Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział LXXXI
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział LXXXI - Androidy i egzekutorzy
 

Zgrabna stopa Libry ze sporym impetem uderzyła dokładnie w nos łysego egzekutora. Drugie kopnięcie, z półobrotu, wymierzone było w kark Ormusa, ale spotkało się blokiem. Egzekutor skontrował rzucając się na przeciwniczkę z prawym prostym, androidka zwinnie uchyliła się przed dość topornym ciosem i – przeskakując za przeciwnika – uderzyła go łokciem w plecy. Odrzuciło go o metr czy dwa, ale wyhamował, odwrócił się i wystrzelił Ki-blast w miejsce, w którym powinna być Libra. Nie pomylił się. Trafiona androidka poleciała do tyłu i wykorzystując impet do nabrania prędkości ruszyła po skosie w górę i – nadal lecąc tyłem – zaczęła ostrzeliwać go niewielkimi pociskami Ki. Trafiony kilkoma z nich egzekutor skrzywił się lekko z bólu i lekko wkurzony, omijając ostrzał, ruszył po łuku w kierunku przeciwniczki. Dopadł do niej i uderzył prawym prostym, który androidka przyjęła na skrzyżowane ramiona. Ormus kopnął ją kolanem w brzuch, chcąc zaraz potem, kiedy tylko Libra skuli się z bólu uderzyć ją złączonymi pięściami w plecy. Przeliczył się. Nie wiedział, że cały oddział Zeta to w stu procentach maszyny, a te nie odczuwają bólu. Androidka sparowała jego oburęczny zamach przedramieniem i skontrowała lewym hakiem w podbródek, tak silnym, że egzekutorowi lekko pokruszyły się zęby i poleciał pionowo w górę niczym rakieta.

Scorpio nie spodziewał się, że ta nieco filigranowo wyglądająca kobietka może zaatakować tak szybko i zdecydowanie. Za swój błąd zapłacił dość słono. Cios niewielkiej, acz twardej pięści trafił go prosto w górną szczękę rozrywając syntetyczną skórę i odsłaniając kilka przednich zębów. Głowa krępego androida nie zdążyła jeszcze wrócić do swego normalnego położenia, gdy Anya zjawiła się tuż nad nim i kopnięciem z przewrotki posłała przeciwnika w kierunku gruntu.

Na sekundę przed rozbiciem się o ziemię android niespodziewanie zniknął, pojawił się ułamek sekundy później tuż obok swej przeciwniczki trafiając ją lewym sierpowym w bok głowy, a następnie kopiąc zamaszyście w klatkę piersiową. Anya złapała jego nogę i wykorzystując impet jego własnego ciosu zaczęła kręcić androidem wokół siebie, mając zamiar rzucić nim o jakąś skałę. Udałoby się jej gdyby walczyła z żywą istotą. Zwykły człowiek, czy kosmita byłby zbyt oszołomiony i nie zdołałby zareagować. Nie tak łatwo jednak było zakłócić ośrodek równowagi kogoś z oddziału Zeta. Scorpio, doskonale wymierzonym Ki-blastem, trafił przeciwniczkę w twarz sprawiając, że ta była zmuszona go puścić. Siła odśrodkowa była jeszcze na tyle mała, że android bez większych problemów odzyskał równowagę.

– Niezła jesteś – powiedział. – Jak na... jak na... – Scorpio zgubił nieco wątek, poza w mówieniu przeszkadzała mu trochę uszkodzona górna warga.

– Za to ty, jesteś raczej beznadziejny, nawet jak na gadający skauter.

Scorpio warknął gardłowo, jednocześnie odrywając latający luźno fragment wargi. Wyglądał teraz jakby szczerzył zęby, co zresztą i tak by pewnie robił, gdyż był nieco wkurzony.

– No Saiyanie, pokaż na co cię stać – rzucił pewnie Drognan. – Mam nadzieję, że pogłoski o rzekomej potędze waszej rasy nie były przesadzone.

– Zaraz sam się przekonasz! – Odparł Goten, jednocześnie eksplodując energią. Otoczyła go żółta aura, bujna czupryna uniosła się nieco w górę zmieniając barwę na złotą, a oczy przybrały kolor morskiej zieleni. Półsaiyan zacisnął pięści jeszcze bardziej koncentrując Ki, jego aura przybrała na intensywności, na ciele pojawiły się błyskawice. Włosy jeszcze bardziej uniosły się ku górze, jednocześnie wydłużając, kosmyki zrobiły się bardziej spiczaste. Fryzura młodszego z synów Goku do złudzenia przypominała teraz nastroszonego jeżozwierza, tyle że złotego koloru.

To jeszcze nie był koniec, po sekundzie aura półsaiyana skurczyła się zaledwie do przylegającej do ciała złotej otoczki. Goten przestał wydzielać jakąkolwiek energię. Powoli opuścił ręce, pomiędzy jego nadgarstkami przebiegło potężne wyładowanie elektryczne.

– Nie imponujesz mi – stwierdził Drognan z uśmieszkiem. – Owszem, jesteś silny, ale mnie nie dorównujesz. Tego się spodziewałem.

– Nie będziesz pewien, póki nie sprawdzisz – odparł kolczastowłosy Saiyan.

Drognan spojrzał na niego wilkiem i bez dalszych słów rzucił się do ataku. Goten oberwał potężnym hakiem w korpus, następnie prostym kopnięciem w podbródek i lewym sierpowym w bark. Każdy z tych ciosów zmusił półsaiyana zaledwie do drgnięcia.

Kilka niewielkich wyładowań przebiegło po ciele półsaiyana, kiedy powoli odwracał się w kierunku przeciwnika. Z lewego kącika ust ciekła mu wąska strużka krwi.

– Nie powiesz mi, że to już wszystko? – zapytał chłodno.

Drognan uśmiechnął się.

– Chyba jednak jesteś mocniejszy niż sądziłem. To bardzo dobrze.

Przeciwnicy spojrzeli sobie jeszcze nawzajem w oczy i obaj zdematerializowali się. Po chwili w powietrzu widać było spore fale uderzeniowe powstałe przy wymianie ciosów.

Coraz większy niepokój ogarniał Saladina, kiedy śledził coraz to nowe odczyty skautera. Saiyan niemal nie wierzył własnym oczom. Spodziewał się walki poza swoim zasięgiem, ale nie aż na takim poziomie.

"Do wszystkich diabłów, Son Goten jest dobry. Lepszy niż myślałem." – Myśli krążyły po jego głowie. – "Vegecie co prawda nie dorównuje, ale nie sądzę by był bardzo daleko. Ciekawe czy także potrafi przejść w trzeci stopień Super-Saiyana? Chociaż i bez tego radzi sobie raczej dobrze."

Staranowany pękatym cielskiem Halbu, Cancer zapewne krzyknąłby z bólu, gdyby nie był maszyną i go nie odczuwał. Siła ciosu była duża, android poleciał niczym kamień wystrzelony z procy, chociaż pewnie obraziłby się za takie porównanie. Już po tym pierwszym ciosie zaczął żałować, że zgłosił się do tej walki.

Halbu za to wyraźnie świetnie się bawił. Wyprzedził lecącego bezwładnie przeciwnika i złączonymi pięściami posłał go w przeciwnym kierunku. Potem zjawił się na dole i odkopnął go ponownie w górę. Cancer z trudem wyhamował, starając się dostrzec przeciwnika. Ten zjawił się za nim i uderzył prawym sierpowym. Jego cios przeszył widmo. Android pojawił się obok i – z bojowym okrzykiem – kopnął z półobrotu. Halbu oberwał w szczękę. Cancer poprawił ciosem z obu rąk w kark, a kiedy Egzekutor leciał w kierunku ziemi wystrzelił spory, okrągły Ki-blast, który dogonił jego przeciwnika tuż nad powierzchnią gruntu. Potężna eksplozja wstrząsnęła plażą, część mniej stabilnych nadmorskich skał osunęła się do wody. Cancer uśmiechnął się triumfem. Nawet jeśli jego przeciwnik przeżył to na pewno nie bez uszczerbku na zdrowiu.

– Co, mały? – usłyszał nagle po swojej lewej. Odwrócił się błyskawicznie. Egzekutor był tam, jego strój był uszkodzony w kilku miejscach, ale poza tym nie widać było na nim żadnych znaczących efektów wymiany ciosów sprzed momentu. – Nie sądź, że zrobisz mi coś taką małą kulką. Będziesz musiał się bardziej postarać.

Łysy Egzekutor zrobił salto do tyłu, dzięki czemu wyhamował. Wypluł resztki pokruszonych od ciosu Libry zębów. Androidka lewitowała sporo niżej od niego z rękami skrzyżowanymi na piersi.

– Zaraz ci pokażę, ty syntetyczna suko! – wrzasnął nieco niewyraźnie i zaraz tego pożałował. Nie tylko dlatego, że w tym momencie uszkodzone uzębienie odezwało się tępym bólem, ale też z tego powodu, iż na te słowa Libra zniknęła, materializując się tuż obok niego i kopiąc z prawej. Ormus zablokował przedramieniem, jednak noga jego przeciwniczki przeniknęła zarówno przez jego blok jak i głowę. Egzekutor o ułamek sekundy zbyt późno zorientował się, że dał się nabrać na Zanzoken, oberwał w plecy dość silnym strumieniem Ki. Lecąc w kierunku ziemi odwrócił się jeszcze i skontrował własnym Ki-blastem, który jednak zupełnie nie trafił celu. Androidka wyprzedziła przeciwnika i kopnęła go zamaszyście w plecy. Jej noga przeszyła sylwetkę egzekutora niczym powietrze. Zanzoken.

Uderzona od góry niewidzialną falą Ki, Libra uderzyła o powierzchnię ziemi wzbijając tumany pyłu. Po sekundzie jednak wystrzeliła z powstałej chmury na pełnej prędkości, w mgnieniu oka doleciała do Ormusa i uświadomiła mu swoją przewagę, jeszcze z rozpędu kopiąc go w lewy policzek, a następnie posyłając za nim szybki, oburęczny Ki-blast. Z powstałej w powietrzu eksplozji Egzekutor wydostał się niekontrolowanym lotem i ze sporym impetem zarył na kilka metrów w ziemię. Nie wzbił przy tym za dużo pyłu.

Scorpio zaatakował, lecąc po łuku zbliżył się i kopnął z półobrotu. Celował w szyję. Anya bez żadnego problemu uchyliła się przed ciosem. Android ponowił natarcie, tym razem uderzając lewym sierpowym. Oszczędny unik egzekutorki sprawił, iż pięść przeleciała o centymetry od jej głowy. Jednocześnie Scorpio oberwał kolanem w korpus. Anya poprawiła zamaszystym ciosem w kark, który jednak przeleciał przez widmo jej przeciwnika. Scorpio był już za nią strzelając egzekutorce w plecy strumieniem Ki z prawej dłoni. Anya poleciała do przodu z dymiącymi plecami, ale po chwili zdematerializowała się i pojawiła tuż przed androidem, chwytając go za lewy bark, a następnie kilkukrotnie uderzając go w brzuch i twarz. Ciosy były na tyle mocne, że zostawiły trwałe wgniecenia na jego mechanicznym ciele. Ostatni cios, prawy sierpowy w twarz, posłał Scorpio w powietrze. Anya przygotowała się do ciosu kończącego, skoncentrowała w obu dłoniach Ki i wystrzeliła potężny pocisk w lecącego bezwładnie androida.

Goten sparował dwa kolejne ciosy Drognana i skontrował trafiając egzekutora prawym prostym w twarz, następnie poprawił kopnięciem w klatkę piersiową, który posłał jego przeciwnika w bezwładny lot do tyłu. Półsaiyan wyprzedził go i uderzył na odlew. Jego pięść przeniknęła przez sylwetkę Drognana, która rozmyła się po sekundzie. Egzekutor zaatakował od tyłu strzelając Ki-blastem w plecy młodszego z synów Goku. Goten oberwał, ale nie dał się impetowi, tylko doskoczył do przeciwnika i skontrował silnym ciosem kantu dłoni w prawy bok tamtego. Drognan gwałtownie wypuścił powietrze i odsłonił się, co sprawiło, że tylko częściowo zdołał zablokować kopnięcie z półobrotu. Nie dostał bezpośrednio, ale i tak nie zdołał utrzymać równowagi w powietrzu i zaczął bezwładnie spadać nieco po skosie. Goten pojawił się na ziemi, mniej więcej w miejscu, w które tamten miał uderzyć.

– KAME-HAME-HAA!!! – Szybka fala Ki wystrzeliła z dłoni półsaiyana i poleciała w kierunku egzekutora. Nie mogła nie trafić.

Kto będzie pierwszą ofiarą?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział LXXX

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker