Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ I -- ROZDZIAŁ III
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część I: Umierające Gwiazdy
Rozdział III - Punching machine

       Nadszedł dzień 29-ego Tenkaichi Budokai. Jak zwykle turniej połączony był z kiermaszem i festynem, na którym sprzedawcy lodów, waty cukrowej oraz podobizn Mr Satana mogli zarobić kupę forsy. Zgłosiło się bardzo wielu zawodników. Na szczęście już od dawna nie przeprowadzano standardowych eliminacji. Dzięki punching machine można było znacznie skrócić czas oczekiwania na prawdziwe walki, z czego organizatorzy byli dumni. Vegeta i Trunks szli wolno, mijając innych zawodników.
       – Tato! Patrz, to Goten i Piccolo. – Vegeta z synem podeszli do Nameczanina i młodszego syna Goku.
       – Trunks! Zapuściłeś włosy? – zapytał Goten, widząc że włosy jego przyjaciela sięgają teraz do ramion.
       – Tak, biorę z ciebie przykład. Dziewczyny na to lecą. Twoja fryzura to jednak przegięcie.
       – He he, wiem. Ale w SSJ wyglądam prawie jak tata w "trójce". – Czupryna Gotena niemal dorównywała tej Raditza.
       Piccolo miał wyjątkowo ponurą minę.
       – Nie wiem dlaczego tak bardzo chciałeś, żebym wziął udział w tym turnieju, Vegeta. To mnie już nie bawi.
       – Chciałbym mieć jakiegoś godnego przeciwnika. Bo jakoś nie widzę tu Kakarotto.
       – Sprawdzałem, nie zapisał się – powiedział Goten.
       – Tato, a mnie i Gotena nie uważasz za godnych przeciwników?
       – Sam sobie odpowiedz.
       – Hehe, szczerze mówiąc zastanawialiśmy się, czy nie wziąć udziału jako Gotenks, ale uznaliśmy, że to by było za łatwe – zażartował Trunks.
       – I tak nie planuję wygrać – stwierdził Goten. – Mam tylko nadzieję, że pokonam Trunksa.
       – Chyba w snach!
       – Ha!
       – Jakie macie numery w eliminacjach? – Vegeta przerwał przekomarzanie się młodzieży.
       – Ja mam 65 – powiedział Piccolo.
       – Ja 33 – stwierdził Goten.
       – Ja i ojciec mamy 87 i 88 – powiedział Trunks. – To dobrze. Większość zawodników zdąży przejść przez eliminacje zanim maszyna zostanie zniszczona.
       – A gdzie Gohan? – zapytał Vegeta.
       – Nie będzie go na turnieju. Ma jakieś sympozjum czy inny wykład.
       – To będzie żałosne – stwierdził Vegeta z ponurym wyrazem twarzy.

       Nadeszła chwila eliminacji. Zawodnicy zebrali się przed punching machine.
       – No dobrze – powiedział jeden z ekipy organizatorów turnieju, niewysoki Azjata w okularach przeciwsłonecznych. – Nazywam się Mr Hahn i będę kolejno wyczytywał wasze numery. Kiedy ktoś usłyszy swój, niech podejdzie do maszyny i uderzy z całej siły. Piętnastu z najlepszymi wynikami przejdzie do właściwej części turnieju. Oczywiście Mr Satan nie weźmie udziału w eliminacjach. A więc dobrze... Numer pierwszy.
       Numer pierwszy, jak zwykle miał Buu, który z góry zapisywał się na pięć kolejnych turniejów. Podszedł i lekko stuknął punching machine.
       – 444. Bardzo dobrze. Następny...
       – Chyba nie będziemy na to patrzeć, co? – zapytał Vegeta. – Większość z tych gości nie przekroczy setki.
       – Racja, do naszych numerów jeszcze kupa czasu.
       Niepełna drużyna Z-Warriors odeszła nieco na bok, gdzie mieli więcej wolnej przestrzeni i spokoju.
       – Przy okazji – rzucił Goten. – Nie widzieliście gdzieś Uubu? Chciałbym go zapytać gdzie jest ojciec.
       Nikt jednak nie widział Uubu.

       Minęło kilka minut. Kolejni zawodnicy podchodzili do punching machine. Do uszu Piccolo i Saiyanów dochodziły tylko strzępki wypowiedzi Mr Hahna. Nic ciekawego. Trunks i Goten z nudów ćwiczyli Fusion Dance, oczywiście nie używając żadnej energii Ki.
       – Nigdy bym się na coś takiego nie zgodził – stwierdził Vegeta. – Wygląda się przy tym jak idiota.
       – Masz rację. – Piccolo miał podobne zdanie.
       Nagle usłyszeli głośniejszą wypowiedź Mr Hahna:
       – Zawodnik numer 17... 334 punkty!
       – Co? – zapytał Trunks. – Niemożliwe.
       – To pewnie Uubu! – rzucił Goten, ruszając w stronę punching machine. Po przepchnięciu się przez tłum zauważył, że wynik 334 osiągnął nie Uubu, ale jakiś ciemnowłosy mężczyzna z chustą zawiązaną na szyi.
       – Kto to?
       – #17 – stwierdził Piccolo, który także podszedł bliżej.
       – Wiem, który ma numer! Ale kim on jest?
       – Mówię ci, to #17, Android #17, brat bliźniak żony Kuririna.
       – A, faktycznie, ona ma na imię #18. Ale co on tu robi?
       – Pojęcia nie mam. Nawet nie wiedziałem, że żyje.
       – Nie martwi cię to?
       – Nie. Jest silny, ale z nami nie ma szans.
       – Aha – powiedział Goten. – Ja tu zostanę, Uubu zgłosił się na zapas, dwa miesiące temu, więc powinien mieć niski numer w eliminacjach.
       Piccolo wrócił do Vegety i Trunksa. Zawodnicy numer 18, 19 i 20 nie pokazali niczego ciekawego, nawet z punktu widzenia zwykłych ludzi.
       – Zawodnik numer 21.
       Nikt się nie zgłosił.
       – 21! Zawodnik numer 21! Czy jest tu zawodnik z numerem 21?
       – Tak! Już biegnę. – Przez tłum przecisnął się nikt inny tylko Uubu. – Przepraszam, ale, he he – Uubu uśmiechnął się głupawo, drapiąc się w zakłopotaniu po głowie – zasiedziałem się trochę na stołówce.
       Zgromadzeni zawodnicy ryknęli śmiechem. Uubu tymczasem podszedł do punching machine i uderzył lekko, wyświetlił się wynik "273".
       – 273, doskonale. Następny zawodnik.
       – Uubu! Tutaj! – krzyknął Goten.
       – Proszę o ciszę! – upomniał go Mr Hahn.
       – Przepraszam.
       Uubu przywitał się z Gotenem. Obaj poszli do miejsca, gdzie czekali Vegeta, Trunks i Piccolo.
       – Cześć wszystkim i dzień dobry panu, panie Vegeta – przywitał się Uubu.
       "Goku nieźle go wyszkolił" – pomyślał Piccolo.
       Vegeta prychnął.
       – Zamiast chrzanić od rzeczy mów lepiej, gdzie jest Kakarotto!
       – Nie wiem. Może gdzieś na widowni? Szczerze mówiąc to nie widziałem go od trzech miesięcy.
       – Co?
       Uubu wzruszył ramionami.
       – Powiedz. Mój ojciec dał ci duży wycisk na treningu?
       Uubu znowu uśmiechnął się głupawo.
       – Spory. Jest bardzo silny.
       Vegeta znowu prychnął.

       Po kilku minutach rozmowy Goten musiał na chwilę odejść, żeby wziąć udział w eliminacjach. Wrócił po chwili.
       – 221 – powiedział.
       – Nienawidzę tej maszyny – stwierdził Vegeta.
       – Wolałbyś walczyć w eliminacjach? – zapytał Piccolo.
       – Oczywiście!
       – Zawodnik numer 35! Tak, proszę uderzyć. 299!
       – Hę? – Vegeta był zaskoczony, wynik był zbyt wysoki jak na możliwości zwyczajnych Ziemian. – Kto jeszcze bierze udział w tym turnieju?
       – Nie wiem – Nameczanin wzruszył ramionami.
       – Może to Kakarotto!
       Cały niepełny Z-team przepchnął się przez tłum. Od punching machine odchodził właśnie jakiś potężnie zbudowany, białowłosy mężczyzna ubrany w ciekawy, czerwony strój, przypominający z grubsza saiyańską zbroję, ale z wyglądu nieco lżejszy.
       – Zawodnik numer 36!
       Do punching machine podszedł kolejny białowłosy. Ten jednak, mimo że wysoki, był bardzo chudy, poza tym miał nieco krótsze włosy, w przeciwieństwie do poprzedniego, któremu luźno opadały na ramiona. Ubrany był podobnie. Nowy zawodnik odprowadził swojego poprzednika wzrokiem. Następnie zamachnął się i z całej siły uderzył.
       – Także 299! Niesamowite! – stwierdził Mr Hahn. – Kolejny zawodnik. Numer 37.
       Jeszcze jeden białowłosy, tym razem niski, drobny i bardzo krótko obcięty podszedł do maszyny. Jego strój był nieco inny – luźne białe ubranie.
       – Proszę uderzyć.
       – He he. Ja na pewno będę miał ponad 300 – stwierdził niski, miękkim, jakby kobiecym głosem, po czym zamachnął się i uderzył lekko.
       – 312! Brawo! Zawodnik numer 38.
       Do punching machine zbliżył się kolejny dziwny osobnik. Jego skóra miała jasnoniebieski kolor, a włosy były zgniłozielone i postawione w charakterystyczny "punkowski" czub. Bez słowa podszedł do punching machine i uderzył tak lekko, że wydawało się, iż tylko dotknął urządzenia.
       – 520! Co za wynik! – gorączkował się Mr Hahn, gdyby nie miał polecenia przepuszczać wszystkich z dziwnymi wynikami, zarządziłby sprawdzenie maszyny, ale to polecenie przyszło z samej góry. – Ko... kolejny zawodnik. Numer 39.
       Zawodnik numer 39 miał idealnie białą skórę i czarne włosy tak długie, że mógłby chyba rywalizować na tym polu z Raditzem. Na rękach nosił rękawice podobne do tych Vegety, tylko, że czarne. Uderzył punching machine lekko.
       – 403! Świetnie! – Mr Hahn zapisał kolejny wynik. – Numer 40.
       Zawodnik numer 40 przepchnął się przez tłum, w którym większość zawodników od dłuższej chwili gapiła się z rozdziawionymi ustami na kolejnych dziwaków osiągających wyniki 300 i większe. Tymczasem zawodnik numer 40 okazał się być małym, łysym, fioletowym stworkiem ze szpiczastymi zębami. Był tak niski, że nie dosięgał nawet do wysokości na której trzeba było uderzać.
       – Czy przynieść panu coś do podwyższenia? Zapytał Mr Hahn.
       Stworek uśmiechnął się, ukazując zęby, oderwał stopy od ziemi i uderzył lewitując.
       – 351! Zawodnik numer 41.
       Zawodnik 41 był tak podobny do swego poprzednika, że gdyby poprzedni nie stał obok, można by pomyśleć że to ten sam. Po uderzeniu maszyna wyświetliła wynik "364".
       – Zawodnik numer 42... – głos Mr Hahna zaczął się nieco łamać.
       Zawodnik numer 42 okazał się być, przynajmniej z wyglądu, zwykłym człowiekiem. Bardzo napakowanym, ale zwyczajnym.
       – Proszę uderzyć.
       42 skoncentrował się, zaparł nogami w ziemię i uderzył cała siłą jaką mógł włożyć w pojedynczy cios.
       – Sto... sto sześćdziesiąt dziewięć... – W głosie Mr Hahna dało się odczuć ulgę, w końcu 169 to nie 300. – 169!
       Następny proszę!

       Kolejni zawodnicy osiągali już zwykłe wyniki, co rozluźniło atmosferę. Dopiero próba Piccolo (195) postawiła wszystkich w stan gotowości. Na szczęście "wysoka seria" się nie powtórzyła i wszyscy zaczęli myśleć, że wysokie wyniki były błędem maszyny.
       – To możliwe – stwierdził Trunks. – Mama mówiła mi, że zakłócenie działania takiej maszyny to dla kogoś ze średnimi zdolnościami technicznymi małe piwo. Moim zdaniem ci goście koniecznie chcieli się dostać do finałów. Tylko po co? I tak nie mają szans.
       – Jesteś pewien? – zapytał Uubu. – Wyglądali dość dziwnie.
       – Na tej planecie jest bardzo dużo dziwnie wyglądających istot.
       – Prawda.
       – Zawodnik numer 87!
       – Moja kolej – stwierdził Trunks podchodząc do maszyny i uderzając lekko.
       – 208! – powiedział Mr Hahn, w jego głosie zabrzmiała nutka niepokoju. – Następny. 88.
       – Powiedzcie "pa pa" tej maszynie. – powiedział cicho Vegeta podchodząc do miejsca, które właśnie opuścił Trunks. – Odsunąć się, ciołki, jeśli wam życie miłe.
       Vegeta wziął lekki zamach i uderzył w maszynę, chcąc ją rozwalić.
       Wyświetlił się wynik "611".
       Trudno powiedzieć kto zdziwił się bardziej. Mr Hahn tak wysokim wynikiem, czy Vegeta tym, że maszyna przetrwała. Obaj stali z rozdziawionymi ustami nie wiedząc, co powiedzieć.
       – Eee... 611... Na... następny proszę...
       Na szczęście dla Mr Hahna zostało już tylko kilku zawodników.
       – Vegeta chyba się mylił – powiedział Piccolo. – Moim zdaniem to będzie bardzo ciekawy turniej.

       Z kim będzie walczył Mr Satan?


Rozdział IV

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ III -- CZĘŚĆ I -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker