twoich wspomnień! Odległych, tak jaki tych niedawnych!
- Co..? – zdziwiony Gohan poderwał się na równe nogi.
- Zobacz na inne potwory. – Gohan posłusznie pokiwał głową. Zdziwiony, przerażony podszedł to tego którego zabił od razu pociskiem ki. Miał twarz Freezera! Drugi Buu.
- Więc to tylko zmory...? – ostrożnie dotknął twarzy Freezera. Nagle ciało rozprysło się. Zniknęło
- Tak. Przedstawiają wszystko czego się obawiasz, znasz, kochasz. – Kaio tą sytuacją był wyraźnie zaniepokojony.
- Hm... – zamyślił się Saiyanin. – Wiec nie będzie tak źle. To było okropnie słabe.
- Co...?! –zdziwił się Bóg Światów Północnych. – To nie są jedyne potwory. Te to płotki, prawdzie spotkasz później.
- Później...?
- Tak. Musisz iść dalej. Masz pięć dni na trening, i musisz go wykorzystać. – chłopak zamyślił się. Po chwili zacisnął pięści, i ruszył w dalszą drogę. – Czekaj! Nie mogę być z tobą dalej. Moje możliwości telepatyczne kończą się mniej więcej w tym miejscu.
- Więc do usłyszenia, Panie Boże. – rzekł wesoło. Po chwili namysłu dodał. – Albo żegnaj...

Obraz

Ten post był edytowany 1 raz, ostatnio zmieniony przez Hidden: 14.10.2005, 18:15
Scyller Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Scyller
Wiek: 28
Dni na forum: 4.741
Posty: 482
Skąd: Kraków
W czasie gdy Gohan wchodził do Strefy Otchłani, panowała noc. Dlatego nic nie było widać Strefa ta rozciągała się na kilometry w szerz i wzdłuż i dzieliła się na pewnego rodzaju poziomy nie oddzielone żadną granicą. Kiedy się rozjaśniło okazało się ze Strefa Otchłani jest ogromną góra, jest masywem gdzie jak zwierzęta, żyją potwory. Wszędzie było jednakowe ciśnienie, a powietrze było gęste, tak że trudno było oddychać. W miarę jak wysokości grawitacja była mniejsza, tak więc Gohan czuł się jak na ziemi, a podnóża gór grawitacja była 10 razy większa niż na planecie Kaio. Tak ja wspomniał Kaito potwory w miarę schodzenia na dół są coraz potężniejsze i inteligentniejsze. Lecz Gohan nie miał już odwrotu, musiał iść dalej i chciał iść dalej.

------gdzieś w zaświatach----

Drogą gdzie wychowankowie mistrzów zaświatów trenują swoje możliwości przechodzili władcy czterech galaktyk rozmawiając i analizując spokojnie zagrożenie związane z bratem Narsila i galaktyką North Kaio-Samy.
-Vegeta i Goku trenują w RoSAT. Dają z siebie wszystko. Vegeta nawet opracował nowy poziom. Gohan jest w Strefie Otchłani, jeżeli przeżyje to będzie miał jakieś szanse z nowym przeciwnikiem. Ale nie jestem pewien czy to wszystko wystarczy – zamyślił się West Kaio-Sama
-Oby – rzekł South Kio-Sama – ale nie sądzę, zwłaszcza, że przeciwnik czerpie siłę z samego słońca.
- Na szczęście Rou Dai Kaioshin ma jeszcze jednego Asa w swoim długim pomarszczonym rękawie – dodał optymistycznie Kaito i rozweselił atmosferę – zrobiłem się głodny, może pójdziemy coś zjeść?
Nagle koło nich wylądował podopieczny władcy południowej galaktyki.
-Co jest ? myśleli wszyscy
I znowu cos koło nich przeleciało, tym razem coś zielonego.
- ooo Paikuchan – powiedziała władczyni wschodniej galaktyki na swoim skuterku, pokazując na drzewo złamane przez Paikuchana gdy na nim wylądował
Podreptali dalej i osłupieli. Zobaczyli długie złote włosy i pięści, które robiły sobie z wszystkich worki treningowe.
- To są najsilniejsze dzieciaki w galaktyce – powiedział Kaito pokazując na Gotenska, który postanowił się rozerwać i potrenować trochę.
No i znowu przeleciało coś zielonego.
-aaaaaa masz!!! Krzyczał Paulokuchan puszczając jednocześnie jakiś pocisk w stronę potężnej fuzji, z ogromną ripostą.
Gotenks chciał przyjąć na klatę atak lecz 30 minut minęło i chłopaki rozdzielili się a pocisk poleciał gdzieś dalej niszcząc jakiś budynek.
Wokół leżeli wojownicy jedzący właśnie coś w rodzaju magicznej fasolki. Dzieciaki też tym nie pogardzili.
- A jakby tak ich wytrenować? To zwiększyło by szanse na zwycięstwo. Zapodała pomysł jedyna kobieta – władczyni.
- Nie! To zbyt duże ryzyko. Oni są za młodzi, nie potrzebnie narażać ich na ból w czasie walki z wrogiem. Niech zostaną tu przez jakiś czas i „potrenują”.
-tylko trzeba im dać jakieś porządne obciążenia bo inaczej rozniosą nam tu wszystko.

-------W strefie Otchłani--------

W Strefie Otchłani – zwanej też „Ciemnością”, Son Gohan robił wszystko żeby nie zginąć. Niektóre potwory wydawały się nadzwyczaj ludzkie, czasami miał wrażenie, że zabija człowieka, ale wiedział, że jeżeli nie zrobi tego z zimną krwią to zginie. Zmęczony i śpiący wiedział, iż dłuższy odpoczynek grozi wpadką w zasadzkę ponieważ kreatury były inteligentniejsze niż myślał. Umiały planować i kamuflować się. Nie wiedział ile jeszcze wytrzyma.

*****2 dni później. Noc*****

Gohan spokojnie śpi przy ognisku, najedzony i beztroski. Żadna istota w jego pobliżu nie śmiała się do niego zbliżyć bo wiedziała czym to grozi. Saiyanin bez problemu dwoma ruchami zabijał stwory bez zawahania. Był już on niedaleko podnóża góry, na której się znajdował. Co znaczyło, że najgorsze przed nim. Nagle wstał o świcie obudzony przez szelest drzewa nad jego głową. Coś wokół niego poruszało się niezwykle szybko. „czyżby potwory z niższego poziomu złożyły mi wizytę?” - pytał sam siebie. To coś znalazło się za nim. Gohan szybko zareagował łokciem, ale spudłował. Otaczała go mgła co jeszcze bardziej pogarszało widoczność. Istota zataczała krąg koło niego szybkim poruszaniem się, pozostawiając po sobie cień. Chłopiec skoncentrował się, wyczuł moment i zaatakował. Uderzył „to” tors lecz znowu znikło. Tym razem stanęło 5 metrów od niego. „Jak zdążyłem zauważyć niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jesteś czujny jak Goku oraz równie silny Gohanie”. Gohan stał sparaliżowany i nie wiedział co robić. Zadawał sobie mnóstwo pytań, na które nie mógł znaleźć odpowiedzi.
- Kim jesteś?! I skąd znasz mojego ojca?!! I skąd do cholery znasz moje imię??!
- Pokładam w tobie wielkie nadzieje, zabiłeś Narsiła, ale z jego bratem nie miałeś szans. Odkąd jesteś w zaświatach zrobiłeś duże postępy, ale to nie wystarczy żeby chociażby zranić Merkusa – brata tego co pokonałeś – odpowiedział nieznajomy
Postać zaczynała iść powoli w stronę wystraszonego młodzieńca. Gohan widział ze to istota ludzka, była jego wzrostu i co najgorsze nie wyczuwał jej mocy. Pojawiło się jeszcze jedno pytanie „ jak ktoś z tak małą mocą mógł dojść do tego poziomu pokonując wszystkie potwory? Chyba, że ten ktoś jest z rasy....Nie! to nie możliwe”
Z mgły wyłoniła się postać jakby znajoma z wyglądu Gohanowi.
- Gohan, jestem ojcem Goku, a Twoim dziadkiem – odpowiedział Bardock...

Kiedy jestem z nim, czuje sie bezpiecznie, wiem, ze nic mi nie grozi, nikt mnie nie moze skrzywdzic. Z nim moge robic to co umiem najlepiej. Kiedy cos jest nie tak, wiem, ze moge temu zaradzic i znowu bedzie tak jak dawniej. Jego obecnosc sprawia, iz czuje sie w pelni dowartosciowany. Nie, nie jestem gejem. Ja po prostu kocham swoj komputer
desmatrix Mężczyzna
Nameczanin
Nameczanin
desmatrix
Dni na forum: 4.361
Posty: 61
...tak jestem Twoim dziadkiem - powtórzył Bardock.

*****gdzieś w zaświatach*****

Wpatrzeni w krysztalowa kule Bogowie obserwowali trening dwóch najsilniejszych na Ziemi Sayjan. W tle slyszeli trening Trunksa, Gotena i Paulokuchana.
Wtem stalo sie coś dziwnego, przez głowę trenujacych wojowników, nawet Goku i Vegety, Bogów i najeźdźcy przebiegl pewien impuls. Coś wylądoało na Ziemi. Byla to kula, podobna do tych w ktorej Vegeta, Nappa i Radtizz przybyli na Błękitną Planete.
- Taką moc może mieć tylko Sayjian - rzekł South Kio-Sama.
Wszyscy Bogowie zgodzili sie z nim i z zaciekawieniem spojrzeli w krysztalowa kule. Ujrzeli jak kula sie otwiera, z niej jakis dym sie ulatnia i wszystko przysłania. Ktos postawił nogę na ziemi, noga byla ogromna, składała sie z ogromnych mięśni. "Ktos" wystawił drugą nogę. Dym opuscił juz okolice pasa wojownika i sie ulotił.
- Ja go skądś znam - powiedzial South Kio-Sama - t...to...to B... TO BROLI!
Bogowie sie przestraszyli, Trunks, Goten i Paulokuchan skończyli trening i przyszli się przyjrzec kuli.
- Zaczyna sie walka, najsilniejsi wojownicy sa na Ziemi: Goku, Vegeta, przeciwko bratu Narsila. Tylko co tu robi Broli? Będzie walczyl sam czy pomoże którejś ze stron. Czyżby poczówszy taką siłe postanowił przylecieć na Ziemię i zabić przybyszy czujac sie zagrożony? Dla kogo będzie walczył ... ? - zakonczyl South Kio-Sama...

Tu była nieregulaminowa sygnatura!

V - Variat
E - Energia
G - Gigant
E - Eee... nie wiem
T - Tata
A - AaaaAAaaaa....
franqey Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
[ Klan Asakura ]
franqey
Wiek: 31
Dni na forum: 4.362
Plusy: 3
Ostrzeżenia: 3
Posty: 2.641
Skąd: Danzig
W tym momencie Brolly zaczął przeobrażać się. Jego włosy zanikły , a ciało stało się mniejsze. Później wyrósł mu ogon , i Brolly przeobraził się w Frezera. Następnie stwór przyjął postać Cella , a później picolo daimo. W końcu przestał się przeobrażać i przyjął postać niepozornego chłopca z figlarnym ogonkiem i nieuczesaną fryzurą. Kaio sama oglądając to wszystko całkowicie zbladł , i nie był w stanie wymówić słowa. Gdy w końcu doszedł do siebie paulokuhan zapytał się go czy poznaje przybysza, lecz tamten nie odpowiedział. Siedział z głową złożoną na kolanach i sprawiał wrażenie jakby nie docierały do niego żadne bodzce z zewnątrz. Paulokuhan położył mu dłoń na ramieniu ,i wysłał Gotena po coś do picia. Gdy Koiosama wrócił [ ort! ] już całkiem do siebie powiedział głosem w którym nie było żadnego wyrazu: Wszechświat jest zgubiony. Następnie opowiedział historię swego dawnego podopiecznego. Mówił że był to człowiek rasy Numenoru. Najczystszej i najdostojniejszej rasy we wszechświecie , których planeta została zniszczona przed tysiącami lat. Rasa ta cechowała się tym że jej członkowie potrafili dowolnie zmieniać ksztauty , jednakże używali tego tylko dla dobra innych. Potęga ich zaś była największa ze wszystkich ras zamieszkujących galaktyki. Jednakże wybuch planety pozbawił życie wszystkich jej mieszkańców , gdyż w wyniku wybuchu powstał silnie trujący gaz na który mieszkańcy nie byli absolutnie odporni. Przeżył tylko Elendil - człowiek który właśnie pojawił się na ziemi w postaci małego Songa.Po długiej tułaczce w kosmosie trafił na planete kaito jako żywy , gdyż przybrał postać duszy , i w ten sposób oszukał Emmę.Kaito trenował go , przez długi okres czasu , a on rusł w potęgę , której jednak ciągle było mało. pewnego dnia wszedł do ciemności , lecz nie był w stanie się z tamtąd wydostać. Cierpiał okrutnie , gdyż stwory z otchłani znały wszystkie jego słabości , a on nie był w stanie się im przeciwstawić. Błagał Kaito o pomoc , której ten nie był mu w stanie udzielić. Przeklął go w tedy , i obiecał że następni uczniowie kaito będą cierpieć w ten sam sposób. Po jakimś czasie upodobnił się do stworów z otchłani , i został ich władcą. Trenował przez tysiąc lat w otchłani i czekał na możliwość wydostania się z tamtąd. Teraz musiał wykożystać to że do otchłani weszła kolejna osoba , i wydostać się z tamtąd jako najbardziej mroczny ze wszystkich stworów na ziemi. Stał się czarnym numenoryjczykiem. Zagłada z jego ręki będzie absolutna , i nikt we wszechświecie ani w zaświatach nie jest w stanie tego przetrwać.

"I wówczas, jakby dla ostatecznego i nieodwołalnego pchnięcia mnie do upadku, zjawił się duch Przekory. Filozofia nie zdaje sobie żadnej z tego ducha sprawy. A jednak wieżę w to święcie, jak w istnienie własnej duszy, że przekora jest jednym z pierwotnych popędów ludzkiego serca - jedną z niepodzielnych, pierwiastkowych władz lub uczuć, które nadają kierunek charakterowi danego człowieka. Któż, popełniając czyn niedorzeczny lub nikczemny, nie dziwił się po stokroć tej prostej oczywistości, iż wiedział, że winien go był nie popełniać? Czyż pomimo doskonałości naszego rozsądku nie mamy nieustannych zakusów do naruszania tego, co jest Prawem, dla tej po prostu przyczyny, iż wiemy właśnie,że jest to - Prawo?"
Edgar Allan Poe "Czarny Kot"
Szarak Mężczyzna
^Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
Nadworny Irytujący Słownik Ortograficzny
[ Klan Takeda ]
Szarak
Dni na forum: 4.308
Posty: 1.214
Skąd: 4chan.org, Ostrzeżeń: Więcej niż Ty, kochany użytkowniku.
___----ZIEMIA---____

-No, no, no proszę osławiony Goku, i równie silny Vegeta – Powiedział Anduril.
- Kim ty jesteś? – Spytał się Książę.
- Bratem Narsila…. – odpowiedział pirat
- Phi… -
- Gdzie jest twój brat? – zapytał się Goku.
- W niebie. Nie. Przepraszam. Mój brat jest w piekle. Na niebo on się nie nadawał – zaśmiał się szczerze
- Kto go zabił?
- Ktoś kto miał bardzo podobną Ki do twojej. Wysoki chłopak, ciemne włosy – powiedział radośnie
- Gohan…
W jego oczach zaiskrzył blask.
„ Coś dziwnego stało się z Kakarotto, nigdy taki nie był.” – pomyślał Książe. Syn Bardocka, wyglądał jak wtedy gdy pierwszy raz zamieniał się w Super- Saja–ina.
Nagle Vegeta coś sobie uświadomił. Nie było czuć siły jego syna, Trunksa, ani nikogo innego, Gohana, Gotena….
„ Trzeba ich ożywić, za pomocą smoczych kul.” – Porozumiał się z Goku telepatycznie. Obaj nauczyli się tak porozumiewać, gdy po treningu w ROSAT nie mieli nawet siły mówić.
„ Vegeta smocze kule nie działają, Piccolo nie żyje…”
- CHOLERAAA! – Ten krzyk wydarł się już z gardła Vegety. Błyskawicznie ruszył do ataku, w locie zmienił się w Super – Saja-ina 2 poziomu, i zaatakował Andrurila prosto w twarz. Pirat z kpiącym uśmiechem przechylił głowę na bok. Na to czekał Vegeta. Błyskawicznie zadał cios w brzuch. Z ust Andurila pociekła krew. Zaraz znowu, gdy poczuł nogę Goku na swoim karku. Sajainowie z niebywałą synchronizacją rzucili się do dalszego ataku. Jednak trzeci raz pirat nie dał się zaskoczyć. Złapał ich za pięści, uniósł się na nich i kopną Vegete i Goku w twarz, zasypując ich dodatkowo gradami pocisków Ki. Obaj wyłonili się z dymu. Podlecieli do Andurila i przyłożyli mu pociski do brzucha. Ten jednak ustawił swoje ciało równolegle do ziemi, kule poleciały dalej. Songo dotarł do pirata, uderzając go. Obaj wymieniali się gradem ciosów. Vegeta kumulował atak z powietrza. Nagle książę powiedział w myślach do Goku - „ TERAZ PAJACU!” Kakarotto błyskawicznie odleciał na bok, w Andurila trafił potężny Big Bang. Zaraz jednak Książę poczuł na swym licu potężne udrzenie. Wszyscy wylądowali na ziemi. Vegeta popatrzył się znacząco na Goku. Ten powoli podniósł wzrok na Vegetę. Nieznacznie kiwną głowa. Obaj Sajainowie zaczęli się przeobrażać. Vegeta przybrał postać Half-Sajaina, Goku SSJ 3. Walka trwała dalej.

___---OTCHŁAŃ---___

Gohan uderzył Videl w twarz otwartą dłonią. Potoczyła się na kolana.
- Gohan, jak możesz…błagam, przestań – Videl zaczęła płakać – BŁAGAM NI….. – Dziewczyna padł martwa. Syn Goku ciężko sapał.
- Dzia….Dziadku, a jeśli to ona.
Bardock nawet się nie odezwał . Podszedł do Videl mrucząc coś pod nosem. Jednym ruchem przebił jej gardło. Ciało Videl przeobraziło się cię w wielkiego ohydnego stwora, potem w dym i uleciało w powietrze.
- O k…… - zaklął Gohan

___---ZIEMIA---___

Anduril był wycieńczony. Sajainowie wręcz przeciwnie.
- Gdzie się tego nauczyliście?
- Wszędzie – Odpowiedział tajemniczo Vegeta.
Lecz Anduril zamiast skomleć ze strachu, zaczął się śmiać.
- Co jest?!
- Nie wiem gdzie byliście, ale to za mało, by mnie pokonać. Popatrzcie. Narsil to dzieciak, nic nie wiedział o walkach. Jam jest najpotężniejszy z najpotężniejszych, najlepszy z rasy Avari! (Elfy Ciemne ) Jam jest Anduril, żywa legenda mego ludu!
- Wariat – mruknął Goku.
- Tak sądzisz….? – Spytał Avarijczyk.
Pirat zaczął się przeobrażać. Na początku jego palce przybrały złocistą poświatę, później ręka tors… Jakby coś wylewało się na niego wylewało. Coś w tym było niepokojącego.
Vegeta nie chcąc dopuścić do tego by Anduril uzyskał drugą formę wystrzelił w niego Big Bang Attack. Avarijczyk wyciągnął rękę. Energia powoli zaczęła maleć, aż w końcu znikła.
- Teraz rozumiesz? – Zaśmiał się kosmita.

___---NIEBO---___

- ŁAAAAAAAAAAAAAŁ………… - wydobyło się zgodnie z ust Trunksa i Gotena
- Jakie łał, jakie łał… on się przeobraża w drugą formę….a skoro to jest Avarijczyk to…. – I tutaj North Kaio Samo zemdlał.
- Trunks on musi być strasznie mocny – Krzyknął Goten.
- No na pewno. – Odpowiedział syn Bulmy.
- ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAŁ………

___---ZIEMIA---___

Anduril skończył się przeobrażać. Był cały złoty, wokół niego roztaczała się krwisto - czarna aura. Bez słowa doskoczył do Vegety, kopnął go w twarz, w brzuch, poprawił pięścią, na koniec głową. Zaczął dosłownie masakrować Vegetę. Bił go i bił. Książę nie miał siły się bronić. Goku chciał zapobiec temu, lecz Anduril złapał go za pięść, obrócił nim kilka razy i puścił na najbliższą skałę, dodając do tego potężną falę uderzeniową, którą zaraz przeniósł na Vegete, który lewitował bardzo blisko niego. Z ust Vegety wyłoniła się wielka strużka krwi. Kakarotto wbił się w skałę. Vegeta spadł na ziemie, jednak dalej utrzymywał poziom Half-Sajana. Kosmiczny pirat podszedł do niego. Pochylił się na księciem. Chciał uderzyć Vegetę w twarz jednak ten odchylił głowę, po czym kopnął potężnie Andurila w brzuch obydwiema nogami. Leżąc na ziemi rozprostował ręce na znak krzyża. Na dłoniach pojawiły się dwie kule energetyczne. Kule świeciły wszystkimi odmianami tęczy. Po tym widać, że wojownik wkłada całego siebie w falę.
- FAINAL FLASH!!!!
- Vegeta złączył ręce. Wypuścił wielką falę uderzeniową. Za wielką Nie mógł jej utrzymać w dłoniach. Rozprostował kończyny. Same białka pozostały mu w oczach. Energia wydobywała się z całego księcia, z całego jego ciała. Wypuszczał energię pół minuty. Zemdlał.
- Mówiłem, że to na mnie nie działa – z chmary dymu wyłonił się Anduril.

___---STREFA OTCHŁANI---___

Gohan zabił Gotena, odwrócił się i przebił Videl. Następnie roztrzaskał głowę Goku na swoim kolanie. Chciał zaatakować, Bardocka, lecz ten złapał jego pięśc.
- Ej to ja – powiedział.
Gohan popatrzył na niego. Następnie przyłożył mu rękę do głowy i powiedział
- Trudno. – Wypuścił z dłoni fale Ki.
Z bliska doszedł do niego głos.
-Słuszna decyzja.

___---ZIEMIA---___

Z oddali błysnął miecz. Ktoś biegł. Biegł najszybciej jak może. Z chmury pyłu wyłonił się……Yjarobel. Podbiegł do Goku wrzucił mu fasolkę do ust i odbiegł krzycząc coś w rodzaju
- Jedna…..kocur……kazał……Goku…..AAAAAA!!! – I pomknął dalej.
Anduril popatrzył na niego.
-Niedługo nie będzie żył…phi…. – Powiedział
- No nie wiem – szepnął Goku. Jego pięśc powędrowała na twarz pirata. Ten niespodziewany atak wywołał na nim duże wrażenie. Jednak Goku bił dalej. Bił jak dziecko, byle mocniej, byle gdzie. Bił żeby go oszołomić. Udało mu się. Przypomniał sobie Gotena, Trunksa, …..Gohana…..
- KAITO KEN!!!!!
Kakarotto złożył ręce za siebie.
-KA –
- Pajacu nie! – Szepnął Vegeta.
- ME –
Goku wszedł na SSJ
-HA-
SSJ2
-ME-
SSJ3
Nagle, zamiast uderzyć wyprostował się. Nic nie mówił. Nagle zaczął się wić w dziwnych konwulsjach. Uniósł się do góry równolegle do ziemi, poziomo, z klatką wypiętą na wierzch.
- HAAAAAAA!!!!! – Rozległ się przerażający krzyk. Goku staną na nogi. Cały świecił na niebiesko. Aurę miał wielką, również niebieską. Podleciał błyskawicznie do Andurila. Uderzył go z pięści w brzuch. Przebił pancerz. Anduril popatrzył na to przerażonym wzrokiem.
- TO NIEMO…….. – nie dokończył. Goku przebił pirata na wylot. Kakarotto wypuścił z ręki potężny pocisk Ki, który rozsadził Andurila od środka. Nic z niego nie pozostało. Sajain opadł na ziemię. Ręce miał całe we krwi, wszystkie żyły mu popękały.

___---NIEBO---___

- Hoho to się dopiero nazywa technika energetycznych kończyn. – Powiedział Rou Dai Kaioshin
- Nie rozumiem – Powiedział z głupią miną Goten.
- On do swoich kończyn władował całą energią kamehamy….

___ ---ZIEMIA, INNY CZAS, INNE MIEJSCE---____

- Kaito ken? Mamy pierwszego – powiedział wolno Elendil…


Sorki że drugi post pod sobą, jak chcecie to możecie to zamieścić jak chcecie coś zmienić to też

Cthulhu fhtagn!
la mayyitan ma qadirun yatabaqa sarmadi
That is not dead which can eternal lie.
Nie jest umarłym ten który spoczywa wiekami,
fa itha yaji ash-shuthath al-mautu gad yantahi
And with strange aeons even death may die
nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.

I kto powiedział, że jesteśmy poważni?
Wyświetl posty z ostatnich:
Strony: 1, 2  następna

Forum DB Nao » Różne » Nasza twórczość » ForumFiction™ » [Fanfik] Armageddon
Przejdź do:  
Dragon BallForum DB NaoAnime GakureAnime PhrasesDr. Slump
Powered by phpBB
Copyright © 2001-2017 DB Nao
Facebook