Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL - VIRUS -- SAGA I -- ODCINEK XVII
Dragon Ball - Virus
Saga I: Dragon Ball - Virus
Odcinek XVII

       Serca stanęły chyba im wszystkim, gdy Kienzan wbił się w ciało Goku, a potem po prostu przeciął Saiyanina na pół. Vegeta nie mógł zamknąć oczu, coś kazało mu patrzeć, jak jego najlepszy przyjaciel i w jednej osobie rywal pada w dwóch połówkach na ziemię, nie wydawszy ni jęku.
       – Ale jak to... – wyszeptał książę. – Przecież w ogóle w niego nie mierzyłem...
       Tym czasem Sąwszędzie zdążył już wstać i przemówił teraz do Vegety, wisząc tuż przed nim:
       – Jestem demonem, nie pokonasz mnie konwencjonalną saiyańską bronią.
       Książę zrozumiał. Ultimate Kienzan Flash trafia w żywe istoty, ale przecież Sąwszędzie nie jest tak do końca żywy. Dysk trafił więc w najbliższą żywą postać. Ta postać leżała teraz martwa u stóp Vegety. Oczy Goku nadal były otwarte i wpatrywały się szklistym wzrokiem w niebo.
       Nie tylko Vegeta, ale i Trunks z Sitą nie mogli się otrząsnąć po tej śmierci. Niby syn księcia chciał zabić Goku, ale teraz, kiedy patrzył na jego ciało, coś się w nim zmieniło i przez moment był dawnym chłopakiem, Trunksem o dobrym sercu i czystej duszy. Wylądował teraz przy zwłokach Goku i zamknął mu oczy, chwilę przy nim klęcząc w bezruchu.
       Vegeta patrzył na tę scenę i krew się w nim wzburzyła. Ten morderca Son Gotena, Gohana i Kuririna śmie dotykać Goku! W jednej chwili poczuł ogromne wzburzenie, lecz zanim cokolwiek postanowił, usłyszał głos syna, patrzącego teraz prosto w twarz Vegety:
       – Zabiłeś miliony Khlorosian i setki innych na różnych planetach, a potem Bulmę, teraz zaś swojego jedynego przyjaciela. Jesteś mordercą, katem – wypluł to słowo Trunks.
       Vegeta eksplodował wewnątrz, wydobywając z siebie przeraźliwy wrzask i stając się tak złym, jak tylko pozwoliła mu jego przeszłość, saiyańska krew, ostatnie przeżycia, aż w końcu jad Lithosa – bo i on spotęgował efekt.
       – Zabiję cię, śmieciu! – krzyknął tak, że słyszano go chyba w każdym zakątku Ziemi. Coś bardzo dziwnego stało się z nim, był po prostu samą wściekłością. To nie był SSJ3, to raczej uosobienie dumy, gniewu, desperacji i całej mocy, jaką posiadał. Nawet Trunks się przestraszył, gdy spojrzał na tego, który kiedyś był jego ojcem. Wystawił rękę przed siebie, jakby broniąc się przed atakiem i zdążył tylko szepnąć:
       – Tato, zaczekaj – w jego duszy śmierć Goku na moment zneutralizowała truciznę, i próbował coś wyjaśnić, ale było już za późno.
       To nie była Genki-Dama, choć mogłoby się wydać, że w posiadaniu Vegety jest energia całego Wszechświata. Jego postać przesłonił blask stokroć większy od tego, jaki czynił Taiyoken, a włosy zmieniły kolor na srebrzystostalowy i wydłużyły się aż do stóp.
       – Giń! – zadrżały skały od tego krzyku, a po nim Vegeta wypuścił z siebie całą zgromadzoną moc – Ki z jadem Khlorosian.
       Utworzył się połyskujący trójkąt, coś w rodzaju oszczepu złożonego z czystej siły Vegety. W oka mgnieniu poszybował w stronę Trunksa i wbił się w niego. Trunks zachwiał się, aż w końcu upadł obok Goku, a cała ta moc wniknęła w niego i rozeszła mu się po ciele. Nikt się nie poruszył, Sąwszędzie i Sira obserwowali w milczeniu to co się stało.
       Syn Vegety poczuł straszliwy ból w całym ciele, jakby ta moc wypalała mu wnętrzności. Mylił się o tyle, że atakowała nie tylko organy ale i nerwy, kości i krew. W tempie nie do ogarnięcia przez jego organizm zaczęła zżerać jego komórki, był jednym wielkim bólem. Rozpuszczała szpik kostny, wysysała krew i inne płyny ustrojowe, na koniec zaś skonsumowała oczy i serce. Po tym wszystkim z ciała Trunksa pozostała tylko skóra i włosy, reszta wyparowała wraz ze śmiertelną energią, przez którą to wszystko się stało.
       Niepotrzebny już Miecz Zła upadł cicho, a potem i on się rozpadł w kurzu drogi.
       Książę pozostał w tej nowej postaci, patrząc na nędzne resztki swojego syna. Ani jedna łza nie toczyła się po jego twarzy, oczy nadal były mroczne jak dna rozpaczy Siry.
       Jej za to setki łez płynęły z oczu. Trunks był "tym złym", ale liczyła, że to skończy się inaczej, niż jego śmiercią. Owszem, wiedziała, że jego ojciec jest kimś wielkim i czuła do niego coś w rodzaju szacunku pomieszanego ze strachem, ale teraz panicznie się go bała, tak ją sparaliżowało, że ledwie oddychała.
       Odwrócił się do niej, a włosy mu zafalowały. Odezwał się cicho i do Kunatemuszki i do Siry jednocześnie:
       – Jad Khlorosian dał mi moc tak wielką, że nie ma ode mnie potężniejszego wojownika w całym Universum. Chcę na zawsze zachować tę moc i nie zamierzam pozbywać się trucizny z mego ciała. Walka jest skończona i to ja jestem zwycięzcą!
       – Ale, książę... Przecież jeśli nie dokończysz walki ze mną, to to ta trucizna i tak cię kiedyś zabije, czy już o tym nie pamiętasz? – nie wytrzymał Kunatemuszki – A co z twoją rodziną?
       – Ale zanim to nastąpi, podporządkuję sobie cały Wszechświat! A moja rodzina... Trunks wyparł się mnie, a Bulma była konieczną ofiarą, bym mógł osiągnąć to, czego udało mi się dostać dziś!
       – A twoja córka? Czy i ją poświęcisz?! – zdenerwował się mocno Kunatemuszki.
       – Wszystkich, których będzie trzeba!
       Dziewczynie obserwującej wszystko zza skałki było już wszystko jedno. Trunks zginął, świat się kończył, a jedyny, który potrafił przywrócić ład, obwieszczał właśnie, że będzie drugim Freezerem.
       Wyszła odważnie na niedawne pole bitwy i rzekła do Vegety, który właśnie zamierzał odlecieć:
       – Będziesz wielki, będziesz władał całym Universum... ale zawsze będziesz bardzo samotny. Ostatni Saiyanin i to z własnego wyboru, pełen goryczy i pusty, bo nie kochany i nie potrafiący pokochać! Skorupa! – Sira wyzwała go pierwszym ze słów, jakie jej się skojarzyło z kimś, kogo dawniej w głębi duszy nawet podziwiała.
       Samotność. Przypomniał sobie, jak porzucił służbę u Freezera i wybrał stronę tych, którzy potem stali się jego przyjaciółmi, a przynajmniej ludźmi o wspólnym celu i sposobie na jego osiągnięcie przez walkę ze złem. Nim jednakże stał się członkiem tej grupy, patrzyli na niego podejrzliwie, a czasem nawet z wrogością. Bywał też i strach, czasem łzy – jak to Goten, który kiedyś śmiertelnie się wystraszył Vegety, gdy ten wściekł się na niego o jakąś drobną sprawę. Później zaakceptowali w pełni tego wielkiego samotnika, a jemu było naprawdę dobrze wśród rodziny i całej reszty tej "bandy". A teraz po prostu wyparł się tego wszystkiego.
       – Marzyłem o byciu potężniejszym od Goku i wreszcie mi się to udało! Nic nie jest więcej warte od tego, co dziś dokonałem! Saiyanie oddaliby życie za sekundę bycia tym, czym ja jestem!
       – W takim razie zacznij mordy ode mnie! Strzelaj! – zamknęła oczy i czekała na śmierć. Vegeta bez wahania wyciągnął rękę i zgromadził dużą kulę energii na dłoni, zamierzając wykorzystać jeden ze swoich ulubionych strzałów Ki, o nazwie Bing Bang Attack. Już miał strzelać, lecz ręka mu zadrżała i coś go powstrzymywało. Walczył jeszcze dłuższą chwilę sam ze sobą, ale w końcu opuścił kończynę i rzekł:
       – Nie, ja nie mogę, ja...nie będę mordował, ja... – wreszcie głos mu się załamał.
       Nie potrafił zabić bezbronnej dziewczyny, zabić jej po prostu i tak bez najzupełniejszego powodu!
       Zapadła ciężka chwila milczenia, a Vegeta również przymknął oczy, jakby coś w myślach rozważał.
       Jaki ja jestem miękki... – szepnął sam do siebie, aż w końcu opadł na klęczkach obok ciała Trunksa. Lekko uniósł resztki jego głowy i patrzył chwilę w puste miejsce po oczach i czaszce. Z jego ust wyrwał się cichy jęk, który przeszedł w coraz głośniejszy, by w końcu stać się czymś pośrednim między wyciem a szlochem, tak bardzo rozpaczliwym, że Kunatemuszki i Sira sami prawie się popłakali nad losem Vegety i jego syna.
       Całym księciem wstrząsał okropny płacz i dreszcz rozpaczy, teraz i jemu ciekły łzy, spadające na zwłoki jego syna. Stalowe włosy okryły twarz Vegety, wykrzywioną strasznym bólem i cierpieniem.
       – Nigdy...nigdy sobie tego nie wybaczę! – krzyk rozniósł się chyba po całym świecie.
       Roztrzęsiony i rozrywany od wewnątrz rozpaczą nie zauważył jednej rzeczy – umowa Dendego z Sąwszędzie miała trwać tylko miesiąc. Dziś mijał trzydziesty dzień tego układu. Dziś wszystko miało ulec zniszczeniu bo Kunatemuszki nadal żył...
       Rozpoczęło się gdzieś w Anglii, ale zajęci sobą wojownicy nic nie wiedzieli o tym katakliźmie. Wpierw słońce zaszło, niebo zasnuły ciemne i burzowe chmury i rozpadał się deszcz. Wraz z postępowaniem Armageddonu miast wody zaczął padać ogień, paląc i niszcząc to, na co trafił. Dzieło śmierci dopełniały wulkany, które wszystkie uaktywniły się równocześnie na całej Ziemi i wybuchnęły w tej samej chwili. Prawie cała ludzkość zginęła od razu, inni w mękach. Morza i każda inna woda zmienione zostały w piekielne lawy, zalewające cały świat. Fala śmierci posuwała się coraz bliżej naszych bohaterów.
       Wreszcie ją spostrzegł, kiedy zaczęło mu się robić gorąco w plecy. Obejrzał się i zobaczył w oddali żywy ogień, językiem zlizujący życie z tej planety.
       – I to wszystko moja wina – zrozumiał, że właśnie nadchodzi koniec.
       Ledwo tylko to wypowiedział, a raczej wypłakał, stało się coś przedziwnego. Łzy płynące z jego oczu utworzyły na ziemi kształt koloru srebra i stali – jak jego włosy po przemianie. Ujrzał, że łzy skupiają się w ciało stałe i jak niegdyś Trunks dostał Miecz Zła, tak teraz Vegeta chwycił w swe ręce inną broń, złożoną z tego, co miał dobre w sercu i w duszy. Na rękojeści lśnił znak w piśmie Saiyan, a oznaczał on zwycięstwo, victorię.
       Kiedy tylko poczuł Miecz w ręce, wiedział, co ma z nim zrobić. Co prawda nie zdążył uratować swojej rodziny ani lecząc ich z jadu Khlorosian, ani zabijając Kunatemuszki przed upływem miesiąca, ale miał jeszcze jedno wyjście. Powstrzymać tę falę! A potem przecież zawsze może...
       Więcej już nie rozmyślał. Po prostu znalazł się tuż przed Kunatemuszki i wziął szeroki zamach swoim mieczem. Wtedy był już w swej zwykłej postaci.
       Na statku Khlorosian gorycz Selena nie miała granic. Oto dowiedział się, że nagranie jest sfałszowane, że zostało z niego coś wycięte, coś, co zapewne zmieniłoby sens całego filmu z katastrofy na jego planecie. A kiedy poszedł z tym do Lithosa, ten oświadczył, że doskonale o tym wiedział!
       – Selenie, my, którzy przeżyliśmy zagładę, znamy całe nagranie. Lecz gdy poprzysięgliśmy pomstę, kilku z nas miało inny pogląd na sprawę, twierdziło, że to nie była wina tego Saiyanina. Cóż, osobiście ich wykończyłem, a aby uniknąć podobnych sytuacji, zmodyfikowałem zapis z kasety. Zanim cię zabiję, obejrzysz sobie prawdę...


Odcinek XVIII

       Autor: Black Falcon


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ODCINEK XVII -- SAGA I -- DRAGON BALL - VIRUS -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker