Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Inny Wymiar » Rozdział II
Inny Wymiar
Rozdział II
 

Minęło pół roku od tych wydarzeń. Nasi bohaterowie już zaprzyjaźnili się z Asią i przyzwyczaili się do niej. Tyle, że obawy Vegety się spełniły i Goku pokochał ją jak własną córkę. W końcu trudno jest się do kogoś nie przyzwyczaić jak pół roku jest się z nim pod jednym dachem ^-^. Nie licząc tego, że nasza bohaterka była tu bez swojej prawdziwej rodziny. Tego dnia o godzinie 5:00, Gohan jeszcze smacznie spał, gdy nagle coś zrzuciło z niego kołdrę...: Gohan!!! Wstawaj śpiochu! Wiesz co dzisiaj jest? - krzyknęła Asia już całkowicie przebudzona, Gohan na to spadł (bardzo widowiskowo) z łóżka i rąbnął się w głowę...

– Co... Tata?... Jutro...

– ???

– No mówię, że tak... Asia?! O co chodzi? Spać mi się chce...

– Nie pamiętasz?! Tata obiecał, że będę mogła z wami dzisiaj trenować. W końcu nauczyłeś mnie już latać...

– Co... Dzisiaj? – Gohan zerknął na zegarek – Jest 5.00 rano! Jeszcze ciemno na dworze...

– Wstawaj! I tak za chwilę przyjdzie Goku i cię obudzi.

– Ale Asia... – burknął.

– Gohan!

– Proszę daj mi spać... – Gohan zakrył się kołdrą.

– Gohan... – mruknęła, ściągając z niego kołdrę, nagle wszedł Goku:

– Pobud...? Asia?! A ty nie śpisz? Aha, przypominam sobie... – po czym uśmiechnął się – Gohan!!!

– Ok. już wstaję... – wymruczał Gohan ledwo wychodząc z pokoju. Stwierdził, że z nimi raczej nie wygra... – "A miałem być naukowcem" – pomyślał zaspany Gohan.

Gdy byli już na dworze, Gohan jeszcze przecierał oczy, Asia patrzała lekko zmieszana na Goku, a on stał na środku i zaczął:

– Najpierw trzeba sprawdzić twoją siłę... – mruknął sam do siebie – Czy wiesz może co to jest Ki?

– No, Gohan mnie nauczył.

– Trenowaliście razem? – było widać, że Goku jest miło zaskoczony.

– No, ale ja i tak nic nie umiem...

– Jak to nic nie umiesz? Jeśli masz opanowane Ki, to już dużo umiesz! To teraz będzie łatwiej... Wyzwól swoją Ki jak najbardziej potrafisz, dobrze? – Asia nieśmiało ścisnęła piąstki i zaczęła... Jej Ki zaczęła raptownie rosnąć. Ścisnęła mocniej pięści. Gohan wytrzeszczył oczy... Goku zamrugał i... Asia krzyknęła, po czym upadła. Obłok pyłu opadł zaraz po niej.

– Pięknie! – pochwalił ją Goku, pomagając jej wstać – Czemu krzyknęłaś?

– Bo... Poczułam się jakoś dziwnie... – wysapała.

– To znaczy, że masz jeszcze więcej mocy w zanadrzu? – zapytał cierpliwie.

– No, nie wiem.

– Spróbuj jeszcze raz. Tylko teraz się nie poddawaj. Nie bój się jakby co to my tu jesteśmy. – Asia ścisnęła pięści i przedstawienie się powtórzyło. Obłok pyłu znów wzbił się w powietrze. Asia mocniej ścisnęła pięści, po czym jej oczy się dziwnie zaiskrzyły, odleciało coś od niej, jakby w postaci pyłu, grunt leciutko wzdrygł.

– Już... Nie... Mogę...

– Nie poddawaj się Asia! – w tym momencie ona upadła. Goku nie spodziewał się chyba, że można się tyle po niej spodziewać. Oczywiście nie miała więcej Ki od niego, ale miała ją na pewno ponad przeciętną człowieka...

– Asia! – krzyknął przestraszony Gohan.

– Spokojnie Gohan!... Wszystko w porządku? Zapytał spokojnie Goku, patrząc jak Asia zbiera się z ziemi.

– Jasne – uśmiechnęła się, była cała w kurzu.

– Dobra Asia odpocznij sobie, a my w tym czasie potrenujemy trochę z Gohanem, dobrze?

– No... – Asia przykucnęła z boku przy skale i patrzała na zbliżający się pojedynek.

– Gohan, tylko masz pójść na całość, od razu... Nie tak jak ostatnio łobuzie.

– No dobra... – burknął jakby niechętnie. Stanęli naprzeciwko siebie, po czym przemienili się w SSJ. Prawy sierpowy. Łokieć, noga, kop z lewej, Goku ma przewagę!!!

– Gohan! Nie możesz mi się dawać tylko z tego powodu, że jestem twoim ojcem. Wyobraź sobie, że jestem Cellem. – teraz nastąpiła jakby druga runda, ciosy tak śmigały w powietrzu, że Asia ledwo nadążała żeby je dojrzeć. Gohan teraz stanął na jednej z wyższych skał. Wydał z siebie zduszony krzyk i wokół niego pojawiły się zwarcia elektryczne... Gohan przemienił się w SSJ2.

– Pięknie! – krzyknął Goku, teraz Gohan osiągnął stanowczą przewagę. Nawalał Goku na comba ile się dało, po czym Goku odbił się od niego, w ten sposób wylądowali naprzeciwko siebie. Goku również wydał z siebie krzyk, tyle że trochę dłuższy i stanowczo głośniejszy od Gohana. Widać było, że jego przemiana sprawiała mu więcej trudu niż Gohanowi. Teraz w powietrzu śmigało jeszcze więcej kurzu. Tu zwarcie, tam zwarcie, lewy sierpowy, kop z prawej. Goku wygrywa...

– Gohan co ja ci mówiłem! – w tym momencie można było nie wiadomo skąd usłyszeć.

– Masenko! – Goku nie uniknął ataku i wbił się w skałę. Teleportował się szybko za Gohana, chwycił go niepostrzeżenie za dłoń i uczynił to samo. Znowu nawalanka na comba. Prawy, lewy, lewy, prawy, tu kurz, tam kurz. Asia chociaż że ona nie umiała tak dobrze walczyć jak oni, uważała że niestety obydwoje nie dają z siebie wszystkiego. Poza tym dobrze wiedziała, że po walce z Cellem, Goku skupiał się głównie na tym, żeby Gohan dobrze opanował SSJ2. Dopiero później sam zajmie się swoją przemianą. W końcu jednak obydwoje się odmienili i wylądowali na ziemi. Nagle nie wiadomo skąd dobiegł ich krzyk...

– Tato! Patrz co znalazłem! – krzyknął ucieszony Goten biegnąc z czymś w ręku.

– Niech zgadnę... – wydyszał Goku.

– Na pewno skarabeusz – uśmiechnął się Gohan, wycierając swoje zadrapania na twarzy.

– Nie zgadłeś.

– Jaszczurka?

– Nie.

– No dobra poddaję się – uśmiechnął się Goku. – Goten uśmiechnął się triumfalnie i rozchylił dłonie. Trzymał skauter... Taki sam jaki nosił Vegeta, taki sam w jakim przybył Raditz na Ziemię... Goku zmarszczył brwi. Spoważniał.

– Skąd to masz?

– Znalazłem. – pochwalił się młodszy syn.

– Ale gdzieś musiałeś to znaleźć.

– No... Tam za skałą – burknął Goten, tak jakby ta informacja, gdzie to znalazł popsuła całą zabawę.

– Idziecie do domu.

– Czemu? – zapytał się Goten.

– Już! – w głosie Goku zagrzmiała nutka ostrzeżenia.

– Chodź Goten. – zwrócił się do brata Gohan.

Gdy tak wracali, Gohan cały czas nerwowo się obracał, Goten szedł powoli z przodu, co chwilę kopiąc kamienie, a Asia szła powoli obok Gohana. Nagle Gohan stanął nieruchomo, jakby się czegoś wystraszył:

– Asia?

– Co?

– O... Od kiedy ty masz czarne oczy?

– Co?!

– Naprawdę... Miałaś je jeszcze niedawno niebieskie...

– Chyba sobie żartujesz...

– Nie, naprawdę. – "No super! Może za chwilę na ręku wyrośnie mi kaktus?!" – pomyślała dziewczyna – To chyba ta zmiana o której mówił Kaio... Tyle, że ja nie wiem w co się zmieniam – mruknęła patrząc na swoje dłonie. – Boję się tego...

– Ale ty się nie zmienisz... Tylko twój wygląd się zmieni, prawda?

No tak przynajmniej mówił... – wyszeptała. Nagle Goten podbiegł do Asi.

– A Asia? Bo tak się zastanawiałem... Jakiego masz tatusia?

– Ja? – Asia zrobiła oczy jakby to było oczywiste. Po czym nagle jakby zorientowała się o co mu chodzi.

– No... Normalnego – uśmiechnęła się spokojnie.

– A mamusię?

– No właśnie – wtrącił się Gohan – Ty wiesz o nas wszystko, chociaż sam nie wiem skąd. A ty o sobie nic nam nie łaskaw jesteś powiedzieć!

– A co mam mówić? – Asia jakby posmutniała, ale nie chciała dać po sobie tego poznać i zaczęła wyliczać tak jakby recytowała wiersz – Miałam garstkę przyjaciół, starszego brata i siostrę... – w tym momencie Gohan nagle się odwrócił.

– Asia zostań na chwilę z Gotenem, ja zobaczę, co z tatą.

– Ale... – Asia została jakby wyprowadzona z tropu.

– Za chwilkę wrócę, tylko zostań z Gotenem.

– No... – burknął Goten – i co jeszcze? – widać było, że był nie mało zainteresowany. Asia wiedziała co zaniepokoiło Gohana, Ki Goku dość wzrosła.

– Słuchasz, ty mnie w ogóle! – tupnął nogą Goten.

– A... Tak – uśmiechnęła się – Miałam całkowity odchył na jego punkcie... Czasem żyłam tylko dla niego... – oczy Asi zalśniły się lekko.

– Kogo? – Na policzkach Asi pojawił się rumieniec. Nie wiedziała że jej myśli wydobyły się na zewnątrz.

– Z czego się śmiejesz?

– Asia i Gohan para zakochana!!!

– Ja ci zaraz! – Asia uśmiechnęła się po czym puściła się za Gotenem. – jak ja ci się zaraz zakocham, to zobaczymy!

– Będziecie się na drzewskach całować!!! – w tym momencie Asia złapała Gotena i zaczęła go łaskotać. Goten zaczął tak się śmiać, że aż łzy napłynęły mu do oczu.

– Od...wołaj to... – syknęła rozbawiona tym wszystkim Asia.

– Nie!! Para zakochana, para zakochana!!! A!!! Poddaję się!!! – Goten jeszcze przez chwilkę chichotał po czym się uspokoił. Asia też się uspokoiła.

– A tak poza tym, to mieszkałam tylko z bratem i mamą. Ponieważ moi rodzice się rozwiedli. Wcześniej byli ze sobą w separacji 4 lata. Żyliśmy z alimentów mamy, które nie były za wysokie, a mama była raczej już niezdolna do pracy. Powody tego były proste. Ciągle się kłócili, czasem bili. Gdyby tego było mało, to jeszcze mój tata był chory psychicznie... Nieuleczalnie... Ale wiesz dawnych ran nie da się wyleczyć i mama nie mogła z nim żyć – teraz przykucnęła naprzeciwko Gotena i spojrzała w jego smutne, nic nie rozumiejące oczka. – Nie lubiłam wracać do domu... To w ogóle nie był dom. Gdzie każdy patrzy na siebie z groźbą w oczach. Chociaż bardzo nie chciałam się przeprowadzać to i tak dobrze się stało... Że już razem nie mieszkaliśmy. Bo, bo... Smutno mi było jak mama przyszła do mnie z potrzaskanymi okularami... – teraz przyciszyła swój głos i pogładziła Gotena po głowie. – Wiem że i tak nic z tego nie rozumiesz, ale wystarczy że posłuchałeś. – uśmiechnęła się do niego.

– A.. Ale...

– Zostanie to między nami dobrze?

– No... Ale ja...

W tym momencie przed nimi nie wiadomo skąd pojawił się Goku z Gohanem. I... Doszło do tego co stać się musiało...

– Auć! – pisnęła Asia i przewróciła się z Gohanem na ziemię.

– Tato? Czemu twoja Ki tak wzrosła? – zapytała Asia gramoląc się z ziemi – po tych słowach troszkę się zakłopotała. Pierwszy raz wyrwało się jej do Goku tato... Ale ten uśmiechnął się tylko i nie dał jej odczuć zakłopotania.

– Nie, nic, tylko coś mi się coś wydawało... Że... A zresztą nieważne. Nikogo tam nie było. Goten wygrzebał jakiś stary śmieć. – powiedział po czym rozdeptał skauter.

Szła ciemnym tunelem... Bała się... Przed kimś uciekała. Odwracając się co chwilę, sprawdzała czy ta osoba skądś nie nadchodzi. Wiedziała że zdarzy się coś okropnego, więc najchętniej skuliłaby się pod ścianą, ale nie mogła, bo bała się że ta osoba ją dogoni. Nagle tunel się skończył. Asia poczuła na sobie nutę paniki. Nie wiedziała co zrobić... Potarła rozpaczliwie dłonią po ścianie. Wtedy zamrugała oczami ze zdziwienia, za każdym śladem jej dłoni malował się obraz. Tak jakby przecierała brudne lustro, to nie była ściana... To było zakurzone szkło!

– Luna... – można było usłyszeć echo. Asia zrozumiała, że ktoś kogoś woła.

– Nie ma tu nikogo! Nie ma tu Luny... Jestem tylko ja, Asia! – słowa poniosły się echem. Oddech Asi rósł z sekundy na sekundę. Zapomniała o tej osobie... Osobie której się bała... Pisnęła i rozpaczliwie rąbnęła z całej siły w szkło, te jednak ani drgnęło.

– Ty sama nie wiesz kim jesteś... – znów usłyszała to echo.

– Wiem kim jestem! Pomóż mi przejść! – krzyknęła rozpaczliwie, cisza – nie zostawiaj mnie! Pomóż mi... Proszę! – nagle jakaś dłoń powolutku wysunęła się ze szkła, jak ze zwykłej kałuży. Asia podniosła wzrok, stał tam Gohan uśmiechając się uspokajająco. Asia tak się bała, że z poczucia ulgi, aż łzy spłynęły po jej policzku na jego widok.

– Nie widziałaś mnie?

– Nie... – zachlipała ze szczęścia Asia podając mu dłoń.

– Niestety nie mogę dalej z tobą iść... – powiedział po tym jak przeprowadził Asię przez tajemnicze szkło, po czym znikł. Ta droga była już męcząca, ale Asia nie bała się już. Szła teraz spokojnym taktownym krokiem przed siebie. Po chwili jednak kogoś przed sobą dostrzegła... Serce zabiło jej szybciej, po czym przyjrzała się osobie dokładniej. Zauważyła skuloną dziewczynkę, na oko miała gdzieś 6 lat, jej czarne włosy opadały jej kawałek za pas. Płakała... Asia stała nieruchomo, po chwili jednak podeszła do niej:

– Czemu płaczesz? – Dziewczyna podniosła główkę. Była naprawdę śliczna, ciekawe, głębokie oczka patrzały prosto na Asię. Była przestraszona. Szybko przytuliła się do Asi.

– Luna...

– Ja nie... – wtedy Asi zrobiło się przykro owej dziewczynki "Nie powiem jej prawdy... Niech sobie myśli, że jestem tą całą Luną... Niech przestanie płakać".

– Lun... ka... – załkała dziewczyna wtulając głowę w rękaw Asi. Tak chwilę trwały w ciszy.

– Co mam zrobić, żebyś przestała płakać? – zapytała troskliwie Asia. Dziewczynka podniosła na nią swoje zaszklone oczka:

– Płaczę bo... Ty... – zachlipała.

– Ale... – Asię zatkało, patrzały sobie teraz prosto w oczy – Ja... Ja nic ci nie zrobiłam... Nie płacz... Nie płacz z mojego powodu. – dziewczynka uśmiechnęła się przez łzy.

– Kiedy w końcu dowiesz się kim jesteś. – mruknęła cichutko.

– Nie.... Płacz? – Asia patrzała teraz w sufit... Była w pokoju... To był tylko sen. Postanowiła się nim nie przejmować, po czym zbiegła na dół.

Następnego dnia

– Asia podaj mi tę szynkę! – krzyknął Goku przez kawałek chleba w ustach.

– Które to już dzisiaj?

– Nie wiem... – burknął biorąc z rąk Asi ową szynkę.

– No! Nie pobiłeś rekordu.... To jest dopiero 19 drugie śniadanie... – uśmiechnęła się Asia – Jej wygląd troszkę się zmienił miała teraz włosy do pasa... Gdy była tu po raz pierwszy jej włosy opadały jej lekko za ramiona.

– Tato!

– Co Goten? – zapytał spokojnie Goku.

– Bo ja mam problem... – mruknął cicho siadając na krześle.

– Tak?

– Pierwszy to ten, że Trunks ciągle trenuje z panem Vegetą, no i nie mamy się kiedy bawić...

– Tak?

– Tak! A ja nie mogę z tobą trenować, no bo mama nie pozwala! No i się nudzę.

– A drugi problem? – Goten teraz przyciszył glos, tak jakby się czegoś wstydził.

– No bo... Ja nie wiem kto to jest Kakarotto... – powiedział smutno. Goku na te imię prawie udławił się kanapką (21 ^-^) Po czym spoważniał.

– Kakarotto... To... W pewnym sensie ja. A skąd ci to nagle przyszło do głowy? – odpowiedział odkładając kanapkę.

– No bo... Taki pan powiedział Gohanowi, że chce koniecznie zobaczyć się z Kakarotto...

– Co? – Rzeczywiście podczas jedzenia Goku nie potrafił się zbytnio skupić ^-^. Asia poczuła, na sobie jakby lawę. Obrzydliwa Ki, jakby oblepiała jej ciało. To chyba była negatywna energia. Negatywna, ale nie za wysoka. Goku wyszedł z domu. Zaraz za nim wyszła Asia.

– Masz do mnie jakąś sprawę?

– No proszę... – rzekł dość wysoki mężczyzna. Jego długie czarne, jak węgiel kosmyki opadały mu na czoło. Na jednym oku miał skauter. Oczy miał równie czarne jak włosy. Dobra nie owijajmy w bawełnę... Wszystkie szczegóły jego wyglądu wskazywały na to, że przed Gohanem stoi czystej krwi Saiya-jin.

– Nasz bohater się zjawił... – mruknął z kpiną w głosie.

– Kim jesteś? – powiedział wcale nie miło nastawiony Goku.

– Wiele cię to nie powinno obchodzić Kakarotto... Ale skoro tak bardzo ci zależy... – burknął jakby robił mu tym wielką łaskę. – Nazywam się Rejziw. I jak zapewne twój ciemny mózg się już spostrzegł jestem tej samej rasy co ty. Chociaż swoją osobą marnujesz cenną krew Saiya-jin.

– Czego ode mnie chcesz? – powiedział z nutką groźby w głosie Goku.

– Mam walić szczerze? No dobrze skoro tak chcesz... – gestem odgarnął swój czarny kosmyk za ucho, po czym otworzył usta:

– Masz się do nas przyłączyć. – Na twarzy Goku pojawił się ironiczny uśmieszek.

– Chyba śnisz...

– To chyba ty śnisz Kakarotto. Myślisz, że robisz nam wielką łaskę?

– Nigdy nie dołączę do zgrai morderców! – z ust Rejziwa można było usłyszeć tylko stłumione "phi". Asia rozejrzała się po nich. Na twarzy Gohana malowało się zaskoczenie. Najwyraźniej całkowicie ufał idei Vegety, że więcej Saiya-jin nie przeżyło wybuchu Vegety. Goten chociaż Goku zabronił mu wychodzić z domu trzymał się spodni Asi. A ta zaś chciała jakoś rozwiać wszystkie swoje wątpliwości, ale... Bała się... Bała się Saiya-jina stojącego przed nią. Jego Ki powodowała to, że czuła się jak sparaliżowana. Jednak musiała dowiedzieć się tego co chciała.

– A skąd w ogóle ty się tu wziąłeś co? – wszystkie spojrzenia padły na Asię. Rejziw zachował się tak jakby dopiero teraz ją zauważył.

– Jak to skąd dziewczynko... Z Vegety.

– Jakiej znowu Vegety! Ty chyba marzysz. Ta wasza Vegeta poszła w dym już dawno temu! – krzyknął Goku. Rejziw na to zrobił dziwną minę po czym wybuchł lodowatym śmiechem.

– Ale wy jesteście naiwni! Vegeta żyje w całej okazałości, już od dawna!

– Obchodzi mnie to tyle co wcale. Wynoś się z tej planety zanim stracę cierpliwość! – krzyknął Goku.

– No, no, naszemu Kakarotto nerwy puszczają, co? Jednak to nie jest takie proste jakby ci się wydawało... Mamy misję odnalezienia wszystkich Saiya-jin. Włącznie z tobą. – kiwnął w jego kierunku z odrazą w głosie – a następnie zabrania ich na Vegetę. Nie licząc już faktu, że przez wszystkich mam na myśli także twoje bachory... – burknął patrząc z jeszcze większą odrazą w kierunku Gohana – Mogą się przydać te mieszańce jako śmieci...

– Ja nie mam dzieci!

– To ciekawe skąd miałyby ogony. Pewnie nowa rasa ludzka. Nie rozśmieszaj mnie Kakarotto, chyba nie myślisz sobie, że nabierzesz mnie na tak starą sztuczkę. Obserwowaliśmy cię od wielu dni. Nie myśl sobie że się wymigasz. Ta historyjka z Raditzem była wtedy, gdy Saiya-jinów była zaledwie garstka. Teraz nas jest mnóstwo. A jeśli będziesz taki niegrzeczny to będę zmuszony użyć siły – mruknął z nutką tajemnicy w głosie.

– Jakiej znowu siły?! – teraz nerwy Rejziwa chyba puściły, Goku od razu przyjął pozycję do walki, jednak gesty Rejziwa całkowicie wybiły go z tropu. Zamiast rzucić się na niego, wyjął z kieszeni coś w rodzaju kapsułki i rzucił ją przed siebie. Zdziwione oczy Goku padły na ową kapsułkę. Nagle zaczął wydobywać się z niej tajemniczy dym. Teraz nic nie było widać. Goku upadł.

– Tato!! – krzyknął Gohan podbiegając do niego. Asia pisnęła.

– Już... – Gohan zarzucił Goku przez jedno ramię. – Gohan właśnie miał się wznieść, gdy nie wiadomo skąd Rejziw złapał go za nogę. – puszczaj mnie! – Gohan drugą wolną ręką wypuścił wiązkę Ki w kierunku Rejziwa. Rejziw złapał go za dłoń.

– No co maluszku? Coś nie tak? – Gohan rzeczywiście jakoś niepewnie stał na nogach. – czyżby było ci niedobrze? – na twarzy Rejziwa pojawił się ironiczny uśmieszek, po czym z całej siły uderzył Gohana w brzuch, od razu Goku zleciał bezwładnie na ziemię, a ten zaś spoczął na ręku Rejziwa.

– Gohan! – pisnęła Asia. Położyła nieprzytomnego Gotena na ziemi.

– Co to za dym! Co ty mu zrobiłeś!!!

– Ten dym zabija pewną odmianę Saiya-jińskich komórek... Jak się nie pośpieszysz to twój tatuś może przez przypadek wyzionąć ducha...

– Odwołaj to! – krzyknęła Asia uderzając go z całej siły w twarz. Ten uśmiechnął się tylko drwiąco. Asia odbiła się od niego.

– Jak to było... – szepnęła do siebie, patrząc na Rejziwa, który zmierzał wolnym krokiem w jej kierunku. Asia przypomniała sobie ułożenie rąk Gohana... – Musi mi się udać... Musi!

– Masenko! – Z rąk Asi ku jej własnemu zdziwieniu wydobył się strumień energii. Rejziw niestety zrobił unik.

– Nie... – szepnęła sama do siebie. – Nie! – teraz uderzyła go z pięści w twarz.

– No, no... – wycedził Rejziw. Asia zaczęła nawalać go jak tylko potrafiła, jak tylko mogła. Chociaż umiała dużo mniej od Gohana i Goku, starała się dać z siebie wszystko. Po raz pierwszy w życiu miała takie uczucie, jakby chciała kogoś za wszelką cenę zabić. Waliła go jak najmocniej mogła. Chociaż widziała go przez mgłę, musiała się go pozbyć. On najwyraźniej nic sobie nie robił z jej wysiłków, jakby na coś czekał. Obraz falował... Jeszcze raz z całej siły uderzyła na oślep. Nic już nie mogła zobaczyć. Poczuła jakby ktoś powoli rozrywał ją od środka. Ból zdawał się jej nie do wytrzymania. Asia zemdlała.

Pustka. Mimo iż zdawało się jej, że otworzyła oczy. Nic nie widziała. Zamrugała nimi i dopiero teraz pojawił się rozmazany obraz. Nie była sama w pokoju. Od dłuższego czasu słyszała czyjś oddech. Czuła na sobie czyjś wzrok, chociaż nie mogła go dojrzeć.

– Budzi się... – był to znajomy głos. Asia odkaszlnęła się. Otworzyła teraz szeroko oczy.

– Ach! – wspomnienia uderzyły tak szybko, że Asia aż usiadła.

– Spokojnie. Nic ci już nie grozi. – dobiegł ją uspokajający głos. Asia szybko podniosła głowę i ujrzała Bulmę z papierosem w ustach.

– Co... Gdzie ja jestem? – zapytała szybko.

– Połóż się to ci wszystko wytłumaczę. – odpowiedziała spokojnie Bulma. Asia powoli wykonała jej polecenie. W końcu się uspokoiła. Spojrzała na źródło największego bólu. Jej ręka była owinięta bandażem od samych palców po ramię. Poza tym czuła mrowienie po całym ciele. Skurcz minął.

– Gdzie jest reszta? Gdzie tata?!

– Obok ciebie – uśmiechnęła się Bulma. Rzeczywiście łóżko obok leżał Goku. Był nieprzytomny, a poza tym jego ręka również była cała w bandażu. Drżał lekko, i było po nim widać że nie ma się najlepiej, był cały blady i ciężko oddychał.

– Co mu się stało? Nie pamiętam, żeby Rejziw złamał mu rękę. Bulma zaśmiała się po czym zgasiła w końcu papierosa.

– A kto powiedział że ma on złamaną rękę? Po prostu musiałam wam pobrać krew.

– Pobrać krew? To dlatego mam całą rękę w opatrunkach?!

– Ach nie, pobrałam ją, ponieważ ktoś wcześniej uczynił dokładnie to samo. Musiałam zobaczyć czy przypadkiem czegoś wam nie wstrzyknął. A opatrunki masz dlatego, bo ten wariat pociął wam dla zabawy całe ręce. Albo może coś na nich napisał... W każdym razie nie znam tego języka.

– Ile ja spałam?

– 2 dni.

– Co?!

– Aha zapomniałabym. Po tym jak pobrałam ci krew, okazało się, że jesteś Saiya-jinką... Przynajmniej tak pokazały testy.

– Jak to?!

– A tak to – uśmiechnęła się Bulma wyciągając kolejnego papierosa. – Ale masz inny rodzaj krwi niż Goku...

– Ale ja nie jestem Saiya-jinką. Jestem tego pewna... – próbowała sama sobie wytłumaczyć Asia.

– Musisz się z tym pogodzić, że w tym świecie nią jesteś, bo twoje DNA się zmienia... Za parę miesięcy nie będzie w tobie, już ani grama Ziemianki. Ten stary gbur, jak mu tam... A, Kaio, miał chyba rację. – Asia spostrzegła, że Bulma z zatroskaniem spogląda w kierunku Goku...

Tymczasem gdzieś o wiele, wiele dalej...

Kręciło mu się w głowie, było mu strasznie niedobrze, w dodatku z tej głuchej ciszy zaczęły dobiegać jakieś głosy... Nie były mu niestety znajome. Coś jakby oblewało go lawą. Czuł wokół mnóstwo złych Ki...

– Syn Kakarotto powiadasz... A Matka? – zagrzmiał jakby z oddali lodowaty głos.

– Żadna z naszych... W jego krwi nie wykryto żadnej z zarejestrowanych Saiya-jinek... W każdym razie jest mieszańcem. – odpowiedział mu jakiś mężczyzna.

– No to nie postarałeś się zbytnio Rejziw... Miałeś przyprowadzić wszystkich pozostałych Saiya-jinów z planety Ziemia... A tymczasem? Tymczasem przywlokłeś jednego szczeniaka... Oznakowałeś chociaż pozostałych?

– Tak oczywiście! Oprócz mojego brata Vegety... – w głosie Rejziwa można było usłyszeć dumę. "Niech oni już skończą... Idź już... Jeszcze chwilkę, wytrzymaj...".

– Zmierz szczeniakowi klasę, a później się pomyśli.

– Tak ojcze. – Gohan usłyszał kroki, drzwi się otworzyły... Ale mężczyzna jeszcze nie wyszedł. "No idź już!".

– Chodzą pogłoski, że oprócz Brolly’ego jest jeszcze jeden Super Saiya-jin w tej galaktyce... Na pewno tu chodzi o Kakarotto... Jego syn może być nam bardzo pomocny... Więc postaraj się! Chcę mieć z kogoś w miarę opanowanego najsilniejszego wojownika.

A ja nie mogę nim być? – cisza, można było usłyszeć tylko stłumiony "phi" po czym drzwi się zamknęły. Gohan mało co zrozumiał z tej rozmowy. Cały czas tylko opanowywał się, żeby nie zwymiotować. Po za tym czuł się tak jakby ktoś go gotował... Nie lubił przebywać wśród takiej Ki... Było mu dziwnie zimno. Chociaż już powoli wracała mu świadomość wolał nie otwierać na razie oczu.

– Chyba się budzi... – Goku odkaszlnął się dwa razy. Mocno zmrużył oczy, po czym szybko je otworzył. Nagle spojrzał w kierunku Bulmy.

– Gdzie... Ja jestem?

– A jak sądzisz? – uśmiechnęła się triumfalnie Bulma.

– Słyszałem was... – burknął cicho, przecierając swoje zaczerwienione oczy. W przeciwieństwie do Asi wyglądał naprawdę okropnie. Było widać, że skurcz go jeszcze nie opuścił, ponieważ każdy ruch widocznie sprawiał mu ból.

– Co się z nimi stało? – Bulma otworzyła oczy jakby tego pytania najmniej się spodziewała, po czym spuściła wzrok i wyszeptała.

– No Asia jest obok... Goten obudził się wczoraj... – zapadła chwila ciszy. Goku wyłapywał każde słowo z ust Bulmy. Ta zaś westchnęła.

– Vegeta, gdy poczuł, że wasze Ki słabną, to poleciał w miejsce waszej walki i zastał was już nieprzytomnych. Ale niestety... Nie znalazł tam Gohana.

– Jak to go nie znalazł?! Przecież Gohan tam był! Niech wróci, niech go poszuka! – krzyknął Goku

– Zrozum... Piccolo szukał już wszędzie...

– On musi tam być! Jeśli on go nie znalazł to ja go znajdę! – Goku się podniósł.

– Goku! Nie zachowuj się jak dziecko!!! – Goku nie zwracał na nią uwagi, usiadł na łóżku, przy czym cicho syknął. Bulma podeszła do niego i potrząsnęła nim.

– Goku! Słuchasz mnie ty w ogóle?! – Bulma przemówiła chyba Goku do rozsądku.

– Zabiję! – Goku uderzył z całej siły pięścią o stolik przy łóżku, jego czarne oczy były zaszklone.

– Goku... To nic nie da...

– Jeśli ten drań mu coś zrobi to nie ręczę za siebie!

– Goku...

– Gdzie on może być... Nie czuję jego Ki... – szepnął sam do siebie.

– Ach, nie wiem... Ale nie martw się, na pewno go znajdziemy! – powiedziała z udawaną pewnością w głosie. – Goku podniósł swoje zaszklone czarne oczka na Asię. Starała ukryć przed nimi to, że płakała. Twarz miała odwróconą w drugą stronę. A z jej ślicznych, już czarnych oczu płynęły łzy.

– Zabiję... – zachlipała.

– Co? – szepnął Goku.

– Nie wybaczę!!! – Asia wstała – Zabiję cię!!! SŁYSZYSZ?! – zamknęła oczy, poczuła jakby coś w niej strzeliło. – ZABIJĘ!!! W jednym momencie jej włosy zmieniły kolor, oczy stały się niebiesko zielone, a związane włosy rozpuściły się z kucyka, lecz nie stanęły, wręcz przeciwnie. Były prościutkie, jakby ledwo po czesaniu, lecz podwiewały lekko pod wpływem Ki. Wokół rozwiewało się coś jakby w rodzaju złotego pyłu.

– A.. Asia... – nie wiedział co wykrztusić Goku.

– Nienawidzę cię... – wyszeptała sama do siebie. Nie umiała się opanować, czuła się tak jakby wszystko i wszyscy ją drażnili. Czuła olbrzymi gniew. Chciała nie mieć już tego uczucia, pozbyć się go, lecz nie mogła...

– Po trochu... Powoli... – to był głos Goku.

– Nie... Nie potrafię... Nienawidzę...!

– Wycisz emocje... Powoli...

– Wy... cisz... – mruknęła sama do siebie, po czym upadła, a jej włosy odzyskały dawny kolor...

– Co jej się stało? – zapytała oszołomiona Bulma (przy czym papieros wypadł jej z ust).

– Wszystko jasne... Jest bardzo silna, tylko że biedaczka nie potrafiła kontrolować tej siły. Szkoda, że od początku nie trenowaliśmy na wyższym poziomie... Ona chyba przemieniła się w SSJ... – szepnął Goku odgarniając jej długie włosy.

 
autor: Son Luna

<- Rozdział I

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker