Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział LXXXIV
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział LXXXIV - Trzy niezawodne techniki
 

Głowa Gohana odskoczyła na kilka centymetrów. Libra poprawiła Ki-blastem, który jednak przeleciał przez widmo Saiyana. Używanie Zanzoken stało się w tej walce nagminne. Starszy syn Goku pojawił się kilkanaście metrów dalej, starł z kącika ust kropelkę krwi i roztarł ją między palcami.

– Nieźle – stwierdził po chwili. – Co prawda za mało jak na mnie, ale nieźle. – Na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech. – Pozwól, że teraz pokażę ci szczyptę możliwości Mystica.

Gohan uaktywnił białą aurę, Libra poczuła jak jego Ki gwałtownie rośnie. Zaatakował, błyskawicznie dolatując do przeciwniczki i rozmywając się tuż przed jej blokiem. Libra odwróciła się w prawo, ale była o ułamek sekundy zbyt wolna. Potężny sierpowy trafił ją w policzek, zrywając fragment syntetycznej skóry i odsłaniając zęby. Uniknęła drugiego ciosu i zwinęła się do kontry, ale nie zdążyła jej wyprowadzić. Stopa Gohana uderzyła ją w podbródek, co sprawiło, że wykonała niekontrolowane salto w tył. Saiyan wyprzedził ją i uderzył jeszcze kantem dłoni w bok głowy wgniatając prawą stronę czaszki. Istota żywa nie miałaby szans tego przeżyć, ale dla androidki to była zwykła rana, jak każda inna.

Gohan zatrzymał się kilka metrów przed nią, rozpraszając aurę.

– No, teraz znacznie lepiej – powiedział z uśmieszkiem, przyglądając się zmasakrowanej twarzy Libry. – Głupio się czułem walcząc z maszyną, wyglądającą jak miss West Capital. Zawsze mnie zastanawiało jaki jest sens tworzenia ładnych androidów. Możesz mi to wyjaśnić?

Androidka nie odpowiedziała. Analizowała sytuację. Wiedziała, że jej czas reakcji jest minimalnie szybszy, ale była to jej jedyna przewaga i to niewystarczająca. Mogła spróbować postawić blok szybciej, jednak nie była w stanie poruszać się z tak dużą prędkością jak jej przeciwnik. Widziała dokładnie wszystkie ciosy, którymi obrywała, lecz samo dostrzeganie ich to było tutaj za mało.

Oceniała swoje szanse bardzo nisko.

Anya nie zdążyła się odwrócić, kiedy inna kopia Pan wykorzystując moment rozproszenia uwagi Egzekutorki złączonymi w jedną pięść dłońmi uderzyła ją w kark posyłając w kierunku gruntu. Spiczastoucha wyhamowała jakieś dwadzieścia metrów nad powierzchnią, i impulsem Ki uniosła się jeszcze o dwa metry. Na ułamek sekundy przed tym jak trzecia ośmiolatka miała ją staranować. Egzekutorka strzeliła w nią Ki-blastem, Pan wyleciała z powstałej po eksplozji chmury, dymiąc. Wiedząc, że zaraz zaatakuje ją kolejna dziewczynka, Anya odwróciła się. W samą porę by oberwać miniaturową piąstką prosto w nos. Rozległo się nieprzyjemne chrupnięcie, głowa Egzekutorki odskoczyła do tyłu w chmurce krwi. Atakująca Pan zdecydowała się nie tracić okazji i poprawiła ciosem w brzuch. Anya wrzasnęła z bólu i wściekłości, złapała małą Saiyankę obiema dłońmi za barki i nadziała na swoje kolano. Dziewczynka jęknęła. Spiczastoucha podniosła ją jedną ręką, w drugiej koncentrując Ki-blast. Piękna jeszcze przed momentem twarz Egzekutorki wyglądała teraz potwornie, krew ze złamanego nosa spływała na usta i podbródek tworząc makabryczny obraz.

Anya nie zdołała wystrzelić pocisku w swą niedoszłą ofiarę. Zamach drobnej stópki trafił ją w tył głowy, sprawiając, że klon Pan wypadł jej z dłoni, a oczy niemal wyleciały z orbit. Egzekutorka odwróciła się wściekle, ale zbyt wolno, zamaszysty kopniak trafił ją w twarz posyłając bezwładnie w powietrze.

– Pan! – krzyknął Shinhan. – TERAZ!

Dwie z dziewczynek błyskawicznie ustawiły się na torze lotu swojej przeciwniczki, obie złączyły dłonie w charakterystyczny kształt diamentu.

– KIKOHO!!! – rozległ się podwójny okrzyk. Dwie fale Ki pomknęły w kierunku Anyi, w locie łącząc się w jeden potężny strumień, który objął całą sylwetkę egzekutorki. Spiczastoucha wydała z siebie jeszcze okrzyk bólu, kiedy moc Kikoho rozrywała jej ciało na coraz drobniejsze fragmenty. Po chwili wszystko umilkło.

Pozostałe dwie kopie Pan podleciały do tych, które wykonały ostatni atak. Po chwili na ich miejscu lewitowała już tylko jedna Saiyanka.

– Doskonale, Pan – pochwalił uczennicę Tenshinhan, Scorpio także pokiwał głową z uznaniem. – Ale... następnym razem użyj Kamehamehy. Kikoho to niebezpieczna technika, stosuj ją tylko w ostateczności.

– Dobrze.

W tym momencie całą trójka jednocześnie obróciła głowy, czując potężną Ki emanującą z miejsca oddalonego o jakąś milę od nich.

Potężna kula energii pomknęła w stronę Gotena szybciej niż można by się tego spodziewać. Była potężna, Saiyan wiedział, że trafiony bezpośrednio ma małe szanse. Jednak wyprowadzony z równowagi Drognan popełnił błąd. Nie zauważył, że znajduje się poniżej swego przeciwnika. Gdyby zaatakował z góry, Saiyan musiałby przyjąć pocisk na siebie, by ochronić planetę. Teraz nie było takiej konieczności.

Son Goten ruszył w kierunku przeciwnika, łagodnym łukiem płynnie ominął wielki pocisk, jednocześnie tworząc w dłoni energetyczny dysk.

– KIENZAN!!!

Pocisk pomknął w stronę Drognana, który albo był zaskoczony takim obrotem spraw albo po prostu nie widział sensu dalszej walki. Tak czy inaczej nie wykonał najmniejszego ruchu, który mógłby uratować mu życie. Energetyczny dysk przeszył go na skos, odcinając większą części korpusu na linii od prawego łokcia do lewego nadgarstka. Dwie części egzekutora uderzyły o ziemię bezwładnie niczym kamienie, Drognan był martwy zanim jeszcze w ogóle zaczął spadać. Walka pochłonęła kolejną ofiarę.

"Jeśli on był najsilniejszym z Egzekutorów to powinniśmy dać sobie radę" – przemknęło przez głowę Son Gotenowi, ciąg myślowy jednak przerwało wrażenie obecności bardzo znajomej Ki.

"Gohan?" – pomyślał. – "Niemożliwe, przecież on jest w zaświatach."

Nie miał czasu się nad tym zastanowić, kiedy podleciały do niego trzy osoby. Scorpio utrzymywał się w powietrzu z wyraźnym trudem, Tenshinhan musiał go podtrzymywać.

– Wu... Wujek Goten? – zapytała z niedowierzaniem Pan, nie od razu rozpoznając swojego krewniaka.

– Pan! – Goten uśmiechnął się i pochwycił bratanicę w ramiona. – Naprawdę dobrze cię widzieć!

– Son Goten? – Tenshinhan także okazał zdziwienie. – Wyglądasz jakoś inaczej niż cię zapamiętałem.

– Za to pan, panie Tenshinhanie wygląda dokładnie tak samo – odparł z uśmiechem Goten. – Widzę, że poradziliście sobie z tamtą kobietą.

– Tak, chociaż ja nie dałem rady – potwierdził poobijany Scorpio. – Twoja bratanica ją pokonała.

– Pan? Naprawdę? – zdziwił się Goten. – To świetnie! Najwyraźniej pan Tenshinhan dobrze cię wyszkolił.

– Mów mi Tenshinhan albo Shinhan – trójoki wojownik wyraźnie speszył się, że Goten mówi o nim jako o "panu". – A, właśnie, muszę cię zapytać, gdzie są twój ojciec i Vegeta? Nigdzie nie czuję ich Ki. Czemu nie walczą?

– Mój ojciec? – zdziwił się Goten. – To wy nic nie wiecie?

Gohan przestał się uśmiechać.

– Dobrze, dość tej zabawy. Czeka mnie dzisiaj jeszcze dużo roboty. Nie mam zamiaru tracić na ciebie całego dnia. – Saiyan ponownie uaktywnił aurę, wyraźnie szykując się do ataku.

Libra wiedziała już co musi zrobić. Wiedziała, że sama nie zwycięży. Potrzebowała pomocy. Androidka ruszyła w kierunku, w którym wykryła Ki Gotena i Pan. Gohan był od niej szybszy, ale według jej obliczeń powinna dotrzeć w zasięg ich wzroku zanim zostanie dogoniona.

Myliła się. Gohan nagle pojawił się tuż przed nią, blokując drogę.

– Zaskoczona? – zapytał, kopiąc ją jednocześnie w twarz. Libra poleciała do tyłu bezwładnie, Saiyan już tam na nią czekał. – To się nazywa Shunkanido – wyjaśnił, Ki-blastem odbijając ją w przeciwnym kierunku. – Bardzo przydatna technika – Gohan po raz kolejny znalazł się na torze lotu androidki i ciosem na odlew podbił ją nieco w górę. Następnie złączył dłonie nad głową i skoncentrował Ki.

– MASENKO!!!

Pomarańczowy strumień Ki wystrzelił z dłoni Saiyana, uderzając w Librę niczym taran w drewnianą bramę. Androidka wyraźnie widziała jak atak Gohana zbliża się do niej, nie udało jej się jednak opanować lotu. Trafiona bezpośrednio nie miała żadnych szans. Mniejsze i większe fragmenty syntetycznego ciała rozsypały się po okolicy. Przez sekundę, Gohan poczuł się nieswojo, ta scena przypomniała mu moment śmierci androida #16. Uczucie trwało to jednak tylko moment po którym samopoczucie Saiyana błyskawicznie wróciło do normy. Zapowiadała się jeszcze kupa zabawy.

– Kaioshinie – niepewnie zaczął Talic. – Czy jesteś pewien Son Gohana?

Jego przełożony uśmiechnął się tajemniczo.

– To zależy co masz na myśli, Talic.

Kandydat na Kaioshina zamyślił się. Wiedział już, że zadając głupie pytania może wiele stracić w oczach przywódcy.

– Czy jesteś pewien, że nas nie zdradzi? – zapytał w końcu.

– Dobre pytanie – stwierdził Kaioshin z tajemniczym uśmieszkiem. – Niewiele było potrzeba, by opanować jego psychikę, wystarczyło obudzić w nim saiyański instynkt. Gohan tłumił go w sobie tak długo, że wydobycie go na światło nie stanowiło żadnego problemu. Wiesz czym jest saiyański instynkt, Talic?

– To ma coś wspólnego z walką.

– Właśnie. Saiyani to lud walki. Walka to dla nich wielka frajda. Uwarunkowanie Gohana opiera się właśnie na tym.

– To znaczy?

– Będzie walczył tak długo, póki będzie mu to sprawiać przyjemność.

– To znaczy dopóki będzie wygrywał? – spróbował zgadnąć Talic.

– Brawo. Uczysz się.

– A jeśli zacznie przegrywać? Co wtedy?

Kaioshin uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– To już bardziej skomplikowana sprawa.

– Jak to nie wróci!?! – Nie można powiedzieć, że Tenshinhan przyjął wieść o zniknięciu Goku ze spokojem, jednak w porównaniu do reakcji Pan jego postawa była wręcz stoicka. Mała Saiyanka po prostu zalała się łzami.

Goten objął ją mocniej.

– Ale... dziadek obiecał... Obiecał, że do mnie wróci. Wujku Gotenie... powiedz, że on wróci! No, powiedz! Przecież obiecał! – Słowa Pan były coraz mniej wyraźne, w miarę jak coraz mocniej płakała.

Goten przełknął ślinę. Potrafił doskonale walczyć, ale w takiej sytuacji był bezradny. Jak miał wyjaśnić temu dziecku, że już nigdy nie zobaczy swojego dziadka?

– Pan... dziadek... dziadek powiedział, że bardzo cię przeprasza... on bardzo chciał do ciebie wrócić, ale...

– NIE! NIE!! NIE!!! – Pan wyrwała się Gotenowi. – Nie wierzę ci!! Kłamiesz!!! Dziadek wróci!! Obiecał!!

Saiyanka już miała się odwrócić i odlecieć, ale jej uwagę przykuł bardzo niespodziewany widok.

– Ta... tata?

Tuż przed nią, Gotenem, Tenshinhanem i Scorpio, jak gdyby nigdy nic lewitował Son Gohan.

– No proszę, cóż za niespodziewane rodzinne spotkanie – powiedział, uśmiechając się wrednie. – Córeczko... już płaczesz? Uwierz mi, że dopiero będziesz mieć prawdziwe powody do płaczu.

Gohan kontra Goten, czy wyniknie walka między braćmi?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział LXXXIII

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker