Jest moc! Utwór jednoznacznie kojarzy mi się z Dragon Ballem, nie wiem dlaczego. I to z Dragon Ballem przygodowym, Gokū trenującym przemierzając Ziemię dookoła. To teraz jeszcze John Williams musi popełnić kawałek, nim kojfnie, i będzie w ogóle w pytę!
Zazwyczaj redaguję te swoje eseje i to po kilka razy, ponieważ gubię wyrazy, czasem całe zdania, ale bywają momenty, że jak załączy się osobisty "strumień świadomości" to nie ma zmiłuj i są takie kwiatki.
Się wie, nie piszemy już prawie nic odręcznie, rzadko też – przynajmniej ja – przemawiamy publicznie, tak że ten, umiejętności składnego wysławiania się zanikają. Ja też edytuję swoje posty po kilka, czasem kilkanaście razy, bo tu zjadłem końcówkę, tu jest coś „wykolejone”, a przy „pierwszym czytaniu” nie rzuciło się w oczy.
Hidden napisał(a):
Ale w ogóle co to oznacza, że "większość tekstu była po polsku"? To nie jest normalne, że cały jest?
No, niestety nie, jak czytam z synem np. magazyny lego czy playmobil Blue Ocean albo broszury Amitu, to tam jest „po polskiemu”, już lepiej by to AI klepnęło, serio. Potrafią wskoczyć kwestie typu sytuacja, że ktoś umarł, po angielsku (jeśli to język źródłowy np.) jest kwestia „He's gone”, to po polsku przetłumaczone, że „Poszedł sobie” albo „Nie ma go”. Przykład całkiem „z dupy”, że tak powiem, bo oczywiście w lego i playmobil raczej nikt nie ginie, ale obrazuje problem. W tym 1 gigancie 2026 rzuciło mi się w oczy np., jeśli dobrze kojarzę, zaimek „go” użyty w kontekście rodzaju nijakiego, jakoś tak to było:
-„Masz to antidotum”?
-Tak, przy sobie.
-To trzeba go podać dożylnie.
Oczywiście powinien być zaimek „je”. Ale to – powiedzmy – idzie jeszcze zdzierżyć, jak jest tego stosunkowo niewiele, no i całość tekstu nie jest czerstwa jak dwumiesięczny chleb. Bywa, że jakiś zdolniacha tak przełoży tekst, że oczy krwawią. Ale taka domena czasów dzisiejszych.
lukoffic napisał(a):
Zbawić Dragon Balla może tylko nowa seria utrzymana w klimacie lat 90.
To se ne vrati. O ile ktoś nie ogarnie jakiegoś ejaja bez kajdan, to nie liczyłbym. Patrząc przez pryzmat samego plakatu/tizera do DBS: Ginga Patorōru, to ja powiem szczerze, że widzę kolejny krok w stronę kreski rodem z Cartoon Network albo Disney XD. Zobaczymy, zobaczymy. Nie samą kreską żyje człowiek. Swoją drogą, kiedy wreszcie zanimują komiks o Jaco? Może tutaj by była do tego przestrzeń, pod szyldem DBS?
Ty, a ktoś w to jeszcze grywa? Tak już poważniej, ludzie są tym jakoś zajarani, tak poza Final Fantasy i Pokemonami? Nie mówię nie, oczywiście, ale mało się to do mojego „mejnstrimowego” myślenia przedziera.
Co do gry, to jest to wreszcie długo oczekiwany powiew świeżości. Ale, tak szczerze, nic jeszcze nie wiemy, więc w sumie może w cale nie być tak świeżo. Zobaczymy, w którą to stronę pójdzie. Nie byłoby źle, gdybyśmy faktycznie mieli do czynienia z zupełnie nową plejadą bohaterów i – powiedzmy – Gokū w formie takiego Północnego Kaiō to byłaby śmiechawa ;P Jeżeli przyjąć, że Gokū z GT odlatuje z Shén Lóng'em w 790 roku, a DB Online w 801 odlatuje z Vegetą w kosmos, by wyrównać rachunki, to ta gra będzie miała miejsce 200 lat po de facto śmierci Gokū. Brzmi bombowo. Pytanie, jak ten potencjał zmarnują wykorzystają centusie z Bandaia.
Też wolę Saiyan, ale pamiętam, że sam Shounen rugał za to określenie, bo to amerykańskie Wydaje mi się, że taka odmiana poleciała też na Nowa TV, która katuje DB Kai i DB Super od dłuższego czasu.
Ach, szkoda gadać, jeżeli to było w TV. Ale jak mają płacone 5 złotych od odcinka, to ja się nie dziwię. Tak czy siak, jak masz w mianowników liczby pojedyńczej Marsjanin (Saiyanin, Kryptonianin, Nameczanin), to dopełniacz liczby mnogiej brzmi Marsjan (Saiyan, Kryptonian, Nameczan), a nie Marsjaninów, do kroćset więcej!
A już zupełnie z innej beczki, ale ciągle w sferze tłumaczeń, zacząłem czytać z synem giganty Egmontu i kupiliśmy styczniowe wydanie Gigant Poleca z tego roku i muszę przyznać, że tłumaczenie jest na naprawdę znakomitym poziomie. Introligatorsko też to wygląda lepiej niż za mojego dzieciństwa, ale nie o tym. Znaczna większość tekstu była po polsku, znalazłem jeden rażący mankament, a tak to się naprawdę zaskoczyłem. Może Disney jakoś na nich wymusza, by angażować tłumaczy z prawdziwego zdarzenia? A może szkopuł tkwi w tym, że język oryginału to przeważnie włoski, więc trudniej znaleźć biegłego italianistę nie znającego języka polskiego niż anglistę? Hmmmm…
Na pewno obejrzę, bo jestem zuolem itp., ale najbardziej bym się ucieszył, gdyby zrobili to jako widowisko z innej perspektywy lub z dużą liczbą wątków pobocznych à la, nie stricte kupsko w stylu Kaia:
Oby na tym nie poprzestali na kolejne 8 lat. Liczę, że manga ruszy z kopyta i wskoczy np. chociaż w dwutygodnik. Jeśli nie, to ja chcę w cholerę fillerów!
Nazwa nie sugeruje niczego dobrego, bo może „po Morze” ich zmorzy i skończą z serialem na kolejne parę lat. O ile nie będzie tak, że od startu tego patolu, tfu, patrolu każdy nowy, amerykański „sezon” będzie po prostu nazywał się Dragon Ball Super: Nazwa Sagi. To by mi nawet odpowiadało. Niech tylko nie robią adaptacji jeden do jednego, chcę czegoś więcej, niż wierna rendycja komiksu Toyotara sama w sobie.
Piękne to jego „come one”, ja rozumiem, że są napisy, i oni faktycznie tam z nim śpiewają, ale chyba nie może oczekiwać takiego zaangażowania, jak przy okazji CHA-LA HEAD-CHA-LA. A utwór SUPER, SUPER, SUPER! Liczę, że przynajmniej jeden nowy animiec również będzie miał jego piosenkę w czołówce.
Entuzjaści Majnkrafta pewnie będą pykać.
Ciekawi mnie natomiast, czy Lego podejmie kiedyś temat „kolaboracji” Minecrafta, bo to mógłby być krok w kierunku oficjalnych klocuchów z Dragon Balla. Po Soniku, Mario, Zeldzie, One Piesie czy nadchodzących Pokach pora na Toriyamę.
Pytanie tylko, czy nie jest to walka z wiatrakami?
Nie znasz, Pan, narzędzi cenzury.
Jak się zawezmą i znajdą majętnych aliantów, będą w stanie namieszać na rynku, ale to przy założeniu, że będzie krucjata ogólnopotentacka.
Siedemdziesięciosiedmioletni Ryōichi Tanaka przy osiemdziesięciodziewięcioletniej Masako Nozale brzmi jak Żółwi Pustelnik przy Trunksie. Śmieszne, biorąc pod uwagę, że to ona jest starsza. Ja wiem, że tu pewnie dużo ma specyfika postaci Kaiōshina. Super forma!
Nie wiem, czy Piccolo chciałby zostawać królem demonów
No, myślę, że jemu by się to należało. Mieszkał by na Ziemi, by móc odbierać Pan z przedszkola. W czym problem? Był kiedyś taki prezydent Świętochłowic, który na stałe mieszkał w Katowicach, i do pracy dojeżdżał, jak była potrzeba xD
To-to! Kto mówi, że monopol na kreatywność mają Wąchacze Używanych Majtek, Hamburgery przez dekady pokazały, że stać ich naprawdę na wiele.
Kenji Harima napisał(a):
Kiedyś plotka głosiła, że pierwsze co ustalało DB Room to kto i jaką będzie miał transformację, potem robiło się historię. Jeśli taka była baza pod nowe serie to może faktycznie niech to ma pauzę kolejne X lat.
A wiesz, że to w sumie jest już duży plus, bo przynajmniej coś ustalali. Jak już jest rdzeń pod tytułem „nowe uczesanie”, to to są poważne podwaliny pod całkiem, całkiem szaniec, wystarczy tylko tego nie spier…, nie spartolić i można nawet okopać się na tak długo, że wyjdzie z tego porządny tasiemiec, nawet taki w Genki Damę uzbrojony.
Ja bym był nader kontent, gdyby jednocześnie powstawało kilka albo i nawet kilkanaście komiksów/seriali kupfliksa i innego takiego, gdzie każdy produkt byłby targetowany do innej widowni. Jak flaki się sprzedają, niech będą flaki dla zwyroli; dla dzieciaków mogłyby być cukierkowe przygody Gotena i Trunksa; dla normików Gokū i Vegeta i dalsze treningi i rywalizacja do porzygu; dla kobiet na przykład jakieś, ja wiem, okruchy życia połączone z dużą liczbą gołych męskich klat, potem jeszcze jakaś space opera z Jakiem (Jaco), „Police's Tales”, jak to nazwałeś, w formie sitcomu jak najbardziej, taki pełen slapsticku. Ach, pomarzyć.