Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część II » Rozdział LI
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część II: Wróg
Rozdział LI - Buu i Gokuun
 

Przed Goku i Gotenem wyrósł potężny, trzydziestometrowy, szarobrązowy kształt. Nie było wątpliwości, że był to Buu, charakterystycznego "pompona" na głowie stwora nie dało się pomylić z niczym innym. Na tym jednak podobieństwo do potwora, którego Saiyani spotkali w swoim wymiarze, kończyło się. Poza tym, że ten Buu był ogromny to dodatkowo wyposażony był w masywny i długi ogon, którym wymachiwał bez specjalnego wysiłku. Goku i jego syn czuli się przytłoczeni emanującą od giganta Ki, ciężko ją było porównać z czymkolwiek.

– Ta... Tato... – wyjąkał Goten. – Ma... Mam dziwne wrażenie, że ten Buu wchłonął Hildegarna.

– Obawiam się, że masz rację – powiedział Goku.

Nagle potwór zwrócił się w kierunku unoszących się w powietrzu Saiyanów.

– Ka... Kakarotto... – powiedział niewyraźnie, charakterystycznym, niskim głosem.

– Brolly!!! – zdążył krzyknąć Goku zanim potężny ogon nie trafił go niczym kij bejzbolowy piłeczkę. Saiyan poleciał z taką prędkością, że zniknął z zasięgu wzroku Gotena w mgnieniu oka.

– Oż ty!! – powiedział półsaiyan, posyłając w kierunku przeciwnika kilka dość silnych Ki-blastów, wszystkie rozbiły się o skórę potwora nie czyniąc mu najmniejszej krzywdy.

– Niedobrze... – Goten, trafiony otwartą dłonią wbił się głęboko w ziemię.

"A więc sytuacja przedstawia się następująco" – myślał Goku kilka kilometrów dalej. – "Mamy tu Hildegarna o umyśle Brolly'ego i zdolnościach Buu, w dodatku silnego jak sto diabłów... Nie jest dobrze. Nawet dwudziestokrotny Mega Kaioken nic mu nie zrobi..." – Saiyan położył dwa palce na czole i teleportował się do swego syna, który właśnie wydostał się spod ziemi.

– Tato? Masz jakiś pomysł, prawda?

– Nie. To znaczy tak... – powiedział Goku, unikając o włos ciosu Buu. – Pamiętasz plan awaryjny, który wymyśliliśmy w Sali Ducha i Czasu?

Goten przełknął ślinę, nad jego głowa przeleciał szarobrązowy ogon.

– Pierwszy czy drugi?

– Pierwszy.

– Rozumiem!! – Goten położył dwa palce na czole, obaj Saiyani odteleportowali się z zasięgu wzroku potwora. Buu jednak bez trudu potrafił wyczuć ich Ki, ogromne cielsko uniosło się w powietrze i z zadziwiającą prędkością poleciało za nimi.

– Zbliża się!! – krzyknął Goten z przerażeniem w głosie. – Ale szybki!!

– Pospieszmy się! – powiedział Goku, przechodząc z SSJ3 na SSJ2. – Gotów!?

– Gotów!!

Saiyani stanęli obok siebie w odległości około metra.

– Fu-sion... HA! – powiedzieli jednocześnie, wykonując charakterystyczne kroki, a przy "Ha" stykając się palcami wskazującymi.

Nastąpiła oślepiająca eksplozja żółtej Ki, kiedy światło zniknęło na miejscu ojca i syna stał jeden ubrany w charakterystyczną kamizelkę i białe spodnie osobnik otoczony żółtą aurą Ki i wyładowaniami elektrycznymi. Ciężko było stwierdzić czy wyglądał bardziej jak Goku czy raczej jak Goten, gdyż ojciec i syn zawsze byli do siebie niezwykle podobni.

– Nieźle – stwierdził Saiyan – ale coś mi tu nie pasuje... – aura wokół wojownika skurczyła się i skoncentrowała w cienkiej złotej poświacie, wyładowania elektryczne stały się rzadsze, ale za to silniejsze. – No... Perfect-SSJ2 podoba mi się znacznie bardziej.

W tym momencie w zasięgu wzroku pojawił się Buu. Potwór wylądował ciężko, powodując przy tym dygotanie gruntu. Saiyan stracił równowagę i upadł.

– Hej!! – krzyknął wściekle. – Uważałbyś trochę!! Zero finezji!!

– Kakarottoooo...!!! – ryknął olbrzym.

– Jak już musisz wiedzieć to mam na imię Gokuun – powiedział efekt fuzji, wstając i wyciągając przed siebie prawą dłoń w geście powitania. – Miło mi.

Potwór w odpowiedzi wbił go w grunt błyskawicznym ciosem ogona. Przez chwilę odgłos uderzenia rozchodził się echem, potem zapanowała martwa cisza. Buu podniósł swą piątą kończynę, odsłaniając Saiyana. Gokuun nadal stał w pozycji pionowej, z ręką wyciągniętą do powitania, tyle tylko, że był wbity w ziemię na jakieś dwa metry.

Złotowłosy wojownik wyskoczył z dziury w podłożu i złapał się obiema dłońmi za głowę.

– Porąbało cię!?!? – krzyknął. – Wiesz jak to boli!?

Gigant ryknął tylko i wystrzelił z ust potężną falę Ki, która trafiając w Gokuuna wywołała ogromną eksplozję.

– Zbyt wolno – stwierdził Gokuun zza pleców potwora. – Nawet Fat Gogeta by tego uniknął.

Buu odwrócił się błyskawicznie, uderzając wierzchem otwartej dłoni. Nie trafił w nic.

– Hej! Tu jestem!! – krzyknął Saiyan lewitując tuż za przeciwnikiem. – Łap!! – Gokuun przestrzelił sporą falę Ki przez głowę potwora w ten sposób, że wyleciała tam, gdzie powinna być twarz tworu Bibidiego, oczywiście po tym strzale twarzy, jak i większości głowy, już nie było.

Gigant zachwiał się i przewrócił jak kłoda na ziemię.

– Rany... Chyba przegiąłem!! – powiedział Gokuun, autentycznie zmartwiony. – Hej, stary... Nic ci nie jest?

Rana Buu zaczęła się zabliźniać.

– O! Regenerujesz się, to fajnie! – ucieszył się Saiyan. – Tylko, że jakoś powoli.. No, ale ja mam czas.

Gigant zregenerował w końcu ranę i wstał szybko, znowu trzęsąc gruntem.

"Ciekawe..." – pomyślał Gokuun. – "Jego moc jakby nieco zmalała."

– Kakarotto!!! – ryknął znowu szarobrązowy stwór.

– Tak, już to mówiłeś – zauważył Perfect-SSJ2, błyskawicznie podlatując do twarzy przeciwnika i uderzając go z całej siły. Buu zachwiał się i niemal upadł, jego twarz odkształciła się zabawnie.

– Wybacz... – powiedział Saiyan. – Sam nie do końca wiem jaki jestem silny...

Buu nadął policzki powietrzem i jego twarz powróciła do normalnego stanu. Potwór zmierzył przeciwnika wzrokiem i zaatakował, uderzając od góry obiema pięściami, następnie machnął poziomo prawą dłonią i spróbował zdeptać irytującego "insekta" potężnym zamachem nogi.

Gokuun bawił się unikając tych ciosów. Znikał i pojawiał się coraz w to nowych miejscach, śmieszyły go niezdarne ciosy ogromnego potwora. W końcu wylądował jakieś pięćdziesiąt metrów od przeciwnika.

– Dobra, to zaczyna się robić nudne... – powiedział. – Jesteś cienki i nie mówisz nic nowego. Dam ci się raz trafić, ale tylko raz, więc postaraj się. Pokaż na co cię stać!

Buu ryknął i otworzył paszczę chcąc wystrzelić w przeciwnika falę Ki, nagle jednak szybki Ki-blast Gokuuna wleciał mu do ust eksplodując i wyrywając przy tym pół tylnej części głowy.

Saiyan pokładał się ze śmiechu.

– Wybacz... – powiedział przez chichot, ocierając łzy. – Nie mogłem się powstrzymać... tak zabawnie wyglądałeś z otwartą paszczęką... To byłby grzech nie strzelić...

Potwór ryknął z bólu, niezbyt szybko regenerując ranę.

– Dobra, już się uspakajam... – obiecał Perfect-SSJ2. – Spróbuj jeszcze raz, obiecuję nic nie robić.

Buu ryknął przeciągle i głośno, podnosząc obie ręce i tworząc na nich ogromną kulę Ki, którą rzucił w Saiyana, jednocześnie odskakując do tyłu. Eksplozja i tak odrzuciła go znacznie dalej. Gigantyczny różowy wybuch widoczny był nawet z przestrzeni kosmicznej, zadrżała cała planeta. Podmuch wywołany przez tę eksplozję zrównał z ziemią wszystko w promieniu setki kilometrów.

Boski Pałac drżał w posadach, Babidi i Hoi mieli ogromne trudności z utrzymywaniem się na nogach.

– Może jednak nie trzeba było wypuszczać Buu? – zapytał sam siebie Babidi.

Hoi w duchu przyznał mu rację, ich "sługa" mógł być groźniejszy niż cały oddział wrogich Saiyanów...

Trudno było powiedzieć ile czasu minęło. Sytuacja nareszcie uspokoiła się, po wybuchu pozostał tylko kilkukilometrowy lej w ziemi i opadający jeszcze gdzieniegdzie pył. Gigantyczny potwór ogłuszony eksplozją, ocknął się, wstał i zaczął triumfalnie uderzać pięściami w pierś, rycząc przy tym głośno.

– I czego tak wrzeszczysz!? – doszedł go głos Gokuuna, Saiyan małym palcem prawej ręki wiercił sobie w uchu. – Rany, chyba częściowo ogłuchłem... Troszkę przesadziłeś, zobacz jak ja teraz wyglądam!! – kamizelka Gokuuna była postrzępiona, a długie spodnie straciły niemal całe nogawki, bardziej teraz przypominając szorty.

Buu ryknął wściekle i uderzył przeciwnika prawym prostym. Saiyan zablokował cios, nie drgnąwszy w powietrzu nawet na milimetr.

– Tak jak myślałem – powiedział Gokuun, odpychając pięść potwora. – Słabniesz po każdej regeneracji. Pewnie nie wchłonąłeś Hildegarna, tylko sam wtopiłeś się w jego ciało, dlatego twoje zdolności są takie ograniczone. Zobaczymy jak dobry jesteś. Jeśli przetrwasz następny atak to masz u mnie plusa.

Gokuun skupił energię, wokół jego sylwetki pojawiła się skoncentrowana, intensywnie złota poświata. Saiyan zacisnął pięść, która zabłysła energią a następnie machnął potężnie, miotając Ki w potwora. Kilkanaście niewielkich pocisków, tak szybkich, że wyglądały jak cienkie złote smugi, przeszyło na wylot korpus potwora tworząc w nim liczne, choć małe dziury. Następnie Gokuun skoncetrował w lewej dłoni Ki-blast o średnicy dobrego metra i rzucił nim w Buu.

Kula trafiła, eksplodując potężnie i dosłownie roztrzaskując giganta na liczne kawałki. Nie były to jednostajne różowe gluty, ale nieco większe fragmenty ciała stwora, dało się nawet rozróżnić, że tu leży łokieć, a tam żebro, na przykład.

– No... zobaczymy czy się pozbiera... – stwierdził Saiyan.

Buu rzeczywiście zaczął się regenerować, ale nadal bardzo powoli, odłamki ciała stwora najpierw przesunęły sie w jedno miejsce, a następnie zaczęły łączyć w jego sylwetkę. Kiedy kilka minut później gigant stanął nareszcie przed znudzonym Gokuunem jego energia była wyraźnie mniejsza niż chwilę wcześniej. Mimo to potwór wyglądał na zadowolonego.

– I co cię tak cieszy? – zapytał Saiyan – Myślisz, że...

W tym momencie nastąpił krótki błysk światła i Gokuun zniknął.

– ...teraz masz szansę? – zapytał Goku.

– ...teraz masz szansę? – powiedział w tym samym momencie stojący obok Goten.

Saiyani popatrzyli na siebie zdziwieni.

– Niedobrze – stwierdzili jednocześnie.

Buu nie tracił czasu, machnął potężnie ogonem, zmiatając Son Gotena w powietrze, a następnie skoczył i ściął półsaiyana potężnie, niczym piłkę w siatkówce. Syn Goku rozbił się o ziemię co zamroczyło go na krótką chwilę, dość długo by Buu zdołał strzelić w niego Ki-blastem z paszczy.

Eksplozja odrzuciła Goku, próbującego pomóc synowi, na znaczną odległość. Saiyan padł na ziemię, ale podniósł się od razu i ruszył ponownie.

– Goten!!! – krzyknął Goku, doskakując do nieprzytomnego dwudziestolatka. Jego syn był żywy, ale niezdolny do walki.

Saiyan odwrócił się w kierunku giganta, który stał sobie spokojnie falując lekko ogonem.

– Nie daruję ci tego!! Możesz się pożegnać z życiem, potworze!!

– Kakarotto – powiedział powoli i wyraźnie Buu. W tym jednym słowie ukryte było wszystko co chciał przekazać przeciwnikowi: pewność siebie, lekceważenie i tłumiona nienawiść.

Goku nienawidził tego słowa, nienawidził go od pierwszego momentu kiedy je usłyszał. Zawsze oznaczało kłopoty.

Czy Goku zdoła samotnie pokonać Buu?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział XL

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker