Księżycowe blizny

Wstęp

Ten dział stanowić będzie o treningach, jakie odbywali bohaterowie Dragon Balla w czasie całej fabuły tego anime. Chciałbym, aby lektura tego artykułu pomagała innym (tak jak i mnie pomogła) w jeszcze lepszym poznaniu istoty tego niezwykle istotnego zagadnienia. Główną podstawą merytoryczną tego tekstu jest manga Dragon Ball autorstwa Akiry Toriyamy, wydawana w Polsce przez wydawnictwo Japonica Polonica Fantastica. Wszystkie treści znajdujące się w tym dziale dotyczą części Dragon Balla znanych jako Dragon Ball i Dragon Ball Z. Nie uwzględniłem części Dragon Ball GT, gdyż powstała ona w kontrowersyjnych okolicznościach, które wymagają wyjaśnienia.

Artykuł

Już na samym początku Dragon Balla możemy się przekonać o częstości, różnorodności ćwiczeń ziemskich wojowników i ich w tym wytrwałości, widząc Goku solidnie trenującego nieopodal swej górskiej chatki zgodnie z tym, co mu nakazał dziadek. Jest to dla nas znakiem, że trenuje on systematycznie od czasu śmierci Son Gohana poprzez wszechstronne ćwiczenia siłowe i sprawnościowe. Później wyrusza wraz z Bulmą na poszukiwanie Smoczych Kul. Ta podróż jest specyficznym rodzajem treningu, gdyż za jej sprawą Goku szkoli się w walce w różnych warunkach z rozmaitymi przeciwnikami. Trwa ona aż do końca Sagi Smoczych Kul.

Kolejny okres treningów trwa 8 miesięcy, podczas których Goku i Kuririn przebywają u Kame Sennina i przyswajają sobie podstawy Kamesen-ryū. Obaj adepci Boskiego Miszcza każdego dnia dają z siebie wszystko, nie leniąc się ani przez chwilę, gdyż dopingowała ich myśl, że dzięki ćwiczeniom będą mogli wziąć udział w Turnieju Sztuk Walki o tytuł Najlepszego pod Słońcem.

Treningi u Kame Sennina polegały na hartowaniu wszystkich części ciała poprzez wykonywanie codziennych ćwiczeń z obciążeniem w postaci skorup ważących 20 i 40 kilogramów. Czynnościami tymi były: roznoszenie mleka, ćwiczenie równowagi i refleksu, oranie pola wręcz, praca na budowie, pływanie i sprinty. Boski Miszcz (jak na Boskiego przystało) zadbał nie tylko o trening krzepy i hartu ducha, ale również i umysłu. Swoim podopiecznym wpoił zasady swej szkoły oraz filozofię sztuk walki.

Cała następna saga stanowi przygodę, w trakcie której Goku (choć nie tylko) cały czas trenuje poprzez liczne walki z różnymi przeciwnikami w zróżnicowanych warunkach klimatycznych i okolicznościach. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj trening, który przeprowadził Goku na Wieży Karin. W niespełna 3 dni główny bohater kilkakrotnie zwiększył swą moc. Zdarzyło się to za sprawą podstępu Karina, który powiedział Goku, że gdy ten napije się Przeświętej Wody z tamtejszego naczynia, to jego siła wielokrotnie wzrośnie. Główny bohater przez niespełna 3 dni starał się jej napić, jednak kocur mu to umiejętnie uniemożliwiał. Goku dawał z siebie wszystko: wspinał się, schodził na dół i za wszelką cenę próbował odebrać Karinowi wodę. Wtedy to nieświadomie odbył trening, który kilkakrotnie zwiększył jego moc. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj fakt, iż wtedy Goku po raz pierwszy naprawdę zrozumiał, co stanowi prawdziwy sens treningów. Ta wiedza miała w przyszłości okazać się fundamentem, na którym zbudował swą potęgę i doszedł do tak wielu sukcesów.

Fragment fabuły Dragon Balla pomiędzy Sagami Armii Czerwonej Wstęgi (Red Ribbon) i 22 Tenkaichi Budokai zawiera treści, w których dominującą rolę zajmują treningi. Przeprowadzają je wszyscy wojownicy przez 3 lata aż do kolejnego Turnieju Sztuk Walki o tytuł Najlepszego pod Słońcem. Goku, idąc za poleceniem Kame Sennina, wyrusza w świat w poszukiwaniu jeszcze większej umiejętności i siły. Wiemy, że w trakcie tej wędrówki odwiedził wiele odległych krain, m.in. Magdadazkar. Możemy się jedynie domyślać, jak wyglądał jego trening. Stanowił na pewno wszechstronne hartowanie ciała poprzez ciągły wysiłek fizyczny. Z pewnością stanowił również nawiązanie do wcześniejszych treningów odbytych pod okiem Son Gohana, Kame Sennina i Karina. Pragnienie bycia silniejszym przyświecało cały czas głównemu bohaterowi i motywowało go do nieustannej pracy. Starannie przemyślane i dobrane treningi przyniosły pożądany skutek choćby w postaci właściwego wyhartowania ogona, tak iż przestał on być już słabym punktem Goku. Kosztowało to głównego bohatera wiele wysiłku, jednak, znając jego motywację i upór w dążeniu do celu, nie zaniedbywał go ani na chwilę.

Pozostali wojownicy – Kuririn i Yamcha – trenowali pod okiem Boskiego Miszcza. Ich ćwiczenia zapewne niewiele się różniły od tych, które niegdyś odbył Goku z Kuririnem. Uczyniły one z nich potężnych wojowników (jak to na adeptów Boskiego przystało).

Kolejny godny uwagi trening odbył się u wielkiego Karina na szczycie jego wieży i przeprowadził go Goku, w celu zdobycia mocy, która pozwoli mu na pokonanie Szatana Piccolo. Był on wyjątkowy, gdyż ograniczał się jedynie do wypicia Przeboskiej Wody – śmiertelnej trucizny, która potrafiła wyzwolić całą siłę drzemiącą w kimś na tyle odpornym, by przezwyciężyć jej działanie. Goku, zmuszony wyjątkowo trudnymi okolicznościami, zdecydował się na ten czyn. Następnych 6 godzin spędził on w niewiarygodnych męczarniach wywołanych działaniem trucizny. Jednak wyjątkowa wola przetrwania sprawiła, iż siły witalne Goku zagórowały nad śmiertelnym trunkiem i niewiarygodna siła przepełniła naszego bohatera od stóp do głów. Przeprowadzenie tego nieprawdopodobnego treningu zakończone ostatecznym sukcesem, sprawiło, iż Goku był już gotowy do powtórnego starcia z diablim lordem – Szatanem Piccolo.

W tym samym czasie w zupełnie odmienny sposób trenował inny wojownik – Tenshinhan. On również chciał pokonać piekielnego króla, ale pragnął tego dokonać stosując technikę zwaną Mafuba. Była to technika, przy użyciu której niegdyś mistrz Mutaito zamknął Szatana Piccolo w elektrycznym szybkowarze. Tenshinhan spotkał się z nią, gdy wykonywał ją Żółwi Pustelnik. Mimo iż Boskiemu Miszczowi nie udało się jej wykonać poprawnie, to chciał on ją powtórzyć. Jako że była to dość trudna technika, Tenshinhan musiał wielokrotnie ćwiczyć jej wykonanie. Również jego wytrwałość i upór w dążeniu do celu są godne podziwu, gdyż trenował on nieustannie przez 6 godzin.

Kolejny okres treningów w Dragon Ballu rozpoczyna się po pokonaniu diablego króla i wskrzeszeniu jego ofiar. Ziemscy wojownicy postanawiają rozpocząć ćwiczenia bojowe, aby solidnie przygotować się do 23 Tenkaichi Budokai, który odbędzie się za 3 lata i podczas którego mają się ponownie spotkać. Wśród nich jedynie Goku był świadomy zagrożenia, które im wtedy groziło, dlatego też jego trening był zupełnie inny niż pozostałych. Nauki pobierał u samego Wszechmogącego, który mocno dawał mu w kość. Goku trenował bardzo dobrze zmotywowany w niezwykle ciężkich warunkach – wysoko nad ziemią, gdzie powietrze jest bardzo rzadkie, w ciężkim, ponad 100-kilogramowym ubraniu. Nasz bohater nieustannie przyswajał sobie zasady, które przekazywali mu Kami-sama i Mr. Popo – stać do walki cicho jak niebo, uderzać szybko jak błyskawica, zamieniać serce w pustkę. Goku hartował swoje ciało i rozwijał umiejętności z zakresu sztuk walki poprzez naukę nowych technik oraz sparingi z Mr. Popo. Wszechmogący zadbał o właściwe zahartowanie zarówno ciała, jak i ducha swego adepta. Nauczył go również właściwie i umiejętnie korzystać ze swej wiedzy, tak aby inteligencja pomagała mu w walce. Wszystko to, co Goku pojął i zrozumiał podczas treningów pod okiem Boga, w niewątpliwy sposób przyczyniło się do jego końcowego sukcesu w konfrontacji z potomkiem diablego lorda.

Nie należy zapominać, że nie tylko główny bohater przygotowywał się do 23 Tenkaichi Budokai – również inni wojownicy w pocie czoła trenowali, aby dobrze się zaprezentować podczas turnieju. Yamcha, Kuririn, Tenshinhan i Jiaozi (Chaozu) wspólnie rozpoczęli owe przygotowania wspinając się na Wieżę Karin, o której istnieniu dowiedzieli się od Boskiego Miszcza. Na jej szczycie każdy zapewne miał okazję zmierzyć się w walce z Żarłomirem (Yajirobē). Później ich drogi się rozeszły i każdy ćwiczył sam. Wszyscy oni musieli sobie indywidualnie dobrać rodzaj i intensywność treningu – zależnie od własnych możliwości, ambicji i motywacji.

Osobą, która w owym okresie przeprowadziła jeden z najcięższych (o ile nie najcięższy) treningów, był potomek piekielnego króla – Szatan Piccolo. To on miał do wykonania najwięcej pracy, gdyż zaczynał od zupełnego zera i mógł liczyć jedynie na siebie. Miał ściśle określony cel do wykonania – panowanie nad światem. Wszystko co robił było podporządkowane jedynie temu zadaniu, które otrzymał w momencie narodzin od swego ojca.

Jest jeszcze jedna postać, która musiała bardzo wiele trenować, przygotowując się do turnieju i to bynajmniej nie z chęci wygrania go, ale z zemsty. Tą osobą był Tao Pai Pai i chciał śmiercią ukarać Goku za swą wcześniejszą z nim porażkę, której o mało nie przypłacił życiem. Taki sam wyrok zamierzał wykonać na Tenshinhanie i Jiaozim, za to, że sprzeciwili się swemu dawnemu mistrzowi – Żurawiemu Pustelnikowi. Znając możliwości całej trójki, musiał się solidnie przygotować do konfrontacji, nawet mimo że cyborgizacja, jakiej uległ, znacznie zwiększyła jego siłę.

Każda z wymienionych tutaj postaci miała okazje do sprawdzenia swych bojowych umiejętności w trakcie trwania 23 Tenkaichi Budokai. Po jego zakończeniu wiele rzeczy się zmieniło. Zwycięstwo Goku nad Piccolo sprawiło, że na Ziemi panował spokój, a zagrożenie ze strony tego drugiego zostało zredukowane (choć nie całkowicie wyeliminowane). Tych 5 lat od zakończenia turnieju upłynęło pod znakiem umiarkowanego optymizmu. Co prawda pewne było, że Szatan nie porzuci chęci panowania nad światem, jednak pamięć o jego niedawnej porażce w konfrontacji z Goku sprawiła, że ziemscy wojownicy z nadzieją spoglądali w przyszłość. Na pewno każdy z nich pracował nad utrzymaniem swej formy, jednak z pewnością nie były to treningi tak intensywne jak niegdyś. Dotyczy to również Goku. Mimo iż to właśnie na niego najbardziej liczono w ewentualnej ponownej konfrontacji z Piccolo, to istniał nowy, niezwykle istotny czynnik, który w dość znaczny sposób ograniczał jego treningi – małżeństwo z Chi Chi. Znając charakter i osobowość małżonki Goku pewnym jest, że nie pozwalała mu na zbyt długie i intensywne ćwiczenia. Nie należy również zapominać o tym, że główny bohater musiał się wiele nauczyć, zarówno jeśli chodzi o prace domowe, jak i opiekę nad dzieckiem. Te okoliczności sprawiły, że Goku z pewnością ograniczył swe codzienne treningi, jednak jedynie do stopnia, do którego był zmuszony.

Taka właśnie sytuacja utrzymywała się przez 5 lat – od zakończenia 23 Tenkaichi Budokai, aż do spotkania przyjaciół na wyspie Kame Sennina, przerwanego pojawieniem się Saiyanina Raditza. To spotkanie diametralnie odmieniło życie ziemskich wojowników. Informacja otrzymana od starszego brata Goku o przybyciu dwóch Saiyan za rok sprawiła, że wszyscy oni byli zmuszeni rozpocząć treningi bardziej intensywne i cięższe niż kiedykolwiek wcześniej. Zdawali sobie sprawę z tego, że jeśli ich opór okaże się nieskuteczny, to może to oznaczać koniec dla planety i wszystkich, którzy na niej żyją.

Pierwszą osobą, o której należy tu wspomnieć jest z pewnością Goku. To na jego barkach w głównej mierze spoczywały nadzieje na zwycięstwo w oczekiwanej konfrontacji z przybyszami z kosmosu. Na pewno był on tego świadomy. Z pewnością ta myśl dodawała mu sił podczas trwających rok czasu treningów oraz motywowała, aby osiągnąć jak najwięcej i przekroczyć granice własnych możliwości. Owe treningi odbył główny bohater w Zaświatach. Zasadniczo można je podzielić na dwie, trwające po 6 miesięcy części. Pierwszą z nich stanowiła podróż z pałacu Króla Yamy na planetę Króla Światów. Przez pół roku Goku pędził Drogą Węża, by spotkać się z tym, kto stał na czele wszystkich bogów kosmosu i miał go trenować. Po przebyciu miliona kilometrów rozpoczęła się druga cześć jego treningów w Zaświatach. W trakcie 6-miesięcznego pobytu na planecie Króla Światów Goku hartował swe ciało przy 10-krotnie zwiększonej grawitacji, zwiększał siłę fizyczną i szybkość oraz poznawał dwie nowe techniki: Kaioken i Genki Dama. Ten okres treningów głównego bohatera miał, jak się później okazało, wręcz zbawienne znaczenie dla Ziemi i wszystkich jej mieszkańców. Należy zauważyć jeszcze jeden bardzo istotny fakt wyróżniający ten trening spośród wielu, wielu innych, z którymi spotykamy się w fabule Dragon Balla. W trakcie tego 12-miesięcznego treningu Goku zwiększył swą moc i siłę, jak nigdy dotąd. O ile wcześniej kilku ziemskich wojowników mogło, z większymi lub mniejszymi szansami, konkurować z głównym bohaterem, to odtąd objął on zdecydowany prymat, jeśli chodzi o siłę, moc i umiejętności bojowe. Z pewnością sam z czasem dostrzegł ten fakt i swe kolejne treningi przeprowadzał w oparciu o wiedzę, którą zdobył od Króla Światów.

Mimo iż Goku zdecydowanie przodował w stosunku do innych, to nie można zapominać, że inni też się nie oszczędzali. Piccolo porwał Son Gohana specjalnie z myślą o jego treningach i jego plan się powiódł. Chociaż przez tych 12 miesięcy nieźle dawał mu w kość, to cel, który sobie postawił – stworzenie z niego wojownika, udało się zrealizować.

Tenshinhan, Jiaozi, Kuririn, Yamcha i Żarłomir wylewali z siebie litry potu trenując bez wytchnienia u Wszechmogącego. Wszyscy oni byli bardzo zmotywowani i myśl o walce, którą stoczą już niedługo nie pozwalała im odpuścić ani na chwilę.

Kolejny godny uwagi trening odbył się w trakcie 34-dniowej podróży Bulmy, Gohana i Kuririna na planetę Namek. Syn Goku i jego najlepszy przyjaciel przeprowadzili w tym czasie "trening na sucho". Pojazd, którym udali się na rodzinną planetę Piccolo, był dość mały i to uniemożliwiało im przeprowadzenie zwyczajnych ćwiczeń siłowo-sprawnościowych. Jednak sama myśl o podróży w kosmos i pobycie na obcej planecie sprawiła, że bezspornie uznali, że trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Konieczne było przeprowadzenie jakichkolwiek treningów, a wobec braku możliwości przeprowadzenia ich w dotychczasowej formie, zdecydowano się na specyficzny ich rodzaj, polegający na ukierunkowanym kontrolowaniu wewnętrznej energii ki. Takie ćwiczenia, chociaż nie od razu pokazywały efekty, to przyniosły bardzo wymierne korzyści – ułatwiały poznawanie nowych technik lub koordynację ruchową wojownika.

Następny trening, jaki poznajemy w Dragon Ballu z powodzeniem można uznać za najważniejszy spośród całej fabuły genialnego dzieła Akiry Toriyamy. Przeprowadził go Son Goku na pokładzie statku kosmicznego zbudowanego przez ojca Bulmy w trakcie 6-dniowej podróży na planetę Namek. Na czym polegała aż taka jego wyjątkowość? Otóż w tym czasie główny bohater nieświadomie zaczął pojmować tajemnicę wzrostu siły Saiyan. Specjalnie katował swój organizm i doprowadzał się do krytycznego stanu, po czym spożywał Senzu i zaczynał od nowa. Albowiem gdy Saiyaninowi uda się uciec śmierci sprzed nosa to jego moc znacznie wzrasta. Goku zrozumiał ten sekret i zastosował go w praktyce, co okazało się podstawą jego późniejszego zwycięstwa w walce z Frizerem. Dlaczego Goku tak wiele zaryzykował, decydując się na ten nowy, morderczy trening? Tutaj główną rolę odegrały jego saiyańskie korzenie. Główny bohater był przecież członkiem rasy największych wojowników wszechświata. Ten barbarzyński lud kochał walkę bardziej niż wszystko inne na świecie. Dokładnie taki sam był Goku. Gdy nadarzała się okazja do stoczenia pojedynku z potężnym przeciwnikiem – toczył ją jedynie z myślą, aby nie przegrać, a gdy takiej nie było – trenował, by móc w przyszłości dać z siebie jak najwięcej. Główny bohater, w którego żyłach płynęła barbarzyńska krew swych przodków, przez cały czas trwania tych treningów miał w głowie jedynie myśl o zbliżającej się konfrontacji z kimś, kto był o wiele potężniejszy od Vegety (z Frizerem). Zdawał sobie sprawę z ciążącej na nim odpowiedzialności za los przyjaciół, ponieważ tylko on był w stanie im pomóc. Dlatego też w trakcie trwania tych długich 6 dni Goku ani na chwilę nie odpuścił i dawał z siebie absolutnie wszystko. Jak się później okazało, jego trud się opłacił... i to bardzo.

Mimo iż nie jesteśmy bezpośrednimi świadkami kolejnego treningu w Dragon Ballu, to jego skutki bardzo łatwo możemy odszukać w dalszych przygodach naszych bohaterów. Chodzi tutaj o Piccolo, Yamchę, Tenshinhana i Jiaoziego, którzy to przez nieco ponad miesiąc podróżowali Drogą Węża na planetę Króla Światów. Warto zauważyć, że zajęło im to znacznie mniej czasu niż wcześniej Goku, było to jednak spowodowane ciężkimi ćwiczeniami, które cała czwórka odbyła przez rok czasu pomiędzy przybyciem na Ziemię Raditza a Vegety i Nappy. (Interesujące jest również to, że powrót z tamtejszych treningów zajął głównemu bohaterowi jedynie trochę ponad 3 godziny!) Po przybyciu do celu swej wyprawy, rozpoczął się pierwszy, kilkudniowy okres treningów pod okiem Króla Światów. Uczestniczyli w nim wszyscy nowo przybyli na planetę. Z pewnością niewiele się różniły od tych, które odbył tam niegdyś Goku, z jedną zasadniczą różnicą – nie obejmowały one nauki techniki o nazwie Genki Dama. Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn mistrz nic nie wspomniał o niej swym podopiecznym. Nieco inaczej przedstawia się sprawa z drugą techniką, która była domeną Króla Światów – Kaioken. Nie posiadamy informacji, czy ziemscy wojownicy zgłębili jej tajniki podczas pobytu na tamtejszej planecie. Mimo iż później nie wykorzystywali jej w warunkach bojowych, to wcale nie musi to świadczyć o tym, że jej nie znali. Osobiście uważam, że taka teoria jest bardzo prawdopodobna i należałoby ją przyjąć.

Kolejny okres treningów pod okiem Króla Światów trwał przez 130 dni, aż do opuszczenia planety przez Yamchę. Gdy, po upływie kolejnego nameczańskiego roku, mistrza opuścili Tenshinhan i Jiaozi zakończył się ostatni, trzeci okres tamtejszych ćwiczeń naszych bohaterów. Później przez rok czasu trwał dosyć spokojny etap w dziejach mieszkańców Ziemi. Ich życie powróciło do normalności (z nielicznymi wyjątkami). Skutkiem tego było ograniczenie treningów przez wszystkich (z wyjątkiem Vegety i Goku – o nim za chwilę).

Saiyański książę zdecydowanie wyróżniał się spośród innych wojowników, ponieważ chyba jako jedyny nie ograniczył swych ćwiczeń. Cały czas motywowała go chęć stoczenia walki ze swym największym przeciwnikiem – Goku. Podczas codziennych treningów mobilizowała go chęć stania się Super Saiyaninem. Co prawda także Piccolo zapewniał, że chce zawładnąć światem, jednak przebywanie w towarzystwie innych wojowników sprawiło, iż porzucił ten zamiar, ale nie przyznawał się do tego, aby nie utracić respektu wśród pozostałych.

Zupełnie inaczej niż na Ziemi wyglądała sytuacja na planecie Yardrat, gdzie od zwycięstwa nad Frizerem przebywał Son Goku. Mimo iż z pewnością był już wtedy jedną z najpotężniejszych osób we wszechświecie, to nie zaprzestał treningów. Wciąż chciał stawać się coraz silniejszym i silniejszym. Jego saiyańskie korzenie dały wówczas o sobie znać i nie dopuściły, aby osiadł na laurach. Owocem tego ponad półtorarocznego pobytu na odległej planecie była nowa technika, której Goku nauczył się od Yardraczan. Nazywała się Ki-teleportacja i polegała na natychmiastowym przemieszczeniu w pobliże osoby, którą się zna. Opanowanie jej zajęło głównemu bohaterowi bardzo dużo czasu, jednak trud włożony w jej przyswojenie nie poszedł na marne. Nowa umiejętność okazała się niezwykle przydatna, a nawet wręcz zbawienna dla mieszkańców błękitnej planety.

Wydarzeniem, które diametralnie zmieniło nastroje panujące na Ziemi, było przybycie Trunksa z przyszłości. Przekazał on naszym bohaterom niezwykle istotne informacje odnośnie przyszłości. Dane przez niego ostrzeżenie o nowym zagrożeniu zostało przyjęte bardzo poważnie – podobnie, jak niegdyś przed pojawieniem się Vegety i Nappy. Niedługo potem wszyscy rozpoczęli żmudne treningi, mające na celu przygotowanie ich do walki z nowym najeźdźcą. Przez 3 lata nikt ani na chwilę nie odpuszczał, ponieważ każdy miał świadomość, jakie mogą być tego konsekwencje. Najbardziej zmotywowani byli ci, na których w głównej mierze liczono w obliczu przyszłej konfrontacji z androidami doktora Żygago (Dr. Gero) – Goku, Vegeta, Piccolo. Główny bohater ćwiczył swe umiejętności wspólnie ze swym synem i Szatanem Piccolo w pobliżu swego domu. Pozostali trenowali głównie indywidualnie (z wyjątkiem Tenshinhana i Jiaoziego) – każdy na miarę własnych sił i umiejętności. Byli oni już na tyle obeznani w sposobach i technikach treningów, że nie potrzebowali ich prowadzić pod okiem mistrza. Do stawienia czoła nowemu, jakże niezwykle trudnemu przeciwnikowi, byli w stanie przygotować się samodzielnie. Chociaż trening ten został przeprowadzony całkowicie poprawnie i uzyskane efekty mogłyby w normalnych warunkach zadowalać, to zaistniała sytuacja sprawiła, że niezbędne stało się, aby zwiększyć swą moc jeszcze bardziej.

Szansa na pokonanie androidów i Cella wiązała się z koniecznością przewyższenia poziomu Super Saiyanina przez osoby do tego zdolne. Aby ten cel osiągnąć nasi bohaterowie rozpoczęli treningi w Komnacie Ducha i Czasu. Było to niezwykłe miejsce, w którym roczny trening można było przeprowadzić w jeden dzień. Istniały tam wręcz doskonałe warunki do hartowania swego ciała i zwiększania poziomu mocy: gorące i rzadkie powietrze, zwiększona grawitacja, dużo wolnej przestrzeni.

Jako pierwsi treningi tam odbyli wówczas Vegeta i Trunks z przyszłości. Chociaż opisu odbywanych przez nich ćwiczeń nie odnajdziemy w Dragon Ballu, to z całą pewnością niewiele się różniły od tych, które odbywali wcześniej (wszakże nie zmienia się ot tak wyuczonych, sprawdzonych metod). A więc: wszechstronne ćwiczenia koordynacyjno-sprawnościowe, hartowanie ciała i ducha, ćwiczenie odporności na ciosy, uderzenia.

Jako kolejni, treningi w komnacie Ducha i Czasu przeprowadzili Son Goku i Son Gohan. Okres, w jakim przebywali w tym niezwykłym miejscu należy zasadniczo podzielić na dwa etapy: Pierwszy z nich w sumie wyglądał bardzo podobnie do wcześniejszych treningów naszych bohaterów. Son Gohan osiągnął poziom Super Saiyanina, a jego ojciec powiększył swą moc na tyle, że przekroczyła ona tę granicę. Zgodnie z wcześniejszymi planami Goku, wtedy właśnie powinien rozpocząć się drugi etap – ojciec i syn mieli bez wytchnienia trenować aż do opuszczenia Komnaty Ducha i Czasu. Ten właśnie okres miał mieć decydujące znaczenie w przyszłej konfrontacji z Cellem. Ciągłe hartowanie swego ciała, zwiększanie własnej siły, szybkości oraz odporności na ciosy – te elementy miały w głównej mierze przyczynić się do sukcesu w zbliżającej się walce z najsilniejszym z androidów. Jednak stało się zupełnie inaczej. Treningi obu diametralnie się zmniejszyły. Goku przez wiele czasu po prostu siedział, nic nie robiąc, a Gohan ćwiczył jedynie sporadycznie. Ojciec nakazał mu utrzymywanie poziomu Super Saiyanina na co dzień i to stanowiło (w przeważającej części) jego trening. Dlaczego tak się stało? Dlaczego Goku porzucił stare, świetnie opanowane i niezawodne formy treningowe i zdecydował się na te nowatorskie metody? Aby odpowiedzieć na te pytania, należy się odrobinę cofnąć w czasie do momentu, w którym ojciec i syn wkraczali do Komnaty Ducha i Czasu. Główny bohater był świadomy, jak wielką potęgą dysponuje Cell, pomimo tego, że nie osiągnął jeszcze swej perfekcyjnej formy. Na dodatek wiele wskazywało na to, że uda mu się stać organizmem doskonałym. Świadomy tych wielu faktów Goku doszedł do wniosku, że pokonanie go nie będzie tylko kwestią mniej lub bardziej wyczerpujących treningów. Aby zwyciężyć, potrzeba będzie czegoś więcej niż tylko siły i umiejętności. Potrzeba będzie mocy wykraczającej poza wszelkie możliwe realia. Goku miał rok czasu w Komnacie nie tylko na treningi, ale również na odnalezienie sposobu, by tak wielką potęgę wyzwolić. Zapewne wiele się nad tym zastanawiał i przez długi okres czasu nie mógł spać spokojnie. Jednak promyk nadziei ukazał się w chwili, gdy jego syn osiągnął poziom Super Saiyanina. Wtedy to przez ułamki sekund dane było Goku poczuć, jak wielka moc i możliwości drzemią w Son Gohanie, gdy daje on upust swej złości. Główny bohater zrozumiał wtedy, że gniew potrafi wyzwolić w nim prawdziwą siłę i przemienić go w wojownika o przerażającej mocy. Jedyną szansą na pokonanie Cella było wyzwolenie tej siły we właściwym czasie, dlatego też od tego momentu treningi przybrały inną formę. Gohan początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego, co zauważył jego ojciec. Później jednak, widząc, że zachowanie Goku nie ma charakteru jedynie chwilowego, pojął, na co liczy i do czego zmierza.

Po opuszczeniu przez nich Komnaty Ducha i Czasu samotne jednodniowe treningi prowadzili tam kolejno: Piccolo, Vegeta oraz Trunks z przyszłości. Z całą pewnością jednak zasadniczo nie różniły się one niczym od wcześniejszych, doskonale opanowanych i wyuczonych zajęć, które dotychczas prowadzili, aby zwiększyć swój poziom mocy.

Po wyjściu z Komnaty Ducha i Czasu przez Gohana i Goku do rozpoczęcia turnieju zorganizowanego przez Cella pozostało 9 dni. Główni bohaterowie Sagi Cella czas ten wykorzystali w ten sposób, że przez 3 dni odpoczywali, przez 3 kolejne przeprowadzali specjalny trening, po czym znów 3 dni stanowił odpoczynek. Chociaż ów "specjalny trening" nie został w Dragon Ballu dokładnie przedstawiony, to raczej na pewno nie było to nic nadmiernie wysiłkowego – prędzej coś związanego z kontrolowaniem energii ki. Warto należy również zauważyć, że Goku (najprawdopodobniej w ramach tego "specjalnego treningu") zebrał rozrzucone po Ziemi Smocze Kule. Jeszcze jeden fakt jest na tyle istotny, że należałoby o nim wspomnieć – obaj, zarówno ojciec, jak i syn, przez cały ten 9-dniowy okres czasu pozostawali w stanie Super Saiyanina. Było to niezwykle istotne i odpowiednio przemyślane posunięcie ze strony głównego bohatera, gdyż w ten sposób organizm mógł się do tego stanu dobrze przyzwyczaić i zwiększenie poziomu mocy bojowej nie narażało już ciała na aż tak wielkie obciążenia. Jak to powiedział Vegeta o Goku: Nieźle to skubaniec wykombinował.... Nic dodać, nic ująć. Po upływie tych 9 dni miał miejsce turniej zorganizowany przez Cella. Był on momentem kulminacyjnym sagi i jednocześnie jej zakończeniem.

Jednak nim przystąpię do opisywania treningów, które miały miejsce w Sadze Buu, należy wspomnieć jeszcze o jednym. Był on dosyć specyficzny, ale jeżeli wziąć pod uwagę wcześniejsze zajęcia naszych bohaterów w celu zwiększenia mocy i siły – wcale nie taki dziwny. Przeprowadził go Trunks z przyszłości i obejmował całą podróż w przeszłość. Wydarzenia z tym związane należy zakwalifikować jako osobny trening, gdyż stanowiły one dla niego przygotowanie do zbliżającej się konfrontacji w swych czasach z cyborgami i Cellem. W tym czasie zwiększył on znacznie poziom swej mocy, zyskał wiele doświadczenia w walce i nauczył się nowych technik. Stanowiły one bezsprzecznie fundament jego zwycięstwa w swej rzeczywistości.

W trakcie kilku lat, które upłynęły od ostatecznej walki z Cellem, nikt z głównych bohaterów nie zaniedbywał swych treningów. Po wielu wspólnych przygodach i perypetiach mieli oni to już "we krwi", a poza tym wielu z nich chciało być tym "numerem jeden". Spośród osób przebywających na Ziemi jedynie Gohan nieco ograniczył samodoskonalenie się ze względu na szkołę. Poza tym w kwestii treningów niewiele się zmieniło. Miesiąc przed Turniejem Sztuk Walki o tytuł Najlepszego pod Słońcem częstotliwość treningów wszystkich znacznie wzrosła. Każdy chciał jak najlepiej doszlifować swe umiejętności. Dodatkowy czynnik – wspólne spotkanie po latach na polu walki – wpłynęło jak zawsze niezwykle motywująco na naszych bohaterów. Kilka lat, które upłynęły od walki z Cellem, najefektywniej wykorzystał Goku, jednak nie ze względu na chęci czy obowiązkowość, ale z powodu swej sytuacji – bycia umarłym i pobycie w Zaświatach. Z powodu swych wcześniejszych zasług pozwolono głównemu bohaterowi zachować ciało, które nie będzie się starzeć (bo przecież Goku już umarł). Dzięki temu mógł zawsze trenować na maksimum możliwości. Ciało nie stanowiło problemu, dlatego jego trening okazał się ostatecznie tak efektywny i udało mu się aż tak znacznie wyprzedzić pozostałych.

Kolejne istotne treningi miały miejsce już w Sadze Buu. Pierwszy z nich przeprowadził Gohan na prośbę Boga Światów w Świecie Bogów. Polegał on na wyciągnięciu legendarnego miecza Zet i nauczeniu się nim posługiwać, tak aby pomógł w walce z Buu. Jeśli chodzi o pierwszą część, to synowi Goku udało się (z problemami, ale zawsze) ją wykonać. Natomiast drugiej już nie, gdyż w trakcie próby przecięcia stali tytanowej, miecz po prostu pękł (!). Trening w pierwotnym założeniu wziął w łeb, jednak zamiast tego pojawiła się szansa na zwiększenie poziomu mocy Gohana związana ze zdolnościami Boga Światów sprzed 15 pokoleń, który pojawił się po zniszczeniu broni. Potrafił on zwiększyć siłę wielkiego wojownika ponad limity, które tworzą organizm i wyobraźnia. 5-godzinny rytuał i ładowanie energią przez 20 godzin sprawiły, że Gohan rzeczywiście przekroczył granice i mógł z powodzeniem walczyć z Buu.

W międzyczasie zupełnie inny trening prowadziło dwóch młodych przyjaciół – Goten i Trunks. Polegał on na nauczeniu się techniki fuzji, która była nadzieją na pokonanie Buu. Technika trudna, nie odbyło się bez kilku pomyłek i niepowodzeń. Ostatecznie jednak maluchy opanowały ją i były gotowe do walki. Konfrontacja z tym niezwykle wymagającym przeciwnikiem nie przebiegła dokładnie po myśli naszych bohaterów. Nieoczekiwany rozwój wydarzeń sprawił, że jedna godzina pozostała do rozstrzygnięcia tego konfliktu. Piccolo zadecydował, żeby ten czas maluchy spędziły w Komnacie Ducha i Czasu, gdzie można było wykorzystać go w maksymalny sposób. 15 dni w tym pomieszczeniu dzieciaki spędziły na ciągłym treningu. Goten i Trunks nauczyli się wielu (niekoniecznie skutecznych) technik: Dynamitowe Kopnięcie, Cios Stu Piorunów, Dziki Taran itd. Ich wartość bojowa była niewielka, chociaż chłopcy chcieli jak najlepiej. O wiele lepiej wypadły dwie inne: Super Duchy Kamikadze i Super Saiyanin 3. Pozwoliły one na prawie wyrównaną walkę z potworem stworzonym przez czarnoksiężnika Bibidiego. Były to dwa ostatnie treningi, które miały mieć kluczowe znaczenie w finalnym pojedynku z Buu (ostatecznie wygranym przez koalicję całego wszechświata z naszymi bohaterami na czele).

Ustabilizowane życie na Ziemi trwało 10 lat od tamtych wydarzeń. Utrzymywanie formy i dalsze treningi wciąż były domeną ziemskich wojowników. Do grupy ćwiczących postaci dołączyła Pan, córka Gohana i Videl. Plan ich zajęć z pewnością również się nie zmienił. Ostatni trening wspomniany w fabule Dragon Balla odbył główny bohater, Son Goku, i Uub – odrodzony Buu jako dobry człowiek. Wspólnie opuścili oni kolejny Turniej Sztuk Walki o tytuł Najlepszego pod Słońcem, by zwiększać swe umiejętności bojowe, poznawać nowe techniki i stawać się coraz silniejszymi. Na tym zakończyła się fabuła najlepszego anime na świecie.

Zakończenie

W tym miejscu pragnąłbym zakończyć rozważania na temat treningów bohaterów Dragon Balla. Chciałbym, aby ten tekst pomagał w jeszcze lepszym poznawaniu tego interesującego zagadnienia. Przepraszam bardzo za wszystkie błędy, jakie z pewnością znajdują się w tej pracy – jesteśmy w końcu tylko ludźmi. W razie jakichś problemów, niedomówień, czy po prostu chęci rozmowy na ten (jak również każdy inny związany z Dragon Ballem) temat proszę pisać na mój adres e-mail. Bardzo dziękuję wszystkim za przeczytanie tego tekstu – wszakże napisałem go z myślą właśnie o Was. Dziękuję! Kończąc już, chciałbym przeprosić jedną szczególną osobę – autora strony DB Nao – Gotenksa, za tak długą zwłokę w napisaniu tego artykułu. Przepraszam. Wiem, że jest tu ogrom mojej winy, ale jednocześnie dziękuję Ci za to, że we mnie nie zwątpiłeś! Obiecuję, że następnym razem spiszę się dużo lepiej :)

Kuririn, 29.11.2004

Listy od czytelników

Cześć, nazywam się Maciek i właśnie przeczytałem Twój artykuł o treningach w DB i mam do Ciebie pytanie, może trochę nie z tej ziemi :) Ale czy myślisz, że takie treningi mogą się zdarzyć na Ziemi, może Toriyama stworzył coś tak pięknego na podstawie faktu, iż kiedyś może gdzieś się to stało naprawdę, co Ty o tym myślisz? Proszę, odpisz, pozdrowienia.

Maciek, 25.09.2005

Dziękuję serdecznie za przeczytanie artykułu i za poruszenie jakże ciekawego tematu. Twoje pytanie jest rzeczywiście interesujące. Oczywiście należy rozgraniczyć treningi na te możliwe do odbycia na błękitnej planecie (jak wszelakie polegające na ćwiczeniu tężyzny fizycznej, hartu zarówno ciała, jak i ducha) oraz te, które z wiadomych względów są nierealne (jak trening w Pokoju Ducha i Czasu). Jeśli chodzi o pierwsze, to należy zauważyć, że Toriyama raczej nie usiadł tak po prostu i wymyślił to wszystko. Jestem prawie pewien, że te przeróżne miejsca, w których ćwiczyli bohaterowie Dragon Balla, mają swoje odpowiedniki gdzieś na kuli ziemskiej. Na przykład pomysł na pierwszy trening w mandze (Goku trenujący od lat gdzieś w dżungli) mógł zrodzić się w genialnym umyśle pana Akiry być może na podstawie urzekającego zdjęcia, które zobaczył np. w National Geographic. Z kolei trening poprzez wyprawę na Wieżę Karin mógł powstać na podstawie wielu dalekowschodnich podań o śmiałkach udających się do najbardziej niedostępnych miejsc (np. klasztor Shaolin), aby tam zwiększać możliwości zarówno ciała, jak i ducha.

Co do tych "nierealnych" treningów, chciałbym Ci powiedzieć coś, co dobrze może rokować na przyszłość: Tak nieprawdopodobne sposoby treningów, jak choćby wspomniany wcześniej pokój, niekoniecznie są takie nierealne. Współcześnie postęp technologiczny jest olbrzymi i rzeczy, które jeszcze 30-40 lat temu wydawały się niewyobrażalne, obecnie są na porządku dziennym. Ostatnio nawet czytałem o badaniach nad grawitacją, których efekt przypominał nieco trening Goku w trakcie podróży na Namek. Ten wątek zakończę pewnym komercyjnym stwierdzeniem wykorzystywanym w reklamie pewnej federacji piłkarskiej: impossible is nothing (niemożliwe nie istnieje).

Co do pytania czy stało się to kiedyś naprawdę, to chyba wiesz, że nie jestem w stanie Ci na nie odpowiedzieć z całkowitą słusznością. Pragnąłbym jednak zauważyć, że historia człowieka to nie tylko ostatnie 3 tysiące lat. Wcześniej też żyli ludzie i zapewniam Cię, że działo się naprawdę wiele.

Jeszcze raz dziękuję za wszystko i pozdrawiam. Zachęcam do dalszej dyskusji i przepraszam za tak długi czas potrzebny na odpowiedź, ale brak stałego dostępu do internetu skutecznie go wydłuża.

Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker