Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ II -- ROZDZIAŁ XXXVIII
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część II: Wróg
Rozdział XXXVIII - Ograniczone możliwości

       Brolly wyhamował, nogami miękko odbił się od ściany budynku i poleciał w kierunku Ch'nula tworząc jednocześnie w dłoni Ki-blast. Saiyan doskoczył do przeciwnika i strzelił mu pociskiem prosto w twarz. Ch'nul poleciał do tyłu nieco bezwładnie. Podniósł się dopiero po chwili. Na jego nieco poparzonej twarzy widać było wściekłość.
       – Ty... Ty... Zabiję cię! – ryknął, posyłając w kierunku Brolliego kolejne kinetyczne uderzenie.
       Legendarny Super Saiyan przyjął cios na blok i po trafieniu zachwiał się tylko lekko. Ch'nul zaszarżował na niego i uderzył lewym sierpowym. Brolly zablokował przedramieniem, jednak cios jego przeciwnika okazał się zwodem. Ręka zielonoskórego kosmity przeniknęła przez postać Saiyana – Ch'nul wykorzystał Zanzoken w ataku. Wojownik pojawił się tymczasem za Saiyanem i kopnął z półobrotu. Brolly od impetu padł na twarz, a Ch'nul skoczył na niego całym ciężarem ciała. Komuś słabszemu stopy zielonoskórego kosmity zmiażdżyłyby pewnie kręgosłup, jednak Brolly nie był pierwszym lepszym Saiyanem i ten atak bardziej go rozwścieczył niż skrzywdził. Nagłym impulsem Ki syn Paragasa odbił się od ziemi strącając Ch'nula i unosząc się dość wysoko w powietrze. O dziwo jego przeciwnik nie podążył za nim nawet, kiedy już wstał.
       Wtedy Brolly uświadomił sobie pewną rzecz.
       Ch'nul nie potrafił latać.
       Wredny uśmieszek wstąpił na twarz Saiyana. Uformował w rękach dwa Ki-blasty i rzucił oba w kierunku przeciwnika. Kosmita odbił pierwszy pocisk, ale nie zdołał obronić się przed drugim. Eksplozja rzuciła go kilka metrów dalej.
       Brolly wiedział już, że nie może przegrać...

       Saladin podniósł się z trudem. Jego przeciwnik nadal tkwił nieruchomo w powietrzu. W tym momencie Saiyan nie marzył o niczym innym jak tylko zmienić się w oozaru i zmiażdżyć tego kosmitę jak zwykłego robaka, powstrzymał się jednak.
       "Dobra. Niech to będzie test mojej nowej mocy. Nie muszę zmieniać się w oozaru, jestem i tak niewyobrażalnie potężny w porównaniu do swej Ki jeszcze pół roku temu. Muszę tylko wykorzystać swoje możliwości do maksimum."
       Młodszy brat Vegety wystrzelił kilka Ki-blastów w stronę Tseafkraba, w połowie drogi wszystkie jednak zawróciły i uderzyły w miejsce, w którym stał Saiyan wywołując serię eksplozji. Saladin przewidział to i był już zupełnie gdzie indziej.
       – KAIJIN BALL!! – okrągły, czerwony pocisk trafił Tseafa w plecy eksplodując potężnie i posyłając kosmitę lotem koszącym w kierunku gruntu. Zamiast jednak wbić się w ziemię Tseafkrab wyhamował nieco i lecąc po sporym łuku płynnie okrążył Saladina. Tak mu się przynajmniej wydawało, gdyż w rzeczywistości Saiyan nie zamierzał już oddać przeciwnikowi przewagi i leciał tuż za nim koncentrując Ki do swego najbardziej zabójczego ataku.
       – SILVER WEDGE!! – pocisk Ki w kształcie klina poleciał w kierunku Tseafa, który w ostatniej chwili zdołał co prawda wykonać unik, ale i tak atak Saladina rozorał mu lewą rękę. Tseafkrab wrzasnął z bólu, chwytając się zdrową dłonią za zranione ramię. Pomiędzy palcami pociekła mu krew. Czerwona.
       – A więc jednak potrafisz wydobyć z siebie głos – powiedział Saiyan z triumfującym uśmieszkiem w stylu Vegety. – Do tej pory byłeś dziwnie milczący.
       – Zapłacisz mi za to – wysyczał zimno Tseafkrab, jego przekrwione oczy i poświata Ki, która go otoczyła mówiły, że nie jest to zwyczajna pogróżka. Mówił poważnie.
       Saladin zorientował się, że doprowadził przeciwnika do ostateczności. Popełnił błąd. Atak, który miał mu zapewnić zwycięstwo mógł się okazać gwoździem do jego trumny.

       Redinn strzelał jednym Ki-blastem za drugim, Vegeta uskakiwał przed nimi z coraz większym trudem. Wystrzeliwane przez kosmitę z palców pociski były zadziwiająco silne mimo, że wcale się na nich nie koncentrował.
       Uskakując przed kolejnym strumieniem Ki książę Saiyanów wyskoczył w górę. Redinn oczywiście wykorzystał tę sytuację i zaatakował, wystrzeliwując w przeciwnika spory oburęczny pocisk. Vegeta jednak był przygotowany, zniknął tuż przed trafieniem i pojawiając się za przeciwnikiem wystrzelił mu w plecy Big Bang Attack. Pocisk trafił w widmo. Redinn zaatakował od tyłu, z rozpędu kopiąc wyprostowaną nogą w plecy księcia. Vegeta poleciał przed siebie, odwracając się i strzelając w oponenta Ki-blastem. Redinn odbił pocisk, jednak stracił na to ułamek sekundy, w którym to czasie Vegeta zniknął z jego z pola widzenia.
       Saiyan uderzył od góry, złączonymi w jedną pięść dłońmi, posyłając przeciwnika w ziemię. Redinn wbił się dość głęboko, ale moment później grunt eksplodował i kosmita na pełnej prędkości poleciał w kierunku przeciwnika, najwyraźniej wściekły. Vegeta wykorzystał moment jego dekoncentracji i kiedy oponent zbliżył się do niego, uniknął płynnie, chwycił go za prawe ramię i wystrzelił pocisk Ki prosto w twarz. Redinn ponownie poleciał w kierunku gruntu, wirując wokół własnej osi. W ostatniej chwili częściowo opanował spadanie. wylądował ciężko, odkształcając asfalt wokół siebie.
       Coraz bardziej wściekły kosmita uniósł obie ręce do góry i uformował nad głową pocisk Ki o średnicy jakichś czterech metrów, następnie rzucił go w kierunku Vegety.
       Tak wielki Ki-blast był zbyt powolny by książę miał problemy z jego uniknięciem. Jednakże, kula Ki zatrzymała się w powietrzu jakieś dwadzieścia metrów nad powierzchnią. Redinn uśmiechnął się złośliwie i strzelił w nią strumieniem z palca. Ogromny pocisk eksplodował potężnie, wywołując spory podmuch i oślepiając wszystkich w najbliższej okolicy.
       Jak się okazało nie wszystkich.
       Zdekoncentrowany i odrzucony nieco eksplozją Vegeta nie miał szans zareagować kiedy jego przeciwnik znalazł się nagle tuż przed nim i wyprowadził serię krótkich, dynamicznych ciosów zarówno w twarz jak i w korpus księcia. Zakończył wbijając Saiyanowi pięść tuż poniżej żeber, a kiedy ten, wykrztuszając nieco krwi i śliny, skulił się z bólu, dodatkowo uderzając go w kark.
       Vegeta po raz kolejny w czasie tego pojedynku uderzył w podłoże. Tym razem wbił się dość płytko, tworząc niewielki krater. Podniósł się po chwili, dysząc ciężko i krzywiąc się z bólu. Jego przeciwnik był w podobnym stanie, choć jego obrażenia były nieco mniej poważne.
       Saiyański książę otarł krew z ust i spojrzał na przeciwnika.
       – Zgoda – powiedział. – Mogę przyznać, że ty także co nieco potrafisz.
       Redinn w odpowiedzi uśmiechnął się tylko wrednie.
       Ta walka jeszcze się nie zakończyła.

       Dende obserwował wydarzenia w West Capital ze swego pałacu. Był wszechmogącym, ale tylko z nazwy. W rzeczywistości nie był w stanie obronić Ziemi przed czymkolwiek i jego zadanie sprowadzało się właśnie do obserwacji i opieki nad Smoczymi Kulami. Teraz kiedy nie było przy nim Piccolo, młody Nameczanin czuł się znacznie mniej pewnie. Goku i inni wojownicy byli jego przyjaciółmi, Piccolo jednak był dla niego jak rodzina. Rodzina, której teraz zabrakło.
       Nagła emanacja Ki zakłóciła rozmyślania młodzieńca. Obrócił się za siebie i ujrzał coś, co wywarło na nim niesamowite wrażenie...

       Piccolo otworzył oczy. Coś niedobrego działo się z Dendem, czuł to wyraźnie. Było to odczucie zupełnie innego rodzaju niż zdolność wykrywania Ki. Już dawno zorientował się, że do miejsca w którym akurat przebywał nie przedostawały się choćby śladowe emanacje energii. Nie było więc także szans, aby ktoś z zewnątrz mógł wyczuć, że on i Uubu są tu uwięzieni. Nameczanin uznał, że dopóki nie odkryje w jaki sposób ci kosmici kontrolują jego Ki nie uda mu się stąd wydostać. Do tej pory nie osiągnął jednak żadnych rezultatów.
       Złe przeczucie nie opuszczało go, Dende miał duże kłopoty. Goku! Gohan! Gdzie jesteście!?
       Saiyanów nigdy nie ma w pobliżu, kiedy są potrzebni...

       Goku zatrzymał się nagle.
       – Coś nie tak tato? – zapytał Goten, w którego wyglądzie zaszła pewna zmiana, miał teraz znacznie krótsze włosy, które podobnie jak u Goku i swego czasu u Gohana, układały się w nie dającą się uczesać czuprynę.
       – Mam takie dziwne uczucie... – stwierdził Saiyan – Ech tam, na pewno mi się zdawało. Wracajmy do treningu.

       Dende ujrzał przed sobą nikogo innego jak tylko Wschodniego Kaioshina. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że nie może to być znany mu bóg Wschodniej Megagalaktyki. Ten osobnik tylko wyglądał jak Kaioshin i to nawet nie do końca tak samo. Jego długie włosy były kruczoczarne, oczy jednolicie jasnobłękitne, a twarz nie miała w sobie nic z charakterystycznej łagodności. Ki, którą emanował przybysz była nie tylko potężna, ale także... Dende nie mógł tego określić inaczej jak "złowroga".
       – Nareszcie cię dopadłem, Nameczaninie. Teraz już nie masz szans uciec.
       – C-co? K-kim jesteś? – wyjąkał Dende.
       – Nie znasz mnie ale ja za to doskonale znam ciebie, Nameczaninie. Aż za dobrze.
       – Cz-czego chcesz?
       – Mógłbym bardzo długo wyjaśniać powód mojego przybycia tutaj i motywy dla których chcę cię widzieć martwym Nameczaninie, ale i tak nic byś z tego nie zrozumiał, więc powiem tylko, że to twój koniec. Żegnaj!
       Nieznajomy wyciągnął dłoń w kierunku Dendego i uformował w niej Ki-blast. Młody Nameczanin poczuł, że to naprawdę ostatnia chwila w jego życiu.
       Mylił się.
       Napastnik, kopnięty znienacka w kark, poleciał bezwładnie i uderzył w jedno z drzew rosnących w boskim pałacu. Tym, który go zaatakował był Blank, wysoki i chudy Lanfan. Po chwili pojawił się też Cinna, który unosząc się lekko nad Ziemią podleciał do przyjaciela.
       – Miałeś rację, Cinna. Atak na miasto był tylko dla odwrócenia uwagi.
       – To oczywiste – powiedział Cinna. – Od początku nie miał sensu.
       – Wszystko w porządku... Dende, tak? – zapytał Cinna.
       Wszechmogący skinął głową.
       – Lepiej się ukryj – doradził mu Blank. – Może tu być trochę groźnie.
       Dende bez zwłoki pobiegł w stronę budynku pałacu.
       – Wstawaj, panie groźny – krzyknął do leżącego pod drzewem wojownika Cinna. – Nie udawaj, że to cię zabolało.
       Ciemnowłosy napastnik podniósł się i spojrzał na obu Lanfanów z uśmieszkiem.
       – Masz rację, Cinna. Nie zabolało – powiedział.
       Twarz niższego z kosmitów stała się w tym momencie niemal równie biała co jego włosy..
       – To niemożliwe... – powiedział cicho. – To nie możesz być ty...
       – Cinna, znasz go? – zdziwił się Blank.
       – Tak, Cinna. To ja. Znów się spotykamy – powiedział tamten. – Zdziwiony?
       – Blank... – wyszeptał Cinna drżącym głosem – Uciekaj... Proszę... Uciekaj... On zabije nas wszystkich...

       Kim jest tajemniczy wojownik i skąd Cinna go zna?


Rozdział XXXIX

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ XXXVIII -- CZĘŚĆ II -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker