Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część III » Rozdział LIV
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część III: Nowe oblicza bohaterów
Rozdział LIV - Gdzie jest Goku?
 

Było dwa dni po feralnej bitwie w West Capital, kiedy dzwonek do drzwi Capsule Corporation zadzwonił, zapowiadając nowe kłopoty. Sygnał rozbrzmiewał raz po raz, najwyraźniej przed wejściem stał ktoś wyjątkowo niecierpliwy. Pani Briefs, nie spiesząc się, podeszła do drzwi i otworzyła je. Ujrzała nikogo innego jak Androida #17.

– O! Witam! Wejdź, zaraz podam ciasteczka – powiedziała matka Bulmy.

– Nie mam czasu na ciasteczka – sucho odrzekł android. – Chcę się widzieć z Vegetą.

– Obawiam się, że go nie ma...

– A gdzie jest?

– Trenuje z tym uroczym Saladinem. Gdzieś za miastem.

– Dzięki – #17 odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem oddalił.

– A może zaczekasz na niego tutaj? – zawołała za nim pani domu. – Mam bardzo dobrą kawę.

Nie otrzymała odpowiedzi.

Saladin ciężko uderzył o ziemię, dymiąc jeszcze po ostatnim Ki-blaście.

"Rany..." – pomyślał. – "Jest gorszy niż Vegetto!" – faktycznie, jego brat nie był może tak silny jak efekt fuzji, ale na pewno przebijał go zajadłością.

– Co jest, braciszku? – zapytał Vegeta, lądując obok. – Już się poddajesz?

– Ve... Vegeta... nie tak ostro. – wysapał młodszy Saiyan.

– Uważasz ten trening za ostry? Nic dziwnego, że musiałeś prosić Boskiego Smoka o moc... Sam w życiu byś do niej nie doszedł, jeśli wysiadasz przy czymś takim.

Saladin miał złe przeczucia. Ćwiczyli razem dopiero od wczoraj, a jego brat już pięć razy wypomniał mu to życzenie u Porungi. W końcu Saladin odważył się powiedzieć to, co już dawno leżało mu na sercu.

– Słuchaj, Vegeta, to nie moja wina, że ty, mimo dostępu do Smoczych Kul, nigdy na to nie wpadłeś! Nie musisz się na mnie wyżywać!

Vegeta uśmiechnął się tylko złośliwie i skoncentrował w dłoni Ki-blast.

– Gotów do drugiej rundy!? – zapytał, przygotowując się do strzału.

– Hej! Vegeta! – doszedł obu braci jakiś głos. Android #17 wylądował obok nich. Saladin poczuł ulgę.

– #17? Czego chcesz? – zapytał starszy książę.

– Nie bawi mnie robienie za chłopca na posyłki, ale Dende wzywa cię do pałacu – odparł android.

– Że co? A czego ten zielony kurdupel chce?

Android uśmiechnął się tajemniczo, ale po chwili spoważniał i powiedział:

– Skąd mam wiedzieć? Tylko przekazuję wiadomość.

– To przekaż mu moją odpowiedź – zdenerwował się Vegeta. – Niech się wypcha, jestem księciem i nie będę latał na każde jego wezwanie. Za kogo on się uważa?

– Za Wszechmogącego i radzę ci jednak polecieć, chodzi o Goku.

– Kakarotto? Co z nim?

– Mówiłem, że nie wiem. Usłyszałem tylko, że to ma coś wspólnego z Goku. Jak nie chcesz lecieć to nie leć, twój wybór. Ja muszę wracać. – Android wystartował i zadziwiająco szybko zniknął obu braciom z oczu.

– Szybki jest... – zauważył Saladin, jednak zamyślony Vegeta tego nie usłyszał.

– No dobra, sprawdzę o co chodzi – powiedział w końcu. – Możesz tu na mnie zaczekać.

– Żartujesz? Lecę z tobą!

– Jeśli myślisz, że mnie dogonisz...

Dwaj bracia ruszyli za androidem, mimo wysiłku Vegecie nie udało się zgubić Saladina.

– Dobrze, że jesteś – powiedział Dende, Vegeta spochmurniał, nie widział Nameczenina od dłuższego czasu i teraz z przykrością zauważył, że Wszechmogący jest od niego wyższy.

– Mów szybko o co chodzi – rzucił rozdrażniony książę.

– Już mówię, Goku i Goten postanowili potrenować w Sali Ducha i Czasu.

– No i? – Vegeta miał złe przeczucia, Kakarotto pewnie znowu miał przewyższyć go mocą.

– Weszli tam dwa dni temu i wczoraj nie wyszli, więc poszedłem sprawdzić co jest nie tak.

– No i? – powtórzył książę.

– Wejście do sali zniknęło.

– Że co?

– Zniknęło, pewnie Goku przebywał tam zbyt długo. Teraz już nie wyjdą.

Vegetę na moment zamurowało.

– Ale... ale... Co możemy zrobić?

– Nie mam pojęcia. Poprzednio, kiedy Piccolo i Gotenks tam utknęli to jakoś udało im się wydostać, ale Goku i Goten jeszcze nie wyszli.

Vegeta miał złe przeczucia.

"Pewnie Kakarotto wykorzystuje dodatkowy czas na trening" – przeszło mu przez myśl.

– Myślałem, że można by ich uwolnić Smoczymi Kulami, ale...

– Ale?

– Odtworzą się dopiero za dziesięć miesięcy, to znaczy, że Goku i Goten spędzą tam jeszcze trzysta lat...

Vegeta pobladł, wyobraził sobie Goku po trzystuletnim treningu w Sali Ducha i Czasu.

"W tym czasie Kakarotto opanuje pewnie co najmniej Perfect SSJ7..."

– ...ale przecież wcześniej umrą ze starości!! – dokończył Dende.

Vegeta odetchnął z ulgą. Do głowy przyszedł mu pewien pomysł.

– Słuchaj Dende, co się dzieje z kimś kto umrze w sali?

– Trafia do zaświatów, jak wszyscy.

– To świetnie! Wystarczy przekazać Goku i Gotenowi, żeby pozabijali się tam nawzajem, trafią do zaświatów, skąd ich wskrzesimy za dziesięć miesięcy.

Dla Vegety plan był idealny, nie dość, że Kakarotto przeżyje to jeszcze będzie na łasce księcia jeśli chodzi o powrót z zaświatów i nie będzie przeszkadzał w walce z nowym tworem Babidiego i Gero.

– Hm... – Dende nie był do końca przekonany, że ten plan jest dobry. – No nie wiem...

– A masz lepszy pomysł!? – wydarł się na niego Vegeta.

– No... nie.

– A więc przekaż im to telepatycznie.

– Eee... Vegeta... wiesz, nie jestem najlepszy w telepatii.

– Co?

– Piccolo trochę mnie uczył, ale bez specjalnych efektów... Już dawno bym się z nimi skontaktował, gdybym umiał.

– Dende!!! Nie dobijaj mnie!! Jesteś tu Wszechmogącym, na pewno masz jakąś możliwość, żeby się z nimi skontaktować!

– Poczekaj... spróbuję namierzyć Północnego Kaio, on jest w tym dobry.

Po chwili Dendemu udało się porozmawiać z Kaio, który zgodził się przekazać Goku i Gotenowi wiadomość.

– Nic z tego – powiedział po chwili do wszystkich zgromadzonych w boskim Pałacu. – Nie mogę się z nimi skontaktować... To znaczy, że ich tam nie ma.

– Jak to? To gdzie są?

– Nie mam pojęcia.

– Spokój!! – krzyknęła Bulma. – Spokój proszę!!.

Gwar w salonie Capsule Corporation uciszył się względnie.

– Wiem, że nami wszystkimi wstrząsnęła ta wiadomość, ale to, że wszyscy będą wrzeszczeć naraz nic nie da.

– Lepiej wrzeszczeć po kolei... – wtrącił Yamcha, nikt poza Saladinem się nie roześmiał.

– Jak to, mój Goku zniknął? – zapytała ze łzami w oczach Chi Chi. – Jak to Goten także? Najpierw Gohan, a teraz... – osunęła się bezwładnie na ziemię. Yamcha pospieszył jej pomóc.

– Uranai Baba nie wie gdzie są – stwierdziła Bra, która razem z Marron została wysłana do wróżki.

– Co w takim razie zrobimy? – zapytała Videl.

– Nic – wtrącił znienacka Vegeta. – Nie mamy możliwości ich odnalezienia. W zaświatach także ich nie ma. W swoim czasie poprosimy smoka, żeby ich do nas sprowadził, a tymczasem potraktujmy ich jak martwych.

Po namyśle wszyscy przystali na tę propozycję, nikt nie był w stanie wymyślić nic rozsądniejszego.

– Ekhem... – zaczął nieśmiało Cinna. – Jeśli można miałbym pewną propozycję...

– Mów.

– Wiem, że macie tu potężnych wojowników i w ogóle, ale uważam, że dodatkowa siła mimo wszystko by się przydała. Ostatecznie wsparcie nie zaszkodzi, a może pomóc.

– Co dokładnie masz na myśli?

– Jak wiecie nie przybyliśmy tutaj z Blankiem sami. Było nas więcej.

– Tak, ale resztę odesłałeś życzeniem – przypomniał #17.

– Dokładnie. Mógłbym jednak wezwać ich z powrotem.

– A po co? – zapytał sucho Vegeta.

– Jak już mówiłem, wsparcie nie zaszkodzi. A nasi przyjaciele to prawdziwa elita Lanfanów, widzicie mundur Blanka?

Wszyscy popatrzyli na nieco speszonego pseudo-Lanfana, nosił on czerwonawy strój przypominający saiyańską zbroję, ale nieco lżejszej konstrukcji. Na naramienniku widoczny był symbol, srebrne odwrócone "V" czy jak kto woli "A" bez poziomej kreski.

– Taki strój noszą oddziały specjalne Lanfanów, Czerwona Gwardia, prawdziwa elita. Blank także należy do tego oddziału.

– A ty nie?

– Nie – krótko odparł Cinna.

– Nie chcę cię martwić, Cinna – zaczął łagodnie Vegeta. – Ale twój przyjaciel Blank jest według mojej skali bardzo słaby i nie jestem pewien czy cały oddział takich cieniasów na coś się nam przyda.

– Musisz wiedzieć, że jestem najsłabszy z oddziału – powiedział Blank. – Poza tym większość Czerwonych Gwardzistów potrafi się przemieniać w Super-Lanfanów, ja nie.

– Super-Lanfanów?

– To coś jak wasza złotowłosa forma.

– Aha – Vegetę zainteresował ten pomysł, ostatecznie przydaliby mu się nowi sparing-partnerzy, Saladin mógł nie wytrwać do końca. – Ja się zgadzam.

– Czy ktokolwiek się sprzeciwia? – zapytała Bulma, nikt się nie zgłosił. – Jak chcecie ich wezwać?

– Życzeniem odesłaliśmy ich, ale nie nasz statek – odrzekł Cinna. – Jest ukryty na drugiej półkuli, mamy tam komunikator dalekiego zasięgu.

– Dobrze więc, możecie ich zawiadomić.

– Świetnie – ucieszył się Cinna, jednak była to pozorna radość. – "Ciekawe, czy zgodzą się przylecieć?" – przeszło mu przez myśl.

Cinna, cały w nerwach, uruchomił nadajnik. Komputer pokazał, iż kanał jest otwarty. Niski Lanfan gestem zachęcił przyjaciela do mówienia.

Blank odchrząknął.

– Marcus, jesteś tam? Mówi Blank.

– Blank!! – doszło go z drugiej strony. – Nareszcie!! Wiesz ile czasu czekam na jakąś wiadomość od ciebie? Miałeś wyłączony komunikator?

– Komunikatory osobiste mają krótki zasięg, Marcus. A ten dalekiego zasięgu na statku był wyłączony.

– Aha – Marcus wyraźnie próbował przetrawić usłyszane przed chwilą informacje, cóż, oględnie mówiąc technika nie była jego mocną stroną. – I tak dobrze cię słyszeć! Co robicie na tej... Ziemi?

– Tak, na Ziemi.

– Dlaczego nie wróciliście z resztą?

– To długa historia, Marcusie. Kiedyś ci opowiem. Na razie mam do ciebie prośbę.

– Prośbę? – zdziwił się Marcus. – Słucham.

– Potrzebujemy tu pomocy, w miarę możliwości. Dobrze by było, gdybyś zebrał tyle osób ile się da z naszej paczki i przyleciał tu na Ziemię.

– Hm – zaciekawił się Marcus. – Czyżby kroiło się cos poważnego?

– Nawet bardzo. Nie wiem nawet czy dobrze robię wzywając was tutaj, może być naprawdę gorąco.

– Super! – Marcus był tak ucieszony, że Blankowi przeszło przez myśl czy nie dostał aby za dużo saiyańskich genów kiedy przekształcano całą rasę. – Już się nie mogę doczekać! Ej, Blank, słuchaj...

– Tak?

– Ten gość, który pokonał mnie na tym ich turnieju... Edge, czy tak?

– Jakoś tak.

– Czy on nadal tam jest?

– Nie, pokonali go dawno temu – powiedział Blank spodziewając się, że Marcus zaraz zakrztusi się własną śliną, ostatecznie Edge załatwił go jednym ciosem.

– Naprawdę? – zadziwiające, ale Marcus raczej się zmartwił niż zdziwił. – Szkoda, dużo trenowałem żeby się z nim jeszcze zmierzyć.

– Rozumiem – powiedział lekko zszokowany Blank. – "Za dużo saiyańskich genów".

– Dobra. Zbiorę kogo się da i przylecimy jak najszybciej!! Do zobaczenia wkrótce!!

– Marcus!! Zaczekaj!! Zidane i Baku nie mogą się o niczym dowiedzieć!! Słyszysz!? – jednak Marcus najwyraźniej rozłączył się już, gdyż nie było odpowiedzi. – Cholera! – zaklął Blank. – Cinna, myślisz, że Marcus sam wpadnie na to, żeby omijać szefa i Zidane'a?

– Oby. W końcu nie jest przecież idiotą... prawda?

Co się przydarzyło Son Gohanowi w zaświatach?

 
autor: Vodnique

<- Część II, Rozdział LIII

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker