Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL - VIRUS -- SAGA I -- ODCINEK VI
Dragon Ball - Virus
Saga I: Dragon Ball - Virus
Odcinek VI

       Ten chłopak miał tylko osiemnaście lat, a przeżył już tak wiele, jak nikt na Ziemi. Teraz, przemieniony w pierwszy stopień i blisko przejścia w drugi, stał porażony ogromem tragedii jaka go spotkała, a zarazem gotów pomścić matkę za wszelką cenę. Zacisnął pięści i wycedził przez łzy:
       – Ty śmieciu! Zabiłeś mi matkę! Teraz sam poczujesz, co to znaczy cierpieć! – pod koniec jego głos prawie przeszedł do krzyku, przepełnionego złością i rozpaczą.
       Vegeta z pełną świadomością zdawał sobie sprawę, co zrobił. Nadal ściskał zwłoki Bulmy, nadal jego ciałem wstrząsały dreszcze i szloch. Popatrzył na syna zza oceanu własnych łez:
       – Ja... nie wiem... Coś mi kazało... Trunks, ja... – głos uwiązł mu w gardle.
       Jego syn miał w oczach tylko nienawiść. Podszedł do rodzica, siłą oderwał jego ręce od trupa Bulmy i chwycił oburącz Vegetę za ubranie, podnosząc go do pozycji stojącej. Wyrzekł mu potem prosto w oczy:
       – Teraz ja cię zabiję – z tymi słowami puścił go i z całej swojej siły wymierzył ojcu potężny cios w twarz.
       Książę stał odsłonięty, więc przyjął całą siłę ciosu. Pięść Trunksa trafiła w lewy policzek , aż Vegeta się zachwiał. Z rozciętej wargi popłynęła strużka krwi. Wtedy w oczach starszego Saiyanina pojawił się jakiś złowieszczy błysk. Wytarł rękawem usta i powiedział:
       – Rozumiem... Muszę nauczyć cię rozumu – wpływ Khlorosian znów dał o sobie znać. – Ale nie tutaj. Nie będę niszczył sobie domu – zaśmiał się niemiło książę. – Znasz tereny, gdzie wciąż walają się resztki nieskończonej budowy marketu Hit? Tam pokażę ci, kim naprawdę jestem...
       Dla Trunksa ten pomysł był dobry z innego powodu. Zamierzał po zabiciu – teraz już tylko tego pragnął – mordercy matki pochować ją, a nie mógł przecież dopuścić do zbezczeszczenia jej zwłok. Zmierzył nienawistnym wzrokiem tego, który dał mu życie i w milczeniu wzniósł się w powietrze. Wyleciał przez okno i jak pocisk skierował się w stronę pozostawionych samym sobie fundamentów Hitu. Vegeta zacisnął pięści i pozwolił, by jego ciało ogarnęła złota barwa. Na pierwszym poziomie poleciał za synem i zdążali tak obaj obok siebie – bo książę nie miał żadnych kłopotów z dogonieniem Trunksa – ku przeznaczeniu.
       Goku leżał już w łóżku i czekał, aż Chi-Chi skończy oglądać jakiś program w TV, kiedy poczuł coś. Jakiś niepokój w sercu. Zdawało mu się, że gdzieś blisko coś wybuchło. Nie wiedział, że właśnie teraz zginęła Bulma. Jego synowie dawno spali, nie poczuli nic szczególnego. Son Goku wstał i w zielonej piżamie w fioletowe kropki poczłapał do Chi-Chi, do drugiego pokoju.
       – Kochanie – rozpoczął zaspanym głosem, przeczesując ręką rozczochrane leżeniem w pościeli włosy. – Chyba coś się stało w okolicy domu Vegety. Polecę to sprawdzić.
       – Czy choć raz możesz dać spokój ratowaniu Ziemi? – rozeźliła się małżonka. – Zaraz idziemy spać, poza tym Vegeta spokojnie da sobie radę. Zawsze się chwalił, że jest księciem!
       – Ależ, skarbie... – zaczął protestować Goku.
       – W porządku, ale wracaj szybko, bo chcę jeszcze potem z tobą porozmawiać.
       – Dobrze, misiaczku – ucieszył się Goku.
       Krótki dystans do domu przyjaciela i rywala w jednej osobie przemierzył szybko. Zapukał, ale nikt mu nie otworzył. Zawołał:
       – Bulma, Vegeta, to ja, wpuście mnie!
       Odpowiedział mu wiatr poruszający liśćmi pobliskich drzew. Son Goku zdziwił się nieco panującą tu ciszą, tym bardziej, że w pokoju Bulmy widział światło. Rozpędził więc się i wyważył drzwi. Wolał nie używać pocisków Ki, kiedy chodziło tylko o wejście do domu, a nie zniszczenie go całego.
       Resztki drzwi uderzyły o podłogę. Najwyżej Vegeta się wścieknie na niego, w końcu zawsze się złościł – pomyślał Goku z uśmiechem. Przekroczył próg i znalazł się w dość ciemnym mieszkaniu, drogę znajdował dzięki światłu z pokoju Bulmy.
       – Jest tu kto? – zawołał. Na niebie świeciły już gwiazdy, kiedy wszedł do pomieszczenia. Spojrzał na podłogę i serce mu zamarło. Zobaczył trupa Bulmy. Ciosy zadane w wielkiej wściekłości, z bardzo bliska. Goku może momentami był naiwny, ale umiał rozpoznać techniki walki. Wiedział więc, że śmierć została zadana Renzoku Energy Dan'em. Tylko trzy osoby umiały go wykonać – Vegeta, Piccolo i on sam. Ale przecież nikt z nich nie mógł tego zrobić... Czyżby wdarł się tu jakiś nieznany wróg i Briefowie polecieli go ścigać?
       Teleportował się błyskawicznie do domu, gdzie poinformował Chi-Chi o sytuacji. Niestety, nie mógł jej teraz pocieszać, musiała zostać sama ze swoim żalem po śmierci najlepszej przyjaciółki. Zbudził synów i razem z nimi przeszukał dom księcia.
       – Nie widać śladów walki – przerwał milczenie Gohan. – Czyżby to był atak z zaskoczenia?
       Goten od początku był jakiś markotny. Widać było, że się czymś martwi, ale nikt nie miał czasu zapytać go o to. Kiedy jednak Gohan i Goku stali niezdecydowani na środku kuchni, podszedł do rodziny i podsunął im coś, co wyjął z kieszeni.
       – To rysował Trunks, kiedy tłumaczył mi fizykę... Kazał mi to ukryć, ale wsadziłem to w kieszeń i całkiem o tym zapomniałem... Przepraszam...
       Starszy brat rozłożył pomiętą kartkę i spojrzał na rysunki.
       – Na Dendego... Tato, zobacz – podał ojcu przerażające ilustracje.
       Son Goku także to zobaczył.
       – I jeszcze... Trunks rano dzwonił do mnie i prosił, żebym do niego przyszedł, bo z jego ojcem dzieje się coś dziwnego, ale ja nie miałem czasu, bo jechaliśmy do The Real... A potem przyszedłem do niego wieczorem i on to rysował... – wyrzucił z siebie jednym tchem Goten.
       – Nie mogę uwierzyć, że to wszystko robota Trunksa... Co mu się stało? I kiedy nauczył się Energy Dan'a? – zastanawiał się Gohan.
       – Nie wiem – powiedział ojciec. – Ale musimy ich znaleźć!
       W trójkę opuścili mieszkanie. Nie wiedzieli, jak bardzo się mylą...
       Trunks tymczasem wisiał nad nieskończoną halą serową i patrzył na wroga. Przez moment chciał go nawet zrozumieć, dowiedzieć się, dlaczego to zrobił, ale po sekundzie odrzucił tę myśl. Widocznie odezwała się znów przeszłość ojca. Poczuł, że tak naprawdę nigdy mu nie ufał. Nigdy nie miał kontaktu. Może już dawniej wyczuwał zło drzemiące w duszy Vegety i tylko czekające na wydobycie?
       – Będziemy tak stać, czy zrobisz cokolwiek? – przerwał mu te rozmyślania Saiyanin. – Uderz pierwszy, chcę zobaczyć, czego się nauczyłeś przez te wszystkie lata.
       Trunks był tak wściekły, że dał się podpuścić. Podleciał do ojca i z całej siły zamachnął się pięścią. Vegeta zrobił nieco zdziwioną minę i z łatwością chwycił rękę Trunksa jeszcze w locie. Wykręcił ją z całej siły, ale tak, aby nie złamać, tylko zadać jak największy ból. Wycedził potem przez zęby:
       – Czy tylko tego się nauczyłeś? Czy myślałeś, że nie obronię się przed takim marnym ciosem? I to ma być Saiyanin?! – zadrwił na koniec. Puścił potem syna i odrzucił w dal.
       Trunks równie łatwo wyhamował w powietrzu i przygotowywał następny atak. Vegeta nie atakował, jakby wiedział, że i tak zwycięży. Tym samym wypełni obietnicę daną matce i ujrzy znów ojca, a wraz z nim planetę, gdzie będą rządzić. Stał i śmiał się na całe gardło. Nie przeraził go wzrok syna, ani to, jak tamten kumulował energię.
       – Znam każdy twój cios, bo to ja byłem twoim nauczycielem – krzyknął ufny w siebie Vegeta. – Za kilka minut będziesz martwy!
       Trunks pozwolił, żeby ogarnął go smutek i żal po śmierci matki, przemieszany z wściekłością. Włosy wydłużyły mu się i stał przed rodzicem w SSJ2. Nadal milcząc wykonał kilka ruchów dłońmi.– A potem odzyskam należne mi miejsce! – kontynuował Vegeta. Wydawało się, że nie zwraca uwagi na czyny syna. Obserwował go jednak przez cały czas, starając sprowokować do najsilniejszego ataku. Chciał, aby ta walka przyniosła mu nie tylko zwycięstwo, ale i satysfakcję.
       Nerwy młodszego Saiyanina były już na wyczerpaniu. Z dzikim okrzykiem wypuścił ogromny pocisk Ki:
       – Burning Attack!
       Świetlisty cios poszybował w kierunku księcia, ale on uchylił się przed nim łatwo.
       – Nie trafiłeś? Hańbisz mój ród! – wrzasnął Vegeta i błyskawicznie skoczył w stronę przeciwnika. Starli się na niebie, w potężnej walce między ojcem i jego synem. Postronny obserwator nie widziałby nic, ale wprawne oko dałoby radę zaobserwować piorunujące wymiany ciosów, trafiające we wroga, lub też w jego blok.
       Trunks bił z całej siły i kilka jego uderzeń trafiło. Na ubraniu Vegety widać było już sporo dziur i otarć, z ust i nosa ciekła mu krew, pobity lewy bok dokuczał boleśnie. Ale to wszystko nie liczyło się z tym, czego dostąpi po tej walce. On również bił mocno, siniaki na ciele syna świadczyły o tym doskonale. Obaj dyszeli ciężko, obaj byli zlani potem.
       W pewnej chwili Trunks osiągnął na moment przewagę i uderzył z całej siły. Ojciec był świetny, nawet nie wysilił się, by przejść w SSJ2, nadal walczył na jedynce, a i tak go pokonywał. Jednakże tym razem Vegeta pozwolił sobie na chwilę nieuwagi, coś odwróciło jego uwagę. Ten moment wykorzystał właśnie Trunks do ataku. Wbił swoją pięść w żołądek ojca, a kiedy ten poczuł przeszywający ból i na kilka sekund przerwał walkę, Trunks uderzył ponownie.
       – Burning Attack!
       Tym razem trafił bez pudła. Strzał dotarł prosto w klatkę piersiową księcia i odrzucił go daleko, w stronę pobliskich rusztowań. Siła ciosu wbiła Vegetę w ziemię, zarył się do tego stopnia, że wokół niego utworzył się szeroki krater. Nie dosyć jednak na tym. Niedokończone zabudowania masarni zwaliły się z głośnym hukiem i przygwoździły Vegetę do podłoża. Zniknął zupełnie pod gruzami.
       Trunks spojrzał na zakrwawioną rękę. Mieszała się na niej krew jego i ojca. Uśmiechnął się ponuro. Oto pomścił matkę, teraz może wreszcie ją pochować. Cieszyło go jednak jeszcze coś innego – dał upust swojej nienawiści do ojca, pokazał mu, że nie jest mazgajem, już nigdy więcej nie będzie musiał cierpieć poniżeń z jego strony.
       Nie wiedział, że tym, co odwróciło uwagę ojca, byli nadlatujący Goku z synami. Trunks był zbyt zajęty pomszczeniem matki, żeby na to zwracać uwagę. Teraz dopiero poczuł, kto nadlatuje. Nawet cieszył się na to spotkanie, opowie im, jak wielkiego czynu dokonał.
       Pierwszy dojrzał go Son Gohan.
       – Tato, spójrz! To on! Ale gdzie jest ta druga moc, z którą walczył?
       Zatrzymali się w powietrzu kilkanaście metrów przed nim. Na wszelki wypadek przyjęli pozycje bojowe. Goku spróbował zrozumieć, co tu się właściwie stało.
       – Hej, Trunks! Czy wiesz, co stało się w domu twojej matki?
       – Jasne, że wiem! – wojowniczo odparł Trunks. – Ten drań zabił moją matkę, ale ją właśnie pomściłem!
       Son Goten, pomimo tego wszystkiego, co się zdarzyło, nie mógł uwierzyć, że to wina jego najlepszego przyjaciela. Dlatego to wyznanie Trunksa wywołało w nim jakąś ulgę. Ale czy mógł mu uwierzyć?


Odcinek VII

       Autor: Black Falcon


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ODCINEK VI -- SAGA I -- DRAGON BALL - VIRUS -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker