Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL - VIRUS -- SAGA II -- ODCINEK VII
Dragon Ball - Virus
Saga II: Value of honour
Odcinek VII

       – Co gorsze – kontynuował lord – Tendor potrafi też wyczuwać w nas to, czego się najbardziej boimy i przywoływać ten strach. Potrafi ukazać nam przed oczami to, przed czym drży nasza marna dusza... Opowiedzcie mi teraz, jak to się stało, że przeżyliście spotkanie z nim i w ogóle, kim jesteście.
       Piccolo wyczuwał zmęczenie w głosie Thlashgona, postanowił więc mi zaufać na tyle, by opowiedzieć część historii:
       – Przybyliśmy na tę planetę i natknęliśmy się na Tendora, który oszukał nas mówiąc, że może nam pomóc w poszukiwaniu pewnego przedmiotu, dla nas mającego sporą wartość. Zwabił nas do swojej kryjówki i tam zaatakował zgodnie z tym, co mówisz, lordzie. Użył swoich nadnaturalnych mocy, ale w pewnej chwili zrezygnował i razem ze swoimi pomocnikami zniknął, grożąc nam spotkaniem w niedalekiej przyszłości.
       – Pomocnikami? – podniósł głowę Thlashgon – Jakimi pomocnikami?
       – Przywołał do walki z nami wojsko, z którym już kiedyś walczyliśmy, armię z naszej przeszłości. Udało nam się ich pokonać, przynajmniej po części.
       – Rozumiem... A czy powiecie mi, czego szukacie na tej nieszczęsnej planecie? Cóż może wam ofiarować ta ziemia, która jęczy od nienawiści i czarnej magii Tendora?
       – Wybacz, ale wolimy zachować dla siebie nazwę tego, czego szukamy, lecz mogę cię zaręczyć, że nie zamierzamy krzywdzić ani ciebie, ani twoich ludzi.
       – W porządku, skoro tak, to możecie zostać moimi gośćmi. Mamy wspólny cel – pokonać Tendora – i nie zamierzam walczyć z bądź co bądź moimi sprzymierzeńcami... Udajcie się za Carbornerem, on wam wskaże miejsce, gdzie możecie się zatrzymać.
       – Dziękujemy – Piccolo nie zamierzał nie skorzystać z gościny, tym bardziej, że musiał porozmawiać z towarzyszami podróży. Pamiętał, na jakiej planecie się znajduje, toteż bacznie się rozglądał. Nie mógł jednak z góry odrzucać wszystkiego, co napotkał, bo to prowadziłoby do szaleństwa.
       Carborner zaprowadził ich do jednej z komnat położonych w niewielkim oddaleniu od pomieszczenia, gdzie rozmawiali z lordem.
       – Niedługo dostaniecie posiłek – zapowiedział i poszedł.
       Rozsiedli się na miękkich łożach, jakie stały w pokoju i Piccolo zaczął:
       – Musimy być ostrożni. Nie wiemy, co zamierza lord, wydaję mi się, że mówi prawdę, ale na tej planecie wszystko jest możliwe. Nie możemy też sobie pozwolić na wybuchy gniewu – znacząco spojrzał na Vegetę.
       Książę tym razem przemilczał uwagę Piccola. Nie był zadowolony, że tak łatwo dał się ponieść bólowi i okazał słabość przed Thlashgonem.
       – Proponuję odpocząć – kontynuował Nameczanin – póki to możliwe. Ja będę czuwał na wypadek, gdyby Thlashgon coś kombinował. Idźcie teraz spać.
       Śira z przyjemnością zanurzyła się w ciepłej kołdrze i zasnęła. Piccolo zawisł w powietrzu i rozpoczął rozmyślać. Mimo zamkniętych oczu cały czas nasłuchiwał sytuacji za drzwiami. Śaiyanin zaś również postanowił posłuchać rady Piccola i uczynił to samo, co Śira. W przeciwieństwie do niej jednak nie zasnął, a pogrążył się w analizowaniu tego, co się do tej pory wydarzyło. Leżał na wznak z rękami pod głową – lewą wsunął pod poduszkę tak, aby nie czuł twardych kości – i z otwartymi oczami i myślał. Jednak po dłuższej chwili zmęczenie wzięło górę i jego też opanował sen. Nie był to sen spokojny, śniła mu się Bulma, ale z zagniewaną twarzą, we łzach. Potem ona zniknęła, a pojawił się ktoś inny, jakiś młody chłopak, który wyciągał rękę do postaci ukrytej we mgle. Postać ta chwyciła rękę młodzieńca i poszła za nim, a Vegeta – ten ze snu – chciał coś wołać, krzyczeć, lecz głos uwiązł mu w gardle i wydobył się z niego tylko cichy jęk. Wtedy się obudził.
       Śira spała nadal, Piccolo też wisiał w powietrzu jak uprzednio. Minęła niespełna godzina, odkąd weszli do pokoju. Nie rozumiał – a może nie chciał dopuścić do siebie zrozumienia – własnego snu. Kim była ta postać we mgle? Dlaczego tak bardzo nie chciał, żeby szła z tym młodzieńcem? I dlaczego w ogóle zastanawia się nad własnymi snami?! Co się dzieje z księciem Śaiyanów?
       Jakiś czas później zawołano ich na obiad w jadalni. W milczeniu udali się za Carbornerem – bo to on ich poprosił – do bogato zdobionej sali, gdzie czekał już lord Thlashgon. Zasiedli na przygotowanych krzesłach, a po prawej ręce lorda spoczął Carborner. Po lewej był ten, którego widzieli, gdy rozmawiał przed nimi z lordem. Nie odezwał się do nich ani słowem. Dania już stały na długim stole w kształcie prostokąta.
       – Witam was znowu – rzekł lord. – Mam nadzieję, że zasmakują wam nasze dania. Przy okazji chciałbym omówić z wami pewną ważną dla mnie sprawę...
       Vegeta nieufnie spojrzał na potrawy, ale zaczął jeść – tak dawno już nic nie miał w ustach, a przecież był Śaiyaninem! Śira spojrzała na Piccola, ale ten skinął głową zachęcająco, więc też napoczęła posiłek. Nameczanin chwycił za puchar z wodą i słuchał Thlashgona, a ten mówił:
       – Śpotkaliście Tendora i przeżyliście. Nie dosyć tego, nawet się biliście z jego armią! W takim razie musicie dysponować jakimiś potężnymi mocami. Proszę was więc, byście pomogli mi pokonać Tendora, a ja odwdzięczę się wam każdą pomocą, jakiej zażądacie. Co wy na to?
       – Nie przybyliśmy tutaj rozwiązywać lokalne konflikty – odparł Piccolo. – Mamy własną misję. Jednak nie odrzucam twojej propozycji. Tendor jest i naszym wrogiem. Jeśli stanie nam na drodze, będzie musiał zmierzyć się z nami.
       – Dzięki choć za to – odezwał się lord. – Nie pytałem was jeszcze, skąd pochodzicie. Czy możesz mi o tym opowiedzieć?
       – Z planety Namek, Śira jest z Ziemi, a Vegeta mieszkał kiedyś na planecie noszącej takie samo imię, jak on. Koleje losu złączyły nas ze sobą.
       – Namek – zamyślił się Thlashgon. – Namek... – powtórzył. – Dziwne.
       – Co cię dziwi, lordzie Thlashgon? – zapytał Nameczanin.
       – Na pewno nie macie nic wspólnego z Tendorem, skoro z wami walczył. Dlaczego więc, kiedy tutaj przybył przed wielu laty, słowem, jakie padło z jego ust po wyjściu z chaty – wtedy, gdy stała się ona nawiedzona – było "Namek"?
       Piccolo drgnął.
       – Namek? Co dokładnie powiedział Tendor?
       – Jego słowa brzmiały tak: "Zniszczyłem spokój tej chaty tak samo, jak Namek".
       – Przecież to Freezer... – odezwała się Śira, wtajemniczona już dawniej we wszystko przez towarzyszy podróży. Piccolo jednak dał jej znak ruchem ręki, by zamilkła.
       – Ile dokładnie lat spędził Tendor poza planetą? – wypytywał Nameczanin lorda.
       – Niech pomyślę... Odleciał od nas dosyć wcześnie, a wrócił już jako dojrzały mężczyzna. Nie było go tutaj jakieś...trzydzieści lat. Wtedy jeszcze rządził tu mój ojciec, niestety zginął z ręki Tendora – może nie dosłownie, ale ten przeklęty mag przyczynił się do jego śmierci... Kiedyś wam o tym opowiem.
       – Trzydzieści lat – zamyślił się Piccolo. – Czyli mógł być na Namek wtedy, kiedy był tam Freezer! A to oznacza, że mógł mieć coś wspólnego ze zniszczeniem tej planety.
       – Kim jest Freezer? – zapytał Thlashgon. – Może opowiesz mi historię planety Namek?
       W końcu Piccolo zdecydował się streścić pokrótce losy własnej planety. Lord przysłuchiwał się w ciszy i smutku, jakby przyrównując Namek do Einnor. Zielony humanoid nie powiedział tylko, czego dokładnie szukał Freezer na Namek. Po co kusić lorda Śmoczymi Kulami, być może i on miałby na nie ochotę.
       Wreszcie Thlashgon odezwał się, przerywając milczenie, jakie zapadło po opowieści Nameczanina:
       – Jeśli Tendor w jakiś sposób przyczynił się do zagłady twojej planety, to ma na sumieniu już dwa światy. Einnor długo nie wytrzyma...
       – Nie trać nadziei. Mój przyjaciel Goku nigdy się nie poddawał i dobro zawsze zwyciężało – pocieszał go Piccolo.
       Vegeta nie wydał się z siebie ani słowa, lecz zaciskał pięść pod stołem. Goku! Najpierw była mowa o Freezerze – śmierć z jego ręki nadal była bolesnym wspomnieniem – a teraz jeszcze o Kakarotto! Zawsze byli rywalami, a teraz doszedł fakt, że zabił syna Bardocka przez głupi przypadek! Gdyby to jeszcze podczas normalnej walki, a nie w ten idiotyczny sposób!
       Ale to nie był jeszcze koniec przywoływania duchów – Nameczanin postanowił dokończyć losy Freezera:
       – Przybył on jeszcze raz na Ziemię, ale wtedy zginął z ręki Trunksa, syna Śaiyanina, który siedzi obok mnie – wskazał na Vegetę.
       Lord odezwał się do księcia z szacunkiem w głosie:
       – Musisz mieć wspaniałego syna, skoro pokonał takiego przeciwnika. Co się z nim stało, czy też pochłonął go wybuch Ziemi, o którym mi mówiliście?
       Piccolo nie wspominał wcześniej, jakich pomocników wezwał Tendor, powiedział tylko, iż byli to ludzie z przeszłości trójki przyjaciół.
       Vegeta spojrzał na szkielet lewej ręki, jaki został mu po ostatnim spotkaniu z synem. Rzeczywiście miał wspaniałego syna...który teraz zwrócił się przeciwko ojcu i jedynym jego celem jest zadanie jak największego cierpienia swojemu rodzicowi... Najpierw Trunksa opanowała trucizna Khlorosian, a potem jakiś nędzny mag z planety zwidów przywołał jego duszę i kazał walczyć jak jakiemuś generałowi z piekła rodem!
       – Mój syn – odezwał się chrapliwym głosem – mój syn nie żyje.
       Chciał jeszcze coś dodać, ale nagle zabrakło mu głosu. Wstał szybko z krzesła i odsunął je gwałtownie, po czym szybko wyszedł z pomieszczenia.
       Piccolo odezwał się cicho:
       – Lepiej będzie, jak dowiesz się wszystkiego... Opowiem Ci całą naszą historię...
       W międzyczasie Vegeta wpadł do pokoju, gdzie wcześniej odpoczywali i dzikim wzrokiem rozejrzał się po pokoju. Dopiero po chwili zrozumiał do niego, że nic tu nie znajdzie, bo Piccolo ma prawie wszystkie kapsułki ze sobą. Książę miał przy sobie tylko jedną, ale w tej chwili nawet nie pamiętał, co w niej jest. W takim razie poradzi sobie bez pomocy tych małych pojemników...
       Nikt go nie widział, kiedy wychodził z komnaty, postarał się też, żeby niewiele osób zauważyło, że wyszedł na dziedziniec. Dopiero wtedy mógł być pewny, że nic go nie zatrzyma. Ostatni raz spojrzał do góry, na okno, gdzie siedzieli lord z jego gośćmi i powiedział cicho:
       – Macie swoją misję. Ja lecę spełnić swoją. Żegnajcie, bo nasze losy nigdy więcej się już nie skrzyżują!
       Z tymi słowami wzniósł się w niebo i po chwili nie było go już widać na horyzoncie.


Odcinek VIII

       Autor: Black Falcon


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ODCINEK VII -- SAGA II -- DRAGON BALL - VIRUS -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker