Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część III » Rozdział LIX
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część III: Nowe oblicza bohaterów
Rozdział LIX - Androidy Zeta
 

Potężny wrzask rozległ się na niemal całą West Capital. Dobiegał z budynku Capsule Corporation.

– JAK TO W CIĄŻY!?!? – krzyknął Vegeta.

– Tato... nie krzycz – powiedziała spokojnie Bra, większość aktualnie przebywających w budynku osób zgodziłaby się z nią zapewne, gdyż ból głowy był tutaj tego dnia wyjątkowo powszechną przypadłością.

– Nie mów mi, żebym nie krzyczał!! – krzyknął książę. – Kto właściwie jest ojcem!? Zabiję go!!

– Jak to kto? – obruszyła się Bra. – Oczywiście, że Brolly...

– Bro... Brolly!? Ale jak!? Kiedy!? Gdzie!?

– Więc... – zaczęła półsaiyanka.

– Nie odpowiadaj!! – powstrzymał ją ojciec. – Nie chcę wiedzieć! – Książę chwiejnym krokiem wyszedł z kuchni.

– Nie przyjął tego najlepiej – stwierdziła Bulma. – Nic dziwnego.

– Chyba nie będziesz prawić mi kazań? Sama wyszłaś za ojca dopiero po moich narodzinach!

– Nie takim tonem – warknęła Bulma, która nie lubiła jak przypominało się jej niektóre fakty z przeszłości.

W tym momencie z korytarza rozległo się miarowe łupanie. Po chwili do kuchni wszedł Saladin.

– Witam wszystkich – przeciągnął się. – Czy coś jest nie tak? Minąłem Vegetę uderzającego głową w ścianę.

– Lepiej go powstrzymam, bo zniszczy dom – powiedziała Bulma, wychodząc.

– A co się stało?

– Jestem w ciąży – powiedziała Bra.

– Naprawdę? Gratulacje!

– Dzięki.

– Zidane, zaczynamy trening? – Saladin zwrócił się do siedzącego cicho w kącie Lanfana, który ochoczo pokiwał głową. Obaj Saiyani ruszyli w kierunku nowej sali grawitacyjnej, omijając jednak szerokim łukiem szlochającego Vegetę i pocieszającą go Bulmę, lepiej było nie wchodzić teraz księciu w drogę. Kiedy dotarli na miejsce okazało się, że Freya i Garnet już trenują przy grawitacji 650.

– Myślałyśmy, że już się nie pojawicie – stwierdziła Freya.

– Od dawna tu jesteście?

– Od jakiegoś czasu. Co to był za wrzask?

– Aaa, to... okazało się, że córka Vegety będzie miała dziecko.

– To on nie wiedział? – zapytały jednocześnie siostry.

– Nie? A wy wiedziałyście?

– Oczywiście. Przecież to widać! – stwierdziła Garnet.

Zidane był innego zdania, ale nie skomentował.

– Zaczynajmy trening! – rzucił krótko Saladin.

– Właśnie – poparła go Freya. – Co powiecie na pojedynek faceci kontra kobiety?

– Dobrze!

Pani Briefs nie narzekała ostatnio na brak gości. Taki stan rzeczy bardzo się jej podobał, ostatecznie nie było przecież nic przyjemniejszego niż ujrzenie tego błogiego uśmiechu na twarzy kogoś kto spróbował jej najnowszego przepisu. Dlatego też nie zmartwiła się ani trochę widząc przed drzwiami swego domu kolejną sporą grupkę dość dziwnie wyglądających osobników. Wszyscy mieli metalicznie szarą skórę i różnokolorowe włosy.

"Doskonale, może spróbują nowej sałatki" – była to pierwsza myśl jaka przeszła jej przez głowę, głośno zaś powiedziała:

– Witajcie, miło was widzieć. Wejdźcie i rozgośćcie się, zaraz coś podam – powiedziała uśmiechając się przymilnie.

Rosły, długowłosy mężczyzna który bezpośrednio wysłuchał tych słów zdziwił się nieco tym powitaniem, nie bardzo wiedząc co powiedzieć.

– Pani Briefs! – doszedł panią domu głos Kuririna, niski wojownik przecisnął się między dwoma szaroskórymi osobnikami i podszedł do matki Bulmy.

– Ależ to ty, Kuririnie! Jakże miło cię widzieć. Nie odwiedzałeś nas od dłuższego czasu.

– Nie było mnie na planecie – wyjaśnił Kuririn, co jego rozmówczyni przyjęła tak naturalnie jakby powiedział o pójściu do sklepu.

– Wejdźcie, pewnie chcesz porozmawiać z Bulmą. Zawołam ją.

– Byłbym wdzięczny.

Pojawienie się Bulmy wywołało wśród androidów Zeta ogromne poruszenie. Wiedzieli co prawda, że jest to dokładnie ta sama osoba co ich konstruktorka, ale i tak wywarło to na nich spore wrażenie.

– Możesz się domyślać co znaczy dla nas spotkanie z tobą – powiedział w imieniu całej grupy przypominający z postury koszykarza Sagitarius. – To dla nas zupełnie jakbyś... jakby nasza konstruktorka powstała z martwych.

Bulma była lekko speszona, ale nie dała tego po sobie poznać.

– Cóż, ciężko mi uwierzyć, że wszyscy jesteście moim dziełem – powiedziała. – Naprawdę cieszę się, że mogę was poznać.

– Uwierz, że cała przyjemność jest po naszej stronie.

Kuririn, który znając już trochę androidy przypuszczał, że uprzejmości mogą się nieco przedłużyć wtrącił się:

– Bulmo, pozwolisz, że was opuszczę. Chciałbym wrócić do domu, #18 już tam poleciała. Wezmę tylko Marron.

– Dobrze, ale uważaj na Vegetę ostatnio nie jest w najlepszym humorze.

– Ve... Vegetę? A co z Vegetto?

– Rozłączyliśmy go jakiś czas temu.

– Tak wcześnie!? To powinno być dopiero wkrótce!

– Jak to?

– W siedzibie androidów znaleźliśmy wiadomość od tej drugiej Bulmy. Mówiła, że udało się jej to zrobić dopiero po pół roku!

Bulma uśmiechnęła się.

– Jak widać, jesteśmy lepsi. Udało się wcześniej.

– Bulmo, to bardzo ważne! Czy Saladin i Goten żyją? Gdzie jest Goku?

– Moja mama ci nie mówiła? Goku zaginął razem z Gotenem. Saladin żyje, dlaczego miałoby być inaczej?

– W świecie naszej konstruktorki rozłączenie Vegetto doprowadziło do śmierci Gotena i Saladina i do przejścia Brolly'ego na stronę waszych wrogów – wyjaśniła Gemini.

– Brolly rzeczywiście został opanowany przez Babidiego. Saladin żyje, ale zniknął Goten i razem z nim Goku.

Kuririn był zdruzgotany.

– Spóźniliśmy się – powiedział. – Nie wszystko odbyło się tak jak powinno, ale mimo wszystko spóźniliśmy się. Nasz świat różni się od tamtego, ale najwyraźniej zmierza do tego samego. Wydarzenia różnią się przebiegiem, ale nie skutkiem. Tam Brolly oszalał na widok Goku.

– Tutaj nic takiego nie miało miejsca.

– Ale skutek był ten sam, Brolly jest po stronie Babidiego i Gero, nie ma Gotena i Goku. To nawet gorzej niż tam, gdzie z Gotenem zginął Saladin.

– Przecież sprowadzimy ich Smoczymi Kulami.

– Nie rozumiesz, że oni zaatakują przed upływem roku?

– Skończą ten projekt tak szybko?

– Nie będą go potrzebować. Mają Brolly'ego i Cell'a.

Bulma uśmiechnęła się z ulgą.

– Vegeta sobie z nimi poradzi – stwierdziła. – A jeśli nie, to Lanfani na pewno coś wymyślą.

– Kto?

– Mamy tu cały oddział elitarnych Lanfa-jin z Nowej Plant – powiedziała Bulma. – Trenują w nowej sali grawitacyjnej.

– To ten nowy budynek?

– Tak. Uwierz, jeśli Gero i Babidi nie wyskoczą z czymś naprawdę nowym i potężnym to nie będą mieć szans.

Kuririn uspokoił się nieco.

– Może masz rację. Ale warto być gotowym na atak w każdej chwili.

– Racja.

– W takim razie zabieram Marron i lecimy.

– Powinny być w pokoju Bra razem z Ruby, pewnie wybierają kolor tapety do pokoju dziecka.

Niegdyś łysy wojownik ponownie spojrzał na nią wielkimi oczami.

– Możesz to powtórzyć?

– Przecież to Aries! – powiedział zaskoczony Leo, patrząc na leżącego na czymś w stylu stołu operacyjnego androida.

– Owszem – potwierdziła Bulma. – Skończyłam go naprawiać trzy dni temu. Nie powiem, że było to łatwe...

– Czy już go reaktywowałaś? – zapytał Sagitarius.

– Nie. Zaszczyt może przypaść tobie. To tamten przycisk.

Sagitarius niepewnie podszedł do pulpitu sterowniczego, ale zawahał się.

– To Gemini powinna go reaktywować, to ona namówiła nas na wyprawę na Ziemię. Gdyby nie ona, nie przylecieliby tu z Ariesem za Umierającymi Gwiazdami. Gemini, pozwól.

Androidka skinęła głową i wydała komputerowi polecenie.

Aries drgnął i wstał po chwili rozglądając się dookoła.

– Sagitarius? Leo? Scorpio? Co wy tu robicie? Gdzie ja właściwie jestem?

Krzyk radości zagłuszył jego dalsze słowa. Wszystkie androidy powitały Ariesa, który dość długo nie mógł uwierzyć, że został zniszczony.

– Bulmo... Na naszym statku mamy jeszcze cztery androidy, którym przydałaby się twoja pomoc.

– Przynieście je tutaj – powiedziała Bulma ochoczo. – I uważajcie je za naprawione!

Zidane i Marcus w towarzystwie Garnet i Freyi szli korytarzem Capsule Corp. zmierzając w kierunku łazienek, po dzisiejszym treningu potrzebowali porządnego prysznica. Nagle przed sobą ujrzeli trójkę dziwnych osobników, kobietę i dwóch mężczyzn, wszyscy mieli szarą skórę.

– Kim jesteście? – zakrzyknął Marcus zanim Zidane zdążył otworzyć usta.

Jeden z tamtych, przeciętnej budowy mężczyzna o brązowych włosach podszedł do Lanfanów, wyciągając dłoń w geście powitania.

– Androidy Zeta, do usług. Mam na imię Aries, bardzo mi miło.

– A mnie nie bardzo – odrzekł Zidane nie podając mu ręki. – Co tu robicie?

– Hej, nie tak ostro – powiedziała Gemini, zbliżając się. – Nie mamy wrogich zamiarów, jesteśmy tu gośćmi, przypuszczam, że tak samo jak wy.

– Pewnie tak. Cóż, nie wchodźcie nam w drogę, a wszystko będzie w porządku.

– Może to wy powinniście rozważyć nie wchodzenie w drogę nam – powiedział trzeci z androidów, krępy, ale umięśniony (o ile to określenie pasuje do maszyny) Scorpio.

Zidane prychnął.

– Wydaje mi się, że oni uważają się za silnych – stwierdził Scorpio.

Aries spojrzał przelotnie na wszystkich Lanfanów, odczytując ich poziomy mocy.

– Dla Edge'a poszliby na jeden Ki-blast – stwierdził.

– Hej, ja cię znam! – zaświtało nagle Marcusowi. – Byłeś na tym turnieju! Zaatakowałeś tego bladego gościa, który walczył z Vegetą!

– Marcus – stwierdził Aries odruchowo. – Tak się nazywasz, prawda? Mam tę informację w bazie danych.

– To ja.

– W takim razie musicie być Lanfa-jin o których wspominała Bulma. Zgaduję, że ty jesteś Zidane, a te dwie kobiety to Garnet i Freya.

– Tak, to my – potwierdził Zidane. – Ale nie bardzo mamy czas na pogaduszki.

– Wiem, że ciężko trenujecie. W takim razie nie przeszkadzamy.

Lanfani przeszli obok uśmiechniętych androidów i zniknęli za zakrętem korytarza.

– Czasami uważam, że jesteśmy zbyt mili – stwierdził Scorpio, tłumiąc złość, ta czwórka zagrała mu na nerwach.

– Nic na to nie poradzimy – odparła Gemini. – Tak już nas zaprogramowano.

Na Ziemi wszystko układa się dobrze, ale co słychać w Zaświatach?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział LVIII

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker