Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział LXXXIII
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział LXXXIII - Moc, technika, determinacja
 

– Nasi egzekutorzy są zupełnie nieźli – powiedział Kaioshin z uśmiechem. – Przypuszczam, że sprawią Saiyanom trochę kłopotu. Nie za dużo, ale trochę na pewno.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – zdziwił się Talic.

– A jak myślisz?

– Sądzisz, że egzekutorzy poniosą porażkę?

Kaioshin roześmiał się, widząc zdziwioną minę Talica po chwili wyjaśnił:

– Ja WIEM, że poniosą porażkę, młody przyjacielu.

– Nie rozumiem. W takim razie dlaczego... Posłałeś ich na śmierć! – powiedział z wyrzutem i zaskoczeniem jednocześnie. – Wysłałeś ich tam tylko po to, aby zginęli!

– Nie tylko. Sądzę, że Drognanowi i reszcie uda się zadać Saiyanom jakieś straty, kto wie może nawet poważne, ale nie liczyłbym na nic wielkiego.

– Ale... dlaczego?

– Dlaczego? Chcesz wiedzieć dlaczego pozbyłem się dwunastu najpotężniejszych przedstawicieli swojej rasy, w tym kilku silniejszych od ciebie, Talic? Zastanów się dobrze, a poznasz odpowiedź na to pytanie. Byli potężni, ale niekoniecznie godni zaufania. Teraz nie stanowili dla mnie zagrożenia, lecz kiedyś, w przyszłości mogłoby się to zmienić. Wyeliminowanie ich już teraz to kolejny etap mojego planu – zatrzymał się na moment, jakby sprawdzając czy Talic nadąża za jego rozumowaniem. – Oczywiście musiałem ich najpierw przemienić w wojowników będących efektami fuzji. Tylko teraz każde z nich ma dość rozbuchane ego by sądzić, że jest w stanie walczyć z Saiyanami. Do zaświatów powrócą już rozdzieleni. Brolly dostał już odpowiednie rozkazy, zajmie się nimi.

Talic nie wyglądał na zbyt zadowolonego z tego wyjaśnienia, Kaioshin spojrzał na niego i wyraźnie powiedział:

– Pamiętaj, że tobie ufam, Talic. Pamiętaj też, że to się może zmienić. Rozumiesz?

Kandydat na Kaioshina przełknął ślinę.

– T-tak, rozumiem.

– To doskonale – ucieszył się jego przełożony, po czym z największym spokojem kontynuował swój wykład. – Oczywiście nasi Saiyani zauważą, że zwycięstwo było trochę zbyt łatwe. Wtedy do akcji wkroczą nasze główne siły.

Libra z coraz większym niepokojem patrzyła na lewitującego przed nią wojownika. Był średniego wzrostu, dobrze zbudowany choć nie nazbyt umięśniony. Dość przystojny. Miał krótkie, czarne włosy nad którymi połyskiwała aureolka. Ubrany był w strój przypominający ten, który zwykle nosił Goku, tyle że czarnego koloru. Ubiór ozdobiony był znakami tworzącymi słowo "Kaioshin". Znad prawego barku przybysza wystawała rękojeść dwuręcznego miecza.

– Biedny Ormus – zaczął ciemnowłosy. – Szczerze mówiąc, spodziewałem się po nim nieco więcej. Zbyt łatwo dał się sprowokować.

Androidka nie odpowiedziała, cały czas próbując się przebić przez mur, jaki jej rozmówca postawił przed jej próbami określenia jego Ki. Nadal nic nie wykrywała.

– Widzę, że nie w nastroju do rozmowy – zauważył czarnowłosy. – To dobrze, że nie chcesz bez sensu przedłużać swojej skazanej na zagładę egzystencji. Pozwól tylko, że się przedstawię, nazywam się Gohan, Son Gohan i z największą przyjemnością przerobię cię na części zamienne – mówiąc to mężczyzna uśmiechnął się uroczo, zupełnie jakby żartował.

Nie żartował.

Libra w ostatniej chwili zablokowała kopnięcie swego przeciwnika przedramieniem, ale i tak uderzenie odepchnęło ją na jakiś metr. To już nie były żarty. Androidka znajdowała się dokładnie w takim samym położeniu jak Ormus tuż przed swoją porażką. To jej przeciwnik miał przewagę i aby zwyciężyć musiała dać z siebie wszystko, jednocześnie licząc na jakiś błąd ze strony Gohana.

Kolejny cios Saiyana przeniknął przez widmo Zanzoken. Libra zaatakowała kopiąc w plecy, ale i jej cios przeniknął niematerialną sylwetkę. Gohan zjawił się za plecami swej przeciwniczki uderzając na odlew.

Zanzoken.

Szybki pocisk Ki trafił Saiyana w bok głowy, co sprawiło, że jego twarz na sekundę zakryła się chmurą dymu. To wystarczyło by androidka zdołała wyprowadzić zamaszyste kopnięcie mniej więcej w miejsce, w którym powinien być nos Son Gohana. Trafiła.

– O czym ty mówisz, Ziemianinie? – zdziwił się Scorpio. – W jaki sposób chcesz z nią walczyć? Ja jestem zbyt poobijany, a ty i to dziecko zbyt słabi.

– Ja tak, ale to nie jest zwykłe dziecko – wyjaśnił Tenshinhan.

– Nie wmówisz mi, że jest silniejsza od tej tutaj! – wskazał wciąż lewitującą w miejscu Anyę.

– Nie, raczej nie.

– A więc jak ma ją pokonać?

– Zaraz sam zobaczysz. Pan, jesteś gotowa?

– Tak! – potwierdziła złotowłosa ośmiolatka, wylatując przed mężczyzn. Ona i egzekutorka przez moment mierzyły się wzrokiem. Po chwili dziewczynka zacisnęła piąstki na wysokości barków. Rozpoczęła koncentrację Ki. Jej sylwetka rozpłynęła się na dwie identyczne, a po kolejnej chwili każda z nich także rozdzieliła się na dwie kolejne kopie. Nie trwało to dłużej niż dziesięć sekund po których przed Anyą lewitowały cztery identycznie wyglądające ośmiolatki.

"Co to ma być?" – zdziwił się Scorpio. – "Od dnia aktywacji czegoś takiego nie widziałem."

Po chwili cztery Pan zniknęły. Pierwsza z nich pojawiła się tuż przy Anyi wyprowadzając kopnięcie wycelowane w twarz egzekutorki. Ta bez trudu zablokowała cios, podobnie jak i drugi, wymierzony w korpus. Trzecia Pan pojawiła się za plecami Anyi, ale po chwili poleciała do tyłu, trafiona kopnięciem z półobrotu. Tylko jednej z kopii Super-Saiyanki udało się zaatakować skutecznie, trafiła w podstawę kolana egzekutorki, która straciła przez to na moment środek ciężkości i co za tym idzie, zachwiała się w powietrzu. Ten moment dekoncentracji wystarczył, by cztery sobowtóry córki Gohana zaczęły okładać ją serią ciosów. W brzuch, w twarz, w żebra.

Nagły impuls Ki odepchnął wszystkie cztery kopie małej Saiyanki na sporą odległość, jednocześnie oszałamiając je na chwilę. Anya ruszyła za jedną z nich, doganiając ją w powietrzu i zadając cios na odlew, który posłał ośmiolatkę w kierunku Ziemi i sprawił, że wbiła się w grunt ze sporym impetem.

Goten odbił się od ziemi i ponownie wylądował na nogach. Mimo wyraźnego bólu w okolicach żeber i na żuchwie, zwinnie uchylił się przed kolejnym ciosem Drognana i przeszedł do kontrataku. Kopnął Egzekutora potężnie w klatkę piersiową, co sprawiło, że ten został odrzucony na kilka metrów i padł na plecy. Poderwał się błyskawicznie i ponownie rzucił do ataku, Goten złapał jego dłoń, przerzucił Egzekutora nad sobą i uderzył nim o grunt niczym workiem kartofli. W miejscu, w które Drognan uderzył powstało niewielkie wgłębienie. Egzekutor użył impulsu Ki, by odepchnąć się od ziemi i jednocześnie odepchnąć Gotena na tyle, by zdołać powrócić do pozycji pionowej. Kiedy tylko odzyskał równowagę doskoczył do Saiyana i kopnął go w klatkę piersiową. Goten złapał jego nogę, okręcił się na prawej stopie, wyrzucając Drognana w powietrze. Następnie skoncentrował Ki.

– Ka-Me-Ha... – półsaiyan przerwał, widząc, że jego przeciwnik opanował lot i że fala Ki nie miała szans teraz trafić. Zamiast tego odbił się z maksymalną prędkością, w mgnieniu oka doleciał do Egzekutora i wbił mu pięść w brzuch. Drognan skulił się z bólu, co Goten wykorzystał łapiąc go oburącz za głowę i uderzając nią o swoje kolano. Usłyszał nieprzyjemne chrupnięcie kiedy nos tamtego został zmiażdżony niczym skorupka jajka, krople krwi trysnęły brudząc śnieżnobiałe kimono. Saiyan zakończył kombo ciosem kantu dłoni w kark. Drognan jęknął z bólu i zaczął bezwładnie spadać. Opanował lot mniej więcej w połowie początkowej wysokości. Dyszał ciężko, widać było, że z trudem zachowuje pionową pozycję.

– Ty... ty... – krew ściekała Drognanowi po twarzy kiedy próbował mówić. – Zginiesz!! Jestem Drognan, najpotężniejszy wojownik z rodu Kaioshina!! Nie możesz się ze mną mierzyć!!!

– Poddaj się – odpowiedział zimno Goten. – Masz jeszcze czas, jeśli teraz oddasz mi Smoczą Kulę, przeżyjesz.

– To ty zginiesz!!! – ryknął Drognan, w jego dłoniach pojawiły się dwie kule Ki, złączył je przed sobą i wycelował utworzony w ten sposób pocisk w stronę Gotena. Przez moment Ki-blast rozrastał się dochodząc ostatecznie do niemal dwóch metrów średnicy. – UMIEEEERAAAAJ!!!!! – wrzasnął w graniczącej już z szaleństwem panice egzekutor, starając się zagłuszyć głos w jego głowie, mówiący mu, że on i reszta jego towarzyszy zostali tu wysłani na śmierć.

Na zupełnie bezsensowną śmierć.

Halbu zorientował się, że przegra dokładnie w momencie gdy jego maszynowa seria Ki-blastów została brutalnie przerwana kopnięciem w podbródek. Virgo była niepozorna, ale naprawdę miała parę w nogach. Halbu zamachnął się, próbując trafić prawym sierpowym, ale był za wolny. Androidka zniknęła z linii jego ciosu, pojawiła się metr obok i strzeliła mu w twarz pociskiem Ki. Halbu odpowiedział własnym Ki-blastem, ale ponownie spóźnił się o ułamek sekundy. Virgo już była w innym miejscu i wysyłała w jego twarz kolejny pocisk.

Oddział Zeta z zainteresowaniem obserwował pojedynek, komentarze zdarzały się rzadko.

– Virgo jest niesamowita w swoim trybie bojowym – zauważył Sagitarius. – Kiedy już rozpracuje czyjś styl walki to właściwie koniec.

– Tak – zgodził się Taurus. – Ten grubas jest stosunkowo powolny, a więc praktycznie bez szans.

– Szkoda, że przy każdej próbie analizy Edge'a jej system zawodzi.

– Edge nie jest zwykłym wojownikiem. Po pierwsze nie ma słabych punktów, a po drugie...

– Co po drugie?

– On walczy jakoś inaczej. Pod względem mocy nie ma praktycznie różnicy między nim a na przykład Cathanem, a jednak ten drugi nie miałby szans w bezpośrednim starciu. No i oczywiście mówię tu tylko o pierwszej formie Edge'a.

Sagitarius pokiwał głową.

Pękaty egzekutor tymczasem stracił już wszelkie szanse na zwycięstwo, był cały poobijany, pokrwawiony i poparzony. Miał coraz większe problemy z utrzymywaniem się w powietrzu.

– Korlic... Madawc... – sapnął w kierunku swych dwóch towarzyszy. – Pomóżcie mi.

– Co jest, Halbu? – zarechotał jeden z nich. – Nie możesz sobie dać rady z jedną miniaturową puszką konserw?

– Może powinieneś trochę schudnąć?

– Idioci! – krzyknął. – Pomóż... – Halbu nie zdołał już dokończyć tego zdania. Virgo w swoim trybie bojowym była bezlitosna. Wykorzystując moment rozproszenia uwagi swego przeciwnika przeszyła jego klatkę piersiową żółtawym strumieniem energii. Z ust grubasa popłynęła krew. Androidka dopadła jeszcze do niego i zabrała mu woreczek zawierający Smoczą Kulę. Ciało egzekutora kilka sekund później z cichym pluskiem uderzyło o powierzchnię wody i zniknęło pod falami.

Virgo zatrzymała się. Czerwony blask znikł z jej oczu. Androidka zaczęła powoli lecieć w kierunku reszty oddziału Zeta.

Różowawy pocisk Ki nadleciał nie wiadomo skąd trafiając Virgo i eksplodując. Siła wybuchu urwała androidce lewą rękę razem ze sporą częścią korpusu. Zanim ktokolwiek zdołał zareagować, kolejny Ki-blast rozerwał syntetyczny tułów Virgo na kawałki, które po chwili zniknęły w oceanie.

Czy Egzekutorzy zostaną pokonani?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział LXXXII

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker