Leżę sobie w wannie wypełnionej po brzegi stolcem, który dostałem w prezencie od starszych ludzi oraz od tych, którzy mają w odbycie tasiemca uzbrojonego. W mazistym kale pełzają takie małe wężyki. Zbieram je wtedy w garść, następnie wsadzam do jamy gębowej, mielę i wypluwam do owej wanny. Drzwi od domu miałem otwarte i akurat weszło do niej kilku moich dobrych przyjaciół, którzy od kilku lat unikali kąpieli i byli bardzo otyli. Dowiedziawszy się, co porabiam w wannie, zaczęli sobie nawzajem walić konia i po dłuższej chwili głośnych jęków i wycia - spuścili mi się do wanny - przejmująca to była chwila pełna uniesień. Jednemu z nich - Włodzimierzowi wsadziłem zmieloną papkę tasiemca uzbrojonego prosto w jego czerstwy, podgniły już odbyt, który zamlaskał przy wsadzeniu. Poprosiłem ich jeszcze na odchodne, by ciepłym moczem zrosili mnie, gdyż stolec trochę mnie już podsuszył. Kolejnymi gośćmi, którzy nadeszli tuż po odejściu przyjaciół, była rodzina z gromadką dzieci w wieku gdzieś na oko 3-5 lat. Poprosiłem ich, by otworzyli drzwi od łazienki i weszli. Tak zrobili, a ja na szybko ulepiłem wielkie kule ze stolca, które zmieszane były ze spermą przyjaciół i wręczyłem młodym, którzy rozpłakali się z niecodziennego upominku. Była ich trójka i z tych trzech kul ulepili wszyscy razem radośnie bałwanka w kolorze brunatno- białym. Wspaniała to była chwila. Po krótkiej chwili wyszedłem z gównianej wanienki, nie ubierając się poszedłem do kuchni i zaparzyłem herbatkę gościom. Jak tak stałem nagi, to z mego odbytu zwisał bardzo długi zlepiony włos - jakby dred, który obtoczony był starą, zsiadłą sraką. Młodzież zaklaskała radośnie widząc mnie w wielkiej formie. Pogadaliśmy trochę, pośmialiśmy się i żeby było jeszcze lepiej, wyjąłem z wora kilkanaście kg łoniaków, dzięki którym rozpaliłem piecyk kaflowy. Rozeszła się wiosenna atmosfera. Tak nam mija pocieszne, sobotnie popołudnie.
Wywar, który się składał ze zmiksowanych jąder ludzi bezdomnych oraz ćpunów, którzy czyhali nocami w bramach oraz jąder byków był jak wiadomo nietuzinkowym i niebagatelnym posiłkiem. Te wszystkie jajca były ścinane na żywca, bez zbędnego znieczulenia. Kiedy im je wycinałem, oni się szarpali i niejednokrotnie srali rzadkimi zbitymi preclami sraki. To także wykorzystywałem do późniejszych posiłków - potrzebny jest każdemu taki bogaty w witaminy zbity kał. Wielu znanych sportowców zjeżdża się na farmy pełne krów i koni w celu skonsumowania świeżych, prosto co dopiero wysranych stolców bydła hodowlanego. Niektórzy z nich mają ze sobą miski, które kładą pod odbyt cielaka, byka, bądź krowy i czekają na zbawienny zrzut guana. Kiedy zwierzak nadyma się i robi gargantuiczny zrzut prosto na tacę, bądź do ust i do żołądka znanemu na całym świecie sportowca, wtedy on z tego wrażenia sam niejednokrotnie obsrywa rzadkim w gacie. Kilku z nich zjeżdżało się z wielkimi taczkami, na które ładowali świeży stolec będąc w stanie erekcji - penis stał sztywno na godzinę 12 postawiony. To tyle z nowinek ze świata sportu i rekreacji. Co mnie dzisiaj spotkało - zaraz opiszę. Byłem na polu pełnym krów i świń, ale zabrałem ze sobą spod torowiska kilka ślimaków winniczków i urządziłem w swoim domu istne zawody - galopujących ślimaczków prosto do mety, która znajdowała się metr dalej. Nagrodą za pierwsze miejsce był świeżo wysrany balas sraki po biegunce, który uformowałem w kulki, w środku których była skondensowana sperma od dzięcioła - nietuzinkowa to była nagroda. Zwycięzca ze smakiem spałaszował wygraną nagrodę w konkursie biegów zwierzęcych. Po wszystkich położyłem się do łóżka, bo mnie grypa zmogła i lecą mi z nosa i z gardła bryły galaretowatej flegmy. Flegmę tą zbieram od kilku dni i także miksuję, później robię z tego wielką papkę - kulkę, wsadzam głęboko w swój odbyt, który następnie zaklejamy taśma klejącą - popłakałem się z tych emocji. Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie wraz ze swymi wiernymi ślimakami winniczkami.
Czasy dzieciństwa...wspomnienia - bardzo często jeździłem wtedy do rodziny, która zamieszkiwała typową wieś, do dziadków. Miałem bardzo ciekawe i sympatyczne wspomnienia, zaraz je opiszę. Wieczorami bardzo często myła mnie już nieżyjąca babcia razem z dziadkiem. Miałem wtedy na oko ze 4 latka i byłem wsadzamy do wielkiej michy pełnej wody ze stawu, która była podgrzewana ogniem spod spodu. Babcia i dziadek wtedy też się rozbierali do naga, kiedy zaczynali rytuał kąpieli swego ulubionego wnuczka - mnie. Kiedy chcieli mi dać prysznic, nigdy nie było szamponu i zamiast tego babcia wlewała do kubeczka oleistą ciecz prosto ze swego starczego krocza - w kolorze wręcz purpurowym. Zapach jaki wydzielała - przypominał rozkładające się zwłoki kilkudniowej sarny, był tak zniewalający, że do grzejacej się wody dorzucałem pół litra rozwodnionych rzygów. Dziadek do owego szamponu dorzucał starczą, skondensowaną - brunatną spermę. Mieszanka ta sprawiała cuda. Dzięki tej kąpieli miałem gładkie i puszyste włosy i przyciągałem chmary much i kotów, pewnie dzięki specyficznemu zapachowi. Wieczorami zaś zasiadaliśmy z całą wioską do rozpalonego ogniska, które ufundował wójt naszej pięknej wsi. Nadchodziło przesilenie letnie i każdy, zarówno młodzież, jak i starsi mieli w kręgu się pojawić nago. Mężczyźni mieli mieć zawiązany wianek na penisie, żeby było uroczyściej, wianek z bzu. Zbliżał się wieczór i cała wieś gorączkowo się zbierała na ważne wydarzenie. Zamiast typowych kiełbas, posłużyły za nie końskie penisy. Konie które jechały na rzeź oraz od tych, które padły że starości - od nich pobierano pęta do późniejszej konsumpcji. Po spałaszowaniu "kiełbas" młodzież wraz ze starszymi przystąpiła do konkursu, który polegał na wypięciu się nagimi odbytami w kierunku ściany niedalekiej stodoły. Każdy ustawił się w rządku około 4 metrów od ściany. Zadaniem było nasrać - nieważne, czy rzadkim, czy też zbitym, pełnowartościowym zakręconym niczym ślimak stolcem i trafić w ścianę. Zwycięzca otrzymywał jako uznanie cały duży słoik łoju spod pach zeskrobanego wcześniej od poprzedniego pokolenia rolników oraz suszony stolec od wójta wsi. Zabawa była przednia i po dłuższej chwili ustalono zwycięzcę, który wygrał wypluwając z odbytu wielkie bryły zbitego, mazistego stolca, które z hukiem rozbijały się o ścianę. Zwycięzca miał na imię: Bożydar i ze łzami w oczach odebrał nagrodę, sikając wartkim strumieniem rzadkiej posoki sraki po nogach - tak był podekscytowany. Po wszystkim rozjechaliśmy się i wróciliśmy do swych domków. To było pocieszne i budujące zdarzenie pełne zwrotów akcji. Ojciec kiedyś się chwalił, że jak byłem robiony, to gwałtownie ścisnął swoje jądra przed wystrzałem spermy i w taki sposób powstałem ja. Pozdrawiamy serdecznie ze wsi. Ach, cóż się wydarzyło z ostatniej chwili w kościele !!!! Ksiądz łapczywie żarł kebaba na pierwszej ławce i uprawiał miłość na własną rękę w międzyczasie. Ale to by umknęło naszej uwadze. Jednak, kiedy się podniósł za szybko - poślizgnął się i upadł na głowę. Hałas usłyszało kilku jego ministrantów, których proboszcz chowa w szafie i podbiegło do niego. Zdjęli swe spodnie i zaczęli go okładać młodocianymi penisami po głowie. Po kilkudziesięciu mocniejszych klapsach ksiądz wreszcie się podniósł i im podziękował. W nagrodę odpuścił im wieczornego anala. To tyle z wieści kościelnych.
Kończy nam się już maj - nadeszły radosne chwile, które zaraz opiszę. Od ponad roku do wielkiego słoja - 20 litrowego zbieram dary natury od niemyjących się, spoconych rolników, bezdomnych - narkomanów i alkoholików. Pytacie się, co się w tym egzotycznym słoju znajduje ? Otóż jest to: wyciągi z pępków - głównie śluzowate gluty, rozpuszczone owady oraz łój z okolic krocza, do tego w bonusie zaropiałe bąble w okolicach odbytu. Do tego też dochodzą biegunki na kacu oraz skondensowana sperma. Wszystko to dokładnie od roku zbierałem, następnie z chirurgiczną precyzją mieszałem i odstawiłem do piwnicy na jakiś czas. Dzisiaj będąc bardzo podekscytowanym zszedłem do piwnicy i zabrałem dary natury - w postaci słoika z nektarem niebios. Otworzyłem wielki słój i buchnęło mi w twarz jadowitą wręcz parą prosto na twarz. Oczy mi się całe załzawiły, zaś z szoku spowodowanym zapachem, upadłem plecami na ziemię i z niesamowitą siłą rzygnąłem prosto na sam sufit. Kiedy doszedłem do siebie, poszedłem po pędzelek i wysmarowałem się bardzo dokładnie tą nieziemską mieszanką spermy, pulsujących bąbli, wyciągów z pępka i innych nietuzinkowych darów. Wyszedłem tak nagi z domu i udałem się do centrum miasta. Okoliczne psy, wyczuwając smród bijący ode mnie - rzygały, a następnie traciły przytomność i dostawały mocnych drgawek. Z ludźmi było bardzo podobnie. Wtedy zaś wskoczyłem w gęsty tłum i krzyknąłem, że jestem panem ziemi. Wtem dobiegł moich uszu głośny odgłos kilkudziesięciu ludzi, którzy zamaszyście rzygali z fetoru bijącego ode mnie. Smród wytwarzany przez mnie był taki, że wręcz parował i unosił się w niebiosa. Ptaki leciały zamiast prosto, to zygzakiem. Z tych emocji się głęboko popłakałem i zacząłem głośno wyć, bo mój penis urósł i stanął na wysokości zadania. Po chwili wpadłem na genialny pomysł, żeby poszukać swą ofiarę. Szedłem taki nagi ze stojącą pałą i gęsto wysmarowany owym koktajlem i niebawem znalazłem starszą, ledwo dyszącą babcię, która poruszała się o lasce. Nie myśląc dłużej, podbiegłem ile miałem sił i mocno wtuliłem się w babcię, która z tego szoku i ogromnego fetoru straciła przytomność i jej oczy wywróciły się na drugą stronę, ukazując białka. Zaczęła toczyć także pianę ze starczych ust. Do mnie i sklejonej staruszki zaczął zbierać się gęsty tłum i stanęli w wielkim kole, obserwując z nieukrywanym szokiem, co się działo. A mianowicie: rzygałem żółcią do ust babci....piękna sprawa. Po jakimś czasie się odkleiliśmy od siebie i każdy rozszedł się w swoją stronę. Taka niecodzienna przygoda mnie spotkała na mieście. Pytacie, co zrobiłem z resztą zawartości słoika ? Zanurzyłem w nim bobasa - dziecko swojej siostry, żeby było w przyszłości zdrowe i silne. Resztę zaś zachowałem na inne okazje. Pozdrawiam serdecznie.