Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ I -- ROZDZIAŁ IX
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część I: Umierające Gwiazdy
Rozdział IX - Kaioken vs Mafuba

       Vegeta, nadal w formie Super-Saiyana, i wyglądający zupełnie jak zwykły (choć nieprzeciętnie umięśniony) człowiek android Aries powoli doganiali już uciekiniera. Blade był od nich wyraźnie wolniejszy, a może specjalnie dawał się dogonić? Nagle zatrzymał się w powietrzu. Saiyan i jego towarzysz dotarli do niego.
       – Koniecznie chcesz walki, Zeta? – zapytał Blade Ariesa. – Jeśli tak, będziesz ją miał!
       – Nic z tego!! – wrzasnął Vegeta. – Jesteś moim przeciwnikiem i to ze mną się zmierzysz!
       – A ty kto? – zapytał Blade.
       – Jestem Vegeta, książę Saiyanów!! – krzyknął Vegeta.
       – Pierwsze słyszę – złośliwie uśmiechnął się Blade.
       Vegeta zaatakował wściekle, jego pięść trafiła w sam środek lewego policzka Blade'a, który poleciał bezwładnie do tyłu. Zanim zdążył odzyskać kontrolę nad lotem Vegeta pojawił się za nim i odkopnął go w przeciwnym kierunku, następnie Saiyan ruszył i lecąc pod nim dogonił przeciwnika, wyciągnął obie dłonie w jego stronę i wystrzelił potężny pocisk Ki.
       Blade, z licznymi zadrapaniami na ciele, dymiąc lekko odzyskał w końcu kontrolę nad swym lotem.
       – Teraz mnie wkurzyłeś! – powiedział przez zaciśnięte zęby. – NUKE SLASH!!! – krzyknął, jednocześnie robiąc w powietrzu poziomy łuk prawą ręką.
       Blade wystrzelił coś w rodzaju wachlarza pocisków Ki – wiele pocisków równolegle do siebie, a nie jak w przypadku Renzoku Energy Dan jeden za drugim. Vegeta oberwał jednym, co wywołało spory wybuch i zasłoniło saiyańskiego księcia kłębem dymu. Reszta Ki-blastów poleciała w stronę powierzchni ziemi, robiąc spore kratery tu i ówdzie.

       Piccolo zaatakował kopnięciem w żebra, które podbiło Uubu nieco w górę i spowodowało, że stracił na chwilę oddech. Nameczanin uderzył z półobrotu drugą nogą, co posłało jego oponenta w stronę trybun. Uubu wyhamował nagłym impulsem Ki i rzucił się do kontrataku w locie celując w podbródek Nameczanina. Piccolo uchylił się, a kiedy Uubu przeleciał nad nim odwrócił się, wyskoczył w górę i wypuścił z obu dłoni serię pocisków Ki, które trafiając w Uubu i matę dookoła niego wywołały serię eksplozji i wzniosły tumany kurzu i dymu.
       – KA-ME-HA-ME-! – dał się słyszeć głos Uubu. Piccolo dopiero przy drugim "ME" zorientował się, że nie dochodzi on z kłębu dymu, ale z tej samej wysokości na której i on się znajdował.
       – HAAAAAAA!!!!!!!!! – krzyknął Uubu kierując falę ki w stronę swojego przeciwnika. Piccolo dosłownie w ostatniej chwili zniknął, pojawiając się za przeciwnikiem i chwytem unieruchamiając go w charakterystyczny sposób.
       – Puszczaj! – krzyknął Uubu.
       – Nie wyrwiesz się, jestem silniejszy! – powiedział Piccolo, zacieśniając chwyt.
       Uubu wrzasnął z bólu.
       – Poddaj się, zanim zmiażdżę ci żebra! – wysyczał Nameczanin.
       – Ni... AAAAAŁAAAAA!!!!!... gdy. – powiedział Uubu. – Nigdy się nie poddam!! KAIOOOKEN!!!
       – Co? – zdziwił się Piccolo.
       Nagle Uubu otoczyła znana czerwona aura, a on sam wyrwał się z uścisku przeciwnika i uderzył go łokciem w żebra. Następnie wylądował na skraju maty, likwidując aurę i dysząc ciężko. Piccolo wylądował na drugim końcu pola walki nadal trzymając się za miejsce, w które trafił jego przeciwnik.

       Dym rozwiał się, ukazując Vegetę, któremu Ki-blast przeciwnika nie zrobił absolutnie żadnej krzywdy. Książę Saiyanów unosił się w powietrzu ze splecionymi na piersi rękami.
       – Coś słabe to było – powiedział ironicznie. – Chcesz zobaczyć prawdziwy pocisk Ki!? – Vegeta wyciągnął rękę w stronę przeciwnika – BIG BANG ATTACK!!!
       Okrągły, idealnie biały Ki-blast poleciał z ogromną prędkością w kierunku Blade'a, który nawet nie zdążył spróbować uniku. Eksplozja rozerwała bladego, długowłosego wojownika na strzępy.
       – He he, żałosny gość – stwierdził Vegeta.
       – Jesteś silniejszy niż sądziłem – powiedział Aries. – To dziwne. Przysłano nas tutaj ze względu na to, że według naszych danych na Ziemi nie ma dość silnych istot, żeby odeprzeć atak Umierających Gwiazd.
       – Macie jakieś nieaktualne dane.
       – Sprzed kilku tysięcy lat.
       – Nawet sprzed trzydziestu lat byłyby nieaktualne – uśmiechnął się złośliwie Vegeta. – A właściwie nawet te sprzed dwóch miesięcy, he he.
       – Aha... dziwna planeta – stwierdził Aries. – Tak czy inaczej, po pokonaniu Blade'a miałem się zgłosić po następne zadanie do mojej przełożonej.
       – To wszystko? Tyle hałasu o jednego bladego hipisa?
       – Ach, nie! Jest ich więcej. Moja przełożona powie mi, gdzie mogę szukać następnych.
       – Czy ona jest gdzieś w pobliżu? – zapytał Vegeta.
       – Tak, całkiem niedaleko.
       – W takim razie lecę z tobą. Nie pozwolę wam latać i rozbijać się po mojej planecie. – Vegeta położył nacisk na słowo "mojej". – Sam poradzę sobie z tymi Martwymi Gwiazdami.
       – Umierającymi – poprawił Aries.
       – Dla mnie są już martwi.

       – Znasz Kaioken? – zapytał Piccolo, próbując opanować ból.
       Uubu, nadal ciężko dysząc, uśmiechnął się po swojemu.
       – Aha. Goku nauczył mnie właściwie wszystkiego co umiał. Poza teleportacją, bo nie starczyło czasu. Kaioken oczywiście trochę ulepszyłem.
       Piccolo uśmiechnął się.
       "Ten dzieciak jest zupełnie jak Goku. Czerpie z walki samą przyjemność, jego bawi to, że trafił na godnego przeciwnika." – pomyślał. – "Za stary już na to jestem, chociaż teraz czuję się zupełnie jak na 23-cim Tenkaichi... No właśnie..."
       – Dobra, kończymy tę walkę – powiedział Piccolo. – Nie masz szans przetrwać następnego ataku, ale ponieważ i tak się nie poddasz to możesz spróbować.
       Uubu zrobił zdziwioną minę, ale po chwili uśmiechnął się. Tym razem jednak zupełnie inaczej niż do tej pory. Ten uśmiech był tak podobny do uśmiechu Goku, kiedy ten spotykał poważnego przeciwnika, że Piccolo przez chwilę niemal zobaczył twarz swojego dawnego wroga.
       Nameczanin wystrzelił okrągły pocisk Ki, który poszybował w kierunku Uubu. Ki-blast nie był specjalnie szybki, więc Uubu nie tracąc przeciwnika z oczu po prostu się uchylił. Wtedy pocisk zawrócił z powrotem w jego kierunku. Uubu przez moment zdziwił się, ale po chwili uniósł się w powietrze, ponownie unikając. Oczywiście pocisk znów podążył w jego stronę, ale Uubu zestrzelił go własnym Ki-blastem.
       – MAKANKOSAPPO!!! – usłyszał Uubu całkiem blisko.
       Świder przeszył na wylot czarnoskórego wojownika, którego sylwetka ta po chwili całkowicie zniknęła – było to widmo powstałe przy użyciu Zanzoken. Prawdziwy Uubu był zupełnie gdzie indziej, chcąc właśnie wystrzelić pocisk Ki w kierunku unoszącego się nad matą Piccolo.
       W tym momencie Uubu otrzymał potężny cios łokciem w tył głowy. Oczy niemal wyszły mu z orbit i wpadł w krater, który był na środku maty.
       Piccolo tymczasem podleciał do swego sobowtóra i obie ich sylwetki zalśniły na biało i po chwili w tym samym miejscu był tylko jeden Piccolo.
       – 1... 2... 3... – zaczął Mr Hahn. W tym momencie Uubu podniósł się i otrząsnął z zamroczenia.
       – Zaskoczyłeś mnie – powiedział, tym razem bez uśmiechu. – A myślałem, że ci się nie uda.
       – Goku jednak nie dość dobrze cię wyszkolił.
       – He he. Chyba dałem ci za dużo swobody – powiedział Uubu. – Moja kolej! PIĘCIOKROTNY MEGA KAIOKEN!
       Intensywna czerwona aura otoczyła ucznia Goku, a on sam nagle ruszył ze swego miejsca uderzając Piccolo w twarz. Nameczanin nie zdążył nawet porządnie odlecieć do tyłu, kiedy otrzymał potężne kopnięcie w plecy, najwyraźniej Uubu zdążył w ułamku sekundy okrążyć go. Uczeń Goku jeszcze kilkukrotnie zaatakował uderzając to z tej to z innej strony, a na koniec trafił pociskiem Ki posyłając Piccolo prosto w publiczność.
       Nameczanin wyhamował w ostatniej chwili, jeszcze z metr i w tym miejscu walka by się skończyła. Natychmiast odleciał od trybun i ciężko wylądował na macie, próbując złapać oddech. Uubu także wylądował, rozpraszając aurę Kaioken.
       – Kurczę, nie podziałało – powiedział ciemnoskóry. – Ale było blisko.
       "Za blisko jak dla mnie" – pomyślał Piccolo.
       – Może się wycofasz, co Piccolo?
       – Nie rozśmieszaj mnie – powiedział Nameczanin, prostując się. – Myślisz, że jak będziesz robił dobrą minę do złej gry to się nie zorientuję jaki jesteś wyczerpany?
       – Heh. Rozpracowałeś mnie – zmartwił się Uubu.
       – Jestem pewien, że już nie jesteś w stanie tego powtórzyć.
       – Masz rację, ale nie do końca! PODWÓJNY MEGA KAIOKEN!!
       – Co???
       Uubu zaatakował, kopiąc z półobrotu. Piccolo sparował przedramieniem jednocześnie strzelając przeciwnikowi w twarz Ki-blastem przy zerowej odległości. Uubu, odrzucony na kilka metrów, odbił się od maty i skontrował, wbijając Nameczaninowi pięść głęboko w podbrzusze. Piccolo wykrztusił sporo śliny i trochę krwi, a jego oczy znowu znalazły się na granicy wypadnięcia z oczodołów. Nameczanin odbił się w górę, żeby zyskać na czasie. To był błąd. Uubu zniknął i pojawiając się za przeciwnikiem na odlew zdzielił go w plecy. Tym razem Piccolo nie miał szans wyhamować...

       Vegeta i Aries dotarli do miejsca, gdzie, jak twierdził android miała się znaleźć jego przełożona. Wylądowali, rozglądając się. Nigdzie jednak nikogo nie było widać.
       – Gemini! – nawoływał Aries. – Nic z tego nie rozumiem, Powinna tu być.
       Vegeta dojrzał jakąś postać unoszącą się w powietrzu nieco dalej.
       – Hej, a może to o... – zaczął, ale po raz drugi już nie dane mu było dokończyć przez Ariesa, tym razem został staranowany. Ułamek sekundy później dokładnie w miejscu gdzie stał Saiyan eksplodował pocisk Ki.
       – Złaź ze mnie! – krzyknął Vegeta, kopniakiem zrzucając z siebie androida. – Kto śmiał!?
       Oczom księcia Saiyanów ukazała się rudowłosa kobieca postać, ubrana w luźny, zielony strój. Po chwili zbliżyła się druga, wyglądająca niemal identycznie, poza tym, że jej strój był niebieski.
       – Popatrz jaki ładniutki! – zauważyła ta w niebieskim patrząc na Vegetę.
       – I czuję w nim sporą moc – stwierdziła ta druga. – Hej ty, nie rozważyłbyś może wstąpienia do Umierających Gwiazd?
       Vegeta uśmiechnął się paskudnie.
       – Wasza śmierdząca banda na mnie nie zasługuje. Za to z największą przyjemnością was wykończę.
       Uśmiechy na twarzach obu kobiet zamieniły się w grymasy złości.
       – Pożałujesz tych słów!
       – Pożałujesz, że się w ogóle urodziłeś!!

       Piccolo w locie rozdzielił się na dwie swe kopie, z których jedna odskoczyła, lecąc w stronę maty, a druga nadal miała wypaść poza nią. W tym momencie ta pierwsza kopia, nadal w locie, potężną falą Ki rozpyliła swego drugiego klona na atomy, sama spadając na matę.
       – Hej! To nie fair! – powiedział Uubu, dysząc.
       Piccolo uśmiechnął się, przezwyciężając ból.
       – Co jest nie fair? Technicznie nie wypadłem z maty.
       – Co właściwie zrobiłeś?
       – Musiałem co prawda zabić część siebie, ale nie martw się, już dawno opanowałem tę technikę w takim stopniu by nie musieć rozdzielać się na dwóch równie silnych wojowników. Kopia, którą zniszczyłem zawierała tylko maleńką cząstkę mojej mocy.
       – Aha – wydyszał Uubu, lądując na macie. – Nie mam już sił na dalszą walkę.
       – Chcesz się poddać? – w oczach Piccolo zalśnił triumf.
       – Nic z tych rzeczy! Czuję, że ty także jesteś już na krańcu wyczerpania!
       – Masz rację... – przyznał Piccolo, wystrzeliwując znienacka w nogi Uubu pocisk Ki. Uczeń Goku oczywiście wyskoczył w górę i pocisk zmasakrował tylko i tak już uszkodzoną matę.
       – MAFUBA!!!
       – Że jak? – zapytał półprzytomnie Uubu zanim stworzone z Ki tornado nie porwało go w powietrze. Piccolo miał teraz przeciwnika w garści.
       – Nie... dam... się... – z trudem powiedział Uubu. – MEGA KAIOKEN!!
       Jednakże ciało odmówiło mu posłuszeństwa i czerwona aura zalśniła tylko na ułamek sekundy, za krótko by mógł wyrwać się z Mafuby.
       – HA! – krzyknął Piccolo, kierując ręce w dół. Uubu uderzył w ziemię dwa metry od maty, wbijając się w nią głową w dół po pas.
       Goten i Trunks zareagowali natychmiast, wyciągając przyjaciela z ziemi zanim zdążył się udusić. Mr Hahn także nie próżnował:
       – Hmm. Po tym długim i jakże ekscytującym pojedynku mogę w końcu ogłosić: zwycięża zawodnik Piccolo i tym samym awansuje do półfinałów!
       Nameczanin, dysząc jak maszyna parowa, uśmiechnął się blado i ruchem ręki stworzył sobie nową pelerynę i turban. Niestety, nie przewidział, że wykorzysta do tego ostatnie resztki energii i pod ciężarem własnego ubrania upadł na matę.
       "Chyba sobie tu chwilę poleżę" – pomyślał i tak też zrobił.

       Łatwo przyszło, łatwo poszło, czyli co się dzieje z mocą Vegety?


Rozdział X

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ IX -- CZĘŚĆ I -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker