Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL - VIRUS -- SAGA I -- ODCINEK IV
Dragon Ball - Virus
Saga I: Dragon Ball - Virus
Odcinek IV

       Rozparty na krześle Yamcha opisywał sytuację, jakiej był uczestnikiem.
       – Chyba wyczuła mój wzrok, bo kiedy tylko kupiła to, co chciała, podeszła do mnie. Spojrzała tak miękko i zapytała, czy wszystko w porządku – miałem widocznie dość głupią minę... Odparłem, że kiedy na nią patrzę, to kręci mi się w głowie i robi słabo. Roześmiała się i powiedziała, że jestem miły. A potem stwierdziła, że przestało padać, więc będzie kontynuować przechadzkę po mieście. Przełknąłem ślinę i wydukałem, czy nie potrzeba jej czasem przewodnika. Wyobraź sobie, co powiedziała! Że dopiero niedawno tutaj przyjechała i nie zna prawie w ogóle tego miasta! Na co ja, że bardzo chętnie pokażę jej coś naprawdę pięknego. Zgodziła się i poszliśmy Nut Promenade, Orzechową Promenadę. A potem spotykaliśmy się co kilka dni, aż w końcu to się stało... Przyjęła moje oświadczyny i pobraliśmy się.
       – Ile się znaliście? – zapytał Kuririn, nie zwracając nawet uwagi na stojący pod jego nosem obiad.
       – Dwa miesiące, a ślub był tydzień temu. To ona prosiła, żebyśmy pobrali się kameralnie... Mówiła, że boi się reakcji moich przyjaciół, że jest wrażliwa i w ogóle... Mieliśmy się przyznać dopiero po fakcie – skończył Yamcha.
       – Gratuluję, stary – powiedział Kuririn, całkowicie zaskoczony. – Jak ona ma na imię?
       Cielęcy wzrok Yamchy świadczył o całkowitym oddaniu dziewczynie.
       – Revena... Prawda, że pięknie?
       Kuririn słyszał już wiele lepszych imion, ale nie chciał komentować tej wypowiedzi. Obawiał się o własną kuchnię.
       – Tak, jasne – wolał przyznać. – Kiedy ją poznam?
       – Wpadnij kiedyś, zapraszamy – Puar też się dołączył do zaproszenia, kiwając łebkiem.
       Dzień powoli się kończył, a Chi-Chi z rodziną nadal buszowała po Centrum Zakupowym The Real. To znaczy ona buszowała w pełni sił, a jej mąż Son Goku, oraz synowie Son Gohan i Son Goten wlekli się za nią noga za nogą. Mieli miny męczenników, a na ich twarzach malowało się zmęczenie i znużenie.
       – Kochanie... – wyszeptał Goku. – Spędziliśmy tu już 6 godzin... Robi się już ciemno... Czy możemy wracać do domu...? Głodny jestem...
       Chi-Chi odpowiedziała mu po chwili, kiedy po długim nurkowaniu z triumfem wydobyła z chłodni kurczaka właściwych rozmiarów.
       – Kochanie, ale jeszcze nie mamy nawet połowy tego, co jest nam potrzebne! Nie wybraliśmy jeszcze koszuli dla ciebie, miksera, kafelków do łazienki, past do zębów, szczotek, mydeł...
       Goku i spółka już przestali słuchać. Byli głodni, zmęczeni i mieli dosyć. Son Goku jednak wytrwale pchał przed sobą wózek wypełniony zakupami. Ku jego rozpaczy jedzenie zajmowało tylko 1/4, a jego żołądek protestował od pół godziny.
       – Ojej, mój ulubiony serial! – zorientowała się Chi-Chi. – Musimy szybko wracać do domu!
       Dostali nagłego przyspieszenia i zaraz znaleźli się przy kasie. Szczęśliwy Goku frunął jak na skrzydłach, bo oto niedługo znajdzie się w domu. Uratowany przez "Zdradzonych i zdradzanych", odcinek 2072...
       Kasjerka spojrzała na wyłożone na taśmę towary, potem na kasę i w końcu na Goku.
       – Gratuluję państwu! Jesteście naszym 10 000 klientem! To właśnie dla Was mamy ten oto bon! – wręczyła go Chi-Chi.
       Son Goku mało nie zemdlał, kiedy spojrzał żonie przez ramię na talon. "Darmowa żywność przez rok od daty wystawienia talonu, limit dzienny 6 kilo". Od dziś mogli codziennie dostawać 6 kilo wybranych produktów żywnościowych z The Real za darmo! Od razu poprawił mu się humor. Chi-Chi podpisała odbiór bonu i raźno całą rodziną pomaszerowali do samochodu, oczywiście płacąc już tylko za towary nie służące do jedzenia.
       Żadne z nich nie zwróciło uwagi na pewien drobny szczegół. Kiedy kasjerka podawała im bon, odchylił jej się na ułamek sekundy rękaw koszuli. Od razu go poprawiła, ale uważny obserwator dostrzegłby coś dziwnego – przez mgnienie oka żyły jej nadgarstka zamigotały zielenią...
       Trunks od paru godzin ćwiczył. Nie za bardzo wiedział, co się dzieje z ojcem, ale postanowił, że to wyjaśni. Wolał być przygotowanym, dlatego serwował sobie najcięższe ćwiczenia, jakie pamiętał. Pot lał się z niego kałużami, ale on nie przestawał. Poza tym rozczarował sam siebie – jak mógł dopuścić, żeby pociekły mu łzy z takiego powodu? "Dzieciak, zachowałem się jak dzieciak" – powtarzał sobie w kółko. Poza tym słyszał, jak Vegeta nazwał go "mazgajem".
       – Nie jestem płaksą! – wrzasnął i przywalił pięścią w ścianę. Zaraz potem wszedł w SSJ i trenował dalej.
       Dodatkowo energii dodawały mu rozmyślania nad jego stosunkami z ojcem. Kochał Vegetę, ale pomimo łączącego ich pokrewieństwa stosunki między ojcem i synem nie należały do najcieplejszych. Dawniej Trunks zastanawiał się, dlaczego tak jest i próbował to zmienić. Teraz przyzwyczaił się do tego, choć czasami w duszy nadal czuł gorycz i żal. Dzisiejsze zdarzenie ubodło go bardziej, niż inne. Jak on śmiał?!
       Dyszał ciężko, kiedy stał na środku sali ćwiczeń i zastanawiał się, co ma robić dalej. Zacisnął pięści tak mocno, że o mało nie pociekła mu z dłoni krew.
       – Kiedyś udowodnię ci, ile jestem wart! – wrzasnął Trunks. Jego urażona duma podsuwała mu przeróżne obrazy, w których okazywał się lepszy od swojego ojca. Jego wściekłość potęgowała się coraz bardziej. Niezupełnie zdając sobie sprawę z tego, co robi, Trunks ułożył ręce naprzeciw siebie, po czym wykonał nimi kilka ruchów. Za chwilę znów złoży przed sobą ręce i wystrzeli pocisk Ki, stosując technikę zwaną Burning Attack. Wycelował w drzwi, kiedy...
       ... Ktoś zapukał do drzwi sali ćwiczeń. Wtedy przez umysł Trunksa przebiegło wiele myśli. Jeśli to Vegeta, to... to w końcu pokaże mu, kto tutaj jest najlepszy!
       – Proszę! – powiedział Trunks, jednocześnie jednak nie przerywając przygotowań do strzału Ki. Coś dziwnego zaczęło się dziać z potomkiem księcia – zamierzał użyć Burning Attacku na własnym ojcu...
       Drzwi uchyliły się powoli. Trunks skupił się jeszcze bardziej. Zaraz się okaże, ile jest wart.
       – Synku? – usłyszał kobiecy głos. – Jesteś tutaj?
       To była jego matka. W ułamku sekundy zrezygnował z wystrzelenia Ki i opanował się, stając normalnie przed matką:
       – Tak, mamo?
       Bulma weszła do sali i powiedziała:
       – Musisz dowiedzieć się, co działo się, kiedy ty ćwiczyłeś. Martwię się...
       – Coś z ojcem? – domyślił się Trunks.
       – Tak, niestety. Posłuchaj...
       Tymczasem w kosmosie, w pobliżu orbity okołoziemskiej krążył trójkątny statek. Miał czarny, połyskujący kolor, a na każdym z jego dwóch skrzydeł widniał poziomy czerwony pas. Nie był zbyt duży, ale coś w nim było potężnego. Być może takie wrażenie sprawiały działka umieszczone na końcach skrzydeł, w liczbie trzech na jedną stronę. Teraz milczały, ale w każdej chwili były zdolne do plunięcia ogniem na wroga.
       Wewnątrz pojazdu znajdowało się kilka istot. Z daleka mogły kształtem przypominać ludzi, chociaż z bliska można było dojrzeć, że ich ciało otacza żółtawo – biała poświata. Część istot krzątało się przy konsolach statku, dwie siedziały teraz na fotelach dowódców. Najwyższa z nich, siedząca na prawym fotelu, właśnie odezwała się do sąsiada:
       – Już niedługo nasza zemsta zostanie zakończona! Wspaniale będzie oglądać, jak nasi wrogowie doprowadzają własny świat do zagłady!
       Głos mówiącej istoty przypominał wycie wichru przed burzą połączony z sykiem węża. Skierowała swoje płonące czerwienią oczy na drugą postać.
       – Masz całkowitą rację, Lithosie! To był fantastyczny pomysł! – mniejsza postać uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona. – Opanowaliśmy już większość z nich. Pozostało tylko kilku. Szczególnie podoba mi się sposób, w jaki traktujemy naszego najgorszego przeciwnika...
       – Tak, tak, Silexie! My dawno temu straciliśmy to, co dla nas było najdroższe, teraz kolej na niego. Za to co nam zrobił, poniesie najsurowszą karę. Tak samo jak my, utraci rodzinę, przyjaciół, własny świat...
       – Nie rozumiem tylko, po co zajmujemy się tym chłopakiem z kotem? O ile reszta jest ważna, to przecież on nie może nam chyba niczym zagrozić? – Silex nie był pewien.
       – Nie sądź tak pochopnie, bo możesz się pomylić! Śledziłeś z nami dzieje ich planety i wiesz, że wiele razy odegrał znaczącą rolę. Jest tak samo niebezpieczny, jak reszta. A ponieważ przyjaźni się ze sprawcami naszego nieszczęścia, to też musi zginąć! – oczy Lithosa zapłonęły bardziej, niż zwykle.
       Silex zagłębił się we własnych wspomnieniach. Wiele lat temu mieszkał spokojnie na planecie Khloros. Do czasu, kiedy stała się ta straszna tragedia... W ciągu jednego dnia życie wszystkich mieszkańców legło w gruzach. Zginęło wtedy 3/4 Khlorosian, tylko kilkunastu z nich udało się uciec. Silex widział oczami wspomnień, jak biegnie do statku, a tuż za nim co chwilę rozlegają się odgłosy wybuchów przemieszane z dźwiękiem niszczonych konstrukcji, skwierczących płomieni i jęków rannych i konających Khlorosian. Na chwilę przed wskoczeniem na pokład ogląda się i widzi, jak jego brat Thallos pada z nogą przygniecioną częścią pobliskiego budynku. Thallos wyciągnął wtedy rękę do brata, jakby gestem tym prosił go o ratunek. Jednakże Silex wiedział, że próbując mu pomóc skazałby na śmierć ich obu. Spogląda jeszcze przez ułamek sekundy na Thallosa, a potem odwraca głowę i wskakuje na statek. Potem przez długi okres czasu prześladował go w snach widok brata pozostawionego na pastwę losu. Wiedział, że nic nie mógł zrobić, jednakże obwiniał się o jego śmierć bezustannie. Aż w końcu uciekinierzy ze zniszczonej planety opracowali doskonały plan zemsty. Kilka miesięcy zajęło im jego opracowanie, ale w końcu się udało. Przemierzali kosmos w poszukiwaniu sprawcy swojego nieszczęścia, jednocześnie zbierając o nim informacje i doskonaląc swoje zamierzenia. Teraz powoli wprowadzali je w czyn. Była tylko jedna wada całego przedsięwzięcia, wymagająca wiele ostrożności. Inaczej mogłaby zniweczyć cały zamiar. Kiedy w końcu udawało im się opętać jakąś żywą istotę, by móc sterować nią do własnych celów, kolor jej żył zmieniał się na zielony. Kontrolowane osobniki miały wytyczone ukrywać tę niedogodność, ale zawsze istniało zagrożenie odkrycia. Silex miał nadzieję, że nie nastąpi to przed czasem, którzy wybrali na ujawnienie się...


Odcinek V

       Autor: Black Falcon


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ODCINEK IV -- SAGA I -- DRAGON BALL - VIRUS -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker