Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ I -- ROZDZIAŁ XII
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część I: Umierające Gwiazdy
Rozdział XII - Gotenks

       W biurze Enmy panowało ogromne zamieszanie, niebieskie diabliki przedzierały się przez stosy dusz, których kolejka była na tyle duża, że praktycznie nie mieściła się na zewnątrz. Enma, pośród stosu ogromnych ksiąg starał się wprowadzić trochę porządku co jednak nie wychodziło mu specjalnie dobrze.
       – Imię... – powiedział łamiącym się głosem władca Zaświatów.
       Jedna z dusz od dłuższej chwili podskakiwała starając się zwrócić na siebie uwagę Enmy.
       – Enma! Tutaj! Tutaj!
       – Do kolejki!!! – ryknął Enma.
       – Enma! To ja, Gohan! Syn Goku!
       – Syn Goku? Tego Goku? – zapytał zdziwiony Enma. – Co ty tu robisz?
       – Zaraz ci opowiem, ale przywróć mi najpierw ciało, bo strasznie się głupio czuję jako chmurka.
       Enma machnął ręką i na miejscu białawego obłoczka stanął Son Gohan w okularach, absolutnie nieuszkodzonym garniturze oraz, oczywiście, z aureolą nad głową.
       – Hej, a co ze mną...? – nieśmiało zapytała dusza, którą Enma pytał o imię przed pojawieniem się Gohana.
       – ZARAZ!!!
       – Co tu się dzieje? – zapytał Gohan. – Skąd tu tyle nie obsłużonych dusz?
       – Dobrze, że jesteś... to znaczy... źle, że tu trafiłeś, ale to dobry zbieg okoliczności... eee... Chodź na zaplecze, tam ci wszystko wytłumaczymy. Enma, ruszył na tyły budynku, zostawiając na biurku notkę "przerwa".
       Na zapleczu, przy stole i przed małym telewizorem w którym akurat leciała transmisja z Tenkaichi Budokai siedzieli już Rou-Kaioshin oraz czterech Kaio.
       – Toż to Son Gohan! – powiedział Rou-Kaioshin.
       – Son Gohan? Rzeczywiście!
       – Cieszę się, że cię widzę! – powiedział Północny Kaio. – To znaczy, oczywiście, przykro mi, że nie żyjesz, ale...
       – Rozumiem – powiedział pojednawczo Gohan. – Powiedzcie co się dzieje.
       – Widzisz, mamy straszne zamieszanie w piekle – zaczął Rou Kaioshin. – Tak duże, że musieliśmy je całkowicie zamknąć.
       – Nie mogę przecież odsyłać wszystkich do nieba! – powiedział Enma. – Dlatego większość dusz zostaje tutaj.
       – Wysłaliśmy Paikuhana, żeby sprawdził co się dzieje – zaczął Zachodni Kaio. – Ale nie wrócił.
       – Rozumiem i chcecie, żebym ja tam poszedł? – zapytał Gohan.
       Wszyscy energicznie pokiwali głowami.
       – Zgoda, ale później mnie wysłuchacie. Na Ziemi dzieje się coś niedobrego.
       – Co masz na myśli? – zapytał Północny Kaio zerkając w telewizor.
       – A jak myślisz, Kaio? Przecież nie zginąłem w wypadku samochodowym!
       – Rzeczywiście, ale opowiesz nam to później, czas nas nagli!
       I w ten oto sposób Gohan po śmierci trafił do piekła.

       – Z pewnością masz pietra stając przed wielkim mistrzem Satanem – powiedział Satan, wskazując swego przeciwnika palcem. – To musi dla ciebie być nie lada przeżycie i zaszczyt.
       Edge nie odpowiedział, nadal ponuro wpatrując się w przeciwnika.
       "Nie rusza się" – powiedział Satan. – "A więc Buu już go unieruchomił swoją mocą".
       – UUUUU!!! AAAAA!!! – Mr Satan zaczął "koncentrację". – Teraz pokażę ci prawdziwą siłę mistrza. Nigdy nie przegrałem żadnej walki.
       Edge znowu nie odpowiedział, co Mr Satan wziął za zachętę do ataku. Mistrz rozpędził się, dobiegł do przeciwnika i uderzył go kilkukrotnie. Całkowicie bez skutku.
       Nie tracąc rezonu Satan chwycił wroga za prawą rękę, chcąc przerzucić go niczym w judo. Edge jednak nawet nie drgnął.
       Mr Satan odskoczył zaskoczony, jego przeciwnik natomiast w tym samym momencie odwrócił głowę w prawo, w stronę głównego budynku turnieju, w stronę siedzącego na jego dachu Buu.
       – Przeklęty oszust! – powiedział głośno i wyraźnie, choć bardzo ochrypłym głosem Edge, jednocześnie wyciągając rękę w stronę różowego demona.
       Następna chwila działa się jakby w zwolnionym tempie. Zielonowłosy wojownik niedbale wystrzelił z dłoni silny strumień Ki, który z ogromną szybkością poleciał w stronę Buu i przebił go na wylot, zostawiając w różowym ciele sporą dziurę. Buu spadł z dachu turniejowego budynku. Wszyscy, bez wyjątku, zamarli.

       – Coś ty powiedział? – zapytał Vegeta swego przeciwnika. – Jak to "ojcze"?
       – Saladin jest moim drugim synem – odpowiedział król Vegeta. – Później ci to wyjaśnimy, Vegeta, teraz nie ma czasu.
       Vegeta odrzucił półprzytomnego Saladina gdzieś na bok.
       – Nic mnie to nie obchodzi – książę Saiyanów obrócił się w stronę Goku. – Nareszcie się pojawiłeś, Kakarotto. Czekałem na ciebie.
       – Vegeta, wysłuchaj nas, musimy...
       – Nie! To ty mnie wysłuchaj, Kakarotto! Nie będziesz mi już mówił co mam robić! Odkryłem źródło twojej mocy! Jestem od ciebie silniejszy i zaraz ci to udowodnię.
       – O czym ty mówisz? – zapytał Goku.
       – Nie zgrywaj durnia!! Dobrze wiesz o czym mówię.
       – Vegeta, nie mamy czasu na...
       Vegeta zaatakował uderzając Goku prawym sierpowym w twarz, syn Bardocka poleciał do tyłu, uderzając o jakąś skałę.
       – Vegeta! – podniósł głos król Vegeta. – Natychmiast przestań!
       Vegeta zignorował go, idąc w stronę leżącego na ziemi Goku, który po chwili zaczął się podnosić.
       – Vegeta... – powiedział Goku. – Nie chcę z tobą walczyć.
       – To bardzo niedobrze... – uśmiechnął się złośliwie Vegeta, wyciągając dłoń w stronę swego największego rywala – ...dla ciebie.
       Książę wystrzelił pocisk Ki, Goku podskoczył, unikając, i w powietrzu przyjął postać SSJ. W tym momencie Vegeta odbił się od ziemi, błyskawicznie znajdując się przy swym przeciwniku i kopiąc go prosto w twarz. Goku uderzył w ziemię wzbijając tumany kurzu.
       – Vegeta! – krzyknął ojciec księcia. – Rozkazuję ci!
       – Nie możecie mi rozkazywać!! – krzyknął Vegeta, wokół niego pojawiła się aura Ki. – Jestem Vegeta, najpotężniejszy z Saiyanów!! – książę nagle uwolnił swoją Ki, na jego ciele pojawiły się wyładowania elektryczne, a włosy stały bardziej spiczaste. Przeszedł w drugą formę Super-Saiyana.
       – Dobrze – powiedział cicho, ale wyraźnie Goku, unosząc się powoli w powietrze. – Skoro tak bardzo tego chcesz, pokonam cię. Królu, zabierz stąd Saladina, proszę.
       Król Vegeta skinął głową, podchodząc do ogoniastego Saiyana.
       – AAAAAAAAAAAA!!!!!!! – krzyknął Goku, koncentrując Ki. Przez moment nic się nie działo, ale po chwili ziemia zaczęła lekko drżeć i potężna fala energii, uderzyła od strony syna Bardocka, jego włosy wydłużyły się, a ciało pokryło błyskawicami. – Goku przemienił się w SSJ3.

       – Nie wolno atakować zawodników, którzy nie biorą udziału w walce – powiedział Mr Hahn podchodząc do Edge'a. – Bardzo mi przykro, ale jestem zmuszony pana zdyskwalifikować.
       Edge strzelił w niego Ki-blastem. Gdyby nie szybka reakcja Uubu, który przytomnie zabrał Hahna z linii strzału, kariera nowego komentatora-sędziego w tym miejscu by się zakończyła.
       – D... dziękuję – wyjąkał Mr Hahn.
       – Dość tej głupiej zabawy!!! – wrzasnął Edge swym ochrypłym głosem. – Zaraz wszystkich was pozabijam i udowodnię, że to ja jestem "najlepszy pod słońcem".
       – Musimy go stąd odciągnąć! – krzyknął Piccolo. – Będzie za dużo ofiar.
       – Ale jak? – zapytał Goten.
       W tym momencie do akcji wkroczył Cinna, podlatując do Edge'a.
       – Hej ty! Wielki głupku!! Leć za mną, jeśli nadążysz!!!
       Cinna wystartował gdzieś w dal, a Edge o dziwo poleciał za nim.
       – Cinna! – krzyknął Blank, ruszając za swym niskim przyjacielem. – Przecież on pokonał nawet Marcusa, zmasakruje cię!
       – Za nimi! – krzyknął Piccolo, także startując.
       Uubu i dwaj półsaiyani podążyli za Nameczaninem. Przez chwilę panowała cisza.
       – Hmm – powiedział w końcu Mr Hahn, spoglądając na listę zawodników. – O ile się nie mylę, turniej opuścili wszyscy zawodnicy poza... Mr Buu i Mr Satanem. – Buu oczywiście był już na nogach, gdyż bez trudu zregenerował ranę zadaną mu przez Edge'a. – PAAAANIEEE I PAAAANOOOOWIEEEE!!! Ogłaszam, że z powodu kłopotów technicznych musimy odwołać większość walk. Zapraszam teraz państwa na finał, w którym zmierzą się MIIIISTEEEER SAAATAAAN oraz jego najlepszy uczeń, czyli sam BUU!!!!!
       Publice nic więcej nie było potrzebne do szczęścia. Owacje były ogromne, ta walka już była hitem 29-ego Tenkaichi Budokai, chociaż jeszcze nawet się nie zaczęła.

       Piccolo i jego młodzi przyjaciele dogonili Edge'a i dwójkę tajemniczych białowłosych wojowników, Cinna i Blanka kilka kilometrów od miasta. Cała czwórka rzuciła się na niebieskoskórego olbrzyma, on jednak roztrącił ich niczym kręgle.
       – KAMEHAMEHA!! – krzyknął Uubu, strzelając przeciwnikowi w twarz przy minimalnej odległości, fala Ki nie spowolniła Edge'a nawet na chwilę, przeleciał on, jakby w ogóle jej nie zauważył i trafił Uubu prosto w twarz, wbijając czarnoskórego wojownika w jakąś skałę.
       Goten i Trunks, jak na komendę, przyjęli postać SSJ i jednocześnie zaatakowali, bombardując wroga serią pocisków Ki. On jednak i tego niemal nie zauważył, uśmiechając się tylko triumfalnie.
       – Niedobrze – powiedział Trunks.
       – MAKANKOSAPPO!!! – rozległ się krzyk Piccolo. Świder Ki przeszył powietrze, trafiając Edge'a centralnie w plecy. Olbrzym krzyknął z bólu.
       – Tak! – krzyknął radośnie Goten. – Załatwił go!
       Edge jednak wcale nie był martwy, przeciwnie, atak Piccolo osmalił mu tylko plecy, w ogóle nie raniąc olbrzymiego wojownika.
       – Śmiałeś zadać mi ból – powiedział Edge do Piccolo. – Zapłacisz mi za to stukrotnie.
       "Wygląda na to, że nie mamy szans" – pomyślał trzeźwo Piccolo. – "Ledwie udało mi się go drasnąć".
       – Musimy tu sprowadzić Vegetę albo Gohana! – krzyknął Piccolo. – Sami sobie nie poradzimy!
       – Wręcz przeciwnie – powiedział Uubu. – Nie potrzebujemy niczyjej pomocy!
       – Co masz na myśli? – zapytał Trunks.
       – Do tej pory to zawsze Goku, Vegeta albo Gohan ratowali Ziemię. Jestem za tym, żeby udowodnić im, że my także jesteśmy prawdziwymi wojownikami.
       – Tak! – podchwycił Goten. – Co takiego potrafią oni, czego nie potrafimy my?
       – To nie jest dobry po... – zaczął Piccolo, ale nie zdążył dokończyć, gdyż przerwał mu Uubu.
       – W takim razie ja go zatrzymam na chwilę, a wy w tym czasie stwórzcie Gotenksa!
       – Dobra!
       – PIĘCIOKROTNY MEGA KAIOKEN!!!! – krzyknął Uubu, atakując z ogromną prędkością. Najpierw kopnął celując w głowę, następnie uderzył w podbródek, a zakończył ciosem pięścią od góry.
       Wszystkie te ciosy Edge bez problemu zablokował.
       – Nie bądź śmieszny, nie masz szans – powiedział Edge, strzelając przeciwnikowi w twarz pociskiem Ki. Uubu odleciał na sporą odległość i ponownie zderzył się z jakąś skałą. Jego atak odniósł jednak pożądany skutek, dał Gotenowi i Trunksowi chwilę czasu.
       – FU-SION! – dwaj półsaiyani zakończyli taniec fuzji. – HA! – Nastąpiła eksplozja światła i po momencie w miejscu, które przed momentem zajmowali synowie Goku i Vegety stała całkiem nowa postać...
       Fuzja była całkowicie udana. Gotenks jednakże różnił się nieco od tego, którego do tej pory tworzyli Goten i Trunks, był oczywiście starszy, miał też dłuższe włosy.
       – IIIIIHAAAA!!!! – krzyknął. – Gotenks powrócił!! Nie wiem z kim mam walczyć, ale współczuję mu! Rozpiera mnie energia i hormony, a to oznacza, że ci źli mają przerąbane!!

       Czy SSJ2 może pokonać SSJ3?


Rozdział XIII

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ XII -- CZĘŚĆ I -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker