Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ I -- ROZDZIAŁ XV
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część I: Umierające Gwiazdy
Rozdział XV - Podwójna porażka

       Gotenks i Edge zatrzymali się w powietrzu, naprzeciw siebie. Półsaiyan był mocno poobijany i bardzo zmęczony ciągłą walką na maksimum możliwości. Nie mógł odpuścić nawet na moment, Edge był od niego silniejszy i szybszy. To na jego warunkach odbywało się starcie.
       – Widzę, że wkrótce padniesz – powiedział olbrzym. – Bez swojego przyjaciela nie jesteś już taki mocny.
       – Heh, mam jeszcze coś w zanadrzu – wydyszał Super-Saiyan 3-ego stopnia.
       Gotenks skupił się i po chwili wypluł trzy swoje białe kopie – słynne Super Duchy Kamikaze.
       – A to co takiego? – zapytał Edge. – Aha... teraz jest was więcej.
       – Do ataku! – krzyknął Gotenks, jeden z duchów poleciał w stronę Edge'a. Olbrzym, kopnął go z półobrotu, co oczywiście zakończyło się potężną eksplozją. Kiedy dym rozwiał się Gotenks z triumfem zobaczył, że nareszcie udało im się zranić przeciwnika. Edge miał pokrwawioną nogę.
       – Niemożliwe!! – wrzasnął olbrzym wściekle. – Jakim cudem zniszczyliście moją tarczę Ki?
       – Jaką tarczę? – zapytał odruchowo Gotenks.
       – Gratulacje, naprawdę jesteś wytrwały – wycedził przez zęby Edge. – Doprowadziłeś do sytuacji, w której jesteś już w stanie mnie zranić. To ci niestety nic nie da... jesteś zbyt wyczerpany, a nie dam się drugi raz nabrać na tych białych.
       – Aha, rozumiem! – powiedział Gotenks. – Byłeś w jakiś sposób chroniony przed naszymi atakami! To tłumaczy dlaczego nawet Kamehameha Uubu cię nie zraniła. W takim razie... DO ATAKU!!!
       Dwa pozostałe Duchy Kamikaze ruszyły na Edge'a, który tym razem nie miał już zamiaru się na nie nadziać. Jednego zestrzelił Ki-blastem, a przed drugim uchylił się zręcznie. Duch oczywiście zawrócił w jego kierunku, wtedy Edge, lecąc tyłem, także pozbył się go pociskiem Ki.
       Gotenks wiedział, że to jego jedyna szansa, przeciwnik nie skupiał na nim uwagi.
       Półsaiyan zjawił się na torze lotu Edge'a, ale tuż za jego plecami. Skoncentrował Ki...
       – KAMEHAMEHA!!! – tym razem zielonowłosy musiał zostać trafiony, nawet jeśli potrafił wykonywać nieziemsko szybkie uniki. Fala Ki objęła go całego i wydawało się, że rozerwie jego ciało na kawałeczki. Tak się jednak nie stało. Dymiący i poraniony niebieskoskóry olbrzym spadł na ziemię, był półprzytomny. Gotenks tymczasem, dysząc, nagle zachwiał się w powietrzu, tracąc formę SSJ3 i powracając do "zwykłego" SSJ, najwyraźniej stracił niemal całą energię. Podleciał do niego Uubu, który dla odmiany odzyskał chyba większość Ki.
       – Hej, najwyraźniej nie potrzebowałeś mojej pomocy.
       – He he – wydyszał Gotenks. – Nie ma dobrze. Jest ranny, ale nic więcej. Ty będziesz musiał go dobić.
       Edge tymczasem powoli się podnosił, faktycznie nie był w dobrym stanie. Daleko jeszcze mu było do śmierci, ale wydawał się znacznie osłabiony. Raczej nie mógł już się mierzyć z Uubu czy nawet Gotenksem jako SSJ.
       – Załatwione. – Uubu skoncentrował Ki. – KA-ME-HA-ME-HA!!
       Fala Ki poleciała w kierunku olbrzymiego wojownika, który nadzwyczajnym wysiłkiem, ale jednak skutecznie odbił ją w kierunku jakiejś skały, oczywiście zmiatając przy tym samą skałę z powierzchni Ziemi.
       – Będziesz... musiał... się... bardziej postarać... – wysapał.
       Uubu spojrzał na niego z uznaniem.
       – Widzę, że trzeba cię doceniać do samego końca – powiedział. – Dobrze, skoro tak...
       Uczeń Goku skoncentrował Ki, wokół niego pojawiła się znana czerwona aura.
       – KA...
       – ME...
       – HA...
       W dłoniach Uubu skoncentrował się nad wyraz potężny ładunek Ki, Gotenks patrzył na tę scenę zafascynowany, kiedy coś sobie uświadomił...

       Piccolo postąpił kilka kroków, nie padając chyba tylko z powodu szoku. Blank, dysząc, gdyż włożył w Kamehamehę większość energii, nadal stał w pozycji z której zaatakował, samemu nie wierząc w to co właśnie zrobił. Nie spodziewał się, że ten atak okaże się tak skuteczny.
       – Wybacz, musiałem... – wyjąkał.
       Piccolo, o dziwo nie przewrócił się, zamiast tego otworzył usta i wydał z siebie nieludzki ryk, którego jednakże ani Uubu ani Gotenks nie mogli słyszeć, gdyż w czasie walki zbyt daleko się oddalili. Po chwili dziura w klatce piersiowej Nameczanina zniknęła, a on sam padł na ziemię.
       Blank uniósł brwi ze zdziwienia i podszedł do zielonoskórego wojownika.
       – Udało ci się zregenerować taką ranę? – zapytał, mówiąc bardziej do siebie niż do Piccolo. – To niesamowite, musiało cię też kosztować mnóstwo energii. – Zamyślił się na moment. – Ta planeta coraz bardziej mi się podoba.
       Blank wystartował za Cinna i Androidem #17. Tutaj nie miał już nic do roboty.

       – Stój!!! – krzyknął Gotenks. – Oszalałeś!? Chcesz zaatakować go czymś takim kiedy on stoi na ziemi a ty jesteś w powietrzu? Rozwalisz planetę!
       Uubu dezaktywował aurę.
       – Masz rację... – uczeń Goku podrapał się po głowie i uśmiechnął głupkowato.
       Przez chwilę zapanowało milczenie.
       – A... może... pozwolimy mu odejść? – zaproponował Gotenks.
       – Właśnie o tym samym pomyślałem, to wielki wojownik, chciałbym go kiedyś pokonać własnoręcznie, bez niczyjej pomocy.
       – Ja też, he he.
       Zaaferowani rozmową Gotenks i Uubu nie zauważyli, że nagle przy słaniającym się na nogach Edge'u pojawiła się jakaś inna postać, niemal równie wysoka, ale posiadająca na dokładkę ogon.
       – Kim... jesteś...? – wysapał Edge.
       – Mam na imię Cell – uśmiechnął się przybysz, zerkając na rozmawiających Uubu i Gotenksa. – Jestem tu, żeby ci pomóc.
       – Pomóc? – zapytał podejrzliwie Edge.
       – Tak. Powiedzmy, że wyeliminowanie tych dwóch tam w górze będzie mi bardzo na rękę. Zjedz to. – Cell podał Edge'owi ziarenko fasoli.
       – Co... to jest?
       – Zjedz a zobaczysz.
       Edge zacisnął zęby, nie podobała mu się ta sytuacja. Popełnił błąd niedoceniając tutejszych wojowników. Miał przeczucie, że te dzieciaki, choć same nie stanowiły specjalnego zagrożenia, mogły być dopiero początkiem tutejszych kłopotów. Wyczuwał w fasolce ogromne pokłady energii. Energii, która mogła się mu okazać niezbędna...

       Cinna leciał z pełną prędkością, miał jedną ze Smoczych Kul i koniecznie musiał ją dostarczyć na miejsce spotkania. Nagle naprzeciw siebie dostrzegł kogoś lecącego w zupełnie przeciwnym kierunku. Kiedy zbliżyli się do siebie, wyhamowali, zatrzymując się. Cinna ze zdziwieniem patrzył na trójokiego, łysego mężczyznę, który wisiał w powietrzu przed nim, a ten z kolei z nie mniejszym zaskoczeniem patrzył na niego samego. Nagle wzrok każdego z nich podążył w kierunku prawej dłoni tego drugiego, obaj mieli w rękach Smocze Kule.
       Przez ułamek sekundy, który wydawał się wiecznością, wisieli tak w bezruchu ze zdziwieniem w oczach i pustką w głowach. Po tym to ułamku sekundy Cinna po raz kolejny udowodnił, że jego refleks nie ma sobie równych. Błyskawicznie doskoczył do przeciwnika, nokautując go i łapiąc w locie Smoczą Kulę zanim ona lub jej poprzedni właściciel zdążyli upaść na ziemię. Bez chwili zwłoki Cinna ruszył dalej.
       "To musiał być ten, który ukradł kulę Zidane'owi i Garnet" – pomyślał, lecąc. – "Wspominali o tym przez komunikator... W takim razie mamy już wszystkie siedem Smoczych Kul, wkrótce nasze marzenie się spełni, żebym tylko czegoś nie spaprał".
       Tuż za nim, o czym jednak Cinna nie wiedział, podążał Android #17.

       Edge połknął Senzu i błyskawicznie jego ciało wróciło do normy, natychmiast odzyskał formę i energię, a wszystkie rany zabliźniły się. Olbrzym uśmiechnął się paskudnie i powoli uniósł w powietrze. W tym momencie dostrzegli go Uubu i Gotenks. Nie można powiedzieć, żeby spodziewali się takiego widoku, wręcz przeciwnie, oczy niemal wyszły im z orbit. Cell w międzyczasie zniknął.
       – Jak to zrobiłeś? – zapytał Gotenks.
       – Potrafisz się leczyć? – rzucił Uubu.
       – Masz coś w rodzaju Senzu? – zasugerował półsaiyan.
       – Jesteś bratem bliźniakiem, tego, z którym walczyliśmy? – zmienił zdanie uczeń Goku.
       – Nie jestem w nastroju do quizów – wycedził przez zaciśnięte zęby Edge. – Pocieszcie się, że od początku nie mieliście szans.
       – Ka... Me... – zaczął niepewnie Uubu.
       – Nie rozśmieszaj mnie – powiedział Edge. – Odzyskałem energię, więc znów działa moja tarcza Ki.
       – Ha... M... – Uubu przerwał, zrezygnowany.
       – Może jednak dasz nam jakieś fory? – zaproponował Gotenks z nadzieją w głosie.
       Edge w odpowiedzi zaatakował, celując w głowę półsaiyana, tylko szybka reakcja Uubu uratowała wyczerpanego Gotenksa przed śmiercią. Niestety, zasłaniając towarzysza, Uubu sam naraził się na trafienie, a jego wątły blok nie wystarczył, aby zniwelować siłę ciosu Edge'a. Uderzony Uubu poleciał bezwładnie do tyłu i zanim zdążył wyhamować Edge znowu zjawił się tuż przy nim, potężnym ciosem posyłając ucznia Goku w kierunku podłoża.
       Uubu zdołał spowolnić upadek na tyle, aby nie wbić się w ziemię, ale i tak podłoże pod nim lekko się skruszyło.
       "Nie jest dobrze" – pomyślał Uubu, widząc jak Edge rusza w kierunku Gotenksa.
       – DWUDZIESTOKROTNY MEGA KAIOKEN!!!
       Już otoczony czerwoną aurą, Uubu zaatakował nagle wpadając między Gotenksa i Edge'a, taranując tego drugiego barkiem i odtrącając go nieco od półsaiyana.
       – Nie wtrącaj się!! – krzyknął Edge, strzelając w czarnoskórego wojownika Ki-blastem.
       Uubu jakimś cudem uniknął pocisku, jednocześnie atakując przeciwnika prawym sierpem. Niebieskoskóry olbrzym złapał pięść ucznia Goku swą niemałą lewą dłonią, a z prawej wystrzelił kolejny żółtawy pocisk Ki, tym razem bez pudła trafiając Uubu w twarz. Młody wojownik stracił przytomność i bezwładnie poleciał w kierunku ziemi.
       W tym momencie znienacka zaatakował Gotenks trafiając Edge'a centralnie w twarz. Cios jednakże nie tylko nie zranił olbrzyma, ale nawet nie zmusił go choćby do drgnięcia.
       – Beznadzieja... – powiedział Gotenks do siebie. – Ten koleś jest przegięty...
       – Pokażę ci teraz mój firmowy atak – stwierdził Edge. – Czuj się zaszczycony, bo używam go bardzo rzadko.
       – Już się nie mogę doczekać. – Gotenksowi zebrało się na czarny humor.
       Edge zgromadził w dłoniach potężny ładunek Ki, tak wielkiej energii Gotenks nie czuł nigdy i prawdopodobnie już nigdy miał nie poczuć, gdyż zanosiło się, że ten atak go wykończy.
       – FALLEN STAR!!! – Edge złączył ręce i wystrzelił z nich kometo-kształtny, wielokolorowy pocisk Ki, który z ogromną prędkością poleciał w stronę półsaiyana.

       Vegeta miał przewagę. Niezdarne próby obrony Goku zdawały się na nic wobec szybkości i siły saiyańskiego księcia. Vegeta nie tyle myślał co po prostu instynktownie reagował, walczył niczym w transie. Liczył się tylko kolejny cios.
       Cios, unik, blok, cios, cios, unik, cios, blok, cios.
       Vegeta jakby przewidywał ruchy przeciwnika, wiedział co się za chwilę stanie, wiedział w jaki sposób Goku zaatakuje, w jaki sposób będzie chciał się obronić. Ta informacja jakby rodziła się w mózgu Vegety na moment przed tym zanim przeciwnik zdążył wykonać dany ruch. Vegetą owładnął saiyański instynkt walki, zupełnie jak pod postacią wielkiej małpy, kiedy to Saiyani stawali się prawdziwymi maszynami do zabijania. Vegeta od lat nie zmieniał się w oozaru, zapomniał już jakie to fantastyczne uczucie. Czysta agresja i moc. Właśnie one teraz owładnęły saiyańskim księciem – agresja... i moc... moc... i agresja, jedno i drugie narastało w nim, zastępując inne odczucia i emocje, Vegecie wydawało się, że te dwie rzeczy mogą w nim rosnąć w nieskończoność, wręcz czuł ich natłok.
       Vegeta nagle jakby zachłysnął się własną mocą. Jego ciało w tej formie nie było już w stanie pomieścić przepełniającej go energii, książę krzyknął przeciągle i przejmująco, kiedy zaczął przechodzić transformację. Otoczyła go potężna aura Ki, sama z siebie odrzucając jego przeciwnika o kilkanaście metrów, włosy nagle wydłużyły się, a łuki brwiowe zmieniły kształt jakby wchłaniając złote brwi do wnętrza skóry. Potężne wyładowania elektryczne przebiegały po powierzchni ciała Saiyana, przemiana zakończyła się.
       W ten właśnie oto sposób oczom Goku, króla Vegety i Saladina ukazał się Vegeta jako Super-Saiyan 3-ego stopnia.
       Goku spojrzał na swego przyjaciela i wroga zarazem i jego serce na moment zatrzymało się. Tak zimnego i pustego spojrzenia nie widział u Vegety jeszcze nigdy.

       Pocisk Edge'a przeleciał pomiędzy Gotenem i Trunksem nie trafiając na szczęście żadnego z nich. Super-Saiyani, na pół zdezorientowani ruszyli w dwie przeciwne strony. Na szczęście, dzięki naturze fuzji żaden z nich nie był tak wyczerpany i wypompowany z energii jak Gotenks przed chwilą.
       Edge zorientował się, co się stało i ryknął śmiechem.
       – Więcej szczęścia niż rozumu – powiedział. – Nieważne. Mogę was pozabijać osobno, mnie tam wszystko jedno. Tylko którego najpierw? – spojrzał najpierw na Trunksa, następnie na Gotena, a potem znów na Trunksa. – Ty! – Wskazał syna Vegety. – Masz przed sobą sekundę życia!!!
       Edge nagle znalazł się tuż przy Trunksie, potężnym ciosem miażdżąc półsaiyanowi klatkę piersiową i serce. Włosy syna Vegety powróciły do zwykłej fioletowej barwy kiedy po raz ostatni kaszlnął krwią i bezwładnie opadł na ziemię.
       – NIEEEEE!!!!!!!! TRUUUUUNKS!!!!!!! – wrzasnął nieludzkim głosem Goten.
       W młodszym synu Goku krew się zagotowała, on zabił Trunksa... Trunksa, z którym Goten przeżył tyle wspólnych przygód, z którym przyjaźnił się od zawsze, od kiedy sięgał pamięcią, który był mu bliski niczym rodzony brat. Minęła dłuższa chwila, zanim myśl ta w pełni dotarła do umysłu Gotena, zanim w pełni uświadomił sobie znaczenie tego stwierdzenia...
       Trunks nie żyje...
       Aura Gotena eksplodowała, jego moc przekroczyła wszelkie swoje granice, włosy Saiyana uniosły się i wydłużyły, a jego ciało spowiły wyładowania elektryczne. Edge z zaciekawieniem, choć bez emocji, obserwował jego przemianę.
       Goten, już jako SSJ2, zaatakował Edge'a bez żadnego zastanowienia. Niestety, nawet w tej formie był zdecydowanie za słaby by choćby go drasnąć.
       Olbrzym bez trudu zablokował cios syna Goku i strzelił w niego pociskiem Ki, co spowodowało, że Goten stracił formę SSJ i spadł nieprzytomny na ziemię. Zginąłby pewnie, gdyby nie nagły wzrost mocy po przejściu na drugi stopień Super-Saiyana.
       Edge spojrzał na ciało Trunksa i na leżących, nieprzytomnych Uubu i Gotena.
       – Wygrałem – powiedział, ruszając powoli w kierunku stadionu Tenkaichi Budokai.

       Cinna dotarł do miejsca, w którym jego przyjaciele, dwójka innych białowłosych kosmitów – Zidane i Garnet zgromadziła pozostałe pięć Smoczych Kul. Android #17 pozostał w ukryciu nie spodziewając się, że może mieć do czynienia z trzema przeciwnikami.
       Kiedy wszystkie siedem kul zostało zgromadzonych razem zaczęły lekko świecić wewnętrznym blaskiem.
       – Gotowi? – zapytała Garnet, bardzo ładna kobieta nosząca, jak większość białowłosych kosmitów (poza Cinna), strój przypominający nieco zubożoną wersję saiyańskiego pancerza.
       – Jak najbardziej – potwierdził Zidane.
       – Przybądź Shen Longu, Boski Smoku i spełń nasze życzenia!!!
       Niebo nagle zasnuły chmury i zrobiło się ciemno jakby zaczęła już zapadać noc, siedem Smoczych Kul rozbłysło, przemieniając się w świetlistą smugę, która z kolei uformowała postać potężnego wężowatego smoka. – Shen Longa.
       – Wypowiedzcie swe życzenia – powiedział swym charakterystycznym głosem Boski Smok. – Pamiętajcie jednak, że mogę spełnić nie więcej niż trzy...


Rozdział XVI

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ XV -- CZĘŚĆ I -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker