Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ II -- ROZDZIAŁ XXXII
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część II: Wróg
Rozdział XXXII - Treningi, skautery, technologia i saiyański apetyt

       Minęły jakieś dwa tygodnie od dnia śmierci Gohana i Trunksa, niemal wszyscy zaczynali się już powoli przyzwyczajać do sytuacji. Martwiono się nieco o Kuririna i #18, ale ponieważ nie było możliwości sprawdzenia co się z nimi dzieje, wszyscy czuli się usprawiedliwieni.
       Jednym z tych, którym ciężko było zaakceptować to, co się dzieje był Goten. Tragiczny dzień pozbawił go brata i ojca, a także najlepszego przyjaciela. Dodatkowo Goten nie miał teraz kontaktu z Pan, której był "ulubionym wujkiem". Z jego najbliższej rodziny pozostały tylko Videl, która także pozbawiona rodziny rzuciła się w wir pracy, oraz Chi Chi, która po śmierci Gohana stała się tak drażliwa, iż Goten sam unikał z nią kontaktu.
       No i ten cały Vegetto...
       Tego właśnie dnia, po tym jak Chi Chi nakrzyczała na niego bez powodu Goten postanowił przez jakiś czas nie wracać do domu. Leciał więc, zastanawiając się dokąd właściwie mógłby się udać, kiedy nagle doszedł go jakiś głos.
       – Goten? Słyszysz mnie?
       – Kto? Gdzie? Trunks? – Goten skojarzył głos przyjaciela.
       – To ja. Kontaktuję się z tobą dzięki Kaio – wyjaśnił syn Vegety.
       – Naprawdę dobrze cię słyszeć! Jest tam gdzieś Gohan?
       – Nie tutaj. Trenuje gdzieś z Paikuhanem.
       – Aha.
       – Co u ciebie? Jak ci idzie trening?
       – Słucham? – zapytał Goten, który przez ostatnie dni nie był raczej w nastroju do trenowania. – Czemu pytasz?
       – Nie chciałbym cię za bardzo wyprzedzić, a musisz wiedzieć, że nakłoniłem Rou-Kaioshina, żeby przemienił mnie w Mystica.
       – Tak jak Gohana?
       – Aha. Fajnie, nie? Podobno, jak się przyłożę mam szansę stać się silniejszy od ojca. Trudno w to uwierzyć, nie?
       – Rzeczywiście – przyznał Goten. – Wiesz, że osiągnąłem SSJ2?
       – Serio? Super! Dobra, Kaio się niecierpliwi, więc będę już kończył... Do zobaczenia za niecały rok!
       – Zacze... – zaczął Goten, ale wrażenie obecności Trunksa już zniknęło z jego głowy, zbyt szybko, Goten miał jeszcze wiele rzeczy o które chciał zapytać.
       Młodszy syn Goku pomyślał przez moment i przyspieszył zdecydowanie. Po kilku chwilach dotarł do boskiego pałacu Dendego.
       – Son Goten! – ucieszył się Dende. – Co tu robisz?
       – Dende, mam do Ciebie prośbę. Chciałbym zostać tutaj i trochę potrenować.
       – Dlaczego akurat tutaj? – dziwił się Dende.
       – Z kilku powodów. Przede wszystkim, ktoś powinien cię chronić. Nie zapominaj, że ten nasz tajemniczy wróg kazał Saladinowi cię zabić. Może powtórzyć próbę.
       – Może masz rację – zgodził się Dende. – Mam jednak wrażenie, że nie o to chodzi.
       – Tak... Jest jeszcze Vegetto.
       – Coś jest z nim nie tak?
       – Widzisz... Król Vegeta całe dnie okupuje salę grawitacyjną Vegety, a dr Briefs jest zbyt zajęty by zbudować nową, więc Vegetto wszystkich zamęcza prośbami, by z nim trenowali.
       – Czy to źle?
       – Jest dla nas trochę za silny. – Goten położył nacisk na słowo "trochę". – Saladin wytrwał zaledwie dwa dni, ja mam dość po jednym, muszę się gdzieś ukryć.
       – Czy Vegetto nie może trenować z Brollim?
       Goten miał w tym momencie minę męczennika.
       – Wiesz co Dende, nawet nie chce mi się tego tłumaczyć. Sam spójrz...
       Dende podszedł do brzegu boskiego pałacu i wykorzystując moc wszechmogącego skupił wzrok na Capsule Corp.

       Bulma nalała wody do szklanki, z której natychmiast uniósł się charakterystyczny aromat. Koniecznie potrzebowała kawy, niemal całą noc spędziła przy monitorze z różnymi wzorami DNA. Praca nad szukaniem metody rozłączenia Goku i Vegety szła bardzo opornie. Kobieta trochę nieprzytomnie wsypała do kawy łyżeczkę cukru i zaczęła mieszać.
       W tym momencie w drzwiach pojawił się głupawo uśmiechnięty Brolly niosąc na rękach, niczym pannę młodą, nikogo innego jak Bra.
       – O, cześć mamo! – zaszczebiotała Bra. – Nie widziałaś gdzieś Marron?
       – Nie – odpowiedziała Bulma, która nie wiedziała nawet, że tymczasowo Marron mieszka w Capsule Corp.
       – Aha, racja, przecież pojechała do Gotena – przypomniała sobie Bra. – Dobrze, Brolly, wychodzimy. Idziemy coś zjeść.
       – Wedle rozkazu – odpowiedział legendarny Super-Saiyan, odwracając się demonstracyjnie i wychodząc.
       Bulma uniosła nieco brwi ze zdziwienia, odłożyła łyżeczkę i chłonąc aromat kawy weszła do salonu. Zauważyła tu Saladina siedzącego przy stole, na którym leżało mnóstwo mechanicznych i elektronicznych części. Saiyan podrapał się bezsilnie po głowie, Bulmę ledwie zauważając.
       – Co robisz? – zapytała Bulma, zaciekawiona.
       – Próbuję naprawić mój skauter, ale nie idzie mi najlepiej... Nigdy nie miałem talentu do takich rzeczy. Wolałbym jakąś dobrą walkę...
       – Pokaż no to. – Bulma odstawiła kawę i usiadła obok Saladina. – Te części są w fatalnym stanie... Czy ty tym skauterem wbijałeś gwoździe?
       – To Vegeta go uszkodził.
       Bulma nagle posmutniała.
       – Ech, przepraszam – powiedział Saladin, widząc, że strzelił gafę. – Dasz radę to naprawić?
       – Nie ma sensu – powiedziała Bulma, wstając i podchodząc do komody. Otworzyła szufladę i zaczęła w niej grzebać. W końcu z kilkudziesięciu leżących tam luzem kapsułek wybrała jedną. – Jest... Łap. – Rzuciła kapsułkę Saladinowi.
       – Co to?
       – Wciśnij przycisk na górze.
       Saladin postąpił zgodnie z instrukcją, kapsułka wydała z siebie ciche "pach-bach" i w jego dłoni przemieniła się w czerwony skauter z zieloną szybką.
       – Co to za skauter? Pierwszy raz taki widzę.
       – Zrobiłam go kiedyś w wolnej chwili. Łączy cechy skautera z rozszerzoną skalą oraz Smoczego Radaru, poza tym odbiera prawie wszystkie programy radiowe i telewizyjne.
       – Wspaniale! Mogę go zatrzymać?
       – Oczywiście.
       Saladin od razu założył skauter i odruchowo zmierzył Bulmie poziom mocy, urządzenie pokazało "3".
       – Powinnaś chyba się trochę przespać, ledwo stoisz na nogach – powiedział Saiyan.
       – Dzięki za troskę, ale poradzę sobie.
       – Saladin, jesteś tu? – doszedł ich głos Vegetto.
       Syn króla Vegety przełknął ślinę, rozejrzał się w panice i wybąkując do Bulmy jeszcze jakieś słowa podziękowania uciekł przez balkon.
       Vegetto wszedł do pokoju.
       – O, cześć Bulma. Nie widziałaś gdzieś Saladina?
       Bulma uśmiechnęła się.
       – Nie, raczej nie.
       – Szkoda. Może w takim razie potrenuję z tymi Lanfanami.
       – Ani mi się waż! Są mi potrzebni w pracowni.
       – Jak ja mam się stać silniejszy, skoro nikt ze mną nie chce walczyć? – powiedział z wyrzutem Vegetto, wychodząc. – Idę coś zjeść.
       Bulma podeszła do okna i w milczeniu sączyła kawę.

       Król Vegeta był niezadowolony. Już niemal dwa tygodnie trenował w dwudziestopięciokrotnie większej grawitacji, ale nie widział żadnych tego efektów. Jego moc wcale wyraźnie nie wzrosła.
       – Czy rzeczywiście Saiyani z ogonami są skazani na tak niską moc? – zapytał sam siebie. – Ciężko mi w to uwierzyć... Ale cóż, nigdy się nie dowiem, jeśli nie spróbuję.
       Król złapał ogon i pociągnął zdecydowanym ruchem.
       Krzyk słychać było na cały Capsule Corp, a może nawet dalej.
       Vegeta senior nie spodziewał się aż takiego bólu, podniósł się z podłogi dopiero po dłuższej chwili.
       – Wcale nie czuję się silniejszy – powiedział.
       Postanowił jeszcze trochę potrenować.

       – To działa w ten sposób – powiedział Blank. – Koncentrujesz Ki, wypowiadając jednocześnie słowo "Ka-Me-Ha-Me-Ha". Umieść dłonie w okolicy biodra.
       – W ten sposób? – zapytał Cinna.
       – Właśnie, teraz skoncentruj w nich Ki.
       – Kamehameha! – krzyknął Cinna, nic jednak się nie stało.
       – Nie tak. Kiedy koncentrujesz Ki mówisz "Kamehame", a później, kiedy już ją z siebie wyrzucasz krzyczysz "Ha". To zadziwiająco prosta i wyjątkowo skuteczna technika.
       – Łatwo ci mówić, potrafisz powtórzyć każdy atak, który widzisz.
       – Ta technika jest naprawdę bardzo prosta. Później nauczysz się używać jej na kilka sposobów. Możesz wysłać wąską lub szeroką wiązkę Ki, może też ona eksplodować przy trafieniu, albo po prostu zmieść wszystko na swojej drodze.
       – Wszechstronne – przyznał Cinna.
       – Aha, a jakże skuteczne.
       – Dobrze więc, jak to szło? Ka... Me... Ha... Me...

       – Jak długo jeszcze to potrwa? – dopytywał się #17, android był w nie najlepszej sytuacji, z jego ciała pozostała tylko głowa i części korpusu, cała reszta była przebudowywana przez maszynę, którą zaprojektował dr Briefs. Mówiąca część #17 wisiała na jakichś kablach, jego możliwość ruchu ograniczała się do przekręcania głowy.
       – Co najmniej kilka dni.
       – Mam dość tego czekania. Nawet nie mogę się ruszyć. Już drugi tydzień wiszę w tej twojej pracowni.
       – Sam chciałeś utrzymać swoją przebudowę w tajemnicy – powiedział spokojnie ojciec Bulmy, jednocześnie wciskając "Enter", gdyż komputer właśnie zapytał go, czy ma zachować próbki DNA #17.
       – Tak, wiem, ale nie wiedziałem, że to potrwa tyle czasu.
       – Owszem, sporo, ale efekt może być lepszy niż oczekiwaliśmy.
       – To chociaż przynieś mi tu jakiś telewizor... Nudzę się jak mops.

       – Rozumiem co miałeś na myśli – powiedział po dłuższej chwili Dende. – Możesz tu zostać i potrenować, ale do Sali Ducha i Czasu cię nie wpuszczę, bo Piccolo mi zabronił.
       "Widać kto rządzi na tej planecie" – pomyślał Goten, głośno zaś powiedział:
       – Nie szkodzi, dziękuję. Wezmę się do ćwiczeń od razu. Aha, może Popo zrobiłby coś do jedzenia?

       Trunks był głodny, niestety nie mógł się ruszyć, gdyż był właśnie w trakcie rytuału, który miał uczynić z niego Mystic Trunksa. Zastanawiał się właśnie, czy nie mógł urwać się na chwilę, kiedy kątem oka zauważył Paikuhana.
       – Paikuhan! Co tu robisz? Nie trenujesz z Gohanem?
       – Okazałem się dla niego trochę za słaby. Teraz trenuje gdzieś tam sam. Kazał na siebie nie czekać.
       – Aha.
       – Zamknij się i skoncentruj! – upomniał Rou-Kaioshin. – Chcesz powtarzać cały rytuał od początku?
       Nie chciał.
       – Już nic nie mówię...
       Synowi Vegety zaburczało w brzuchu.

       Co właściwie stało się z Uubu i Piccolo?


Rozdział XXXIII

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ XXXII -- CZĘŚĆ II -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker