Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część III » Rozdział LXVIII
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część III: Nowe oblicza bohaterów
Rozdział LXVIII - Furia Nameczanina
 

– Przestań!!! – krzyknął Uubu – Zabijesz go!! – Caulif nie reagował, nadal przyciskał wrzeszczącego nieludzko Steinera do otaczającej arenę kopuły – Przeeestaaań!!! – Ziemianin rzucił w osłonę sporym Ki-blastem, jednak ta tylko zamigotała lekko.

– To nic nie da – powiedział spokojnie Piccolo – Zwykłe pociski są za słabe.

– Musimy coś zrobić!!

– Wiem – Nameczanin skinął głową – Odsuń się – powiedział, unosząc się nieco w górę i wyciągając przed siebie prawą dłoń. Palcami wskazującym i środkowym wskazywał dokładnie Caulifa – MAKANKOSAPPO!!! – Pomarańczowy energetyczny świder wystrzelił z jego palców, uderzył w osłonę, na której zatrzymał się na sekundę lub dwie, po tej krótkiej chwili kopuła zamigotała jednak gwałtownie i po prostu zniknęła. Strumień Ki podążył dalej niezakłóconym lotem, Caulif dosłownie w ostatniej chwili puścił Steinera i odskoczył, unikając sytuacji w której zostałby ze sporą dziurą w korpusie. Lanfan spadł bezwładnie i głucho uderzył o podłoże. Już nie krzyczał, jeśli nawet żył to był w bardzo kiepskim stanie.

Caulif spojrzał na Piccolo z zaciekawieniem.

– A ty kto? – zapytał – Czemu się wtrącasz? – O dziwo nie wydawał się specjalnie poruszony mocą ataku Nameczanina.

– Mam na imię Piccolo i pochodzę z Ziemi... – tu przerwał na chwilę – Oraz z Namek – dodał.

– Ziemia – Caulif zmrużył oczy – Gdzieś już to słyszałem... a co do Namek... Żaden Nameczanin nie jest w stanie mi dorównać.

Piccolo wyszczerzył tylko zęby i dwoma ruchami zrzucił z siebie turban i pelerynę, które z hukiem upadły na metaliczne podłoże.

– Walka na poważnie, co? – uśmiechnął się pobłażliwie Caulif – Dobrze – Jasnowłosy wyprostował się, ponownie otoczyła go czerwona aura. Nagle futrzany pas owinięty wokół jego talii odwinął się, ale o dziwo nie upadł, lecz najzwyczajniej w świecie zawisł tuż za nim w powietrzu.

To nie był pas.

Caulif miał ogon, był on tego samego koloru co jego włosy, jasny.

– Zaczynam rozumieć – powiedział Piccolo – Jesteś Saiyanem, a raczej półsaiyanem.

– A niby dlaczego "pół"? – zdziwił się jego przeciwnik.

– Wiem, że nie ma jasnowłosych Saiyanów czystej krwi.

Caulif zarechotał.

– Zdarzają się – wyjaśnił – raz na kilka tysięcy lat.

Nameczanin nie był w stanie nie okazać zdziwienia. Dobrze znał te słowa "Raz na kilka tysięcy lat rodzi się Saiyan o jasnych włosach, najpotężniejszy wojownik we wszechświecie. Super-Saiyan."

– Czyżbyś sugerował, że jesteś...

– Widzę, że znasz się na Saiyanach – Jasnowłosy uśmiechnął się wrednie – Imponuje mi to. Nie mylisz się, jestem Super-Saiyanem. Tym z legendy.

"To niemożliwe!" – przeszło przez myśl Piccolo – "Sądziłem, że to Brolly jest legendą... Z drugiej strony póki nie dowiedzieliśmy się o Brollim sądziliśmy, że to Goku."

– Nie obchodzi mnie kim jesteś – powiedział Nameczanin – Nie pozwolę ci katować Steinera.

– Tego tam? – zapytał Caulif, wskazując nieprzytomnego Lanfana – A co zamierzasz zrobić, by mi przeszkodzić? – W tym momencie wystrzelił wyjątkowo szybki Ki-blast, Piccolo nie zdołał nawet wykonać żadnego ruchu. Pocisk trafił Lanfana i nie tyle rozerwał go na kawałki co raczej rozbił w pył – Nie jesteś w stanie nic mi zrobić.

Piccolo nie słyszał jego ostatnich słów, wzrok miał skoncentrowany na miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżał Steiner. W tym momencie w zielonoskórym wojowniku dosłownie zagotowała się krew, wściekłość, którą odczuwał niemal rozsadziła go od wewnątrz. Uczucie to wymieszane zostało ze swego rodzaju bezsilnością. Teraz Piccolo wiedział jak Goku czuł się widząc śmierć Kuririna na Namek. Znajdować się tak blisko, jednocześnie nie będąc w stanie nic zrobić, zupełnie nic.

Gdyby Piccolo był Saiyanem na pewno przemieniłby się teraz w SSJ. To było pewne.

Saiyanem jednak nie był i do swojej dyspozycji miał tylko niczym nie pohamowaną furię. Oczy Nameczanina zaszły czerwienią, ryknął wściekle i nie tyle rzucił się na Caulifa co po prostu znalazł się nagle przy nim zadając ciosy. Nie wiedział kiedy zaczął uderzać, po prostu zaczął. Seria silnych trafień pozbawiła Caulifa oddechu zaś lewy sierpowy na zakończenie posłał go prosto w podłoże. Saiyan uderzył ciężko o metalową podłogę, był częściowo ogłuszony, poza tym niewiele widział, krew z rozciętego łuku brwiowego zalewała mu oczy. Opierając się na przedramionach, powoli zaczął się podnosić.

Piccolo nadleciał błyskawicznie, ledwo co uniesiona głowa Caulifa odskoczyła po kopnięciu Nameczanina jak piłka, pociągając za sobą resztę ciała, Saiyan padł na plecy i sunąc po podłożu zatrzymał się dopiero po kilku metrach.

Zielonoskóry wojownik nadal był wściekły, skoncentrował w dłoniach potężny ładunek Ki.

Nagle obaj walczący po prostu zniknęli, nie było to wynikiem gwałtownego przyspieszenia czy Zanzoken. Obaj po prostu nagle zniknęli ze swoich miejsc.

– Co się dzieje?? – krzyknął Uubu – Gdzie oni są? Nie czuję ich Ki!

– Najwyraźniej zostali teleportowani – wyjaśnił doktor Tengel.

– Teleportowani? Jak? Gdzie? Dlaczego?

– Automatyczne zabezpieczenie. W wypadku zagrożenia publiczności wszyscy z areny zostają teleportowani na planetę wokół której orbitujemy. Tam nie ma inteligentnego życia, nic wartościowego nie zniszczą, choć sami też nie zginą.

– Jak się tam dostać!? – przerwał mu Uubu.

– Dostać? – zdziwił się kapitan Solve – A po co?

– Muszę to obejrzeć!!

– Z tym nie będzie problemu. Statek ma zewnętrzne kamery, wszystko będzie widać na monitorach.

– Tak? – Uubu wpadł na jakieś wolne miejsce i zaczął się wpatrywać w ekran – Rzeczywiście, są! Ale niewiele widać...

– Zawsze możesz polecieć na tę planetę, to blisko, ale nie wiem czy powinieneś im przeszkadzać.

– Racja – zgodził się Uubu – Lepiej zostanę tutaj.

Piccolo i Caulif znajdowali się na wyjątkowo szarej i ponurej planecie. Na pierwszy rzut oka wyglądała na zupełnie pozbawioną życia, jednak nie do końca było to prawdą. Nie żyły tu żadne istoty inteligentne, ale nie można było powiedzieć, że świat ten jest martwy. Być może gdyby dać mu jeszcze kilka milionów lat czasu wykształciłaby się tu jakaś cywilizacja.

Ale ten świat nie miał już czasu.

To był ostatni dzień jego istnienia.

Piccolo zaskoczyła nieco nagła zmiana otoczenia, co dało Caulifowi sekundę czasu na otrząśnięcie się z szoku wywołanego poprzednimi ciosami i na reakcję. Rzucony przez Nameczanina pocisk wyrwał co prawda potężną dziurę w podłożu, ale Saiyana już nie trafił. Jasnowłosy zdążył ewakuować się z miejsca eksplozji w samą porę.

Piccolo wyczuł go na swojej wysokości, nieco z lewej. Spojrzał na przeciwnika zimnym wzrokiem.

– Dałem się zaskoczyć – syknął Caulif, jego głos przepełniony był wprost nienawiścią – Mój błąd.

– Twoim błędem było zabicie Steinera – odpowiedział w podobny sposób Nameczanin – Nie wyjdziesz z tej walki żywy.

Wojownicy patrzyli sobie nawzajem prosto w oczy, jakby starając się znaleźć we wzroku przeciwnika jakiś słaby punkt. Byli w pewnym sensie podobni, każdy z nich był pewien zwycięstwa, jednak obaj byli świadomi mocy przeciwnika i wiedzieli że to będzie ciężka walka. Wiedzieli jeszcze jedno.

Jeden z nich musiał tu zginąć.

Zniknęli jednocześnie, pojawiając się po chwili mniej więcej w połowie dzielącego ich wcześniej dystansu. Rozpoczęli regularną wymianę ciosów, próbując uzyskać przewagę. W pewnym momencie Caulif minimalnie spóźnił się z blokiem i oberwał w szczękę. Wytrąciło go to z rytmu na ułamek sekundy, co wystarczyło Piccolo do rozpoczęcia morderczej serii. Nameczanin uderzył przeciwnika w brzuch, a kiedy tamten skulił się z bólu, poprawił prawym sierpowym w twarz. Caulif poleciał nieco do tyłu, Piccolo ruszył za nim i kopnął z półobrotu. Jego noga przeszyła widmo, Saiyan zaatakował od tyłu ciosem na odlew. Piccolo odrócił się, sparował przedramieniem i wystrzelił z prawej Ki-blast, który z tej odległości musiał trafić. Eksplozja ponownie odrzuciła Caulifa do tyłu, ale Piccolo nie zdołał wykorzystać tego momentu przewagi, gdyż on także potrzebował sekundy na odzyskanie równowagi. Ponownie rzucili się na siebie niczym dwa rozjuszone byki. Caulif trafił Nameczanina silnym prawym prostym prosto w nos, Piccolo odpłacił mu kopnięciem z przewrotki w podbródek. Po raz kolejny obaj zdematerializowali się. W powietrzu rozległ się jakby odgłos eksplozji, kiedy potęga ich Ki po raz kolejny zderzyła się. Caulif nadział przeciwnika na kolano i uderzył złączonymi pięściami w kark. Piccolo poleciał bezwładnie w dół, wyglądało jakby zaraz miał się wbić w ziemię. Nagle jednak aktywował aurę, przyspieszył przelatując tuż nad ziemią, szerokim łukiem okrążył Caulifa i nagle zniknął.

Pojawił się znienacka, trafiając przeciwnika stopą w prawy policzek. Nie tyle kopnął co raczej z rozpędu storpedował go wyprostowaną nogą. Impet posłał Caulifa do tyłu. Nagle Saiyan wyhamował gwałtownym impulsem Ki i ruszył w zupełnie przeciwnym kierunku taranując zaskoczonego Piccolo i uderzając go czołem w twarz. Nameczanin jęknął i straciwszy na ułamek sekundy świadomość poleciał w kierunku ziemi. Zatrzymał się w ostatniej chwili i zacisnąwszy zęby zaczął wściekle rozglądać się w poszukiwaniu przeciwnika. Dojrzał go w ostatniej chwili, dokładnie kiedy tamten wyprowadzał już kopnięcie z półobrotu.

Caulif trafił w widmo, co całkiem poważnie go zaskoczyło, nie spodziewał się, że Nameczaninowi uda się uniknąć tego ciosu. Dalsze przemyślenia na ten temat przerwała nagła materializacja Piccolo jakieś dziesięć metrów od niego. Nameczanin zaparł się nogami w podłożu, uśmiechnął wrednie i cofnął nieco prawą dłoń.

Caulif naprężył mięśnie, spodziewając się Ki-blasta, jednak ku jego zdziwieniu ręka Piccolo wydłużyła się nagle, złapała Saiyana za ramię i z wielką siłą przyciągnęła do jego przeciwnika. W ostatniej chwili Piccolo puścił Caulifa i uderzył lecącego bezwładnie w jego kierunku prosto w twarz. Od siły ciosu Saiyan wykonał nieplanowane salto do tyłu i ciężko uderzył o podłoże. Poderwał się na nogi sekundę później i dysząc spojrzał wściekle na Piccolo.

Bardzo chcieli się nawzajem pozabijać.

Caulif błyskawicznie wyciągnął przed siebie dłoń, wystrzeliwując Ki-blast, tak szybki, że Piccolo nie zdołał nawet zobaczyć jego koloru, poczuł tylko silne uderzenie, które targnęło nim i rzuciło do tyłu. Caulif zjawił się za jego plecami i potężnie kopnął Nameczanina w tył głowy. Piccolo jęknął i padł na ziemię bez przytomności. Caulif uniósł się szybko w górę i skoncentrował na dłoni okrągły, czerwony Ki-blast.

– Giń, zielone ścierwo!!! – krzyknął, rzucając pociskiem i samemu zaczynając uciekać w przeciwnym kierunku. Wiedział, że musi się oddalić, nawet on sam nie miał szans przeżyć bezpośredniego uderzenia Explodera.

Gigantyczna czerwona eksplozja pochłonęła sporą część planety, fala uderzeniowa była tak potężna, że doścignęła uciekającego Caulifa i pozbawiając go przytomności rzuciła gdzieś zupełnie bezwładnie.

Nikt nie mógł tego przetrwać. Nikt.

Czy Piccolo przetrwa?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział LXVII

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker