Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ II -- ROZDZIAŁ XXXVI
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część II: Wróg
Rozdział XXXVI - Sala Ducha i Czasu

       Goten strzelił Ki-blastem, następnie rzucił się do przodu, wyprzedził pocisk i zablokował go skrzyżowanymi ramionami. Eksplozja odrzuciła go do tyłu, ale o dziwo młody Saiyan zatrzymał się na jakiejś przeszkodzie. Syn Goku odwrócił się i ze zdziwieniem ujrzał swego własnego ojca.
       – Ta... tato?
       – Cześć synu. Nie wiedziałem, że tu trenujesz. To się świetnie składa.
       – Tato? To naprawdę ty?
       – Oczywiście. Chodź, musimy porozmawiać z Dendem.
       Ogłupiały Goten podążył za ojcem, który od razu skierował się na drugą stronę pałacu i podszedł do obserwującego Ziemię Dendego.
       – Goku! Bardzo miło cię widzieć! – rzucił wszechmogący.
       – Mnie także, Dende. Mam do ciebie prośbę...
       – Wszystko co tylko w mojej mocy, Goku – powiedział uśmiechnięty Nameczanin.
       – Chciałbym przez jeden dzień skorzystać z Sali Ducha i Czasu.
       Dende wyraźnie się zmieszał.
       – Widzisz, ten tego, Piccolo wyraźnie zabronił mi kogokolwiek tam wpuszczać bez jego nadzoru.
       – Ten zakaz chyba mnie nie dotyczy, co? Wiem na jakiej zasadzie działa ta sala. Chyba nie boisz się, że tam coś zepsuję, co?
       – No nie, chociaż pamiętasz co było ostatnio?
       – Tak. Piccolo sam zniszczył wejście, żeby Buu nie mógł się wydostać, na szczęście Shenlong wszystko później odtworzył. Uwierz mi Dende, wiem co robię i potrzebuję tej sali. Nie prosiłbym cię o to, gdyby to nie było ważne.
       – No dobrze, zgoda – powiedział Nameczanin.
       – Doskonale! Goten szykuj się!
       – Że co? – zapytał jego kompletnie zaskoczony syn.
       – Nie lubię trenować w samotności, poza tym ty także musisz się trochę wzmocnić, prawda?
       – No tak, racja... – przyznał Goten.
       – Najpierw jednak powinniśmy coś zjeść.

       ***GLEBA***

       Niecałe pół godziny później Goku i Goten przekroczyli drzwi do Sali Ducha i Czasu. Ten trening zawsze całkowicie zmieniał oblicze wojownika, jednak nawet w swych najśmielszych wyobrażeniach dwaj Saiyani nie mogli przypuszczać jak bardzo wpłynie na ich życie.

       – Tak... To idealny moment, żeby uderzyć... Nie mogłem sobie wymarzyć lepszej okazji...

       – Ależ tu gorąco – powiedział Goten, ocierając pot z czoła, Goku tylko się uśmiechnął.
       – Właśnie dlatego to tak dobre miejsce do treningów. Niesprzyjające warunki są częścią ćwiczeń.
       – Pamiętam, że byłem tu już kiedyś z Trunksem, ale wtedy nie było tu aż tak źle.
       – To dlatego, że sala zmienia warunki zależnie od mocy tych, którzy tu wejdą. Dostosowuje się do każdego trenującego. Jak wspominałem, to doskonałe miejsce.
       – Ty także już tu trenowałeś, prawda? – Goten doskonale o tym wiedział, ale chciał usłyszeć tę opowieść z pierwszej ręki.
       – Oczywiście. Przed walką z Cellem. Spędziliśmy tu z Gohanem prawie cały dzień, czyli rok.
       Goten skinął głową, Goku mówił dalej:
       – Później przez tydzień odpoczywaliśmy do rozpoczęcia Cell Game. Vegeta uparł się, żeby trenować drugi raz, ale jego organizm nie zdążył odetchnąć po pierwszym i drugi trening prawie nic mu nie dał. Z nami będzie inaczej, chociaż obaj już tu byliśmy.
       – Rozumiem – powiedział Goten.
       – Więc nie ma co zwlekać. Zaczynamy. – Goku rzucił jakąś dużą sakiewkę, a raczej małą torbę, na jeden ze stolików.
       – Co to?
       – Senzu. Wstąpiłem po drodze do Karina.
       Goten przeraził się trochę ilością magicznej fasolki.
       – Dlaczego aż tyle? – zapytał niepewnie.
       – Uwierz mi, przyda nam się. Tym razem nie zamierzam się tu obijać.
       Goten przełknął ślinę. Miał dziwne wrażenie, że dopiero pozna znaczenie słów "ciężki trening".

       – Zwracam się z tym do was, bo słyszałem, że jesteście najlepsi – powiedziała tajemnicza postać, której Redinn widział tylko kontury. – Najskuteczniejsi zabójcy w galaktyce, czy nie tak o was mówią?
       – Niektórzy – odpowiedział Redinn. – Czego dokładnie od nas oczekujesz?
       – Nic wielkiego. Chciałbym tylko, żebyście zniszczyli pewne miasto.
       – Zniszczyć miasto? – odezwał się Ch'nul, towarzysz broni Redinna. – Toż to zabawa, nie zadanie.
       – A co będziemy z tego mieli? – zapytał konkretnie drugi z jego przyjaciół, Tseafkrab.
       – Po wykonaniu tego zadania cała planeta należy do was.
       – W tym jest jakiś haczyk. – Ch'nul zawsze był podejrzliwy i słusznie, w tym zawodzie nie trafiały się "łatwe okazje".
       – Musicie rozumieć, że możecie natrafić na pewien opór – odpowiedział zleceniodawca. – Ale to chyba oczywiste.
       – Oczywiste – potwierdził Redinn. – Jakie to miasto?
       – West Capital – powiedział spokojnie tamten.
       – Nie słyszałem... Na jakiej to planecie?
       – Na Ziemi.
       – Ziemia? To musi być gdzieś na drugim końcu wszechświata! Jak niby mamy tam dotrzeć? – podniósł głos Ch'nul.
       – Teleportuję was.
       – Aha, jak tak to w porządku. Zbieramy się chłopaki.

       – Nie wahaj się Goten. Podobno osiągnąłeś SSJ2. Pokaż mi na co cię stać!
       – No dobrze – powiedział niepewnie Goten, koncentrując Ki. Po chwili jego aura eksplodowała, a ciało pokryły wyładowania elektryczne, ponieważ młody Saiyan nadal miał długie włosy wyglądał niemal jakby osiągnął SSJ3.
       – Brawo! – powiedział Goku. – Mimo wszystko twoja Ki jest dużo słabsza niż Gohana kiedy on pierwszy raz przemienił się w Super-Saiyana drugiego stopnia...
       – No cóż, chyba nie jestem tak silny jak Gohan...
       – Zobaczymy...
       Goku rozpoczął koncentrację, Goten z przerażeniem czuł jak Ki jego ojca rośnie, uwolniona nagle energia oślepiła go na moment, kiedy znowu ujrzał ojca ten był już na trzecim stopniu SSJ.
       – Gotów? – zapytał Goku, jego zimne spojrzenie nie nastrajało Gotena specjalnie optymistycznie.
       – No... Ten, tego... – powiedział niepewnie.
       – Świetnie. – Goku ruszył na syna, znikając w połowie drogi, Goten nie tylko przestał go widzieć, ale nie czuł nawet jego Ki, przynajmniej przez ułamek sekundy, zanim Goku nie pojawił się z powrotem tuż za nim i nie uderzył go łokciem w plecy. Goten bezwładnie poleciał do przodu, Goku zmaterializował się na torze jego lotu i trafił go potężnie pięścią w twarz, a następnie poprawił Ki-blastem z obu rąk.
       Goten wyleciał z eksplozji i wylądował ciężko na plecach tracąc złoty kolor włosów.
       – Tak szybko padłeś? – skomentował Goku. – Coś kiepsko z tobą... Nieważne, łap! – Saiyan rzucił synowi Senzu, które upadło kilka kroków od niego, nieco poza zasięgiem rąk Gotena.
       – Nie dosięgnę... – powiedział półkrwi Saiyan.
       – Postaraj się. – Goku najwyraźniej nie zamierzał pomagać synowi.
       Goten zacisnął zęby starając się przezwyciężyć grawitację, temperaturę i ból, który przepełniał jego ciało. Ojciec zadał mu tylko kilka ciosów, ale najwyraźniej wykorzystał do tego maksimum swojej mocy. Ogromnym wysiłkiem młodszy brat Gohana przeczołgał się kilkanaście centymetrów i dosięgnął leżącej tam Senzu. Chwilę potem stał już na nogach, czując się dużo lepiej.
       – No, nareszcie – powiedział Goku. – Gotów do drugiej rundy? Tym razem spróbuj stawić jakiś opór, a jak ci się nie uda, to się nie przejmuj, mamy jeszcze dużo czasu i Senzu.
       "Tego się właśnie obawiam..." – pomyślał Goten, ale chcąc nie chcąc przyjął pozycję do obrony.

       – Brolly! Chcę jeszcze iść do tamtego sklepu – krzyknęła Bra, do niosącego górę zakupów Saiyana. – Mają tam promocję!
       Legendarny Super-Saiyan skinął głową, nie potrafił się sprzeciwić tej młodej osóbce. Ostatnio bardzo się zmienił, w głowie pozostało tylko wspomnienie dawnej nienawiści do Kakarotto. Kiedy ujrzał go wcześniej tego dnia nie poczuł agresji ani zupełnie nic innego, no może poza chęcią zmierzenia się z nim, aby udowodnić, że jest silniejszy, ale to Brolly miał także przy innych Saiyanach mieszkających w Capsule Corp.
       Bra podbiegła do wystawy, na której wielkimi literami napisane było "PROMOCJA, obniżki do 50%", kiedy nagle gdzieś w pobliżu rozległ się odgłos eksplozji i jeden z okolicznych budynków nieco się zachwiał.
       – Co się... – zaczęła Bra, kiedy nagle stojący obok dziesięciopiętrowy hotel zaczął się niebezpiecznie przechylać w jej stronę.
       Sparaliżowana strachem półsaiyanka patrzyła tylko jak ściana budynku osuwa się, nie miała szans przeżyć.
       Z ogromnym łoskotem budynek zawalił się, rozsiewając ogromne ilości pyłu i gruzu po okolicy, sklep z promocją legł w gruzach.
       Przez chwilę zapanowała cisza, ale po kilkunastu sekundach spod szczątków hotelu wydobyły się cienkie promienie zielonkawego światła i moment później z gruzów wydobyła się świetlista kula Ki. Wewnątrz był Brolly i nieco zdezorientowana Bra.
       – No, no – dało się słyszeć jakiś głos. – Wygląda na to, że znaleźliśmy pierwszy punkt oporu.
       Oczom Brolly'ego i Bra ukazały się trzy postacie. Na przedzie stał niebieskoskóry młodzieniec o krótkich, płomiennorudych włosach, ubrany był luźnie, kolorowe ciuchy. Za nim widoczny był potężnie dość nieproporcjonalnie zbudowany, łysy mężczyzna o zielonej skórze, w czymś na kształt mechanicznego stroju bojowego. Ostatnim z trójki był raczej szczupły, jasnowłosy chłopak przypominający z wyglądu mieszkańca Ziemi.
       Brolly wylądował niedaleko zawalonego budynku i zlikwidował kulistą osłonę.
       – Bra, idź do domu – powiedział legendarny Super-Saiyan. – Tu za chwilę zrobi się bardzo niebezpiecznie.
       Bra nieco nieprzytomnie skinęła głową i szybkim krokiem oddaliła się. Trójka wojowników otoczyła Brolly'ego.
       – Za chwilę będziesz miał zaszczyt walczyć z Diabelskim Trio, najlepszymi zabójcami we wschodniej galaktyce.
       Brolly syknął tylko.
       – Wiesz co, Redinn – powiedział ten potężnie zbudowany. – On nie jest na tyle silny, żebyśmy musieli walczyć z nim we trójkę.
       – Racja, Ch'nul – powiedział ten o niebieskiej skórze. – A więc... Papier! Nożyce! Kamień!
       Trójka kosmitów zaczęła grać o przywilej walki z Brollim, zostawiając nieco osłupiałego Saiyana na boku. Nie wiadomo jak by się to skończyło, gdyż temperament Brolly'ego zaczynał już dawać o sobie znać, wokół niego pojawiły się zaczątki aury, jednak w tym momencie na potencjalnym polu walki pojawili się Vegeta i Saladin.
       – Patrz! – krzyknął Ch'nul. – Jest ich więcej!
       – Kim jesteście i jakim prawem niszczycie moje miasto? – zapytał spokojnie Vegeta.
       – Prawem silniejszego, robaczku – odpowiedział z uśmieszkiem Ch'nul.
       Vegeta roześmiał się.
       – Nie rozśmieszaj mnie! Uważacie się za silniejszych ode mnie?
       Saladin wcisnął przycisk przy skauterze.
       – Ich moc oscyluje w granicach kilkunastu milionów – powiedział po chwili.
       – To świetnie. Zaczynałem się już nudzić – powiedział Vegeta.
       – Czyżby? – zapytał Redinn. – Więc może odważycie się z nami zmierzyć jeden na jednego?
       Vegeta spojrzał na Saladina i Brolly'ego. Dwaj Saiyani skinęli głowami przyzwalająco.
       – Dobra – powiedział Vegeta. – Ja biorę tego niebieskiego.
       – Ja chcę walczyć z tym wysokim – Ch'nul wskazał Brolly'ego, ten zmierzył go wzrokiem mordercy.
       – W takim razie ty, biedaku – tu Redinn wskazał Saladina – będziesz walczył z Tseafkrabem.
       – Nawet nie potrafię tego wymówić... – skomentował młodszy syn króla Vegety.
       – A więc załatwione – powiedział Vegeta. – Możecie nam dać chwilę? – rzucił w kierunku kosmitów.
       – Dla rozrywki wszystko, byle nie za długo – odpowiedział Redinn.
       – Dobra – powiedział Vegeta cicho, tak by przeciwnicy ich nie usłyszeli. – Wyczuwam, że są od nas nieco słabsi, więc powinniśmy wygrać. Z drugiej strony pewnie ukrywają swoją moc.
       – To tak można? – zapytał Saladin ze zdziwieniem.
       Vegeta nie odpowiedział, po prostu mówił dalej:
       – Ja sobie poradzę bez przyjmowania postaci SSJ, mam nadzieję, że wy się do tego nie zniżycie?
       – Ja nawet nie jestem Super-Saiyanem... – odpowiedział jego brat.
       – To samo dotyczy oozaru, Brolly?
       Legendarny SSJ wzruszył ramionami, co Vegeta wziął za odpowiedź twierdzącą.
       – I jak tam, jesteście gotowi? – krzyknął Redinn.
       – Gotowi!
       Szóstka przeciwników stanęła naprzeciw siebie, miały się rozpocząć trzy mordercze pojedynki. Z każdego z nich tylko jeden z walczących mógł ujść z życiem.

       Czy Saiyani na pewno poradzą sobie z przeciwnikami?


Rozdział XXXVII

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ XXXVI -- CZĘŚĆ II -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker