Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- VIDEL -- ROZDZIAŁ II
Videl
Rozdział II

       YO! Zara zaczniemy drugą cześć zajeżystej ino, opowiastki o Videl. To będzie dziać się po rozwaleniu Buu w tak dwa-trzy miesiące potem.

       – Oh, nie mogę dalej z tobą być! – dziewczyna z wielką złością wpadła do pokoju.
       – Co się stało? – zapytał chłopak wstając od biurka
       – Ciągle tylko wylatujesz by ratować świat! Mam tego dość!
       – Ale przeczesz moim obowiązkiem jest wykorzystywanie moich super mocy by pomóc ludziom.
       – A ja!? Co ze mną!? – chłopak chciał coś powiedzieć. Nie zorientował się że to pytanie retoryczne. – Już nic na to nie poradzisz, wyprowadzam się do matki! – dziewczyna wyszła i trzasnęła za sobą drzwiami. Tak mocno, że aż z wieszaka spadły niebiesko-czerwone getry i koszula z wielkim "S".
       – Ha ha ha!!! – Goten nie mógł powstrzymać się od śmiechu. – Uwielbiam te nowe odcinki Supermana! Są takie zabawne! – było koło dwunastej w nocy. W całym domu było już ciemno. Gohan już dawno leżał w łóżku, podobnie jak rodzice. Tymczasem Goten w swojej piżamie w dragona balle, włączył mały telewizor i oglądał właśnie Polsat. Nie mógł się powstrzymać od oglądania swojego ulubionego serialu komediowego "Superman, Batman i Hulk". Cały czas rechotał, każda scena doprowadzała go do łez.
       – Goten! – Goku stanął za synem i szturchnął go w ramię
       – O... Cześć tato... – Chłopiec pomachał ojcu
       – Co robisz?! Bądź cicho, nie możemy spać! Wyłączaj telewizor i do łóżka!
       – No ale... To jest "Superman, Batman i Hulk"... – chłopiec wskazał na Supermana latającego nad miastem.
       Saiyanin przybliżył się do ekranu. Bohater właśnie walnął głową w drapacz chmur.
       – He he he!!! Fajne! – powiedział z uśmiechem Goku – przesuń się, chcę siąść. – Oboje rozsiali się wygodnie i zaczęli oglądać dalsze perypetie głupkowatych hero. Nagle syn i ojciec poczuli jakiś dziwny chłód na plecach. Ktoś za nimi stał.
       – GOKU!!!! GOTEN!!!! CO WY DO CHOLERY ROBICIE!!!??? SPAĆ I TO JUŻ!!!! GOHAN MA JUTRO CIĘŻKI EGZAMIN I MUSI BYĆ WYPANY!!!! WYŁANCZAĆ TO CHOLERSTWO I DO ŁÓŻEK!!!! – Goku i Goten prawie nie dostali palpitacji serca.
       Szybko wyłączyli telewizor i biegiem znaleźli się w łóżkach.
       – O Boże... Już na pewno się nie wyśpię. Ech... – Obudzony krzykiem matki Gohan przewrócił się na drugi bok i próbował nie myśleć o jutrzejszym teście z biologii.

       Na korytarzu panowało nie małe zamieszanie. Wszyscy denerwowali się przed tym pierwszym tak ważnym sprawdzianem w tym semestrze. Niektórzy mieli nosy w notatkach, inni dokańczali ściągi. Chowali je wszędzie. W długopisie, butach, czapkach, rękawach i pod zegarkiem, pisali na okularach. Pośród tego zamieszania wyróżniającą osobą była Videl. W ręce nie miała ani notatek, ani ściąg. Wszystko już dawno wykuła, denerwowała się teraz czymś innym. Niespokojnie patrzyła na zegarek.
       – Gdzie ten Gohan? Żeby tylko po drodze nie było żadnego napadu, bo znowu się spóźni... – zdenerwowana dziewczyna oparła się o ścianę. Podeszła do niej Irejza.
       – Nie ma jeszcze Gohana? – zapytała.
       – Nie... Nie mam pojęcia gdzie on może być. – dziewczyna była coraz bardziej zdenerwowana.
       – Nie martw się, na pewno zdąży. – na te słowa Irejzy Videl lekko wzdechneła i popatrzyła się jeszcze raz w stronę schodów na piętro. Zobaczyła, że właśnie wszedł nimi Gohan. Gdy je zobaczył, przyspieszył. – Widzisz? A nie mówiłam? – powiedziała zadowolona – Cześć Gohan!
       – Cześć dziewczyny! Zdążyłem?
       – Tak. Nie ma jeszcze nawet psorki. – powiedziała Videl całując Gohana w policzek
       – Fajnie by było, gdyby nie przyszła, nie? Nie pisalibyśmy tego głupiego testu. – rozmarzyła się Irejza
       – Nie... Jest, bo czuję jej ki...
       – Co czujesz? – Zapytała zdziwiona dziewczyna. Po chwili Gohan dostał w nogę od Videl.
       – Eee... Wiesz, "Ki" to takie tanie perfumy. Mama Gohana pracuje w perfumerii i w domu mają całą górę próbek, więc on się trochę na tym zna. He, he... – skłamała Videl
       – Łał. To ty masz taki dobry węch, Gohan? Ja niczego nie czuję.
       – E... Jakoś tak. Y... Ten zapach jest bardzo podobny do odoru farby, dlatego go nie wyczuwasz... – Tym razem zmyślił chłopak. Dziewczyna aż zaniemówiła z wrażenia.
       – Super. Skoro jesteś taki dobry, to może kiedyś pomożesz mi wybrać jakieś fajne perfumy?
       – E... No wiesz... – Irejza nie czekając na odpowiedź, zarzuciła plecak na ramię i odwróciła się do nich plecami
       – No to dzięki! Cześć! – zakręciła jeszcze zgrabnie tyłkiem i weszła do klasy. Gohan i Videl nie zauważyli nawet kiedy przyszła pani Janeczek i otworzyła salę biologiczną. Oboje zgodnie udali się do pomieszczenia.

       Po czterdziestu pięciu minutach trzydziesto-osobowa grupa wygramoliła się z klasy. Wszyscy byli zmęczeni testem. Pytania były pełne pułapek i wymagały nie tylko wiedzy, ale także zdolności logicznego myślenia. Ale co to jest osiem kartek (!) ze skomplikowanymi pytaniami i niedorzecznym sposobem wypisywania odpowiedzi dla grupy młodych umysłów! Oczywiście łatwo się domyśleć. Cała klasa była pewna jednej oceny: PAŁA!!! Nawet Gohan i Videl nie byli pewni czy chociaż na połowe pytań odpowiedzieli poprawnie.
       – Co o tym sądzisz? – spytała Videl, pokazując chłopakowi rysunek jakiejś starej baby ze sztuczną szczęką i opaską na oku. Na dole widniał podpis "Janeczek".
       – Niezłe. Ale uważaj, jeszcze ktoś zauważy i nakabluje.
       – No co ty! Mnie wszyscy się boją bo jestem córką Satana, a ty Złotowłosym Wojownikiem, więc nie ma szans, by coś pisnęli. – powiedziała, chowając piktorał do torby
       – Chyba masz rację... A pamiętasz jakie było zamieszanie, gdy wróciłem do szkoły? Jak wszyscy dowiedzieli się, że jestem Złotowłosym, to myślałem że mnie rozerwą na strzępy. – Videl cicho zachichotała.
       – Tak, to było naprawdę zabawne. Rozdawałeś autografy i chcieli jeszcze twoje ubranie!
       – To wcale nie było zabawne! Musiałem wracać do domu po koszulę i spodnie! Prawie, a wzięli by mi szorty!
       – To mógłby być nawet interesujący widok. – Videl lekko się zaczerwieniła.
       – Daj spokój! – Gohan też się zaczerwienił. Podszedł do swojej szafki i wyciągnął książkę do fizyki. To była ich następna lekcja. – Masz zadanie?
       – Tak, ale chyba źle mi wyszło. Nie pasują mi trzecie po przecinku. – powiedziała, wyjmując notatnik i podając go chłopakowi. On otworzył na odpowiedniej stronie i przyjrzał się wyliczeniom.
       – Hej, Gohan! – chłopak podniósł głowę. W jego stronę szedł Szarpner w towarzystwie dwóch osiłków. – Pamiętasz, że dzisiaj gramy?
       – Jasne! O drugiej piętnaście na boisku szkolnym. – powiedział, podając po kolei wszystkim rękę
       – Dobra, w takim razie do drugiej! – powiedział i poszedł dalej
       – No cześć. – chłopak wrócił do werbowania wyliczeń. Zdziwiona Videl wzięła mu notatnik i spytała
       – Dlaczego idziesz na boisko? – Gohana wyraźnie zdziwiło to pytanie.
       – Jak to? Nie słyszałaś Szarpnera? Dzisiaj gramy pierwszy mecz rudy letniej w Baseballu. – chłopak znów chwycił notatnik
       – To ty jeszcze grasz w Baseball? Jesteś już w reprezentacji szkoły w pływaniu, drużynie footballu, piłki nożnej, zapaśnictwie i bierkach! – powiedziała zdenerwowana
       – Z zapaśnictwa zrezygnowałem, bo byłem za silny i ogłuszałem biedaków. – przypomniał dziewczynie
       – No dobra, ale to i tak pięć sportów! A czas na naukę? A czas dla mnie!? – krzyknęła zdenerwowana dziewczyna wytrącając notatki z ręki chłopakowi
       – Videl, przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. – rzekł chwytając jej ręce.
       – Ech... Wiem, wiem... – popatrzyła na niego ze smutkiem w oczach
       – Jeżeli chcesz, mogę z tego wszystkiego zrezygnować. Dzisiaj jest piątek, może wyjedziemy gdzieś na weekend? – powiedział z błyskiem w oku.
       – Zapomniałeś, że dzisiaj zaczyna się parada? Mija osiem lat jak papa, – rozglądnęła się w około i szepnęła – znaczy ty, pokonałeś Cella. Cały weekend imprez. Znów mogą być rozróby i kradzieże, jak co roku... – rzekła ze smutkiem. Już od dawna bardzo pragnęła takiego wyjazdu, lecz wiedziała, że w najbliższej przyszłości nie dojdzie do skutku. Oboje muszą zostać w mieście, by pilnować porządku. Właśnie w takich momentach żałowała, że Gohan i ona są Grejt Saiymanami. Powoli miała już dość tego ciągłego uganiania się za bandytami i rabusiami. Nudziły ją kolejne walki, które były z góry wygrane. No ale taki już jest los super bohatera.
       – Dadzą sobie radę bez nas. Przecież to tylko weekend.
       – A jak coś się stanie, to kto będzie działał?
       – E... Policja? Chyba od czegoś w tym mieście jest.
       – Oni sobie nie dają rady z ściągnięciem kota z drzewa, a co dopiero wsadzić za kratki np. dwóch uzbrojonych facetów!
       – To zawsze możemy poprosić kogoś o zastępstwo... – zaproponował, zamykając swoją szafkę i podnosząc z ziemi notatnik.
       – Kogo? Gotena i Trunksa? – zapytała ironicznie, chowając zapiski do torby – Przebierzemy ich w nasze ciuchy i każemy pilnować miasta? – Gohan na tę odpowiedź szczerze się zaśmiał. Ona też się uśmiechnęła. Chłopak objął swoją dziewczynę i pocałował ją w policzek. Ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Całą scenę z drugiego końca korytarza szkolnego obserwowali Szarpner i Irejza.
       – Widziałaś? Oni nawet jak się kłócą to zaraz się pogodzą. – powiedział do dziewczyny, przyglądając się jak Gohan i Videl udają się w stronę klasy fizycznej
       – No... A jak ja się kłócę to od razu rzucam czym popadnie. – powiedziała zawstydzona dziewczyna
       – No bo ty masz po prostu taki charakter. Ja tam jestem niekonfliktowy i w ogóle wspaniały pod każdym względem.
       – Co?! Ty chyba nie mówisz o sobie!
       – A o kim? Przecież fajniejszego gościa ode mnie nie znajdziesz. Ja w ogóle nie wiem co Videl widzi w Gohanie. – Irejza czuła jak krew się w niej gotuje
       – Jesteś chyba nie dorąbany! W życiu nie widziałam bardziej zakochanego w sobie lalusia od ciebie!!! Tylko byś się gapił w lustro i mówił jaki to niby jesteś piękny!!! Nie ma w tobie ani krzty pokory i wstydu!!! A jeżeli chodzi o Gohana, to ty nic o nim nie wiesz!!!! W przeciwieństwie do ciebie jest miły i sympatyczny!!! – wykrzyczała Irejza, po czym znów oparła się o ścianę. Gdy po chwili Szarpner otrząsnął się, powiedział
       – Ty się po prostu kochasz się w tym Gohanie! – dziewczynę zamurowało. To był jej najbardziej skrywany i niedostępny dla świata sekret. Poczuła, że teraz cała jej reputacja nie angażującej się dziewczyny legnie w gruzach! Już słyszała te docinki i wyzwiska. "Ależ wybrała!!", "Nie masz szans, lepiej daj se siana". Wiedziała, że teraz jej życie towarzyskie legnie w gruzach. Postanowiła się więc odwdzięczyć Szarpnerowi
       A ty podkochujesz się w VIDEL!!! – tym razem chłopakowi zrzedła mina. Ucieszona z wyrównania rachunków Irejza uśmiechnęła się – Bolało? – zadowolona odwróciła się na pięcie i podążyła do sali fizycznej, zostawiając zdruzgotanego Szarpnera.

       Było koło czwartej po południu. Na głównych ulicach Satan City bawiły się tłumy. Wielki zegar odliczał już godziny do rychłej rocznicy "Gry Cella", w której to bohater mass, Mr. Satan pokonał potwora i uratował ludzkość. Co za szmira, nie? Tak czy inaczej, wszędzie było pełno policji i radiowozów. Dzisiejszego dnia szczególnie wzmocniono obstawę, gdyż co roku podczas tej imprezy dokonuje się rekordowej liczby kradzieży i włamań. Kiedy tłumom na głównej scenie, pośród balonów i konfetti grał zespół Green Day, Gohan szedł właśnie do posiadłości Satana. Musiał przedzierać się przez tłumy ludzi chcących uczestniczyć w obchodach tak ważnego dla świata wydarzeniu. Gdy w końcu wyszedł z gromady ludzi, który znajdował się koło liceum (dwieście metrów od niego była scena), myślał, że teraz spokojnie już dotrze do Videl. Nic bardziej mylnego. Pod rezydencją Satana był wielki tłum fanów wiwatujących na cześć swojego idola. Gohan podszedł do tego zbiorowiska ludzi i zaczął się przeciskać między gapiami.
       – Te, smarkaczu, co się ryjesz?! Czekaj grzecznie na swoją kolej!! – odezwał się otyły gościu z wąsem i wielkim transparentem "SATAN FOREVER" (chyba nie zorientował się, że zawiera on w pewnym sensie satanistyczne treści ;)).
       – Przepraszam, ale jestem tam umówiony – wyjaśnił grzecznie i znów zaczął próbować przejść. Tłum był jednak tak zwarty by nawet krasnal się nie przebił. Gohan nie chcąc wykorzystywać swojej siły i tym sposobem rozpędzić to bydło, postanowił przeskoczyć ogrodzenie. Odszedł więc od tłumu i znalazł w murze odpowiednie miejsce. Takie gdzie nikt go nie widział. Jednak by nie robić zbyt wielkiej afery gdyby ktoś go zauważył, przywdział strój Grejt Saiymana. Jednym zdecydowanym skokiem znalazł się już na posesji. Sam ogród miał chyba ze dwa kilometry kwadratowe, nie licząc tego na czym stoi posesja. Pełno było to krzewów, drzew wszystkich rodzajów. Od jabłoni, poprzez sosny kończąc na palmach. Co kawałek strumyki, fontanny i basen. Pełno dróżki, alejek i nawet pole golfowe. Czego tu nie było! Gohan nie miał jednak czasu zastawiać się nad topografią ogrodu. Wyłączył ubranie, podbiegł do wschodniego skrzydła i spojrzał na trzecie piętro. Okno do pokoju Videl było otwarte. Rozglądnął się, upewniając się że nikt go nie widzi i po sekundzie znalazł się na na piętrze. Zobaczył, że jego dziewczyna siedzi teraz przed lustrem i przyczesuje swe średniej długości czarne włosy. Chłopak wyciszył ki i zaczął się skradać. Gdy znalazł się za jej plecami, używając ki wziął jej z ręki szczotkę do włosów. Szybko zasłonił jej oczy.
       – Zgadnij, kto to? – dziewczyna zamyśliła się
       – Hm... Ziuta?
       – Niee...
       – To może... Rida?
       – Nie.... – dziewczyna przyłożyła palec do ust w geście zadumy
       – A... Ciocia?
       – Znów pudło!
       – Więc może Janek?!
       – JAKI JANEK!!!? – chłopak odsłonił jej oczy i z oburzeniem spojrzał na nią
       – No przecież żartowałam! – Gdy mina Gohana znów stała się wesoła, Videl przybliżyła się do niego i pocałowała go w usta – Uciąć. – chłopak posłusznie spoczął na jej łóżku i podał szczotkę do włosów. Ona chwyciła ją i dokończyła czesanie. Gdy skończyła, wstała i siadła obok Gohana. Spojrzała na rzeczy chłopaka, które leżą koło łóżka. – Co masz w plecaku?
       – A, to? Mam tak strój do baseballa i czapkę oraz rękawicę. – powiedział, otwierając plecak
       – I co? Wygraliście? – zapytała kładąc dłoń na jego ręce
       – Tak. Kilka razy wyautowałem i zdobyłem z dwadzieścia baz. Zostałem uznany zawodnikiem meczu. – powiedział z dumą
       – Mój sportowiec. – Videl przybliżyła się do chłopaka. Patrzyła mu przez chwilę w oczy po czym pocałowała go w usta. Gohan odwzajemnił pocałunek. Przewrócili się na łóżko, lecz nie przestali. Gohan całował Videl po szyi, chciał zejść niżej, lecz wtem jak na złość zadzwonił zegarek.
       – Gohan, nie odpowiadaj... – rzekła dziewczyna, zarzucając mu ręce na szyję – to pewnie jakiś niegroźny kieszonkowiec... – Chłopak walczył chwilę w sobie. Nie chciał przerywać tak szczęśliwych chwil z Videl, lecz przecież gdzieś ich pomoc jest potrzebna. Postępując przeciwko zwierzęcym instynktom, siadł na łóżku i nacisnął przycisk na zegarku. Z urządzenia dało się słyszeć głos:
       – Grejt Saiyman? Grejt Saiymanie, słyszysz mnie?!
       – Tak tu Grejt Saiyman. Co się dzieje?
       – Grupa uzbrojonych obrońców praw człowieka wkroczyła na teren festynu! Są koło liceum pomarańczowej gwiazdy!
       – Dobra, już lecimy! – Gohan zakończył połączenie i powiedział do Videl – chodźmy, nie mamy czasu do stracenia! – nie czekając na reakcję dziewczyny chwycił ją za rękę i wyleciał z pokoju. Nacisnął drugi przycisk na swoim zegarku i na chłopaku pojawił się strój Grejt Saiymana. Videl, cały czas trzymana przez Gohana za rękę, z trudem nacisnęła swój przycisk i sama przywdziała kostium pomocnika Grejt Saiymana. Jej strój składał się głównie z tego samego co chłopaka, z wyjątkiem kasku. On zamiast niego, na głowie miał zawiązany kawałek płótna (prześcieradło?), oczy przysłonięte okularami, oczywiście firmy MatriX. W kostiumie Videl dominował kolor lila-róż. Już po pięciu sekundach znaleźli się nad liceum (Gohan rozwijał niezłą prędkość) i zobaczyli grupkę zapaleńców z kałaszami, którzy stoją na scenie i celują w wokalistę Green Day'a.
       – Wy Szatany jedne!!! Jak możecie świętować, gdy ten szarlatan Satan zabił biednego, bezbronnego człowieka, bliżej znanego jako Cell!!!! Wykorzystał swą przewagę fizyczną i okrutnie pozbawił go życia!!!! – krzyczał do mikrofonu facet z kwiatami we włosach – Na pewno dałoby się dojść jakoś do porozumienia z Cellem, a ten niby bohater zamordował go stosując najgorsze metody!!! Ej, ty psie, odsuń się bo zabijemy tego człowieka – krzyknął, gdy zobaczył że jeden policjant zbliża się do sceny. – Dlatego żądamy obalenia Satana jako bohatera ludzkości!!!! Niech żyją dzieci kwiaty!!!! Niech żyją obrońcy praw człowieka!!!!! Anty-SATAN!!!! – temu wszystkiemu z góry przypatrywali się Gohan i Videl z niemałym zdziwieniem
       – Co za świry. Mówią o tym, że nie powinniśmy zabić Cella, a sami machają bronią na prawo i lewo. Heh! Dobra Videl, ja to załatwię!
       – No co ty! Ja też chcę! – powiedziała, kładąc ręce na biodrach
       – Dobra, załatw tego przy mikrofonie. Za zajmę się tymi przy wokaliście
       – Ok! – dziewczyna chciała ruszyć, lecz chłopak jeszcze ją zatrzymał
       – Videl...
       – Hm?
       – ... Tylko nie przedobrzyj, bo go jeszcze zabijesz. – dziewczyna uśmiechnęła się i podniosła kciuk. Ruszyła na dół, a za nią poleciał Gohan
       – Niech żyje życie!!! Anty Kiler!!! Anty Kiler! – Cały czas darł się siwy facet. Ludzie, ani policja nie mogli nic zrobić, w końcu mieli zakładnika. Po chwili jednak facet uciszył się, gdyż Videl zaserwowała mu lekki cios w kark. Facet bezwładnie padł na ziemię. Zanim pozostała dwójka zorientowała się co się dzieje, Gohan już wytrącił im broń z rąk. Gdy zaczęli w panice uciekać, złapał ich w locie i podniósł z ziemi. Zrobił kilka kółek w powietrzu i odstawił ich na ziemię. Widocznie pseudo-obrońcy praw człowieka byli niezbyt obeznani z lataniem, gdyż po chwili zebrało im się na wymioty. Chłopak i dziewczyna stanęli obok siebie.
       – Dopóki na świecie istnieje zło! – powiedział Gohan wskazując palcem przed siebie
       – Będzie gorzał sprawiedliwości gniew! – krzyknęła Videl, opierając się o chłopaka
       – Wielki Saiyman!
       – Jego pomocniczka! – Oboje zaczęli odstawiać niezły cyrk. Gohan robił kopnięcia, podskoki i machnięcia rękami, podobnie jak Videl. Prawie ze sobą tańczyli. Na końcu Gohan kucnął obok Videl i oboje krzyknęli:
       – A więc drżyjcie wrogowie dobra!!!* – Znów wskazali przed siebie. Po tym przedstawieniu tłum zaczął wprost szaleć! Ludzie zaczęli krzyczeć: "Niech żyje Grejt Saiyman" lub "Niech żyje Videl!", gdyż w przeciwieństwie do Gohana, wszyscy wiedzieli kim jest dziewczyna. Chłopak, który i tak miał już dość sławy jako Złotowłosy Wojownik, nie chciał ujawniać jeszcze tej drugiej tajemnicy. Jedno trzeba jednak powiedzieć: Ci ludzie są okropnie głupi, że się sami nie skapnęli. Skoro Gohan to niezły siłacz, umie latać (było to widać, kiedy odleciał z turnieju o tytuł najlepszego) i cały czas łazi z Videl, która walczy ze złem razem z Grejt Saiymanem, a nikt nigdy nie widział syna Goku i tego super bohatera razem, to to daje trochę do myślenia... I nawet nikt nie pomyślał o jego podobieństwie do tych co walczyli z Cellem... Ale nie martwcie się, za niedługo ktoś się skapnie... Wracając do akcji na scenie, to Gohan i Videl szybko odlecieli zostawiając wiwatujący na ich cześć tłum i zapaleńców, skuwanych teraz przez policję.
       – Chyba jest niezła zabawa, nie? To co, idziemy na festyn? – zapytał Gohan lądując na dachu jakiegoś budynku i wracając do przedniej postaci.
       – Możemy iść. Może być ciekawie. – stwierdziła dziewczyna też "chowając" strój. – Świetnie nam poszło, nie uważasz? – zapytała, słysząc, że Green Day wznowił koncert.
       – Pasowałoby popracować nad choreografią... – stwierdził Gohan patrząc na baloniki, uciekające niezgrabnym pięciolatkom, które je wypuściły.
       – Dlaczego? Według mnie jest świetna!
       – E... No wiesz... Jest... trochę, tego.... – zaplątał się Gohan widząc obrażoną minę dziewczyny. – Nie, wiesz masz rację. Jest świetna. Naprawdę doskonała! – stwierdził. Videl jednak to nie przekonało. – No nie gniewaj się. – na znak przeprosin pocałował ją w czoło – To co? Idziemy? – Córka Satana uśmiechnęła się i razem z nim zleciła z budynku od takiej strony, żeby nikt ich nie widział. Gdy wyszli na główną ulicę zostali zaatakowani chmarą dziesięcioletnich dzieci, które koniecznie chciały autograf Videl. Zaczęły podawać jej kartki i jej zdjęcia do podpisu. Dziewczyna spokojnie dawała kolejne autografy, gdy nagle jeden z wyższych chłopaków krzyknął:
       – Ej, patrzcie! Ten to – wskazał na Gohana, który cały czas pilnował Videl – Złotowłosy Wojownik!!! To Son Gohan!!! – nagle cały tabun tych co dostali już swoje podpisy, rzucili się na chłopaka. Szybko dali mu długopis i prosili o podpisywanie się pod Videl. Na początku byli bardzo niezadowoleni, gdy okazało się, że Gohan nie pomyślał o tak oczywistej rzeczy jak przyniesienie własnych zdjęć. Do dziewczyny pretensji już nie mieli, każdy prawie w domu miał przecież jej zdjęcie, czy to z gazety, czy z innego źródła. Gdy w końcu oboje skończyli i dzieci się rozeszły w poszukiwaniu bohatera ich ulubionego serialu "Kapitana Kurczaka", zobaczyli, że dzieciak który rozpoznał Gohana cały czas przy nich stoi. Videl kucnęła i zapytała:
       – Jak się nazywasz?
       – Grzegorz Brzęczyszczykiewicz.
       – Jak? – zapytał zdziwiony Gohan
       – Żartuję! Jestem Alex.
       – Cześć Alex. Skąd wiedziałeś, że to Złotowłosy wojownik. – Videl wskazała no swojego chłopaka
       – Mój brat mi mówił.
       – Tak? A kim jest twój brat?
       – Znacie go. Chodzi z wami do klasy. To Szarpner. – Gohan i Videl, aż zaniemówili z wrażenia. Fakt, teraz dziewczyna zobaczyła, że chłopiec jest trochę podobny do ich kolegi z klasy. Jego twarz prezentowała jednak inny rodzaj urody. Była mniej twarda niż brata (może po prostu z powodu wieku?) i jakaś taka dużo sympatyczniejsza. Wyglądał na niezłego żartownisia i zawadiakę.
       – Nie wiedziałam, że Szarpner ma brata... – powiedziała zdziwiona
       – Wiecie... No bo on się trochę mnie wstydzi...
       – Co? Dlaczego?
       – Nawet się wstydzi, jak jest zazdrosny.
       – Dlaczego? – zapytał tym razem Gohan. Ten mały wyraźnie go intrygował.
       – No bo jestem od niego zabawniejszy i on blado wypada na moim tle. – powiedział dumny dzieciak
       – Dlaczego tak sądzisz?
       – Jak kiedyś byli u niego ci dwaj jego kumple od baseballu...
       – Zenek i Zdzichu? – zapytał Gohan
       – Tak, oni! No, to jak oni byli i ja wszedłem to od razu palnąłem kilka zarąbistych tekstów, to tych dwóch trzeba było potem zbierać z podłogi. Potem Szarpner wziął mnie na bok i powiedział bym tak nie szpanował do jego kumpli i lepiej bym siedział w pokoju. To jak ja spytałem dlaczego, to ten wypalił, że nie może zrobić dobrego wrażenia jak jestem ja. Jak mi dał dwudziestaka to w końcu polazłem do pokoju. – Videl i Gohan byli bardzo zawstydzeni tą historią. Dziewczyna była kilka razy u Szarpnera i nigdy nie wdziała tam Alexa. Pewnie siedział w pokoju. Gohan za to bardzo polubił tego dzieciaka. Był zabawny i fajnie opowiadał. – Jak chcecie to mogę was do niego zaprowadzić. Jest gdzieś bliżej sceny. – Gohan i Videl nie widząc przeszkód zgodzili się. Chłopczyk złapał za rękę Videl i zaczął ciągnąć ją w gęsty tłum. W ostatniej chwili chwyciła ręką Gohana. Brnęli więc tak przez tłum, aż doszli do miejsca niedaleko sceny. Był tam Szarpner z Irejzą. Chłopiec wskazał na nich i pokazał palcem, by Gohan i Videl się nie odzywali. Był tam jednak taki tłum, hałas i muzyka grała tak głośno, że raczej nie zwrócił by uwagi na nich. Całą trójka stanęła za Szarpnerem i Irejzą.
       – Kurcze, zmusiłaś mnie bym tu poszedł z tobą. – powiedział do partnerki. Videl i Alex musieli się wysilić by coś wyraźnie słyszeć. Gohan nie miał żadnych problemów, miał bardzo wyostrzone zmysły.
       – Mogłeś nie iść.
       – Ta tylko być potem wszystkim wygadała.
       – A ty to niby nikomu nie masz zamiaru powiedzieć? – zapytała Irejza. Gohan i Videl coraz mnie rozumieli z tej rozmowy.
       – Nie wiem. Ale na pewno bym cię nie szantażował.
       – Ale co, nie podoba ci się? Jest fajne, grają dobrą muzykę i jest spoko atmosfera.
       – No... Nie jest źle...
       – No i oczywiście to moje wspaniałe towarzystwo... – powiedziała dumna Irejza. Videl miała zamiar parsknąć śmiechem, lecz w ostatnim momencie się powstrzymała.
       – Dobra, fajnie jest z tobą. To ci muszę przyznać. – chłopak objął dziewczynę ramieniem, na szczęście nie spojrzał za siebie. Szepnął dziewczynie do ucha. – I nie martw się. Nikomu nie powiem, że bujasz się w Gohanie. – Chłopaka zamurowało. Spojrzał na Videl, lecz z jej wyrazu twarzy wywnioskował, że ona tego nie dosłyszała. To co usłyszał mocno go to zdziwiło. Irejza? Go kocha? Wiedział, że go lubi, ale żeby się w nim bujała? To co jednak usłyszał po chwili wprawiło go w jeszcze większe osłupienie.
       – Ty też się nie przejmuj. Nikt się nie dowie, że podkochujesz się w Videl. – Gohan prawie się przewrócił. Cios ten był mocniejszy niż Kame Hame Ha Cella czy ataki Buu. Siła Frizera to było nic w porównaniu z mocą tego co teraz usłyszał. Irejza oparła głowę o silne ramię Szarpnera. Nagle muzyka ucichła, Green Day zakończyło występ i zostało pożegnane gromkimi brawami. Na scenę wszedł Hubert Urbański i zapowiedział krótką przerwę, po czym na estradę ma wejść zespół Nirvana.
       – Lepiej chodźmy. Dobrze by było gdyby nie wiedzieli, że ich podsłuchiwaliśmy. – szepnął Alex i zaczął oddalać się od sceny. Videl widząc, że Gohan nie idzie, szarpnęła go za ubranie i ruszyła. Za nimi udał się syn Goku. Gdy w końcu wydostali się z tego tłumu, Alex zaczął się upierać że chce lody. Udali się więc do kawiarni nie okupowanej przez ludzi (jakim cudem taką znaleźli?) i zamówili mu półmisek tego środka orzeźwiającego. Siedzieli w tróję przy stoliku, gdzie chłopak pochłaniał kolejne łyżki lodów.
       – Wiesz Alex, niezły z ciebie urwis. – powiedziała z uśmiechem Videl i pogłaskała go po jego błąd czuprynie.
       – Niby z wyglądu podobny do brata, ale z charakteru w ogóle inna osoba. Właśnie – zwróciła się teraz do Gohana – co mówili Szarpner i Irejza? Rozumiałeś o co im chodziło? – Gohan nie wiedział co od czego zacząć, lecz wyręczył go Alex, który przerwał na chwilę konsumpcję.
       – A wiesz Videl, że mój brat się w tobie kocha? – powiedział oblizując czekoladę z buzi. Videl na chwilę zamarła, lecz po chwili uśmiechnęła się i powiedziała do Gohana:
       – Słyszałeś? Ale ma wyobraźnie! – Mina Gohan jeszcze bardziej spochmurniała
       – Wiesz Videl... On mówi prawdę... Teraz... Szarpner i Irejza właśnie o tym rozmawiali... – Videl poczuła się jakby ktoś zwalił na nią grubą 70 letnią babcię z dwusetnego piętra budynku. Nikt by szybko się nie podniósł.
       – Co...? Że niby Szarpner...
       – Się w tobie buja – dokończył za nią Alex. Videl milczała chwilę, próbowała zebrać myśli, aż powiedziała:
       – Ale numer! – Gohan myślał, że zakrztusi się swoją Fantą. Gdy on był tak zmartwiony tą wiadomością, jego dziewczyna przyjęła to dość spokojnie.
       – Ciebie to nie martwi!? – zapytał, patrząc raz na Alexa, to raz na dziewczynę.
       – Nie... A dlaczego miałoby martwić? – zarzuciła nogę na nogę. Gohanowi spochmurniała mina, patrzył się ślepo w blat stołu – Chyba nie jesteś zazdrosny? – chłopak spojrzał na nią i uśmiechnął się nerwowo – Czujesz konkurencję? – rzekła, patrząc na niego tajemniczo
       – Ty się Gohan nie masz czym martwić – powiedział Alex odstawiając pusty półmisek i łyżkę na bok. – Mój brat to największy dupek jakiego znam. Na takiego do Videl się nawet nie oglądnie. Co innego ja... – chłopiec poprawił podkoszulek. Po chwili cała trójka wybuchneła śmiechem – Nie przejmuj się Gohan. Przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. – dziewczyna uśmiechnęła się. Gohan przekonał się, że chyba na prawdę nie ma się czym martwić.
       – Dobra, co teraz robimy? – zapytał chłopiec patrząc na parę.
       – Nie powinieneś wracać do domu? Nie będą cię szukać?
       – Nie... – Alex machnął ręką – rodzice myślą że jestem z bratem, a on uważa, że jestem z moim kolegą i jego mamą. Wszyscy zadowoleni. – wyjaśnił.
       – W takim razie co chcesz teraz robić mały? – zapytał Gohan wstając od stolika. Dziesięciolatek zamyślił się, po czym zaproponował:
       – Wiecie... Tutaj nie daleko postawili "kolejkę strachów". Jak z was takie chojraki to może się przejedziemy. – Videl spodobał się ten pomysł, mniej chłopakowi. Liczył, że romantycznej spędzi ten dzień.
       – E... Nie jestem pewien czy to najlepszy pomysł...
       – TCHÓRZYSZ?! – zapytał Alex, patrząc mu prosto w oczy
       – Co rzesz powiedział???!!! – Gohan złapał chłopca za ubranie – Gdzie jest ta kolejka?! – powiedział i ruszył za dziesięciolatkiem. Po pięciu minutach cała trójka dotarła do sporej wysokości budynku. Całego czarnego z rozwalającą się dachówką i pękniętymi szybami. Wyglądał jak typowy dom strachów. Postali chwilę w kolejce, a gdy nadeszła ich kolej, kulturalnie zapłacili za bilety i wsiedli do wagonika.
       – Dobra twardzielu. Kto pierwszy krzyknie, przegrywa. – rzekł pewny siebie Alex siadając obok Videl. Z drugiej strony dziewczyny spoczął Gohan. Nagle rozległ się tubalny głos dochodzący z głośników:
       – Bu ha ha ha ha ha ha!!!!! – (Chyba zatrudnili Vegetę do tego śmiechu.) – Porzućcie wszelką nadzieję, ci którzy tu wchodzicie. Oto czeka na was najbardziej przerażająca podróż waszego życia. Możecie nie wrócić żywi, ale kogo to obchodzi!!!! Bu ha ha ha ha ha ha!!!!!
       – Spoko gościu, nie...? – zapytał ironicznie Gohan, gdy nagle wagoniki ruszyły prosto w wielką ciemnicę. Nagle pojawiły się wielkie zielone czarownice z brodawkami na twarzach, diabły i mumię. Wszędzie można było słyszeć przeraźliwe krzyki innych widzów oraz te dochodzące z głośników. Na Gohanie i Alexie nie zrobiło to zbyt wielkiego wrażenia, Videl też się nie bała. Nagle ze ściany wyskoczył... hm... King Kong? Nie... Godzilla? To chyba nie było to... Leon Zawodowiec? Nieth... A tak, Lepper! Wielka kukła Leppera! Kurde, kogo to ma przestraszyć?! Chyba tylko Platformę Obywatelską. Tak czy inaczej Videl i Gohan tylko się zaśmiali.
       – Co ci ludzie się tak drą? Przecież tu nie ma nic strasznego. W porównaniu z treningami Piccolo, czy z tym co przeżyłem na Namek to pikuś. – powiedział cicho. – he he... Zaraz! Nie czuję ki Alexsa! – popatrzył tam gdzie powinien być chłopiec i zobaczył, że miejsce jest puste! – Videl, gdzie Alex?!
       – Nie mam bladego pojęcia! – Nagle usłyszeli przeraźliwy krzyk, dużo głośniejszy od pozostałych. To Alex. Videl i Gohan wyskoczyli z wagonika i omijali kukły potworów kierując się ki wystraszonego chłopca. Zobaczyli przed sobą, jakieś dziesięć metrów, światło i dwie postacie. Jakąś wysoką ciągnącą po ziemi mniejszą. Po chwili Videl i Gohan byli już w małej uliczce przylegającej do budynku. Niestety wpadli prosto w pułapkę. Zostali okrążeni przez zgraję zdziadziałych dzieci-kwiatów celujących w nich kałaszami. Jeden z nich pilnował Alexa.
       – Ty parszywa dziwko! Przez ciebie i tego drugiego wsadzili naszego szefa do pudła. Zapłacisz za to. – powiedział facet w koszuli typu "Hawaje". – Gadaj, gdzie ten Grejt Fajaman?!
       – Saiyaman, człowieku. – poprawił go Gohan
       – Yyy... Nie mam bladego pojęcia, gdzie on jest... – powiedziała Videl cofając się do swojego chłopaka – A tak w ogóle... Nie nazywaj mnie "dziwką"!!! – dziewczyna skoczyła i ciosem w twarz powaliła tego wygadanego gościa. Gohan szybko znalazł się przy tym co pilnował chłopca i pozbawił go przytomności. Sześciu hipisów już chciało strzelić w któreś z nich, lecz chłopak załatwił czterech ciosami w brzuch i jednym kopniakiem.
       – Pieprzyć to! – Pozostała dwójka zaczęła zwiewać, lecz dorwała ich Videl i ułożyła do snu. Zebrali całą ósemkę i ułożyli jednego na drugim.
       – Nic ci nie jest Alex? – zapytała Videl, kucając przy nim. Chłopak miał oczy wybałuszone na kilometr.
       – Su... Super... – wydusił w końcu. – SUPER!!! Aleście ich załatwili! – Videl uśmiechnęła się
       – To nic takiego.
       – A ty Gohan, nie wiedziałem, że umiesz się bić tak dobrze! Słyszałem o tym Złotowłosym, ale nie sądziłem że tak super się da!!! – chłopiec nie mógł wyjść z podziwu.
       – Dobra, uspokój się. Pomyślmy lepiej jak zawiadomić policję. – powiedział Gohan, przyglądając się Videl. – Masz komórkę?
       – Jasne! Zaraz zadzwonię. – Wyciągnęła swój "Mobile phone" i wykręciła O700 88... znaczy się 997 ;). – Tutaj Videl... Tak... Mam resztę tych obrońców praw człowieka... Koło "kolejki strachów', w uliczne... Tak... Tak... Dobrze... Dziękuję. – nacisnęła przycisk i schowała komórę do kieszeni – Będą tu za dziesięć minut. Proszą, byśmy ich przypilnowali.
       – Ech... Zawsze to samo... Nigdy nie mogą przyjechać od razu. No trudno. – Gohan miał zamiar oprzeć się o ścianę, lecz gdy zobaczył że jest "czysta inaczej" stanął koło Alexa.
       – Nic ci nie zrobili? – zapytała ponownie Videl
       – Nie... Skąd wiedzieliście gdzie jestem?
       – E... Tego... Słyszeliśmy twój krzyk. – powiedział zakłopotany Gohan
       – A dlaczego mnie porwali?
       – Cóż... Pewnie chcieli mnie zwabić... – powiedziała, zamyślając się – Głupie dupki, ja im dam mnie tak nazywać!
       – Jak?
       – Dzi... He, he, sprytne! Myślisz że powiem to słowo przy tobie?
       – Już to wcześniej powiedziałaś. Zresztą w filmach, jakie ogląda mój brat kupę takich słówek.
       – Ta...? – Gohana wyraźnie to zaciekawiło – A jakie filmy ogląda twój brat?
       – No... Bad Boys jeden i dwa (dla przypomnienia: Często padały tam słowa: Gej i dziwka), Wszystko o Miriam... Nagi patrol.... I inne zboczone filmy. – W głowie Gohana już pojawiły się pierwsze plany pogrążenia Szarpnera dzięki tym informacją, gdy usłyszeli syrenę policyjną.
       – Kurde, lepiej żeby nas nie zobaczyli! – Gohan chwycił Alexa i wyskoczył na dach sąsiedniego budynku. Alex prawie dostał zawału serca. Po chwili w uliczne pojawili się gliniarze i skuli całą ósemkę zapaleńców. Jeden z policjantów pogratulował Videl i podążył do transportera policyjnego by otworzyć drzwi skazańcom. Gdy gliny odjechały Gohan i Alex wrócili na ziemię.
       – Kurde, ja mam już dość wrażeń jak na jeden dzień. – powiedział chłopiec, z trudem zatrzymując odruch wymiotny – Chyba wrócę już do domu.
       – Już w pół do ósmej, więc lepiej wracaj do domu. – stwierdził Gohan patrząc na zegarek
       – E... A odprowadzilibyście mnie? – zapytał niepewnie
       – No, w sumie nie mamy nic innego do roboty – stwierdził Gohan i wyszedł z zaułka – Okropnie dziadowski ten dom strachów, nie?
       – No... Widziałem bardziej przerażające odcinki pokemonów... – stwierdził Alex i ruszył w stronę swojego domu

       Było koło ósmej gdy udało im się przedrzeć przez tłumy walące na konkursy oraz koncert i dostać się do domu Alexa. Znajdował się jakiś kilometr od liceum, był średniej wielkości, dwupiętrowy.
       – Dzięki za miły dzień! – powiedział podając rękę Gohanowi. Gdy znalazł się blisko chłopaka, szepnął, tak by dziewczyna nie usłyszała. – Dbaj o nią, to prawdziwy skarb. – po czym zacisnął dłoń. Gohana te słowa całkowicie zaszokowały. chłopiec pożegnał się jeszcze z Videl i wszedł do domu. Zanim zamknął drzwi, krzyknął jeszcze. – Do zobaczenia! – Videl pomachała chłopcu.
       – Niezły z niego urwis, nie? – zapytała dziewczyna przytulając się do ramienia Gohana.
       – To niezwykły dzieciak...
       – Aż trudno uwierzyć, że to brat Szarpnera. Miły, wesoły i pogodny.
       – Wolisz go ode mnie? – zapytał niepewnie Gohan
       – No coś ty! Jesteś od niego sto razy lepszy. – powiedziała i pocałowała go w usta. – To co? Idziemy jeszcze na festyn? – chłopak nic nie odpowiadając ruszył w stronę liceum. "Dobrze, że ten Alex jest od nas dziewięć lat młodszy... Inaczej nie miałbym żadnych szans..." myślał chłopak, patrząc się na Videl. Kochał tę dziewczynę. Kochał ją tak bardzo, że nie mógł sobie wyobrazić życia bez niej. Ba, nie mógł sobie wyobrazić dnia, w którym by się nią nie spotkał. Byli jeszcze na obrzeżach festynu, nikt nie zwracał na nich uwagi.
       – Patrzcie się, to panienka Videl!!! – krzyknął jakiś facet z aparatem fotograficznym na szyi. Był niski i przysadzisty, z wielkim wąsem na gębie. Szybko podbiegł do naszej pary, wyjął długopis i notatnik – Dobry wieczór, czy mogę prosić o wywiad? – zdziwiona Videl nic się nie odezwała – Świetnie! Czy jest pani zadowolona z organizacji imprezy?
       – E... No cóż, więc jeżeli chodzi o zapewnienie ochrony to zostawia wiele do życzenia, a i reszta nie jest...
       – Napiszemy "Tak, jest świetnie i zabawnie". Pytanie drugie...
       – Ej, co pan... – zaczęła Videl, lecz reporter jej przerwał
       – Jak to jest być super bohaterem?
       – Y... To wielkie obciążenie....
       – Dobra, "Uwielbiam to, to cudowne pomagać ludziom" – zapisał, nie zwracając uwagi na to co mówi Videl
       – A jakie są pani kontakty z Grejt Saiymanem? – zadał kolejne pytanie. Dziewczyna spojrzała na Gohana
       – On jest...
       – Tak, tak. "To najcudowniejszy człowiek na ziemi."
       – Ej, facet! Co ty... – krzyknął Gohan, lecz namolny dziennikarz nie przestawał
       – Jaki jest w łóżku? – Videl została całkowicie zaszokowana.
       – Odwal się, gnoju!!! – Gohan zaczął nie panować nad sobą. Czół, że zbiera się w nim coraz większa energia.
       – Hm? A ty kto? – zapytał zdziwiony, nie zwracając większej uwagi na obelgę
       – Chłopak tej pani! Zostaw nas w spokoju!
       – Co? Nie z tobą gadam, więc siedź cicho! – Gohan nie wytrzymał. Jednym ruchem zerwał mu pasek na którym trzymał się aparat i wziął urządzenie do ręki. – Co do cho... – nie dokończył, gdyż właśnie chłopak zmiażdżył przedmiot w dłoni. – A...a... – przestraszony reporter cofnął się i patrzył jak części urządzenia lądują na ziemi
       – Mówiłem, żebyś się odczepił...! – wycedził przez zęby chłopak
       – Ta... Tak! Już... O... Oczywiście! Przepraszam, za kłopot. Proszę. – podał Videl swoje notatki i uciekł w tłum fanów Linkin Parku, którzy już czekali na swoich idoli.
       – Ale dupek... – Gohan uspokoił się i wyciszył swoje ki. Spojrzał na kartkę, którą Videl dostała i powiedział. – Co za brednie... Często spotykasz takich reporterów? – dziewczyna pokręciła głową. Była zaszokowana zachowaniem Gohana.
       – D... Dlaczego to zrobiłeś...? – zapytała niepewnie. Chłopaka zdziwiło to pytanie
       – Jak to?
       – No... Mogłeś trochę mniej drastycznie...
       – On... – chciał powiedzieć coś na swoją obronę, lecz nic nie przyszło mu do głowy – Przepraszam... Masz rację, przesadziłem... – gdy dziewczyna zobaczyła skruchę w Gohanie, przytuliła go
       – No, ale przynajmniej się odczepił i nie napisze tych bredni. Z drugiej strony dobrze się spisałeś... – pochwaliła go i przytuliła się do jego potężnego ramienia.
       – Dzięki, Videl. – chłopak objął dziewczynę ręką. Kopnął pod krzaki resztki aparatu i wrzucił do kosza zapiski reportera.

       Było w pół do dwunastej, kiedy Videl i Gohan jako Grejt Saiymanie rozwalali kolejnych złodziei. Dzisiejszego dnia było dużo więcej ludu, niż wczoraj. Kobiety, mężczyźni, dzieci, nastolatki, dorośli i starzy. Punki, metale, prawnicy i kanalarze. Oni i wiele, wiele więcej ludzi przybyło pod główną scenę festiwalu. Czekali na moment gdy pokaże się ich idol, wszechpotężny MR. SATAN! Było okropnie głośno, wszędzie goniły balony z jego gębą, każdy dostał plakietkę z jego podobizną. Za pół godziny minie pełnych osiem lat, jak to mistrz świata wszechstyli pokonał Cella (prawdę mówiąc to od dwunastej zaczęła się dopiero "Gra Cella", ale kogo interesowałyby takie szczegóły). Od tyłu sceny podjechały dwie srebrne limuzyny. W obstawie ochroniarzy z jednej z nich wysiadł, nie kto innych jak właśnie nasz ukochany Satan. Ubrany w swój zwykły strój, dumnie wysiadł z pojazdu. Cały teren był zamknięty, nie było fotoreporterów ani pismaków. Hubert Urbański podszedł do niego.
       – Witamy, Mr. Satanie. Za dwadzieścia minut wejdzie pan na scenę. Czy ma pan jakieś specjalne życzenie? – spytał podając mu rękę. Satan się zamyślił
       – Mh... Czy jak wejdę na scenę będą fanfary?
       – Tak.
       – A czy posypiecie konfetti?
       – Tak.
       – A dziewczyny będą piszczały?
       – Och! – Hubert uderzył się w głowę ręką – Oczywiście! Jak mogliśmy zapomnieć! Zaraz to załatwię! Proszę, niech pan teraz uda się do swojej garderoby. – i wskazał mu budynek stojący obok sceny. Sam udał się w drugą stronę, by załatwić zachciankę herosa.

       – A więc drżyjcie wrogowie dobra!! – krzyknęli w stronę siedmiu zamaskowanych jegomościów, mających zamiar wyciągnąć pieniądze z sejfu.
       – Nafaszerujcie ich ołowiem! – krzyknął najmniejszy i zaczął ładować kasę do worka. Czterech przeładowało broń, ostatni dwaj pilnowali zakładników. Niedługo, gdyż Videl i Gohan ogłuszyli całą szóstkę. Gohan podszedł do najmniejszego i szarpnął za koszulę – Nie przeszkadzajcie mi! Macie ich załatwić a nie... – w końcu się odwrócił i zobaczył że to Grejt Saiyman, a nie jego pachołek. Wypuścił z rąk forsę i chciał chwycić swojego Colta, lecz Gohan był szybszy. Jednym ciosem pozbawił go przytomności.
       – Nic wam nie zrobili? – zapytała Videl, podchodząc do pracowników banku i rozwiązując ich po kolei. Po chwili dołączył do niej Gohan.
       – Nie... Nic. – powiedział mężczyzna w garniturze, najpewniej dyrektor. – Dziękujemy.
       – Nie ma za co. – Powiedział Gohan, rozwiązując ostatniego pracownika. – Do zobaczenia! – krzyknął i razem z Videl wyleciał przez frontowe drzwi, widząc nadciągającą policję. Gdy trochę oddalili się od banku, Videl spojrzała na zegarek.
       – Hm... Za dwadzieścia minut zaczyna się wystąpienie papy.
       – W takim razie co robimy? Mówiłaś, że nie chcesz się pokazywać na scenie. – dziewczyna skinęła głową
       – Tak, mam dość szumu medialnego wokół mnie. Ciągle mnie pytają o papę, o moje życie osobiste... Zresztą ty wiesz o tym najlepiej. Więc lepiej będzie jak wmieszamy się w tłum gdzieś w średniej odległości od sceny. – stwierdziła, lądując na dachu jakiegoś budynku.
       – Po co? Żeby cię tata nie widział? – zapytał Gohan, "chowając" strój
       – Tak. Jakby mnie zobaczył, to pewnie wyciągnąłby mnie na scenę. – stwierdziła, także wracając strój. – A ja nie mam ochoty znowu robić z siebie pośmiewiska.
       – Co? – Gohan zeskoczył z dachu i stanął na twardym gruncie. Gdy Videl stanęła obok niego, zapytał – Dlaczego pośmiewisko?
       – Dwa lata temu jak była rocznica, to mówił, że nie udałoby mu się to bez wsparcia mojego i mamy.
       – No to przecież fajnie z jego strony... – powiedział zdziwiony i wyszedł na ulicę ze ślepego zaułka
       – Tak...? Ciekawe czy byłoby fajne gdyby pokazywał twoje zdjęcia jako niemowlaka. Jak ci zmienia pieluchę i w ogóle... – Videl zrobiła się czerwona na twarzy
       – No ale chyba nie było w tym nic bardzo złego...
       – Na wszystkich zdjęciach byłam nago! Jak mnie przebierał, kąpał, wszystko!!!
       – Ale przecież byłaś tylko niemowlakiem...
       – Wszyscy się śmiali. Publiczność, operatorzy, nawet Ibisz!
       – To Ibisz prowadził to dwa lata temu? – spróbował zmienić temat.

       – Ty, patrz! To Gohan i Videl! – Irejza znów wyciągnęła Szarpnera na imprezę, lecz ten tym razem nawet za bardzo się nawet nie bronił.
       – Gdzie? – zapytał, nie mogąc ich dojrzeć.
       – Tam. – wskazała palcem – koło tego sklepu z lampami.
       – A, tak! Teraz widzę!
       – To co? Może podejdziemy? – zaproponowała.

       – Czy ty mnie nie słuchasz?! To był jeden z najgorszych momentów w moim życiu! A za rok było jeszcze gorzej. Po tym jak... – przerwała, gdyż właśnie zadzwonił jej zegarek. – O Boże, znowu. Tak, tu Videl. – Powiedziała naciskając przycisk. Z zegarka dało się usłyszeć głos:
       – Szybko, potrzebujemy pomocy! W ratuszu zamelinowali się terroryści! Nasza brygada antyterrorystyczna nie może sobie poradzić! Nic więcej nie wiemy.
       – Dobrze, zaraz tam będziemy. Gohan, znów mamy akcję! Chodź! – dziewczyna wróciła do małej uliczki, skąd przed chwilą wyszli. Za nią pobiegł Gohan.

       – Co jest? – zapytała zdziwiona Irejza – Gdzie ona biegnie?
       – Hm... Pewnie dostała jakieś wezwanie... Wiesz, idź już pod scenę, zaraz cię dogonię. – rzekł po chwili namysłu
       – A ty gdzie? – słodkie oczy Irejzy zaszkliły się – Za Videl?
       – Co? Nie.... Muszę... Do, no wiesz... – skłamał i udał zdenerwowanie, jakby musiał sikać.
       – Aaa... Jasne, poczekam koło sceny. – powiedziała zadowolona i poszła w rzeczone miejsce. Gdy wmieszała się w tłum, Szarpner szybko pobiegł w stronę małej uliczki w której znikli Gohan i Videl. Nagle usłyszał jakiś dziwny dźwięk. Gdy spojrzał w górę, zobaczył że córka Satana i Grejt Saiyman lecą na zachód.
       – Kurde, ciekawe kim jest ten Grejt Saiyman... Dobra, skoro Videl poleciała, to poczekam na Gohana. – stwierdził i oparł się o ścianę budynku. Czekał chwilę, lecz Gohana nie było widać. Postanowił po niego iść. Jakie było jego zaskoczenie gdy w uliczce nikogo nie zobaczył.
       – G... Gdzie Gohan?! Prze... Przecież to ślepy zaułek! – Szarpner rozglądał się we wszystkich kierunkach.
       Podbiegł do jakiś starych drzwi, w nadziei że tam jest Gohan. Nie mógł ich jednak otworzyć, były zardzewiałe. – Tam go nie może być! Gdzie on się, kurde, podział...?! Zaraz, zaraz... – nagle przypomniał sobie Videl i Grejt Saiymana, jak odlatywali. – Przecież Gohan u... umie latać... No i to on był Złotowłosym Wojownikiem... – mózg Szarpnera zaczął pracować na coraz większych obrotach. Powoli wszystko mu zaczęło pasować – Tak... Teraz wszystko się dobrze układa... Przecież zawsze zwiewa z lekcji jak Videl idzie na akcję... I w ogóle nigdy nie widziałem ich razem... W takim razie... TO GOHAN JEST GREJT SAIYMANEM!!! – krzyknął rozradowany z rozwiązania tej zagadki. On, właśnie on, nikt inny jak właśnie Szarpner rozwiązał ten problem męczący wszystkich mieszkańców Satan City! Nie mogąc się powstrzymać, zaczął się opętańczo śmiać! – Bu ha ha ha!!! Jestem genialny!!! W poniedziałek wszyscy będą wiedzieć, że Gohan to Grejt Saiyman!!

       – Ej, ty z paskudnym nosem, nie widziałeś Videl? – zapytał bardzo uprzejmie Satan. Za chwilę miał wejść na scenę, wizażystka dokonywała ostatnich poprawek. Wokół niego kręciło się wielu ludzi. Jeden trzymał mu popielniczkę, gdy ten zaciągał cygaro, drugi przytrzymywał mu mowę którego się uczył.
       – Nie, Mr. Satanie. Nie ma jej za kulisami. Na scenie też jej nie znaleźliśmy. – stwierdził próbując opanować złość. Nie miał wcale paskudnego nosa, a niestety już czwarty rok musi wysłuchiwać jego dogaduszek. Nazywał się Roman Hud, ale przyjaciele mówili mu Robin. Był reżyserem tego cyrku już piąty rok, a rok krócej pracuje z Satanem. Miał dość ciągłego wyśmiewania się z jego nosa, ale co miał zrobić? Musi wyżywić żonę, dzieci i tę jędzowatą teściową (chociaż o nią to się nie martwi), a płaca jest niczego sobie.
       – Jak to "nie ma"!? Macie ją znaleźć! – krzyknął, wypuszczając z ręki cygaro i prawie podpalając dywan
       – Nie jesteśmy ekipą poszukiwawczą! Niech się pan uspokoi i nauczy tekstu! Panience Videl na pewno nic nie jest i przyjdzie.
       – Jak ty mówisz do zbawcy świata!!! Jakby nie ja to byś już nie żył!!! – krzyknął zdenerwowany.
       – Taki bohater a z dzieciakiem przegrał co wygrał turniej młodzików!!!
       – Specjalnie to zrobiłem, żeby mu zrobić przyjemność! Nie wypowiadaj się, jak nic nie wiesz!!!!
       – Ty... – Roman chciał już wydusić z siebie jakąś okropną obelgę typu "TY je**** skur******, odpier**** się i lepiej zaj** się na śmierć głupi ch***!!!" lecz nagle przeszkodziła mu jakaś kobieta.
       – Panowie, nie kłóćcie się! Za trzy minuty wchodzimy! – powiedziała, odciągając reżysera. Satan nie mógł oprzeć się jej obłym kształtom (wiecie piersi, tyłek i te rzeczy), więc zaniechał pokazu swej siły.
       – No masz szczęście, że zaraz występ, bo byś dostał! – krzyknął za nim i ubrał swoją pelerynę. Nie czekając na nikogo udał się w kierunku schodów. Wyszedł z budynku w obstawie ochroniarzy czekających w drzwiach i udał się te dwadzieścia metrów do sceny.
       – Proszę, panie Mr. Satanie, niech pan poczeka aż Urbański wymówi pańskie imię. – młoda dziewczyna wskazała na miejsce między dwoma kotarami. Pewnym krokiem, już bez ochrony, udał się tam.
       – Już tylko minuty dzielą nas od rychłej, ósmej już rocznicy pokonania przez naszego herosa potwora, bliżej znanego jako Cell. I oto właśnie on, nasz bohater, zbawca ludzkości, idol mas... – Hubert wskazał palcem na kurtynę zza której zaraz miał wybiec... – MISTERRRRRRR SAAAAAATAAAAAAAAN!!!!!!! – Urbański zaczął drzeć się na całe gardło, gdy na scenę wbiegł właśnie ojciec Videl. Wszędzie dało się słyszeć oklaski, piski dziewczyn, zaczęły grać fanfary i posypało się konfetti. Satan pokazał znak Viktorii i jak na zawołanie w tłumie zrobił się jeszcze większy ruch.
       – Szybko Gohan! – Videl pchała się przez tłum, jedną ręką torując sobie drogę, drugą trzymając chłopaka. Była coraz bliżej sceny, wszyscy ją puszczali, no bo to w końcu córka "sam wiesz kogo". Gdy znalazła się niedaleko estrady, lecz nie na tyle blisko by dało się ją wyłowić z tłumu, przystanęła i przyciągnęła Gohana ku sobie. – Uf... Zdążyliśmy.
       – Na szczęście! Co to za miasto? Żeby anty-terroryści nie mogli załatwić terrorystów. – chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz teraz zabrzmiał głos Satana
       – Czołem!!! Oto ja, wasz ukochany heros, MISTER SATAN!!!! – Teraz zachowanie publiczności przekroczyło już wszelkie normy nienormalności. Chyba nigdy nie było jeszcze takiej wrzawy. – Właśnie dzisiaj mija osiem lat jak to pokonałem tego szemranego pseudo-bandytę, Cella!!!
       – Proszę państwa już za dziesięć sekund mija dokładnie osiem lat! – Hubert wskazał na wielki elektroniczny zegar będący na szczycie estrady – 7...6...5...4...3...2...1... – teraz rozległ się odgłos gigantycznego gongu i obwieścił światu wieść o wspaniałym wojowniku, który pokonał potwora. Znów posypało się konfetti, ale tym razem także na publiczność, która prawie już postradała zmysły z powodu euforii. Wszędzie rozległy się krzyki "Satan! Satan!" a muzycy zaczęli grać "We are the champions" i "Chariots of fire". Gdy tłum trochę się uspokoił, Satan kontynuował:
       – I tak oto w ten radosny dzień możemy bawić się do białego rana! Życzę wszystkim miłej zabawy i pamiętajcie o swoim zbawcy!!! – wzniósł pięść do góry i zniknął za kurtyną. Fani szaleli, lecz byli trochę zdziwieni tym szybkim opuszczeniem sceny. W takim wypadku Urbański zabrał głos
       – Proszę się nie martwić, zaraz Mr. Satan wróci! W oczekiwaniu na niego, proszę wysłuchać koncertu "Elektrycznych Gitar"! – Hubert także zniknął między kotarami, gdy na scenę wszedł zespół i Cezary Pazura.
       – Witam!!! Dzisiaj zaczniemy od naszego największego hitu! Pomoże nam w tym Cezary Pazura. – krzyknął wokalista i zaczęli grać "Killera". Z głośników zaczęła lecieć muzyka, fani zaczęli wczuwać się w atmosferę.
       – Widzisz? Nie wziął cię na scenę! – Gohan próbował przekrzyczeć muzyków.
       – Na razie... Pewnie zaraz mnie znajdą i wyciągną na scenę... – na chwilę się zamyśliła, nie zwracając uwagi na ludzi, którzy podczas... No nazwijmy to "tańcem", potrącali ją i popychali. – Gohan... Wiesz, chodźmy stąd.
       – Co?
       – No chodź! – dziewczyna złapała rękę chłopaka i zaczęła wybiegać z tłumu. Zręcznie i w pełnym biegu omijała kolejne osoby, by w końcu wydostać się z tłoku. Po chwili byli już trzysta metrów od sceny, gdzie większość ludzi to przechodnie. Niestety było też tam kilku pomagierów Satana.
       – Ej, chłopaki! Patrzcie – Trójka wysokich mężczyzn stała właśnie przy automacie z kawą i sączyła ten trunek. Wszyscy byli ubrani w czarne garnitury, mieli słuchawki w uszach i w ogóle był to strój taki jak klonów Smith'a z Matrixa. – to Videl, córka Satana! – krzyknął tak głośno, że dziewczyna i Gohan bez trudu to usłyszeli. – Łapmy ją, bo inaczej nie dostaniemy forsy! – Cała trójka napakowanych mężczyzn rzuciła się w kierunku naszej pary.
       – Walczymy? – zapytała Videl, zaciskając pięści. Ludzie wokół nich cofnęli się.
       – Nie. Nic złego nie robią. Lepiej zwiewajmy. – Gohan nie czekając na nic, chwycił rękę dziewczyny i zaczął biec prosto przed siebie. No, ale Gohan to Gohan, szybko więc rozwinął 1000 km/h i razem z Videl zniknął wszystkim z oczu. Obraz był całkowicie zamazany, kolory migały przed oczami dziewczyny. Całkowicie poddała się oporowi powietrza, i tylko mocniej przytrzymała się Gohana. Z trudem wydobyła z siebie kilka dźwięków, które ku jej zaskoczeniu ułożyły się w słowa.
       – Z...Zwolnij!!! – chłopak od razu się zatrzymał, musiał jednak złapać Videl, której rozpędzone ciało ani trochę nie zwolniło. Gdy jako tako odzyskała świadomość, zobaczyła przed sobą dużą niebieska plamę. Po chwili obraz się wyostrzył. To jezioro. Są za miastem, jakiś kilometr. Chłopak puścił Videl, która stanęła na ziemi. Kucnęła, nie odzyskała jeszcze pełnej równowagi. Rękami dotknęła miękkiej jak puch trawy, połyskującej od promieni słońca. Było tam na prawdę pięknie. Szum wody, dźwięk ruszających się na wietrze koron drzew, stwarzały niepowtarzalną atmosferę. Ciepły letni wiatr delikatnie muskał ich ciała. – Jak tu pięknie.
       – Prawda? Znalazłem to miejsce wczoraj, jak leciałem od ciebie. – powiedział z dumą i pomógł wstać dziewczynie. – Dlaczego chciałaś byśmy stamtąd poszli? – przybliżyli się do wody. Dziewczyna znów kucnęła i czubkami palców dotknęła wody
       – Nie miałam ochoty patrzeć na ten cyrk. Po "Elektrycznych gitarach" papa miał mieć swój występ... – cała się zaczerwieniła. Wzięła głęboki oddech i urwała źdźbło trawy. – Nawet nie wiesz jaki okropnie...
       – Wieśniacki? – zaproponował Gohan podnosząc z ziemi mały, płaski kamień.
       – Y... Skąd wiedziałeś? – zapytała zdziwiona
       – Hm? Wiesz, nie od dzisiaj znam twojego tatę, zresztą tak jakoś trafiłem... – poprawił umiejscowienie palców na odłamku skały i rzucił płasko w wodę. Kamień odbił się kilkanaście razy od powierzchni wody, po czym wylądował na drugim krańcu jeziora. – A o czym ma być ten występ?
       – Mam nadzieję że występu nie będzie. W życiu nie wdziałam czegoś tak głupiego... – Także wzięła do ręki płaski kamień i nim cisnęła. Ten nie poleciał tak daleko jak Gohana, zrobił jednak kilka ładnych odbić. – Wczoraj papa to ćwiczył. Naprawdę, można tylko parsknąć śmiechem.
       – No ale o co w tym chodzi? – zapytał trochę zmęczony tymi podchodami – Powiesz mi w końcu?
       – Co roku papa ma jakąś okropne głupią mowę. Albo zapomina tekstu albo mówi bez sensu. Tak czy inaczej zawsze wychodzi na głupka. Nie miałam ochoty tego oglądać... Pretensję mogę mieć zresztą tylko do niego, bo to on zawsze wybiera z czym wyjdzie na scenę, a to nigdy nie jest nic z dobrym smakiem.... – wypuściła źdźbło trawy, które cały czas trzymała w lewej ręce i patrzyła jak znika w błękitnej toni. – Nigdy nie ma pojęcia o czym gada... I te szowinistyczne dowcipy... Nawet nie chcę o tym myśleć! Pogadajmy o czymś innym! – wykonała ruch ręką, jakby chciała odpędzić od siebie złe myśli
       – Dobra. W takim razie co robimy? – Gohan siadł na trawie i przyglądał się pluskającym w wodzie rybom.
       – Co? Myślałam, ze skoro mnie tu wziąłeś, to miałeś jakiś plan. – stwierdziła, siadając koło niego.
       – A może zrobimy coś spontanicznego?
       – Na przykład co? – dziewczynę ten pomysł wyraźnie zaciekawił.
       – Czy ja wiem... – chłopak położył się na trawie i zaczął się zastanawiać. Videl położyła się koło niego. – Nie mam pomysłu. – rzekł z uśmiechem.
       – Heh. z tobą to zawsze tak jest!
       – Jak?
       – E... Nudno? – zaczęła się z nim przekomarzać
       – O ty... – Gohan rzucił się na dziewczynę i zaczął ją łaskotać. Ta, nie mogąc się powstrzymać, wybuchneła śmiechem.
       – Ha ha ha...!! Prze... Przestań.... Ha ha ha ha!!! Prze... praszam! He he he!! Żarto...wałam! Ha ha ha!!! Nie...! Gohan!!! – gdy w końcu chłopak przestał ją gilgotać, dziewczyna otworzyła mokre od łez oczy. Zobaczyła, że Gohan klęczy teraz nad nią.
       – Nie sądziłem, że masz aż takie łaskotki. – powiedział uśmiechając się
       – Mówiłam ci, że mam ogromne łaskotki. – rzekła z wyrzutem.
       – No nie gniewaj się. Przecież to było zabawne.
       – Nie gniewam się. Gohan... – dziewczyna przymrużyła tajemniczo oczy. Chłopak przybliżył swą twarz do jej lica. – Masz! – dziewczyna jednym ruchem popchnęła chłopaka, który tracąc równowagę wpadł prosto do wody. Niestety, dno nie było regularne i od razu wpadł na prawie metrową głębokość. Cały mokry, wynurzył swą głowę z błękitnej toni. Dziewczyna nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
       – Strasznie śmieszne, wiesz? – Gohan wypluł płyn z ust – Naprawdę. Ha, ha, haa... – rzekł ironicznie.
       – Masz za swoje. – Videl podeszła chłopaka i podała mu rękę. – No chodź. – Chwycił jej dłoń, lecz zamiast wstać, wciągnął dziewczynę do jeziora. Po chwili pobytu pod wodą, znów była na powierzchni.
       – Nie podaruję ci tego do końca życia!
       – Możesz nie podarować. – Patrzyli na siebie obrażonym wzrokiem, lecz po chwili nie wytrzymali i wybuchnęli serdecznym śmiechem. – Lepiej wyjdźmy. – chłopak wstał i złapał rękę Videl. Gdy oboje znaleźli się na brzegu, jasne stało się, że trzeba się wysuszyć. Gohan miał cichą nadzieję, że Videl rozbierze się, ta jednak wpadła na inny pomysł. Wystarczy przecież tylko bardzo szybko latać, a ubranie samo się wysuszy. Zawiedziony Gohan zrobił kilka rundek wokół drzewa z prędkością ok. dwustu mil na godzinę, po czym stanął suchy na ziemi.
       – Widzisz? Mówiłam, że się wysuszysz. – stwierdziła zadowolona, odrywając się od ziemi i rozpoczynając lot. Nie osiągała oczywiście takich szybkości jak jej chłopak to też zajęło jej to więcej czasu. Z dołu z zadowoleniem wszystkim tym powietrznym ewolucją Videl spokojnie przypatrywał się Gohan. Nie mógł się powstrzymać od podziwiana jak jej zgrabne ciało wykonuje kolejne akrobacje, spirale i beczki. Co dzień dziękuje Bogu (Dende?) za taką wspaniałą dziewczynę. Siadł spokojnie na trawie, po chwili córka Satana dołączyła do niego. Oparła swą głowę o jego ramie i przytuliła się do niego. Oboje bardzo cieszyła ta bliskość. Videl czuła że może tak siedzieć w nieskończoność, lecz Gohan był większym realistą. W końcu trzeba coś zjeść, a nic nie miał nic w ustach od śniadania. Jak na potwierdzenie jego zamysłów, z wnętrzności jego przewodu pokarmowego dało się usłyszeć dźwięk burczenia w brzuchu.
       – Jesteś głodny? – Videl popatrzała się niepewnie na chłopaka. Ten się tylko uśmiechnął. – Wiedziałam. Te wasze Saiyańskie żołądki. Oczywiście nie mogłam mieć chłopaka z Ziemi, tylko kosmitę mogącego zmieniać się w wielką małpę.
       – Powiedziałem ci to w tajemnicy, a nie po to żebyś się ze mnie naśmiewała!
       – Nie gniewaj się, tylko tak powiedziałam. – w ramach przeprosin pocałowała go w policzek. Obrażenie Gohana od razu znikło. – No dobra, ale jak chcesz znaleźć tu coś do jedzenia?
       – No co ty, nie będę teraz myślał o jedzeniu! – skłamał. Niestety znów odezwał się żołądek.
       – Tak... Jasne! Lepiej wracajmy do miasta bo zaraz z głodu umrzesz. – Chłopak nie palił się do odlotu. Nie chciał przyznać się do tego, że ściska go w żołądku. Widząc to, dziewczyna ponagliła go. – No chodź! – powoli podniósł się z ziemi poleciał za Videl. Dopiero teraz dziewczyna mogła podziwiać w pełnej krasie tę malowniczą okolicę. Lecieli nad lasami, by czasem nikt ich nie zobaczył, szczególnie Gohana.
       – Ciekawe dlaczego ani razu nas nie wezwali...? – Videl przybliżyła się do chłopaka, patrząc na zegarek.
       – Co? A... Tu nie ma zasięgu. Byliśmy jakieś dziesięć kilometrów, więc nawet jak nas wzywali to nie było szans byśmy odebrali.
       – CO?! To znaczy... Że pewnie coś się działo, a my nie pomogliśmy...! – poczuła jak ją ściska w dołku
       – Daj spokój, na pewno nic się nie działo. Nie było nas raptem dwie godziny. – próbował pocieszyć dziewczynę Gohan. To jednak nic nie pomogło, dalej czuła, że coś ciąży jej na sercu. – Nie martw się. – przytulił ją swym silnym ramieniem. – Jak chcesz to szybko polecę do miasta. – dziewczyna spojrzała na niego swoimi dużymi, zielonymi oczami.
       – Dobrze. Lećmy. – dziewczyna złapała rękę chłopaka. On wyzwolił ki i zaczął pruć przed siebie z niezwykłą prędkością. Po kilku sekundach zatrzymał się, gdyż znaleźli się właśnie na obrzeżach miasta. Było pod nimi kilka małych domów i zaniedbany park. Dziewczyna puściła rękę Gohana i przyglądnęła się miastu.
       – Widzisz? Wygląda normalnie. – stwierdził Gohan naciskając przycisk na zegarku i przemieniając się w Grejt Saiyamana. – Nie było potrzeby się denerwować.
       – Jeszcze się nie upewniłeś. Musimy sprawdzić. – mówiąc to sama się przemieniła. Ruszyła w stronę liceum, w końcu tam oragizowana jest impreza. Po chwili oboje znaleźli się nad tłumem ludzi, którzy słuchali koncertu "Kukiza i Piersi". Leciał właśnie ich niezapomniany przebój "Nie gniewaj się Janek", gdy Gohan zobaczył na dole jakiegoś małego chłopca, który do nich macha. Był to Alex.
       – Patrz, Videl! To Alex. – Dziewczyna spojrzała w dół. Brat Szarpnera widząc, że go zauważyli, zaczął pokazywać na małą uliczkę, podobną do tej w której wczoraj bili się z obrońcami praw człowieka.
       – On chyba chce byśmy tam polecieli... – stwierdziła zdziwiona
       – W takim razie nie ma na co czekać. – Syn Goku udał się w stronę rzeczonego miejsca. Videl zwisała w powietrzu pełna bardzo złych przeczuć. W końcu udała się za swym chłopakiem. Gdy oboje znaleźli się w uliczce, Alex już na nich czekał.
       – VIDEL! ON WIE!!! ON WIE!! – krzyczał Alex, podskakując w miejscu
       – Spokojnie. – próbowała go uspokoić. Klękła przy nim i zdjęła kask. – Kto? Co wie?
       – Szarpner!!! On wie, że Gohan jest Grejt Saiyamanem!!! – powiedział już trochę bardziej spokojny. Za to Videl i Gohana zamurowało.
       – S... Skąd... Wiesz... że jestem Grejt Saiyamanem...?!! – zapytał niepewnie zdejmując okulary. Chłopiec uśmiechnął się, mogąc kogoś oświecić.
       – To akurat było dość proste. Wiedziałem, że umiesz latać, brat mi mówił. Zresztą masz nie złą krzepę... I jak zniknął Złotowłosy to Saiyaman się pojawił. Więc odpowiedź nasuwa się chyba sama, nie? – stwierdził dumny z siebie. Gohan był coraz bardziej zdziwiony.
       – Od... Kiedy wiesz?
       – Kiedy zobaczyłem jak się wczoraj bijesz to miałem już pewność.
       – Kurde...! – Gohan zacisnął pięść i walnął w ścianę. Zrobił pęknięcie, lecz na szczęście budynku nie zawalił. – A tak się starałem!! Myślałem, że nikt tego nie odgadnie! Kurwa, no! – znów uderzył w ścianę.
       – Gohan, spokojne! – tym razem Gohana próbowała uspokoić.
       – Alex, a skąd on wie!? Powiedziałeś mu, tak!? – zdenerwowany podbiegł do chłopaka i chwycił go za ubranie.
       – Nie, nikomu nie powiedziałem! Na prawdę! – krzyknął, próbując uwolnić się.
       – To jak się przygłup dowiedział?! Sam wymyślił?!
       – Tak...! Gohan, uspokój się to wszystko opowiem! – Syn Goku po chwili namysłu odstawił chłopca na ziemię i oparł się o ścianę
       – No! Mów. – ponaglił go.
       – Więc... Idę sobie dzisiaj do lodówki, żeby oś przegryźć, gdy natykam się na Szarpnera. Był cały wesolutki. Zaczepił mnie: "Nawet ty mi dzisiaj nie popsujesz nastroju!" powiedział. No to ja do niego, co taki szczęśliwy. To on, że wie kim jest Grejt Saiyaman. Zamurowało mnie, a ten ciągnął, że jest okropnie genialny i zaczął się wychwalać. Myślałem, jednak że po prostu coś sobie uroił, a nie na prawdę wiedział, o tobie – tu się zwrócił do Gohana. – Powiedział jednak, że to jego kolega z klasy, który mieszka na jakimś zadupiu. No i to było jak grom z jasnego nieba. On naprawdę się dowiedział, że jesteś Grejt Saiyamanem.
       – A dlaczego sądzisz że mieszkam na "zadupiu"? – spytał obrażony takim nazwaniem jego miejsca zamieszkania
       – No przecież to wschodnia 439, nie?
       – Skąd wiesz?!
       – Widziałem w notesie Szarpnera. Od razu mnie to zainteresowało, dlaczego mieszkasz tak daleko.
       – No dobra, ale skąd on się dowiedział? – zapytała Videl
       – Wydusiłem z niego, że widział jak ten kolega i ty wchodziliście do uliczki a potem jak odlatywałaś z Grejt Saiyamanem. Wszedł tam i nie było tam tego gościa. Więc uznał, że to on jest Grejt Saiyamanem.
       – Hm... Ale ani razu nie powiedziałeś mojego imienia. Więc on ci nie powiedział, że to ja? – Gohan oderwał się od ściany i przybliżył się do chłopca.
       – No... Nie. – rzekł zakłopotany.
       – Więc jest jeszcze nadzieja! – rozradował się chłopak
       – Daj spokój! Nikt z naszej klasy nie mieszka poza miastem, oprócz ciebie. – sprowadziła na ziemię Gohana Videl.
       – To co teraz?
       – Musimy przekonać go, że to nie ty. – zaproponował Alex
       – Ciekawe jak?
       – No... – zamyślił się chłopiec – ...Poczekaj, zaraz coś wymyślę... Jeszcze chwilę...
       – Już po mnie. – stwierdził załamany.
       – Czekaj, mam pomysł! – krzyknęła rozradowana Videl. Gohan i Alex podnieśli głowy.
       – Jaki?
       – Wyjaśnię ci po drodze! Alex, przyprowadź jutro swojego brata koło tej kawiarni co wczoraj jadłeś z nami lody. Spotkasz tam Gohana. Resztę my załatwimy. – wyjaśniła odrywając się od ziemi i ubierając kask.
       – Ale o co chodzi...?
       – Zaraz ci wytłumaczę. Lećmy! – złapała rękę chłopaka i uniosła się na wysokość ośmiu metrów. – Pamiętaj Alex, przyprowadź go!
       – Do...Dobrze! – krzyknął i patrzył jak odlatują. Wiedział niewiele więcej niż równie zdziwiony co on Gohan, ale czuł, że cokolwiek wymyśliła Videl, to się uda.
       – Videl, gdzie my lecimy?! – krzyknął Gohan, lecąc za dziewczyną
       – Do ciebie!
       – Co? Po co?
       – Musimy coś załatwić. Jest ktoś u ciebie? – zapytała, pokazując mu by założył okulary. Bardzo zdziwiło go to pytanie.
       – E... Videl, wiesz nie jestem pewien czy to odpowiedni moment na... no wiesz... – Videl myślała, że zaraz straci równowagę i spadnie.
       – Mi wcale nie o to chodzi! – krzyknęła zdenerwowana. – Tylko o to, czy twój papa jest w domu!
       – Co? A... Czekaj... – skoncentrował się by wyczuć wyciszoną ki Goku – Tak, jest w domu. No ale o co ci chodzi?! Videl, proszę, powiedz mi! – minęli właśnie skraj miasta. Pogoda zachęcała do wycieczek, lecz nie było czasu na napawanie swych oczu pięknym widokiem. Oboje przyspieszyli.
       – To bardzo proste. Przebierzemy Goku za ciebie!
       – CO!? – Gohan przystanął. – Jak to przebierzemy tatę za mnie?
       – Normalnie. – Videl zdziwiła niedomyślność chłopaka. – Ty jutro przypadkowo spotkasz Szarpnera. W ten czas nad wami przelecę ja i twój papa.
       – Ty myślisz że to wypali? – zapytał niepewnie, lecąc dalej
       – A czemu nie? Przecież to prosty i najpewniejszy sposób.
       – Hm... A jak się mój tata nie zgodzi?
       – Co się martwisz? Znasz go dłużej niż ja, więc wiesz lepiej, że na pewno nam pomoże. – uśmiechnęła się szczerze do chłopaka. On odwzajemnił uśmiech.

       – Jeeee!!! Wreszcie jedzenie!!! – Goku rzucił się w stronę lodówki. Miał na to szansę, gdyż Chichi nie było w domu (zakupy, czy coś), a Goten jak zwykle z Trunksem chlał jabole w Capsule Corp (żart). Goku więc miał doskonałą okazję by nażreć się do woli. Wyciągnął już spaghetti, kurczę na zimno, sajgonki i trochę chińsko-japońsko-wietnamsiego żarcia, którego nazwy w życiu nie wymówię. Tak czy inaczej wszystko wylądowało na stole i było już gotowe do spałaszowania, już miało znaleźć się w brzuchu Goku, gdy jak na złość ktoś zapukał do drzwi. Zrezygnowany Saiyanin poszedł otworzyć. Dopiero po chwili wyczuł ki Gohana i Videl, głód przytępił jego zmysły.
       – Cześć! Co jest? – zapytał zapraszając ich ręką do środka – Nie powinniście być na obchodach rocznicy? – Goku podrapał się po głowie. Chłopak i dziewczyna nacisnęli przyciski na swych zegarkach i stroje Grejt Saiyamanów znikły.
       – Tato... mamy do ciebie prośbę... – Gohan zaczął rzeczowo i treściwe wyjaśniać sprawę. Goku coraz bardziej rzedła mina. Gdy dowiedział się że miałby się przebrać, odmówił kategorycznie.
       – W życiu! Nigdy się na to nie zgodzę!! Nie będę gonił po mieście ubrany jak pajac!!! Możecie sobie to wybić z głowy! – krzyknął zdenerwowany i pogroził im palcem.

       – Dlaczego ja się na to zgodziłem? – zapytał sam siebie. Wisiał teraz nad miastem w tym stroju pajaca. Koło niego była Videl.
       – Mnie się pan pyta? Zgodził się pan i nie może się wycofać. – stwierdziła, patrząc czy Gohan znalazł już Szarpnera. On stał koło kawiarni w której niedawno zafundował Alexowi wyrób lodo-podobny. Czekał już z dwadzieścia minut, w końcu zobaczył oczekiwaną dwójkę. Alex szedł z bratem, koło nich była jeszcze Irejza. Mały doskonale wiedział co ma robić. Wczoraj Videl do niego zadzwoniła, by omówić ostatnie szczegóły. Robiła to kilka razy, aż w końcu odbierze Alex. Zwykle był to ojciec lub Szarpner. Więc chłopiec miał "przypadkiem" zobaczyć Gohana i zaciągnąć do niego Szarpnera. Dzięki temu, że była z nimi Irejza na pewno podejdą do niego. Gdy mieli zacząć gadać z Gohanem, nad nimi miała przelecieć Videl i Goku, na tyle wolno, by wszyscy mogli się im dokładnie przyglądnąć. Tak mniej więcej przedstawiał się plan. Możliwe, były pewne komplikacje, gdyż brat Alexa był przeciw pójściu gdziekolwiek z "tym smarkaczem", ale ten powiedział że idzie do kolegi i ma po drodze z nimi.
       – Ej, Szarpner, to chyba twój kumpel z klasy! – krzyknął, wskazując na Gohana
       – To Gohan. Chodźmy się przywitać. – Irejza złapała ramię chłopaka i zaciągnęła go do kolegi. – Cześć Gohan! – przywitała się.
       – Siemka. – Szarpner podał mu rękę. – Co jest? – uśmiechnął się. Cały czas w głowie miał swą genialną myśl na temat Grejt Saiyamana.
       – W porządku. Czekam na Kima. Ma mi oddać płytę z Kukizem. – wyjaśnił. Nagle spostrzegł za Szarpnerem jakiegoś chłopca. – Kto to?
       – Co? A... To mój brat. – rzekł obojętnie. Mały podał rękę Gohanowi.
       – Cze! Jestem Alex. – wymienili uścisk dłoni. – Miło mi cię poznać.
       – E... Mnie również. – rzekł, udając zdziwienie. – Wygadany.
       – Eee, tam! Zwykły gówniarz. – stwierdził twardo.

       – Proszę Pana, mamy teraz okazję. – Videl szarpnęła Goku za ubranie.
       – Co?... właśnie myślałem o pięknym steku wysmażonym na złotej cebulce... – stwierdził ocierając ślinę z twarzy
       – Naje się pan później. Teraz musimy lecieć! – zacisnęła uścisk na stroju Goku i ruszyła w dół. Poleciała, tak jak według planu, powoli.
       – A wy? Idziecie na koncert? – zapytał, patrząc jak Irejza klei się do Szarpnera. Cieszyło go to, miał nadzieję, że odczepi się od niego. Nagle zobaczył nad sobą jakieś dwie postacie. – Ej, patrzcie! To Grejt Saiyaman! – wskazał ręką
       – CO!!? – Szarpner spojrzał w górę. Zobaczył nad sobą Videl i tego za kogo uważał Gohana. Gdy oboje przelecieli nad nimi i po chwili uniknęli im z oczu, można było usłyszeć jakby gruchot rozwalanych ścian. To ego Szarpnera rozwaliło się o ulicę Satan City.
       – Ech, ta Videl to ma dobrze. Ciągle jest w towarzystwie tego wspaniałego Grejt Saiyamana. – stwierdziła Irejza – Ciekawe kim on jest?
       – Właśnie. Co nie, Szarpner? – zapytał Alex, robiąc szemraną minę. On za to zaczął lekko drżeć. Krople potu zaczęły lecieć mu po czole.
       – Co mu jest? – zapytała niepewnie Irejza Gohana
       – To chyba szok. – stwierdził bezuczuciowo.

       Videl i Goku robili koło nad miastem i mieli zamiar wracać już do Gohana. Nagle jednak zadzwoniły ich zegarki. Jako, że Goku nie miał bladego pojęcia jak to działa, odebrała Videl.
       – Grejt Saiyaman?! Zlokalizowaliśmy Brudnego Harego! Zamelinował się w przyczepie na osiedlu kempingowym pod miastem, od autostrady numer 7. Prawdopodobnie jest uzbrojony.
       – A... A nie możecie sami tego załatwić? Macie przecież anty-terrorystów. – dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty zawracania sobie głowy tym gościem co pięć lat temu ukradł kilo marychłany.
       – Niestety, nasi anty-terroryści są niedysponowani.
       – Jak to?
       – E... Wczoraj wypili za dużo wódki importowanej z Polski i cały czas się zataczają...
       – Eh... No dobra, zaraz tam będziemy. – stwierdziła i ponownie wcisnęła przycisk. – Proszę Pana, musimy lecieć.
       – Co? Jak to my? Ja spełniłem swe zadanie, latałem w tym głupkowatym stroju! – zaparł się
       – No jak to? Pozwoli pan bezbronnej kobiecie samej bić się z niebezpiecznym gangsterem? – zrobiła minę bezbronnej panienki
       – Bezbronnej? Jesteś najsilniejszą dziewczyną na tej planecie, nie wliczając Osiemnastki i mojej żony. – zauważył z obrażoną miną. Dziewczyna jednak nie poddała się i patrzyła na niego swymi dużymi zielonymi oczami. Wyglądała na naprawdę bezbronną. Goku nie miał wyjścia. Skapitulował. – Widzę, że nie mam wyjścia. Lećmy.
       – Wspaniale. Proszę za mną. – obrała prawidłowy kierunek i ruszyła. Za nią udał się Goku. Przelecieli z kilometr, gdy znaleźli się na obrzeżach miasta i początku autostrady. Dziewczyna rozglądnęła się trochę, niedaleko zobaczyła pole kempingowe, obok rzeki.
       – To tam. – wskazała. Po chwili oboje byli przy głównej bramie prowadzącej do tego porośniętego trawą pola z licznymi przyczepami rozstawionymi na chybił-trafił. Przy wejściu była mała budka, która najpewniej należała do właściciela pola kempingowego. Niestety nikogo tam nie było. – Hm... Nie powiedzieli mi która to przyczepa. – na te słowa Goku zamknął oczy i skoncentrował się. Wyczuł coś.
       – Jest tam. – wskazał na małą, ze złuszczającą się farbą przyczepę.
       – Hm? Dlaczego pan tak uważa? – zapytała zdziwiona
       – Ki z tego domku jest bardzo nieprzyjemna. Nie wyczuwasz? – Dziewczyna była coraz bardziej zaskoczona. – Spróbuj. – kiwnęła głową. Zamknęła oczy i skoncentrowała się na ki wyczuwalną z tego budynku. Czuła coś, ale nie na pewno naturę tego kogoś. Krople potu zaczęły spływać jej po policzkach. Już myślała, że nic z tego nie będzie gdy nagle wyczuła coś więcej. Ktoś tam był zdenerwowany... Skoncentrowała się jeszcze bardziej... Tak, teraz poczuła! Byłą to naprawdę zła ki. Przepełniona nienawiścią i wściekłością. Było tam jeszcze coś więcej – I jak? Wyczułaś?
       – Ta... Tak.
       – Tylko jedną?
       – Nie... Jest ich z ośmiu.
       – No właśnie. Więc co? Wchodzimy i załatwiamy wszystkich? – zapytał rozprostowując palce
       – Tak. Ale, proszę Pana... Tylko żeby Pan przez przypadek któregoś nie zabił...
       – Spoko. Przecież umiem kontrolować swoją siłę. – Goku pewnym krokiem podszedł do drzwi od przyczepy Brudnego Harego. Kopnął je, niestety za mocno. Wyleciały z zawiasów i ogłuszyły pierwszego faceta. Reszta siedziała przy stole i chyba liczyła niezłą ilość pieniędzy. – Ups...
       – Ej, ktoś ty?! – krzyknął wysoki mężczyzna z blizną pod okiem. – Załatwić go!! – Goku nie czekając na Videl zaczął ogłuszać kolejnych przeciwników. Dziewczyna jednak też nie zwlekała, załatwiła jednego, drugiego, trzeciego... Aż sam Goku był zdziwiony ile ona potrafi. Po chwili cała ósemka złych typków leżała nieprzytomna.
       – Łał! Kurcze Videl, jesteś świetna! – stwierdził zdejmując bandami z głowy. – Nie sądziłem, że aż tyle potrafisz!
       – Eee, tam. To nic wielkiego. – rzekła skromnie. Sięgnęła do swojego zegarka i nacisnęła żółty przycisk. Po chwili ktoś się odezwał.
       – Tu centrala służb specjalnych policji. Mów Grejt Saiyamanie. – zakomunikowała
       – Złapaliśmy Brudnego Harego i jego opryszków. Są na polu kempingowym koło autostrady numer 7. Przyczepę poznacie po wyłamanych drzwiach.
       – Przyjęłam Grejt Saiyamanie. Zaraz kogoś przyślemy. Dziękujemy. – kiedy Videl rozmawiała, Goku dokładnie się jej przyglądnął. Pomyślał o jej zachowaniu, sile i osobowości. Następnie stwierdził w duchu: "Mój syn dobrze wybrał. Dziecko takiej dwójki to dopiero będzie silne. Już nie mogę doczekać się walki!" Ech, temu Goku tylko żarcie i walki w głowie ;)
       – To był długi dzień. Jestem wykończona! – stwierdziła padając na łóżko i zrzucając z niego dwa duże pluszaki. Obok niej siedział Gohan. Dzisiejszego dna zakończyła się parada na cześć Mr. Satana, dlatego oboje mieli ręce pełne roboty jako Grejt Saiyamanie. – Gohan...
       – Tak?
       – Opowiedz mi o swoim dzieciństwie.
       – Co...?
       – No, nigdy o tym nie rozmawialiśmy. – dziewczyna siadła obok chłopaka
       – Jak to nie? Mówiłem ci o wszystkim, od walki z Radizem...
       – Nie. O tym co było wcześniej.
       – Co? Hm... – Gohan zamyślił się. Dla dziewczyny ta chwila ciszy była nie do zniesienia. – Prawdę mówiąc niewiele pamiętam z tego co było wcześniej. Wiem tylko tyle że jako czterolatek umiałem biegle mnożyć do miliona i byłem bardzo inteligentny. Tak przynajmniej opowiada mama. Tata za to mówi, że drzemała we mnie wielka moc. – wyjaśnił, po czym położył się na łóżku. Zamyślił się, coś do niego dotarło. Cale jego życie kręciło się tak naprawdę wokół walki. Nawet gdy miał tą siedmioletnią przerwę, znów potem musiał stanąć do walki na śmierć i życie. Pomyślał teraz podobnie jak kiedyś Kuririn na Namek: "Co to było za życie...?"
       – Gohan... Coś się stało? – z zadumy wyrwała go Videl. Wrócił do pozycji siedzącej.
       – Nie nic... – skłamał zakłopotany. Dziewczyna przytuliła się do niego. Videl była jego jedyną pociechą przez te ostatnie dni. Chciał jej powiedzieć jak bardzo ją kocha, lecz nie miał odwagi.

       Następnego dnia, w poniedziałek, znów mieli lekcję biologii. Wszyscy uczniowie zdenerwowani czekali na nauczycielkę, dzisiaj powinna oddać im sprawdziany. Jedynie Szarpner miał to gdzieś, po wczorajszej wpadce nic go już nie obchodziło. Podbierał ścianę, pogrążony we własnych myślach.
       – Cześć Szarpner. Coś taki ponury? – zagadał Gohan. Nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi. – Coś się stało?
       – Nie twój zasrany interes. Odwal się! – odparł krótko i treściwie.
       – No co? Chciałem być uprzejmy! – chłopak oparł się o ścianę obok Szarpnera.
       – W takim razie nie potrzebnie się wysilałeś!
       – Co ci jest? W życiu nie wdziałem cię takiego wkurzonego. – próbował nawiązać dialog.
       – Nic mi nie jest! Zwalaj!
       – Dobra, mam cię gdzieś! – zdenerwowany Gohan odszedł w stronę Kima, pozostawiając Szarpnera samego. – Ale z niego idiota!
       – Z kogo? – zapytał pryszczaty Kim. Był to chłopak średniego wzrostu, ze średnimi ocenami. Był jednak inteligentny, świetnie sprawdzał się jako rozmówca. Dużo czasu spędzał z Gohanem, czasem pomagał mu w organizowaniu czasu i przypominał o niektórych sprawach. Był lubiany w klasie, nawet znalazły by się dwie dziewczyny, którym się podobał. – No z kogo?
       – Szarpner! Ten głupi dupek myśli, że mu wszystko wolno!
       – Spoko Gohan, nie zawracaj sobie nim głowy. Jak mu coś wpadnie do dupy to mu odbija. Ty lepiej martw się o te sprawdziany! – odpowiedział, chowając swoją czapkę z daszkiem do szafki.
       – Jak ci poszło? – Zapytał. Ich szafki były obok siebie (przypadek?), więc Gohan nie przerywając rozmowy, otworzył swoją i zaczął wyjmować książkę do biologii oraz notatki.
       – Beznadziejnie. Odpowiedziałem chyba tylko na piętnaście pytań i nie wiem czy dobrze.
       – To prawie tak jak ja. Nienawidzę sprawdzianów Janeczek, one są okropne. Jak jakimś cudem dostane ocenę lepszą niż dwa to będę się cieszył... – stwierdził ponuro. Akurat zadzwonił dzwonek, więc oboje zgodnie udali się w stronę klasy. Gohan i Kim zepsuli sobie nastroje tą rozmową.

       – Dobra dzieciaki. – rzekła swym tubalnym głosem bardzo niska (ok. 140 cm) nauczycielka Biologii, pani Janeczek. Kręciła się wokół swoich pomocy naukowych, takich jak kościotrup czy makieta ludzkiego mózgu. Trzymała tym klasę w napięciu. – Jak wiecie, w piątek pisaliście sprawdzian... I oczywiście go oceniłam. Nawet nie wiecie jaką przyjemność sprawia mi pisanie tego pięknego skrótu "ndst". Ech..., mogłabym to robić przez całe życie – rozmarzyła się. Widząc coraz większe zdenerwowanie uczniów, uśmiechnęła się i pochyliła przy swym biurku. Wyciągnęła z niego plik kartek. Nawet z takiej odległości Gohan zauważył że kartki są całe czerwone od długopisu pani Janeczek. – W takim razie wszyscy do mnie, nie będę wam przecież tego nosiła! – cała klasa ze zrezygnowaniem wstała ze swoich miejsc i podeszła do nauczycielki.
       – Mam okropnie złe przeczucia... – stwierdziła Irejza, poprawiając swe blond włosy. W tym czasie nauczycielka odpięła spinacz i wzięła do ręki pierwszą kartkę.
       – Nie są układane alfabetycznie, tylko ocenami. Tak było łatwiej. – "fakt, w ogóle nie musiała układać, skoro wszyscy mamy jedynki..." pomyślał ponuro Gohan
       – Dobra. Pierwszy jest Son! – Gohana zamurowało. "No nie, jestem najgorszy! Mój był pierwszy więc mam najgorszą ocenę!"
       – No co jest Son? Bierz tę kartkę! – ponagliła go i podała sprawdzian. Zrezygnowany spojrzał na czerwony napis. Jakie było jego zdziwienie gdy zobaczył "+ db".
       – Mam czwórę!!! – krzyknął ucieszony. Od razu wokół niego zrobił się mały tłum.
       – Cicho tam! – wrzasnęła Janeczek. Gdy Gohan i reszta uspokoili się, rozdała resztę sprawdzianów. Większość klasy nie miała powodu do radości. Przeważającą oceną w klasie była jedynka. Na szczęście Videl udało się dostać czwórkę minus, Kim załapał się na tróję. Irejza miała jedynkę plus, co strasznie ją zmartwiło. Na sprawdzianie Szarpnera widniała zwykła pała, ale jego to całkowicie nie obchodziło. Dla Gohana dzień zaczął się bardzo dobrze.

       Gohan siadł na łóżku Videl. Dzień chylił się ku końcowi, gdy zmęczona para wróciła z kolejnej akcji Grejt Saiyamanów. Gohan był bardzo zadowolony, dzisiaj na prawdę dobrze mu poszło. Niezła ocena ze sprawdzianu, świetny mecz w piłkę nożną. Strzelił cztery gole i został obwołany zawodnikiem meczu. Załatwił również zgraję bandytów próbujących kolejny raz napaść na bank.
       – To był dobry dzień. – stwierdził gdy Videl siadła koło niego. Ta spojrzała na niego tajemniczo.
       – A może być jeszcze lepszy... – zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęła całować.

       Koniec.

       * Sorry za ten cyrk co go wyprawiali Gohan i Videl, ale tak to wyglądało w filmie "Atak Smoka".


       Autor: Szpaner


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ II -- VIDEL -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker