Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- VEGII
Vegii

       Oto fanfic, w którym poznamy jaki to Vegeta jest nadpobudliwy i w ogóle. Dzieje się to po pokonaniu Buu, tak ze dwa lata później.

       Był zwykły dzień w zachodniej stolicy. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, a Vegeta jak zawsze nie odzywał się i tylko robił rundki kuchnia-siłownia, siłownia-kuchnia. Był jednak czymś nieźle wkurzony, miał nadzieje, że nikt się do niego nie odezwie. Jednak gdy robił sobie BIGGGG kanapkę, do kuchni weszła robot-sprzątaczka i powiedziała:
       – Dzień dobry, Vegeta...
       – Jak mnie nazwałaś, kurwo?! – Vegeta odwrócił się, wystawił ręce i zaczął kumulować energię do Final Flash. Maszyna tylko z zaciekawieniem patrzyła się na niego. Gdy do pomieszczenia wpadł Trunks, przywołany przez tę potężną dawkę energii, Vegii wystrzelił i sproszkował połowę Capsule Corp. i 1/4 miasta. Niestety, Bra, Bulma i jej rodzice zginęli, podobnie jak niezła część populacji miasta. Vegeta patrząc się na kilkuset kilometrowe rumowisko, padł na ziemię, a obok niego usiadł Trunks.
       – Brawo tato. Znowu się wkurzyłeś! Nie ma to jak wybić milion ludzi dla odprężenia się, nie?
       – Ooo... Zamknij mordę i przynieś smoczy radar. Musimy zebrać kule i wkszesić tych ludzi... Kurwa, te moje nerwy. – Mówiąc to Vegeta podążył za swoim synem po smoczy radar i razem z tym urządzeniem polecieli na północ, w kierunku pierwszej smoczej kuli. Kiedy lecieli nad rumowiskiem miasta, Vegeta myślał o tym co zrobił. I nie zrobił tego po raz pierwszy. Takie wypadki zdarzają mu się od pewnego już czasu, lecz nigdy aż z takim skutkiem. Jeszcze nigdy nie wybił na tej planecie ze zdenerwowania pół miasta. Jak na razie to sfajczył tylko dwa roboty i złamał rękę przechodniowi na ulicy, gdy robił zakupy z Bulmą.
       – Tato, patrz! To pan Goku! – Trunks wskazał palcem na lecącego w ich kierunku człowieka. Za nim było widać dwie następne postacie. Zatrzymali się przed Vegetą i Trunksem. Byli to Goku, Gohan i Goten. Nasz hardy man (czyt. Vegeta) zrobił swoją najnieprzyjemniejszą minę.
       – Po coś przyleciał, nikt cię nie prosił. – powiedział twardo
       – E... Ja też się cieszę, że cię widzę, Vegeta... – Goku popatrzył się na rumowisko pod nimi. – Co się stało?
       – Tacie odbiło... Znaczy się, miał chwilowy problem... – poprawił się szybko Trunks
       – Kurde, z Vegetą coś nie tak... – powiedział cicho Gohan do brata.
       – To nie wasza sprawa, co się stało, ani co mi jest! Odczepcie się! – Vegeta wyraźnie to usłyszał. Wyrwał synowi z ręki radar i odleciał w kierunku który wskazywało urządzenie.
       – Co się stało Vegecie? Dlaczego rozwalił pół miasta? – zapytał jeszcze raz Goku
       – Nie mam bladego pojęcia. Gdy wpadłem do kuchni on już kumulował Final Flash i po chwili wystrzelił. Chyba w robota-sprzątaczkę...
       – To dziwne... Co mu odbiło? – zaczął zastanawiać się Gohan patrząc na zwęglone resztki miasta dwieście metrów pod nimi
       – Chodźcie, lecimy za nim. – powiedział do reszty Goku. – Musimy to wyjaśnić. Może Shenlong nam pomoże. – Wszyscy zgodnie z poleceniem lecieli za Naszym hardym manem, jednak w pewnej odległości. Ten widząc to, odwrócił się i zaczął wrzeszczeć:
       – Mówiłem by za mną nie lecieć! Odwalcie się na zawsze!
       – Ve... Vegeta, chcemy ci pomóc...
       – Mam w dupie twoją pomoc, Kakarotto! Raz na zawsze wbij sobie do tego pustego łba, że to co moje to moja sprawa i nie potrzebuję niczyjej pomocy, zwłaszcza twojej!!! – Następnie znów szybko się obrócił i wystrzelił jak z procy. Po chwili znikł im z oczu. Wisieli w powietrzu przez chwilę zaszokowani tym zachowaniem. Najbardziej głupio był Trunksowi, w końcu to jego ojciec. Pierwszy odezwał się Goku:
       – Dobra, lepiej się pospieszmy, bo go zgubimy. – Vegeta zwolnił tempo i już po chwili czuł, że znów są za nim. Przez resztę drogi udawał, że ich nie widzi. Sam nie wiedział dlaczego nie może się znów odwrócić i ich opieprzyć... Coś mu przeszkadzało, stwarzało myśl, że znów zrobi coś niekontrolowanego...
       – Dlaczego Vegeta jest taki wkurzony na tatę? Przecież jak załatwiliśmy Buu to się pogodzili. – zapytał Gohan Trunksa, wycofując się na tył grupy, by przypadkiem Vegeta nie usłyszał
       – Nie wiesz? Ostatnio grali w Mortal Kombat i twój ociec skopał tyłek mojemu i od tej pory tata jest okropnie na niego wkurzony... – powiedział z ukrywanym wstydem Trunks – Ci dorośli są czasem bardziej dziecinni niż my.
       – No... Ale to chyba nie dlatego jest taki wkurzony na wszystkich? Nie dlatego rozwalił miasto?
       – Nie... Wiesz... Dzisiaj rano znalazłem sporo brązowej sierści i mam wrażenie że to ma coś z tym wspólnego... – i mówiąc to Trunks wyciągnął małą, materiałową chusteczkę i rozwiną ją. Była na niej górka drobnych brązowych włosów.
       – Hm? Co to może znaczyć?
       – Czy ja wiem.. – zamyślił się Trunks i schował zawiniątko, gdyż właśnie zerwał się wiatr
       – Chłopaki, pospieszcie się! – zawołał ich Gohan, nawet nie zauważyli kiedy się zatrzymali. Szybko dołączyli do grupy.

       Był już wieczór, gdy udało im się znaleźć piątą kulę. Znajdowała się głęboko schowana pod tonami śniegu na jednym z najwyższych szczytów na Ziemi. Biedny Goten musiał przedzierać się przez śnieg, z racji tego że był najmniejszy. Nie mogli rozwalić śniegu atakiem Ki, gdyż kula mogła ulec uszkodzeniu. Po dziesięciominutowym drążeniu korytarzy Goten w końcu wyszedł na powierzchnię trzymając w dłoni trzygwiazdkową dragon ball.
       – Trz... Trzymajcie... Aaaa... Psik! – powiedział trzęsąc się Goten, podając znalezisko i radar bratu.
       – Świetnie się spisałeś, synku. Zmień się teraz w Super-Saiyanina, to cię ogrzeje. – rzekł Goku kładąc mu swoją dłoń na głowie. Syn uśmiechnął się do ojca i odsunął się trochę, by przemienić się w Legendarnego Wojownika. W przeciwnym razie spowodowałby pewnie lawinę. Po chwili czuł jak ciepło rozpływa się po całym jego ciele. Patrzył na tatę z wdzięcznością, ten uśmiechnął się do niego jeszcze szerzej. Całej scenie przypatrywał się Trunks. Myślał, dlaczego jego ojciec nie kocha go tak jak Goku swojego syna i dlaczego nie ma z nim tak dobrego kontaktu.
       – Och, przestańcie robić takie mdłe przedstawienie! Lepiej lećmy, cioty! – powiedział zachrypniętym głosem Vegeta. Widocznie lekko się przeziębił, w końcu temperatura minus dziesięć stopni robi swoje. Nie chcąc dalej patrzeć na to przedstawienie, wziął Gohanowi z ręki radar i odleciał na południe. Pierwszy raz w życiu Trunks pomyślał o swoim ojcu jako niewychowanym gburze, zapragnął by choć przez chwilę był podobny do Goku. Nie czekając na resztę poleciał za ojcem.
       – Tu naprawdę jest cholernie zimno! – powiedział Gohan trzęsąc się – Lepiej się przemienię – Chłopak zaczął lśnić jasnym światłem, tak jak przed chwilą Goten, lecz jego włosy nadal były kruczo-czarne. Jemu też teraz było ciepło. Najlepiej czuł się Goku, jemu nie było tak zimno jak reszcie. Od dziecka pływał w lodowatych potokach, zresztą już taki miał organizm. On i jego synowie po chwili znów ruszyli za Vegetą i Trunksem.

       – Jest! Ostatnia kula! – krzyknął radośnie Trunks. Wypłynął właśnie z dna morza, gdzie w grząskim piasku znajdował się ostatni element kompletu. Czterogwiazdkowa kula dziadka Goku, Gohana.
       – Wspaniale, mamy wszystkie! – powiedział Goku do towarzyszy. Rozglądnął się wokoło i pokazał palcem małą wysepkę, gdzie można by przywołać smoka. Wszyscy zgodnie udali się w tę stronę, oprócz Vegety, który cały czas patrzył się ślepo w tafle wody. Trunks widząc, że jego ojciec nie poleciał z nimi, wrócił się do niego.
       – Ta... Tato... – Vegeta nie zareagował i dalej miał spuszczoną głowę. – Chodź tato, zaraz ożywimy mamę...dziadków... Tato? – Vegeta zaczął się trząść. Dopiero teraz Trunks zobaczył, że z tyłu Vegecie widać ogon! Brązowy, pokryty sierścią ogon!

       – Co z Vegetą i Trunksem? – Zapytał Gohan kładąc ostatnią kulę na ziemi. Były już ułożone i wystarczyło tylko wymówić zaklęcie. Chłopak obrócił się i spojrzał w ich kierunku. Na chwilę zaniemówił. – A... Vegeta ma ogon! – Goku i Goten równocześnie spojrzeli na Vegetę.
       – O kurde! Lećmy! – zostawili kule i polecieli w stronę księcia Saiyan. Tymczasem on zaczął drżeć, krew wzbierała w nim coraz bardziej. Patrzył na swoje odbicie. Na odbicie ohydnego stwora, który bez powodu wyrżnął połowę miasta, a w tym własną żonę i córkę. Nie mógł znieść własnego widoku. Był wściekły na siebie i na innych.
       – Ta... Tato... – powtórzył Trunks. Stan ojca napawał go coraz większym przerażeniem. Vegeta jednym szybkim ruchem pozbawił syna przytomności. Gdy ten zaczął spadać, nawet na niego nie spojrzał. Od zetknięcia z wodą uratował go Goten. On oraz Goku i Gohan okrążyli Vegetę.
       – Vegeta, co ty odwalasz?! – krzyknął Goku. On jednak nie reagował. Zaczął się jednak coraz bardziej trząść. Nie wiedział czemu w rękach zaczyna mu się gromadzić energia. Nagle zaczął się cicho śmiać. Po chwili śmiał się już na cały głos. W jego oczach było widać obłęd. Obłęd, złość i szał.
       – Vegeta! – krzyknął Gohan – Uspokój się! – Wtem wreszcie podniósł głowę. Było widać, że z oczu lecą mu łzy. Łzy przepełnione złością i smutkiem. Nie przestał się jednak śmiać. Z uśmiechem popatrzył na Gohana i przemienił się w Super Saiyanina. Wielka dawka energii odrzuciła Goku i jego synów. Moc księcia była o wiele większa niż zwykle, pewnie z powodu ogona. Nagle zmienił się Super Saiyanina drugiego stopnia. Moc i żal były w nim coraz większe, zaczął świecić tak jasnym światłem, że oślepiło wszystkich. Była to po prostu burza energetyczna. Zaczął krzyczeć. Nie mógł opanować tego co się z nim działo. Jego ki rosła coraz bardziej, prawie rozrywała jego ciało. Nagle oślepiające światło zgasło. Gdy po chwili Goku odzyskał wzrok, zobaczył przed sobą Vegetę. Vegetę w postaci SSJ3! Jego twarz była teraz jak z kamienia. Zniknęły łzy i obłęd w oczach. Były one teraz zimne jak najzimniejszy lód.
       – Vege... Vegeta... – powiedział z przerażeniem w głosie Goku.
       – ...O mój Boże – Gohan trzymał teraz na rękach Gotena i Trunksa, których ta dawka energii zmiotła do morza. Obu nieprzytomnych chłopców położył obok smoczych kul, a sam wrócił do Vegety. On odwrócił się teraz w stronę Goku.
       – Widzisz, Kakarotto? W końcu musiało to się stać... – powiedział z dumą w głosie. Jego długie do kolan złote włosy powiewały na wietrze, a iskry energii otaczały go całego. – Moja siła w końcu doszła do granic wytrzymałości. Przekroczyłem wszelkie normy nienormalności. A to dzięki temu, że wreszcie po piętnastu latach odrósł mi ogon! Dzięki temu wreszcie jestem górą, Kakarotto, Rozumiesz?! Buha ha ha ha!!!! – zaniósł się od śmiechu. – Widzisz? Na początku myślałem, że te moje problemy z agresją to coś mi się stało z psychiką... A to po prostu obudziła się moja prawdziwa, Saiyańska dusza! Dusza zabójcy i zdobywcy! Nie mogłem znieść swojego widoku po tym jak zabiłem Bulmę, Brę... Tych wszystkich ludzi. A tu się okazuje, że to mi tylko pomogło! Znów stałem się największym wojownikiem świata! Najokrutniejszym ze wszystkich! Znów się stałem KSIĘCIEM VEGETA!!! – nagle wyzwolił ogromną ki, aż cała planeta zaczęła się trząść.
       – Ty oszalałeś! – krzyknął Goku, przemieniając się w SSJ2 by nie poddać się tej fali energii. Gohan poleciał na wyspę i złapał Trunksa i Gotena. Zobaczył jak smocze kule, podobnie jak drzewa odrywają się od ziemi i lecą w powietrzu. Po chwili znikły mu z oczu, miał teraz jednak większe problemy na głowie niż Shenlong. Gdy wiatr ustał, znów położył chłopców na ziemi i dołączył do ojca.
       – Vegeta, prawie zabiłeś swojego syna! Czy cię to nie obchodzi?! – Na te słowa Gohana, Vegeta się tylko ironicznie uśmiechnął.
       – Ten gnojek w ogóle mnie nie obchodzi. Najważniejsza jest dla mnie teraz walka z twym ojcem, smarkaczu. – Goku aż zatkało, podobnie jak Gohana. Więc o to chodziło? Czy znów stanie się to co podczas budzenia Buu?
       – Walcz ze mną! To ja jestem najsilniejszy! – krzyknął Gohan wyzwalając ogromną ki. Nasz hardy man tylko się uśmiechnął.
       – Nie martw się. Na ciebie też przyjdzie kolej. – następnie odwrócił się w stronę Goku – Przygotuj się Kakarotto!
       – Vegeta... – Na twarzy Goku pojawił się wyraz smutku i złości. Przyjął postawę do walki. Ta niewiarygodna energia przeciwnika nie mogła go nie przyciągać. Zaczął wyzwalać swoją energię i sam stał się Super Saiyaninem trzeciego stopnia. Gohan czuł, że nie uda się mu żadnego z nich powstrzymać. Wycofał się do Gotena i Trunksa. Stamtąd postanowił oglądać walkę.
       – GIŃ!!! – krzyknął Vegeta i uderzył Goku prosto w twarz. Nie spodziewał się takiego ciosu, jego siła i szybkość zamroczyły go na chwilę. Vegeta jednak nie poprzestał na tym. Nie zwlekając, zaserwował przeciwnikowi kolanko w brzuch, a następnie kopnął prosto do wody. Gdy prawie nieprzytomne ciało Kakarotto znalazło się pod wodą, on sam zanurkował i wyciągnął je. Zaczął pięścią bić go w brzuch. Z ust Goku zaczęła lać się krew. W Gohanie zaczęła gromadzić się złość, już chciał przerwać Vegecie, gdy niespodziewanie Goku uderzył głową księcia. Zanim Nasz hardy man zorientował się co się stało, zaczął dostawać kolejne ciosy od przeciwnika. Goku przeszedł od ciosów rękami do ataków ki. Zaczął gromadzić energię na Kame Hame Hę. Goku jednak nie docenił Vegety. Książę nie stracił kontroli nad ciałem, tak jak Kakarotto przed chwilą. Wymierzył mu za to cios w głowę. W ostatniej chwili Goku zrobił unik i wystrzelił w znajdującego się w odległości jednego metra Vegetę Kame Hame Hę. Wielki pocisk ki uderzył w przeciwnika i zaczął targać jego ciałem. Goku szybko odsunął się, pocisk eksplodował. Z dymu wyłonił się Vegeta. Miał tylko trochę poszczępione ubranie.
       – ...O kurde! – z przerażeniem w oczach Goku patrzył jak Vegeta zaczyna kumulować Final Flash.
       – Tym razem umrzesz, Kakarotto!!! – Goku nie czekając zaczął tworzyć kolejną Kame Hame Hę. Cała planeta zaczęła się trząść.

       – Co jest?! Co oni wyprawiają?! – Shin Han musiał złapać się drzewa, by nie upaść. Podobnie jak Jaozi wyczuł te dwie wielkie energie. – Najpierw niszczą pół zachodniej stolicy, a teraz się nawzajem napier... – nie dokończył gdyż właśnie wielki kamień spadł mu na głowę. Oto ryzyko mieszkania w górach. Jaozi pomógł wstać przyjacielowi. Nic specjalnego mu się nie stało, w końcu to Ten Shin Han :). Gdy znów stanął o własnych siłach, wycedził przez zęby – Lećmy tam! – Jaozi przełknął ślinę. Udał się jednak z przyjacielem na wschód, do Goku i Vegety. Lecieli właśnie koło wieży Karin, gdy zobaczyli nadlatujących z północy Yamchę i Kuririna. Z góry dołączył do nich Piccolo. Ten pierwszy miał takie szczęście, że przebywał u Kuririna, kiedy Vegeta rozwalał miasto.
       – Cześć, Shin Han! – ręką pozdrowił go Kuririn. Miał jednak, tak samo jak reszta, ponury wyraz twarzy.
       – Wy też wyczuliście, to co się dzieje z Vegetą...? – Shin Han leciał teraz bliżej Kuririna.
       – Ta... On teraz stał się Super Saiyaninem trzeciego stopnia... I to on rozwalił stolicę... – Powiedział cicho wychowanek Klasztoru Szao Lin. Lecieli z niewiarygodną prędkością, więc po chwili już zaczęli dostrzegać dwie wielkie kule energii. Byli to Goku i Vegeta. Gdy Gohan ich wyczuł, byli już na miejscu. Ta energia przytępiła jego zmysły, dlatego nie zorientował się wcześniej.
       – Cześć... – powiedział smutno do nich Gohan. – Jak sami widzicie, nie jest za wesoło... – Nagle Vegeta wystrzelił swojego Final Flasha, którego ładował już od około pięciu minut. Wielka kula energii natknęła się na Kame Hame Hę Goku. Nastąpił wielki wybuch, który znów oślepił wszystkich. Wszystkich, oprócz Kakarotto i Naszego Hardego mana, których ataki ki ścierały się ze sobą. Ten potężny atak, spowodował, że Goku czuł jak opuszczają go siły. Nie była to wyrównana walka, Vegeta miał w sobie jeszcze sporo mocy. Final Flash zaczął wygrywać, Kame Hame Ha była coraz słabsza.
       – Tato!!! – Goku całkowicie stracił już siły. Przestał być Super Saiyaninem, a jego Kame Hame Ha została zniszczona. Final Flash uderzył w niego, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Tym razem jego ciało było szarpane niewiarygodną energią, lecz osłabiony Goku nie miał szans wyjść na tym tak dobrze jak Vegeta. Nastąpił wybuch, po czym ciało Kakarotto zaczęło spadać do wody.
       – GOKU!!! – Krzyknął zrozpaczony Kuririn. Chciał do niego lecieć, lecz Gohan był szybszy. Złapał swojego ojca i wrócił z nim na wyspę. Ciało Goku było całe pokrwawione, kości zgruchotane. Cierpiał agonie, lecz już nie długo. Były to jego ostatnie chwile. Wszyscy zbiegli się wokół Goku. Było słychać jego ciężkie oddychanie, jaką sprawia mu to trudność.
       – Tato... – powiedział cicho Gohan. Kakarotto lekko otworzył oczy. Ślepym wzrokiem popatrzył na syna, który cały czas trzymał go na rękach.
       – G... Goh... an... – wyszeptał. Nagle zaczął kaszleć krwią. Całkowicie zamroczyło mu się w głowie. Czuł, że jest coraz dalej... dalej... Jego głowa bezwładnie opadła na ramię Gohana.
       – Tato... TATO!!! – Chłopakowi pociekły łzy z oczu. Podobnie zareagowała reszta. Zacisnął zęby i popatrzył w stronę Vegety.
       – Buha ha ha ha!!! Nie martw się, smarkaczu! Za chwilę do niego dołączysz, tak jak reszta! – Nasz hardy man był widocznie rozbawiony tą sceną. Szyderczy uśmiech nie znikał z jego twarzy. Za to w Gohanie zbierała się coraz większa złość. Bez słowa oddał ciało ojca Yamchy.
       – Weźcie Gotena oraz Trunksa i odlatujcie. Ja się zajmę Vegetą... – powiedział, nie spuszczając z księcia wzroku. Piccolo chwycił obu chłopców. Kuririn chciał zaprotestować, lecz Szatan mu przeszkodził.
       – Nie ma sensu, Kuririn. Tylko byśmy przeszkadzali. – Kuririn spuścił głowę. Wiedział, że zginąłby przy pierwszej lepszej okazji, ale nie mógł nie spróbować. Shin Han położył rękę na ramieniu Gohana.
       – Powodzenia. – mówiąc to odleciał razem z Jaozi.
       – Nie daj się! – Yamcha zrobił podobnie. Następny odleciał Kuririn. Został jeszcze tylko Piccolo.
       – Wiesz, że możesz nie wyjść z tego żywy...? – Gohan tylko się uśmiechnął
       – A mam wyjście? Muszę pomścić tatę. Nie darowałbym sobie, gdybym zrobił inaczej.
       – Powodzenia, Gohan. Masz przeżyć. – Piccolo uśmiechnął się do chłopaka. Kochał go na swój własny sposób. On był jego przyjacielem. Pierwszym prawdziwym przyjacielem, odkąd wziął go na treningi. Piccolo odleciał z miejsca walki i dołączył do Shin Hana i reszty.
       – No chodź, Gohan! Przygotuj się na własny pogrzeb!
       – Nie musisz mnie ponaglać! – Gohan naprężył mięśnie. Zaczął wyzwalać ogromną ki. Cała planeta zaczęła drżeć, on jednak wcale nie skończył. Jego energia była coraz większa, już dawno prześcignęła moc Bad Buu. Na Vegecie nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia. Podobnie jak Gohan, przyjął postawę do walki. – Ale ten pogrzeb będzie twój!
       – Chyba śnisz! – Vegeta rzucił się na Gohana. Zaczął atakować nogami i rękami. Chłopak jednak blokował każdy cios. Morderczy atak Vegety nie zdawał egzaminu, więc odskoczył i wystrzelił pocisk ki. Gohan odbił atak wprost na przeciwnika. Nasz hardy man odskoczył i wystrzelił powietrze. Gohan ruszył za nim. Szybkim kopniakiem trafił Saiyanina prosto w brzuch. Po sekundzie już był za nim i uderzył w plecy. Vegeta trafił prosto do wody.
       – Chodź i walcz, Vegeta! Wiem że taki atak nic ci specjalnego nie zrobił! – Gohan wisiał w powietrzu i obserwował ruchy na niebieskiej gładzi.
       – BIG BANG ATTACK!!!! – Nagle z wody wystrzelił wielki pocisk energii, lecz Gohan ominął go. Za jego plecami pojawił się Vegeta. Książę spróbował trafić go w plecy, lecz chłopak złapał jego rękę i kopnął w twarz. Vegii odsunął się na kila metrów.
       – Co jest, Vegeta? Czyżby któreś z twoich kalkulacji cię zawiodły? – zapytał Gohan rozprostowując nadgarstki. – Nie martw się. Sam nie spodziewałem się, że moja siła może tak urosnąć. – Vegeta patrzył z coraz większą złością na chłopaka, a jego ki rosła
       – ZAMKNIJ SIĘ!!! – błyskawicznie znalazł się przy przeciwniku i rozpoczął morderczy atak. Tym razem Gohan nie zdołał zablokować prawie żadnego ciosu. Vegeta w szale wyzwolił jeszcze potężniejszą energię. Na koniec zaczął wystrzeliwać w niego pociski ki. Gdy przestał i kurz opadł, można było zobaczyć, że Gohan ma zdarte ubranie i lewą rękę w nienajlepszym stanie.
       – Widzisz kmiotku!? Nie trzeba było podskakiwać Wielkiemu Księciu Vegecie! Jestem najsilniejszy na świecie i zrobię z ciebie taką miazgę jak z twego zawszonego ojca!
       – W Gohanie coś drgnęło. Jego ociec. On zabił jego ojca. Teraz przed oczami miał wszystkie szczęśliwe chwile z Goku. Jak uczył go łowić ryby, bawił się z nim czy też latał na Kinto.
       – Tato... TATO!!! – Energia Gohana eksplodowała. Cały zaczął się trząść, podobnie jak planeta. Domy, miasta zaczęły się kruszyć. Woda pod Saiyaninami rozstąpiła się. Chłopak spojrzał na Vegetę. – Zabiję cię. – Nawet nie wiadomo kiedy znalazł się przy przeciwniku. Uderzył go prosto w brzuch. Przeciwnik zaczął pluć krwią, lecz nie długo, gdyż po chwili dostał w twarz. Kolejne potężne i celne ataki Gohana, spowodowały, że Nasz hardy man nie mógł nawet zebrać myśli. Gohan odskoczył i wystrzelił Kame Hame Hę. Vegeta z ledwością zablokował atak, który pozbawił go i tak dużej ilości energii. Zanim zdążył rozluźnić ręce, już dostał kolejna dwa ciosy. Zdezorientowany i zszokowany Vegii dysząc, wisiał w powietrzu. Widział tylko na jedno oko, drugie zakrwawił mu przeciwnik. Jego złote włosy były postrzępione, sięgały mu już tylko do pasa.
       – Dobra, Vegeta! Kończymy z tym!!! – Gohan zaczął lecieć wprost na księcia. Gdy znalazł się przy nim, ironicznie się uśmiechnął. Vegii wzdrygł się ze strachu. Miał zamiar jednak wykonać jeszcze jeden desperacki atak.
       – HAAAA!!!! – Nasz hardy man rzucił się na Gohana z pięściami. Zaczął ostatkami sił go uderzać na chybił-trafił. Gohan nie miał najmniejszego problemu z omijaniem ciosów. Vegeta postawił więc wszystko na jedną kartę. Złapał ogonem przeciwnika za szyję! Chciał go udusić! Coraz bardziej zaciskał uścisk. – Zaraz umrzesz, pyszałku! Już po tobie! He he!
       – Ech, Vegeta. Szkoda gadać. – Gohan złapał ogon i wyrwał go Vegecie z du... no, wiecie skąd! Odrzucił oderwaną część ciała na bok i patrzył jak zdruzgotanemu Vegiiemu jeszcze bardziej maleje ki.
       – Mó...Mój o...Ogon! – Oszołomiony Vegii patrzył się jak Saiyańska część jego anatomii spada do morza. – Ty chuju!!! – Vegeta znów zaczął atakować i choć nadal był SSJ3, jego ataki były coraz wolniejsze i słabsze. Gohan ominął każdy atak i kopnął go w twarz. Szykował się do ciosu kończącego, gdy odezwało w nim się coś nie używanego podczas tej walki. Sumienie. Patrząc na osłabionego, pokrwawionego Vegetę, pomyślał, żeby go oczadzić. No ale przeciecz on zabił jego ojca! Już go nie wskrzeszą! Raz, a nawet dwa razy Goku został zabity! Ale z drugiej strony jednak każdy zasługuje na to by żyć. Zresztą z Vegety zrobił się nawet przyjemny gościu. (Zaraz, zaraz! Co ja pierdole!?) Gohan patrząc na Vegetę postanowił go oszczędzić. Obniżył poziomom mocy do minimum.
       – Dobra, Vegeta. Oszczędzę cię. Tylko pamiętaj, że teraz mógłbyś leżeć tam, bez tętna. – i wskazał w błękitną toń. Vegeta dostał aż wytrzeszcz oczu. Nie mógł uwierzyć, że on go oszczędzi. Gohan odwrócił się i zaczął lecieć na północ. Vegeta tylko na to czekał. Zaczął kumulować Final Flash.
       – Nikt nie będzie mi robił łaski! – Gohan odwrócił się i zobaczył, że atak był już prawie gotowy, już miał wystrzelić... Nagle odcięta głowa Vegety zaczęła spadać w wodną głębie, podobnie jak ciało. Gohan patrzył na trupa, gdy spostrzegł Piccolo. To on zabił Vegetę.
       – Panie Piccolo... – Gohan podleciał do niego
       – Tak myślałem, że przyda ci się pomoc.
       – A Vegeta... Przeciecz darowałem mu życie...
       – To jego duma. I obłęd. Nie dałyby mu z tym żyć. Zresztą i tak czekałby go marny koniec z twojej ręki... – Piccolo uśmiechnął się do Gohana. Ten lekko odwzajemnił uśmiech.

       – Gdzie ja jestem? Co to za chore miejsce?! – pytał sam siebie Vegeta rozglądając się. Wszędzie było pełno żółtych chmur, a i z setka małych, ruchomych stała w jakiejś kolejce do jakiegoś budynku. – To przecież niebo! Co ja tu robię!? Zostałem zabity? – Do Vegety podbiegł chudy niebieski gościu z rogami i w okularach. Jego zgrabnie przylizanie włosy i biała koszula oraz krawat wskazywały, że jest tu jakimś urzędnikiem.
       – Ty jesteś Vegeta z Ziemi? – zapytał wyciągając teczkę.
       – Eeee... No. A co? – zapytał zdziwiony
       – Chodź za mną. Musisz coś załatwić. – Urzędnik prowadził go wzdłuż kolejki duszyczek, aż doprowadził do Wielkiego Yamy. Ten otyły facet w czapce z rogami siedział wygodnie za biurkiem.
       – No, no! Kogo my tu mamy? – zaczął rechotać Yama
       – Powodzenia... – Urzędnik szepnął do Vegety, a następnie poszedł dalej załatwiać kolejne sprawy jego "firmy". Vegeta stał przed tym ośmiometrowym gościem z niemałym przerażeniem.
       – Znów się spotykamy Vegeta. Już nawet chcieliśmy cię wysłać do nieba, he, he! Gdyby nie ten wybryk, może byś zatrzymał ciało i trenował sobie spokojnie, nikomu nie wadząc pod okiem najlepszych. Ale nieeeee... Ty oczywiście musiałeś się wkurzyć i zabić Son Goku. Wstawiał się tu nawet za tobą, ale z ciebie taki okropny dupek, że pójdziesz do piekła raz-dwa! – Vegeta nawet się nie odezwał. Był zbyt szokowany tym co się teraz dzieje. – Wiesz, mamy specjalną ofertę dla takich jak ty... Będziesz do końca życia rąbał kamienie w piekle, he he! Razem ze starymi kumplami: Freezerem, Buu czy Nappą. – Vegeta na te słowa tylko się uśmiechnął. Oni wszyscy są od niego wiele słabsi, a i rozwalanie kamieni nie powinno być problemem. Ataki ki, czy też zwykłe rękami powinny zdać egzamin. – Oczywiście trochę się zmieni – ciągnął – Po pierwsze zabierzemy ci całą nadludzką siłę. – Zrobił ruch ręką i Vegiiemu znikły wszystkie mięśnie. Stał się chudy i niewysportowany. Patrzył z niedowierzaniem na swe ciało. – Nie będziesz też umiał latać. Na wrócenie do formy nie damy ci okazji, a i twoje Saiyiańskie "ja" zostanie stłumione. Będziesz jak zwykły mieszkaniec Ziemi! He, he!! – Vegecie aż szczęka opadła. "To koniec" pomyślał. – No a teraz powiedz mi: Co wolisz? O-Zone czy Sydney Polak'a?
       – Eee... Chyba O-Zone... – powiedział zdziwiony tak bardzo odchodzącym od tematu pytaniem
       – Dobra w takim razie będziemy ci puszczać do końca świata "Tak się pije tu na wschodzie"!
       – CO!? NIEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!
       – TAK!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! Buha ha ha ha!!! – Yama śmiał się w niebogłosy. Vegetę wywlekli siłą, której za dużo nie potrzebowali, gdyż był całkowicie osłabiony. Pociągnęli go przez bramę do piekła. Miejsce to było pełne różnych czerwono krwistych ostrych jak koniec ołówka gór i czerwonych fontann. Po drodze mijał swoich dawnych wrogów, a w tym: Cella, Radtiza, Kivi czy też Zamboe. Był też oczywiście Buu i Freezer. Nasz hardy man ze spuszczaną głową powoli szedł przed siebie, próbując ukryć wstyd i nie zwracać uwagi na obelgi zgromadzonych. Przykuli go do kawałka skały i dali zardzewiały, połamany kilof. Gdy spróbował go ponieść, wywrócił się. Nie sądził, że jest aż tak słaby. Gdy w końcu zaczął rozwalać skały cały czas w głowie słyszał śmiech Yamy. A gdy wreszcie umilkł, został zaatakowany dziełem Sydneya Polak'a: " Tak się pije tu na wschodzie!!! Tak się pije tu na wschodzie!!! Tak się pije tu na wschodzie!!! " itp., itd., etc. Słyszał to cały czas! Bez przerwy! I będzie słyszał do końca świata! Zawsze! Zawsze!!! ZAWSZE!!! (BUHA HA HA HA... Oj sorry! Zbyt wczułem się w role!)
       – NIEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!! – Nagle cały mokry Vegeta usiadł na łóżku. Ciężko dyszał. Rozglądnął się dokoła. Była siódma trzydzieści, za oknem świeciło słońce. Obok niego spała Bulma. Zaczął przyglądać się swojemu ciału. Gdy zobaczył mięśnie na swoich miejscach, lekko się uspokoił.– Co za okropny sen... – otarł pot z czoła i wstał. Udał się do kuchni by napić się wody. Nalewał właśnie szklankę kranówy, gdy do kuchni weszła robot-sprzątaczka i powiedziała:
       – Dzień dobry, Vegeta...
       – Jak mnie nazwałaś, kurwo?! – Vegeta odwrócił się, wystawił ręce i zaczął kumulować energię do Final Flash.

       Koniec!

       P.S.

       Wiem, że numer ze snem trochę ograny, ale nie mogłem się powstrzymać ;). A jeżeli nie podoba wam się, że Gohan jest silniejszy od Goku zaraz wam to udowodnię. Goku jako SSJ3 toczył walkę dość wyrównaną z grubym Buu. Niby nie walczył na maksa, no ale... A Gohan walczył z tym wysokim też nie na maksa i robił z nim co chciał. Nawet gdy Vegii i Goku weszli do środka Buu i odcięli z Piccolo, Gohana, Gotena i Trunksa, Goku powiedział że i tak nie mają z tym chudym wysokim Buu żadnych szans. A właśnie podczas walki z nim Gohan wymiatał ;)


       Autor: Szpaner


<- POWRÓT DO DZIAŁU

VEGII -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker