Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział LXXXV
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział LXXXV - Cell & Taurus
 

Szczątki Virgo zniknęły pod powierzchnią wody. Androidy zamarły w bezruchu. Najmniejsza z nich została zniszczona dwoma niewielkimi Ki-blastami. Ale przez kogo?

– Cell! – wyrwało się Korlicowi, jednemu z dwóch osiłków-Egzekutorów. – Co tu robisz?

Masywny czerwony mutant, unoszący się w powietrzu niedaleko nich, spojrzał na niego morderczym wzrokiem.

– Jak widać, wykonuję waszą robotę – syknął, kładąc nacisk na słowo "waszą".

– Niepotrzebnie się trudzisz, poradzimy sobie – rzucił Madawc, drugi mięśniak.

– Jak na razie nie zrobiliście zupełnie nic – stwierdził beznamiętnie Cell. – Wydajecie mi się bezużyteczni, a jak wiecie mamy prawo eliminować wszystkich bezużytecznych i zbędnych osobników.

– Nie pozwalaj sobie! – podniósł głos Madawc. – Jesteśmy z rodu Kaioshina! Jesteś nam winien szacunek!

– Szacunek? – Cell zniknął, teleportując się za plecy Madawca i chwycił za szyję przedramieniem, zaczynając dusić. – Wiesz, w tym momencie wydałeś mi się wyjątkowo bezużyteczny i... zbędny.

– Przestań! – krzyknął drugi z egzekutorów, Korlic, biorąc zamach i uderzając. Cell złapał jego pięść lewą dłonią i odepchnął.

– Zaczekaj na swoją kolej! – Mutant gwałtownym ruchem skręcił Madawcowi kark i odwrócił się w kierunku drugiego z Egzekutorów. Ten zaczął się cofać.

– Oszalałeś! Kiedy Kaioshin się dowie...

– Myślisz, że nie wie? – zapytał z wrednym uśmiechem Cell. – Naprawdę sądzisz, że mogę zrobić coś bez jego wiedzy?

Twarz Korlica wyraźnie zbladła.

– Nie... nie wierzę – powiedział niepewnie. – Kłamiesz, to niemoż...

– MAKANKOSAPPO!!! – Cell nie dał egzekutorowi dokończyć, przestrzelił jego korpus charakterystycznym świdrem Ki. Martwe ciało Korlica osunęło się na ziemię tuż obok zwłok jego towarzysza.

Androidy były zaskoczone takim obrotem spraw nie mniej niż niedawne ofiary mutanta. Moc zarówno Korlica jak i Madawca była wyższa niż pokonanego przez Virgo grubego Halbu, a Cell wykończył ich bez trudu.

Twór doktora Gero spojrzał na fragment oddziału Zeta i uśmiechnął się.

– Nie bójcie się, kukiełki, jesteście następni w kolejce. Obiecuję, że nie będziecie musieli długo czekać.

Taurus, przywódca Zeta, nie odrywał wzroku od nowoprzybyłego.

– Zajmę się nim sam. Niech żaden z was nie miesza się do walki. Zacznijcie szukać reszty Smoczych Kul.

– Co? – zdziwił się Sagitarius. – Ale dlaczego? Razem mamy większe szanse.

– Wykonajcie rozkaz. Natychmiast. – Nie mówiąc nic więcej Taurus uniósł się w powietrze i wylądował na nadmorskiej skale na której stał czerwony mutant. – Cell. Kopę lat.

– Znam cię?

– Przypatrz się dobrze, Cell. Naprawdę mnie nie poznajesz?

Taurus był potężnie zbudowanym, łysym androidem ubranym w coś na kształt pancerza. Gdyby nie szary kolor skóry i brak charakterystycznie ułożonych włosów można by go pomylić z androidem #16...

– Szesnastka!! – wykrzyknął mutant. – Ale jak!?

– Gohan, to naprawdę ty? – Son Goten nie mógł uwierzyć, że naprawdę ma przed oczami swego starszego brata.

– Czołem, braciszku.

– Ale... dlaczego nie jesteś w zaświatach? Czy ktoś cię przywrócił do życia? Nie, masz przecież aureolkę. Co to za strój i miecz?

– Tyle pytań... Braciszku, nie wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? Co prawda w piekle nie jest aż tak strasznie jak opowiadają, ale mimo wszystko.

– O czym ty mówisz?

– Nie nadążasz za moimi myślami? – zapytał ironicznie Gohan. – Nic dziwnego, zawsze byłeś idiotą, braciszku. Jak większość naszej rodziny zresztą. Dobrze, wyjaśnię ci to prostymi słowami. Z zaświatów wydostałem się dzięki naszemu wspólnemu znajomemu, Kaioshinowi. Od niego mam ten strój i broń. Proste, nie?

– Uważaj, wydaje mi się, że z twoim bratem jest coś nie tak – szepnął Gotenowi Tenshinhan. Saiyan skinął głową na znak, że także to zauważył.

Trudno było nie zauważyć.

– Dlaczego przed chwilą zaatakowali nas słudzy Kaioshina? – zapytał ostrożnie. – Myślałem, że jesteśmy po tej samej stronie.

– To, czy jesteście po stronie Kaioshina, zależy tylko i wyłącznie od was.

– To znaczy?

– Negujesz fakt, że Kaioshin jest władcą tej megagalaktyki, braciszku?

– Nie.

– A więc zgadzasz się, że cokolwiek zarządzi powinno natychmiast być wykonane – Goten nie odpowiedział. – Nic nie mówisz... a więc się nie zgadzasz? No i właśnie dlatego nie jesteś po stronie Kaioshina, proste nie? – Ironiczny głos Gohana przeszedł w zawzięty pół-szept, pół-syk. – A skoro nie jesteście po jego stronie, to znaczy że jesteście przeciw niemu. A więc i przeciw mnie!

– Oszalałeś, Gohan!

– Powtórz to, a wepchnę ci te słowa z powrotem w gardło!

Goten przeraził się słysząc te słowa. Jego brat najwyraźniej mówił poważnie. Był gotów do starcia, zupełnie jak tamten Trunks z drugiego wymiaru. Goten pochylił głowę i zacisnął pięści. Czy los celowo stawiał na jego drodze najbliższe mu osoby? Dlaczego miał z nimi walczyć? O co?

"NIE!"

– Nie, Gohan – powiedział pozornie spokojnie młodszy z synów Goku, podnosząc wzrok. – Nie będę z tobą walczył. Jesteśmy braćmi. Ja... ja nie chcę. Obiecałem sobie walczyć tylko z prawdziwymi wrogami. Już nigdy nie podniosę ręki na przyjaciela, a tym bardziej na brata!

Gohan roześmiał się upiornie.

– Jakież to wzruszające, braciszku! Naprawdę... aż mi łezka pociekła. Mówisz, że nie będziesz walczył? Tym lepiej. Oszczędzisz mi trochę fatygi.

Pan do tej pory była zbyt oszołomiona cała sytuacją, by cokolwiek powiedzieć. Zbyt dużo rzeczy naraz działo się dla tego bądź co bądź ośmioletniego dziecka. Teraz łzy, zatrzymane niespodziewanym pojawieniem się Gohana znowu pociekły jej po policzku.

– Tatusiu... boję się.

Twarz starszego z synów Goku złagodniała nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

– Kochanie – Gohan rozłożył ręce jakby chciał przytulić córkę – przecież wiesz, że nigdy nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić. Chodź do mnie.

Saiyanka ruszyła w jego stronę, Goten pierwszy zorientował się w sytuacji.

– PAN!!! NIEEEEE!!!

Było już jednak za późno. Gohan złapał córkę za włosy i potężnym prawym sierpowym uderzył prosto w twarz. Ośmiolatka jęknęła i poleciała do tyłu z ogromną prędkością i wbiła się w jakąś skałę. W dłoni Gohana została tylko kępka jasnych włosów.

Son Goten krzyknął, a raczej ryknął przeciągle, kompletnie tracąc panowanie nad swoją Ki. Otoczyła go intensywna złota aura i wyładowania elektryczne. Scorpio i Tenshinhan zostali odepchnięci na kilka metrów.

– Przesadziłeś, Gohan!!! – krzyknął młodszy z braci. – Chcesz walki!?! Będziesz ją miał!!!

Taurus odprowadził wzrokiem resztę androidów Zeta zanim odpowiedział:

– Można powiedzieć, że kiedyś byłem androidem #16. Teraz nazywam się Taurus. Bulma skopiowała moje banki pamięci, kiedy naprawiała mnie po naszej pierwszej walce. Pamiętasz?

– Owszem.

– Wiem także, że później to ty mnie zabiłeś, chociaż tego nie pamiętam. Nie było możliwości zgrania banków pamięci numeru szesnastego po tym twoim turnieju. Kiedy Bulma konstruowała androidy Zeta wykorzystała podstawy planów #16, by mnie stworzyć. Wyposażyła mnie też w jego pamięć.

– I co z tego?

– To, że bardzo cię nie lubię, Cell. Chyba nawet bardziej niż Edge'a.

Mutant roześmiał się.

– Nie lubisz mnie. A to dobre! I co z tego? – powtórzył.

Taurus uśmiechnął się tylko i grzmotnął Cella prosto w twarz. Czerwony mutant poleciał do tyłu na kilkanaście metrów i wyhamował impulsem energii.

– Drogo mi za to zapłacisz, androidzie!!

Przywódca Zeta nie odpowiedział tylko ruszył na przeciwnika. Dwaj potężni, bo mierzący po ponad dwa metry wojownicy, zaczęli wymianę ciosów. W pewnym momencie android uzyskał przewagę i trafił Cella pięścią tuż pod żebra. Twór doktora Gero skulił się od siły ciosu, co Taurus wykorzystał i poprawił uderzając kolanem w twarz. Kiedy głowa czerwonoskórego odskoczyła do tyłu, dołożył jeszcze zamaszysty lewy sierpowy, także w twarz. Cell zrobił w powietrzu salto do tyłu i zatrzymał się.

– Widzę, że mocno ulepszyli twoją konstrukcję – stwierdził. – Dorównujesz teraz Saiyanom w maksimum ich mocy – przerwał na moment. – Ale ja jestem trochę lepszy!

Taurus zdążył się tylko lekko zdziwić zanim oberwał twardą stopą prosto w twarz. Cell dołożył jeszcze cios wierzchem lewej pięści w bok głowy, ten jednak android zablokował przedramieniem, ułamek sekundy później próbując staranować przeciwnika barkiem.

Zbyt wolno.

Cell uchylił się przed szarżą androida i z półobrotu uderzył go w plecy. Taurus poleciał do przodu bezwładnie.

– KA-ME-HA-ME-HAAAA!!!! – Cell wystrzelił w przeciwnika falę Ki. Taurus uniknął ataku nagłym skrętem ciała, dosłownie o włos, po czym doskoczył do przeciwnika unieruchamiając mu ramiona i łapiąc w żelazny uścisk.

– Zupełnie jak na Cell Game, co? Pamiętasz swoje przerażenie kiedy chciałem się wysadzić zabijając nas obu? Pamiętasz, prawda? Wtedy okazało się, że Bulma wymontowała mój mechanizm samozniszczenia. Jak sądzisz, Cell, jak jest teraz? Mogę to zrobić?

Cell spociłby się zapewne, gdyby nie to, że jego aktualna forma nie potrafiła się pocić. Zamiast tego ryknął tylko wściekle, próbując wyrwać się z uścisku. Bezskutecznie.

Nagle Taurus po prostu puścił mutanta, odlatując powoli na kilka metrów. Uśmiechał się.

– Nie zgadłeś. Nie mogę już dokonać autodestrukcji, to po pierwsze. Po drugie... nie muszę. Pokonam cię bez tego.

W głosie androida słychać było nie tyle zwykłą pewność siebie co raczej absolutne przekonanie o zwycięstwie, tak jakby wiedział, że wygra.

Cell przez chwilę jeszcze dyszał ciężko, ale uspokoił się po chwili, z jego skóry powoli wydobywała się para, podobnie jak niegdyś u Buu. Mutant miał uczucie, że jego przeciwnik mówi prawdę, ale nie bał się. Sam także miał kilka asów w rękawie.

Czy Taurus rzeczywiście zwycięży Cella?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział LXXXIV

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker