Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

KLUB FANA
-
FANFICE -- DRAGON BALL AZ -- DARK KAIOSHIN SAGA -- CZĘŚĆ II -- ROZDZIAŁ XXV
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część II: Wróg
Rozdział XXV - Zaginieni Wojownicy Z

       Brolly otworzył oczy i błyskawicznie poderwał się na nogi.
       – Kakarotto! – powiedział groźnie, patrząc z wściekłością na Vegetto.
       – Hej, uspokój się! – Gohan zastąpił legendarnemu SSJ drogę. – To nie Kakarotto, to Vegetto, Kakarotto nie żyje.
       – Nie żyje?
       – Tak, zginął, zabity przez tego olbrzyma z niebieską skórą, którego ty pokonałeś. Nie pamiętasz?
       – Ja? – Brolly wyraźnie nie orientował się w sytuacji. – Pokonałem go?
       – Tak, twoja moc była tak potężna, że później straciłeś przytomność. Naprawdę tego nie pamiętasz?
       – Kakarotto... – zaczął Brolly. – On nie żyje?
       – Nie żyje – potwierdził Gohan.
       Sytuacja wyraźnie uspokoiła się, Gohan miał przeczucie, że jego plan zadziała. Jednocześnie w duchu odetchnął, że Brolly nie mógł pamiętać króla Vegety i swego wygnania z planety Saiyanów. Był wtedy zbyt mały.
       Nagle Brolly uśmiechnął się złośliwie, uniósł powoli w górę i przyjął formę SSJ.
       – Teraz wszyscy zginiecie!!! – Legendarny Super-Saiyan skoncentrował w dłoni ładunek Ki, większość Wojowników Z, poza Vegetto, Gohanem i Saladinem rozbiegła się na wszystkie strony.
       – Stój! – krzyknął Gohan. – Zatrzymaj się! Wkrótce będziesz mógł zmierzyć się z naprawdę potężnym przeciwnikiem!!
       Brolly spojrzał na niego zaciekawiony.
       – Tak – kontynuował Gohan. – Ten ktoś będzie silniejszy od Kakarotto, ode mnie i od kogokolwiek innego. Być może nawet silniejszy od ciebie.
       Syn Paragasa uśmiechnął się z niedowierzaniem.
       – Nie wierzę. Wszyscy wiedzą, że jestem najsilniejszy we wszechświecie.
       Vegetto uśmiechnął się półgębkiem, Saladin prychnął, Gohanowi zaś przez myśl przeszło:
       "Dziwne, czyżby już zapomniał o swej porażce w walce ze mną?".
       – Może jednak zaryzykujesz? – zaproponował Vegetto. – Nie chciałbyś sprawdzić, czy ten ktoś może być silniejszy od ciebie?
       – A dlaczego nie miałbym zniszczyć teraz tej waszej Ziemi?
       – Jak chcesz, ty decydujesz – Vegetto wzruszył ramionami, jednocześnie przygotowując się do przejścia w SSJ.
       Brolly spojrzał na Wojowników Z pobłażliwie i przeszedł do zwykłej formy Saiyana.
       – Dobrze, zaczekam na tego waszego "super-wojownika" i udowodnię jemu i wam kto jest najpotężniejszy.
       Większość obecnych odetchnęła z ulgą, wszyscy poza #18.
       – Będziemy tego żałować... – wymruczała pod nosem, nikt jej jednak nie usłyszał.
       – Eee... Witaj w drużynie! – powiedział Gohan, próbując przełamać pierwsze lody, Brolly jednak prychnął tylko i nie odpowiedział.
       – Dobra... – powiedział Vegetto. – Zajmijmy się tymi, którzy walczyli z Edge'em pierwsi, #17, prowadź do tego miejsca. Może Uubu da jakoś radę rozłączyć fuzję...
       Android wystartował, za nim zaś podążyła reszta ekipy. Po drodze Gohan zagadnął Vegetto.
       – Ten wojownik, którego mają stworzyć jednocześnie Gero i Babidi ma się pojawić w ciągu roku, tak?
       – Tak przynajmniej twierdził Cell – odpowiedział Saiyan.
       – Dobrze by było w tym czasie zebrać Smocze Kule, moglibyście przywrócić do życia mnie, Trunksa i innych zabitych.
       Vegetto odpowiedział dopiero po chwili.
       – Zużyliśmy dzisiaj moc Smoczych Kul, będziemy mogli ich użyć dopiero za rok.
       – Jak to? – zdziwił się Gohan. – Na co je zużyliśmy?
       – To długa historia – wykręcił się od odpowiedzi Vegetto. Ani Goku, ani Vegeta nie chcieliby o tym rozmawiać z ojcem Pan.
       Gohan zastanawiał się nad sytuacją przez moment.
       – W takim razie obyście zdążyli zebrać je ponownie przed przybyciem tego nowego wojownika... Tymczasem ja i Trunks będziemy trenować w zaświatach.
       – Dobry pomysł.
       – Jesteśmy na miejscu! – krzyknął #17, rzeczywiście różnej wielkości kratery w ziemi świadczyły o tym, że odbyła się tutaj walka.
       – Widzę Gotena! – krzyknął Shinhan.
       Młodszemu synowi Goku szybko zaaplikowano Senzu, ciała Trunksa nie znaleziono, najwyraźniej był już w zaświatach.
       Nigdzie też jednak nie było Piccolo i Uubu.
       – Gdzie oni są? – Yamcha rozglądał się, bez skutku. – Czyżby też zginęli?
       – Nie – zaprzeczył Gohan. – Kaio wspominał tylko o śmierci Trunksa.
       – Walczyli dokładnie w tym miejscu... – zapewniał Android #17.
       – Pamiętam, że zostawiłem tego Pi... Piccolo? Tak, Piccolo dokładnie w tym miejscu – powiedział Blank. Są nawet ślady fioletowej krwi.
       Rzeczywiście, były tam ślady krwi Piccolo. Musiało to być miejsce, w którym Kamehameha zrobiła mu dziurę w korpusie. Samego Nameczanina jednak tam nie było.
       – Co właściwie mu zrobiłeś? – zapytał Blanka Gohan.
       – Eee... nic takiego... walczyliśmy trochę i tyle...
       Wszyscy zaczęli wypytywać Gotena co mogło stać się z Piccolo i Uubu, ten jednak nic nie wiedział tłumacząc, że stracił przytomność po śmierci Trunksa. Młodszy syn Goku pominął fakt, że osiągnął SSJ2, to nie miało znaczenia skoro i tak został pokonany jednym ciosem...
       Tym samym upadł kolejny pomysł na rozłączenie fuzji Goku i Vegety.
       Vegetto zakończył koncentrację, próbował znaleźć inne istoty na Ziemi, których Ki byłaby wyższa niż zwykłych ludzi, ale tym razem nikogo, poza Chaozu, nie wyczuł.
       Nastało pytanie co zrobić z tą dość liczną przecież, bo składającą się z czternastu osób grupką. Po krótkim zastanowieniu postanowiono polecieć do Capsule Corporation, gdzie wszyscy byli w stanie się swobodnie zmieścić. Zgodzili się na to wszyscy poza #17, który uznał, że nie ma już w tej grupie nic do roboty i poleciał w zupełnie innym kierunku.

       Cell rzadko się czegoś bał, nic dziwnego był najdoskonalszym tworem Doktora Gero, istotą niezwykle potężną, zdolną niszczyć całe planety. Ogólnie mówiąc – nie miał wielu powodów do strachu.
       W tej chwili jednak Cell pocił się jak mysz. O przerażenie przyprawiał go jego rozmówca. Cell nie wiedział dlaczego akurat ten osobnik doprowadzał go do takiego stanu, nie był przecież od niego silniejszy... wręcz przeciwnie, pod względem poziomu mocy dużo słabszy. Miał jednak w sobie coś przerażającego.
       – Zawiodłeś mnie, Cell – powiedział tamten, cedząc powoli słowa, mówił bezbarwnie, bez absolutnie żadnych uczuć w głosie. – Zabroniłem ci się pojawiać na Ziemi. Twój i Babidiego powrót do życia miał pozostać jeszcze tajemnicą.
       – Ja... ja... – zaczął jąkać się Cell. – Ja... nie chciałem... ja... przecież i tak wszystkich ich zabijemy... prawda...? Zabijemy ich?
       – Oczywiście, że tak, ale będzie to wymagało znacznie więcej zachodu teraz, kiedy wiedzą czego się spodziewać – odpowiedział tamten. – Dobrze, że dali się tak łatwo przekonać do odczekania roku. Dzięki temu nie będą nas od razu szukać. Gdybyś nie był mi potrzebny uśmierciłbym cię tu na miejscu... Możesz uznać, że masz szczęście. Gero!
       – Tak!? – Geniusz cybernetyki stanął na baczność poderwany głosem swego tajemniczego współpracownika, podobnie jak Cell on także nie znajdował przyjemności w spotkaniach z nim.
       – Jak długo potrwa dokończenie naszego produktu?
       – Cóż, pobraliśmy dzisiaj zmodyfikowane komórki Cell'a, po odrodzeniu się i wchłonięciu Buu jego moc wzrosła wielokrotnie. Poddajemy komórki genetycznym modyfikacjom, między innymi zastąpimy saiyańskie części komórek tymi pobranymi od Brolly'ego, później Babidi wprowadzi własne ulepszenia...
       – Przejdź do rzeczy – chłodno upomniał tajemniczy współpracownik.
       – Oczywiście! Projekt zostanie dokończony w ciągu... 377 dni...
       – To za długo.
       – Hę?
       – Oni za 364 dni zbiorą Smocze Kule i ich szanse znacznie wzrosną.
       – To nie ma znaczenia – powiedział Babidi, który najlepiej znosił obecność tego, który załatwił im ucieczkę z piekła – Jeśli nasz projekt zostanie dokończony to nie pokonają go nawet gdyby ich było dziesięć razy więcej.
       – Nie bądź tego taki pewien. Buu także miał być niezniszczalny, podobnie jak Cell wcześniej.
       – To prawda... – powiedział doktor Gero. – W takim razie dlaczego nie zbierzemy kul sami? Cell mógłby to zrobić w odpowiednim czasie.
       – Sam może nie dać rady.
       – Zapewnimy mu odpowiednie wsparcie – zaproponował Babidi, zawsze znajdą się istoty dość podatne na moją moc, żeby je zmusić do współpracy.
       – Tak... – odpowiedział tajemniczy osobnik. – Myślę jednak, że mam inny pomysł... Dobrze... Wprowadźcie swój plan w życie, łącznie ze zbieraniem Smoczych Kul, a ja zajmę się resztą.
       – Dobrze! – odpowiedziała jednocześnie cała trójka.
       Ich współpracownik odteleportował się z ich kryjówki. Gero, Babidi i Cell odetchnęli z ulgą. Nie lubili go, po prostu go nie lubili.

       #17 leciał przed siebie. Nie mógł powiedzieć, że leci do domu, gdyż takiego nie posiadał. Można było co najwyżej stwierdzić, że podąża do miejsca, w którym mieszka. Nic więcej. Dodatkowo czuł się podle, złamał dziś obietnicę daną swej siostrze – miał już nigdy nie wchodzić w drogę, ani nawet nie pokazywać się na oczy Wojownikom Z, jednak, jak idiota, postanowił wziąć udział w Tenkaichi Budokai... No i oczywiście wpadł, #18 siedziała na widowni... Przy pierwszej możliwej okazji ulotnił się więc stamtąd. Dzisiaj jednak nie miał szczęścia i wpadał w jedne kłopoty po drugich. Dobrze, że ten dzień miał się już ku końcowi...
       W tym momencie #17 dojrzał coś na ziemi nad którą właśnie przelatywał, coś jakby ludzki kształt... W tej okolicy nie powinno być absolutnie nikogo.
       – A to co zno... – zaczął, ale w porę ugryzł się w język. – O nie, nie tym razem. Dość wrażeń na dzisiaj – powiedział do siebie, ale zatrzymał się w powietrzu. – Dlaczego ja nigdy nie potrafię przezwyciężyć ciekawości? Dlaczego?
       Android wylądował obok postaci na podłożu. Była to kobieta, a przynajmniej chyba była to kobieta. Miała szarą skórę i niebieskie włosy oraz... urwaną w łokciu prawą rękę. Wyglądała na nieprzytomną czy może raczej wyłączoną, gdyż z przedramienia wystawały jej jakieś metalowe pręty i druty – najwyraźniej była androidem tak jak on, ale nieco inaczej skonstruowanym.
       – To się zaczyna robić ciekawe. Wygląda na to, że nie uniknę wizyty w Capsule Corp.

       Jak Bulma zareaguje na złe wieści?


Rozdział XXVI

       Autor: Vodnique


<- POWRÓT DO DZIAŁU

ROZDZIAŁ XXV -- CZĘŚĆ II -- DARK KAIOSHIN SAGA -- DRAGON BALL AZ -- FANFICE
-
KLUB FANA
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker