Moi ulubieni to Spider-Man i Wolverine.
W sumie to jeszcze Deadpool - za jego teksty, choć on akurat to raczej bardziej antybohater niż superbohater.
Zdecydowanie wolę Metallikę. Nie lubię nu metalu, a Linkin Park to jeden z głównych wykonawców tego stylu. Nu metal ma w sobie zbyt dużo z hip-hopu. Co zresztą potwierdzają sami Linkini, nagrywając wersję "Numb" razem z Jayem-Z.
Z jednej strony, jedynka wydała mi się jakaś taka fajniejsza niż dwójka, z drugiej - dwójka nieźle rozbudowała fabułę i uniwersum. Więc ogólnie mam mieszane uczucia, choć ogólnie obie części naprawdę mi się spodobały (trójka była zdecydowanie bardziej dołująca i mroczna).
Hidden napisał(a):Tak beznadziejnego zakończenia jeszcze nie widziałem w tak znanej pozycji. Po prostu zawiodłem się. Nie wiecie, o czym mówię? Powiem tyle - trzeba uratować Jacka z rąk ośmiorniczki, na ekranie pojawia się nagle "stary znajomy" z części pierwszej i *łup* - napisy końcowe. Bezczelna zapowiedź 3 części. Problem jest taki, że wrażenie niedosytu nie jest pozytywne, nie przepełnione ciekawością i rozmyślaniami nad 3 częścią. To jedynie zdenerwowanie i zniesmaczenie. Film nie taki zły. Koniec tragiczny.
Po obejrzeniu Skrzyni odniosłem wrażenie, że ta część jest dla Piratów tym, czym "Imperium kontratakuje" dla serii Star Wars. Akcja przerwana w bardzo podobnym momencie, będąc zapowiedzią kolejnej części. I zdziwiłbym się, gdyby twórcy Piratów nie inspirowali się właśnie tym. Tu i tu akcja została nagle przerwana w momencie, w którym bohaterowie przegrali, a złoczyńcy uzyskali przewagę, a wiele pytań pozostało bez odpowiedzi.
Dodano po 2 minutach
Z jednej strony, jedynka wydała mi się jakaś taka fajniejsza niż dwójka, z drugiej - dwójka nieźle rozbudowała fabułę i uniwersum. Więc ogólnie mam mieszane uczucia, choć ogólnie obie części naprawdę mi się spodobały (trójka była zdecydowanie bardziej dołująca i mroczna).
Hidden napisał(a):Tak beznadziejnego zakończenia jeszcze nie widziałem w tak znanej pozycji. Po prostu zawiodłem się. Nie wiecie, o czym mówię? Powiem tyle - trzeba uratować Jacka z rąk ośmiorniczki, na ekranie pojawia się nagle "stary znajomy" z części pierwszej i *łup* - napisy końcowe. Bezczelna zapowiedź 3 części. Problem jest taki, że wrażenie niedosytu nie jest pozytywne, nie przepełnione ciekawością i rozmyślaniami nad 3 częścią. To jedynie zdenerwowanie i zniesmaczenie. Film nie taki zły. Koniec tragiczny.
Po obejrzeniu Skrzyni odniosłem wrażenie, że ta część jest dla Piratów tym, czym "Imperium kontratakuje" dla serii Star Wars. Akcja przerwana w bardzo podobnym momencie, będąc zapowiedzią kolejnej części. I zdziwiłbym się, gdyby twórcy Piratów nie inspirowali się właśnie tym. Tu i tu akcja została nagle przerwana w momencie, w którym bohaterowie przegrali, a złoczyńcy uzyskali przewagę, a wiele pytań pozostało bez odpowiedzi.
Lubię i cenię część filmów Dream Works, Disneya i Dona Blutha. Oraz część filmów o Asteriksie.
A co do seriali animowanych, to poza tymi emitowanymi jako wieczorynka i w innych blokach tematycznych Disneya, za dzieciaka oglądałem i lubiłem głównie produkcje Hanny Barbery - to jedyne studio, z którego podobały mi się seriale emitowane przez Cartoon Network. Reszta tego, co puszczali w CN, zupełnie mi nie podeszła.
Pamiętał, że podobał mi się jeszcze "Conan łowca przygód" i emitowany na RTL 7 "Sylvan". Sporadycznie zdarzało mi się też oglądać "Inspektora Gadżeta".
Kultowa grupa kabaretowa, znana ze skeczy jak np. "Hiszpańska inkwizycja", "Ministerstwo głupich kroków", "Najzabawniejszy dowcip świata", "Martwa papuga" i filmów pełnometrażowych "Monty Python i Święty Graal" i "Żywot Briana".
Co o nich sądzicie, i o ich pełnometrażowych filmach?
Ja ich uwielbiam, a ich dwa wymienione filmy zaliczam do swoich ulubionych.
Ciekawy, wciągający, naprawdę solidny film z barwnym, świetnie napisanym złoczyńcą. Wprawdzie fabuła tu i ówdzie robi sobie wolne od logiki, ale ogólnie 7/10.
Film bez spektakularnej akcji, widowiskowej walki czy ogólnie efektownego finału, bez ciekawej intrygi, natomiast z nudnym antagonistą. Przemiana Erica w Magneto i dołączenie części mutantów właśnie do niego zamiast Charlesa, była jakaś mało wiarygodna, zwłaszcza że przecież nemezis Erica był inny mutant, a nie człowiek. Brak czasu na rozwinięcie np. postaci Darwina, który ginie krótko potem, jak zostaje wprowadzony do filmu. Ogólnie, zmarnowany potencjał postaci drugoplanowych. January Jones jako Emma Frost wygląda na znudzoną i miała na twarzy grymas, jakby nie podobało jej się cokolwiek, co robi.
Zdublowanie otwierającej sceny z filmu "X-Men" - nie wiem, po co. Czemu to miało służyć.
To minusy tego filmu.
Plusy to postacie Erica i Charlesa i relacja między nimi (z wyjątkiem końcówki). To naprawdę duże atuty tego filmu - i dobrze, że fabuła skupia się właśnie na tym. To ratuje ten film.
Ogólnie więc, 6/10.
Nieregularnie. Zwykle chyba parę razy w roku. Czasem zdarza się częściej, jeśli akurat zdarzy się okres, że wyświetlają więcej filmów, które mam ochotę zobaczyć na wielkim ekranie.
Miyu napisał(a):Do kina chodzę zazwyczaj na filmy "dużego kalibru" typu np. "Władcy Pierścieni", "Matrix", coś co chcę koniecznie zobaczyć na wielkim ekranie, jakieś spektakularne potyczki, fantasy, filmy animowane, dramaty. Jestem niestety rzadkim gościem w kinie, wkurza mnie ten smród popcornu, gadający ludzie i pół godziny reklam przed seansem.
Mam podobnie. Do tego, wkurzający są też "widzowie", którzy w trakcie seansu świecą ekranami smartfonów - przez co trudno nie odnieść wrażenia, że oni przyszli tam nie na film, tylko w celu robienia różnych rzeczy na smartfonach.
Ogólnie, nieraz dochodzę do wniosku, że zasadne byłoby wprowadzenie reguły rekwirowania wchodzącym do sali kinowej ludziom telefonów na czas seansu. I oddawanie im ich po seansie.
Nie widzę np. sensu chodzenia do kina na polskie filmy. Polacy od wielu lat nie zrobili dobrego filmu dużego kalibru, jak to określiłaś.
Ogólnie, oceniam ten film na 7/10. Ciekawy, dobrze zrealizowany i zagrany, choć nie jakiś rewelacyjny.
Nie uważam tego filmu za oskarżający Polaków o Holocaust, jak wydaje się "prawdziwym polskim patriotom".
Jako dzieciak lubiłem kreskówkę "Smerfy", w ręce wpadł mi też kiedyś, jeszcze w podstawówce, komiks, na podstawie którego powstała. Lubiłem postać Gargamela, a także Klakiera i Nicponia.
Ale to, co ze smerfami zrobili w tym filmie, to jakaś masakra. Całkiem inny rodzaj humoru, całkiem inne środowisko, a same Smerfy sprowadzone do roli jakichś pobocznych, pomocniczych postaci będących gdzieś w tle głównego wątku pary głównych bohaterów niemających ze smerfami nic wspólnego. No bo co ma Nowy Jork i jego mieszkańcy do smerfów i ich wioski i lasu, w którym jest ta wioska?
Jedną z rzeczy, które czynią serial o smerfach urokliwym, jest osadzenie tego w realiach około-średniowiecznych i w świecie pełnym magii. A nie w realiach współczesnego Nowego Jorku.
Więc ogólnie, ten film uważam za jakieś nieporozumienie. Ten film ma mniej wspólnego ze smerfami niż "Tom i Jerry: Wielka ucieczka" z Tomem i Jerrym z kreskówki.
W sumie, przyjemnie głupi i kiczowaty film, w którym Rodriguez żongluje filmowymi schematami. Nic ambitnego ani odkrywczego, ale czarny humor i konwencja pastiszu dobrze wpasowana w mój gust.
Ode mnie 7/10.
Kyanna napisał(a):mam mieszane uczucia co do niego. Z jednej strony ciekawy pomysł z przeplataniem wątków, z drugiej jednak nie przypadło mi to do gustu. Jak dla mnie za dużo różnych wątków reżyser chciał w jednym filmie zawrzeć. Obejrzeć warto aby wyrobić sobie swoje zdanie.
Zgadzam się z tym. Mam tak samo.
Film, który bardzo trudno mi ocenić. Są w nim elementy, które mnie urzekły, są też takie, które mi się zupełnie nie spodobały. Zwłaszcza wątek z mężczyzną osadzonym w domu starców był nieprzyjemny. Ilość poruszonych wątków też jest, moim zdaniem, przesadzona. A zakończenie nie satysfakcjonuje.
Choć rozumiem, że książka, na podstawie której powstał, zawiera opowieść bardzo trudną do przełożenia na język filmu. Twórcy podjęli się tego zadania. Rozumiem, dlaczego ten film mocno podzielił krytyków.
Ogólnie, głupi film, ale fajny. Takie 7/10. Widziałem wiele lepszych komedii, choć widziałem też ileś gorszych.
Mowa o jedynce, bo dwójki nie obejrzałem do końca, a za trójkę w ogóle się nie wziąłem.
Ogólnie, słabiutki film - dużo lepsza jest wersja z 2021.
W sumie, dość zabawne, że w obu filmach wystąpiła Margot Robbie.
Ogólnie, dobry film. Mocny, brutalny, oddziałujący na emocje widzów. Dobrze zrealizowany.
Choć jego wadą jest to, że rzecz jest widziana z perspektywy prostej wiejskiej dziewczyny i nie ma tam widocznego tła najszerszego z możliwych. Czyli z ukazaniem konferencji kierownictwa OUN z lutego 1943, na której zaplanowano rzeź wołyńską.
Wystarczyło pokazać krótką scenę z zebrania przywódców OUN, na którym zapadła decyzja o likwidacji polskich mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat, a potem scenę przedstawiającą spotkanie Dmytro Klaczkiwskiego ("Kłyma Sawura") ze swym podwładnym Jurijem Stelmaszczukiem, na którym "Kłym" samowolnie zmienia postanowienia naczelnego dowództwa i wydaje rozkaz o "bezwzględnej, powszechnej, fizycznej likwidacji elementu polskiego" na wybranym terenie.
Można było w "Wołyniu" pokazać, że przywódcy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego wcale nie byli zwykłymi pastuchami pasącymi krowy na polach. Wielu z nich miało średnie lub wyższe wykształcenie. Dmytro Klaczkiwski studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim, a Roman Szuchewycz ukończył Politechnikę Lwowską. Obaj mieli za sobą służbę wojskową w Wojsku Polskim.
Tymczasem w filmie Smarzowskiego widzimy tylko 20-30 osobową grupę wiejskich krzykaczy, którzy spotykają się nocami na leśnej polanie, by przy świetle ogniska podsycać w sobie rodzącą się świadomość narodową. To tak nie wyglądało. Ogólnie, ten mój zarzut wobec "Wołynia" jest w zasadzie zbieżny z jednym z zarzutów wobec "Katynia", który wymieniłem w odpowiednim temacie.
Można było pokazać, że 11 lipca 1943 skoordynowany atak siły OUN-UPA przypuściły na 99 polskich miejscowości, i te ataki były przeprowadzane w bardzo podobny i dokładnie przemyślany sposób, z ogromną przewagą liczebną napastników.
Tej przewagi w filmie Smarzowskiego nie widać. Są tam niewielkie grupki ukraińskich zbirów.
Oczywiście, pokazanie kilkuset napastników atakujących wieś byłoby kosztowniejsze, jednak na pewno lepiej oddałoby historyczny obraz wydarzeń z 1943. Jednak atmosfera nacjonalistycznego szaleństwa, jakie opanowało wtedy większość ludności ukraińskiej Wołynia i Galicji Wschodniej, nie została w tym filmie oddana.
Domyślam się, że Smarzowski poszedł na pewne kompromisy i zrezygnował z ukazania pewnych aspektów zbrodni wołyńskiej, by uniknąć oskarżeń o wrogie nastawienie wobec Ukraińców i mocno przedstawić się jako zwolennik pojednania - szkoda tylko, że te kompromisy aż tak bardzo wpłynęły na kształt tego filmu. Rozumiem, że Smarzowski popiera pojednanie, zwłaszcza że sam podzielam to stanowisko - jednak IMHO na kształt filmu nie powinno to wpłynąć.
Ogólnie więc, "Wołyń" to dla mnie 7/10. Dobry film, jednak do filmu bardzo dobrego mu brakuje.
Jednego nie wybiorę. Moja lista to:
Terminator 2: Dzień sądu
Wszystko wszędzie naraz
Batman (1989)
Avengers: Infinity War
Fantazja (1940)
Spirited Away
Król Lew (1994)
Laputa - podniebny zamek
Suzume
Star Wars (stara trylogia)
Władca Pierścieni
Naga broń
Kacza zupa
Policyjna opowieść
Zbroja Boga
Piraci z Karaibów
Shrek 2
Kill Bill (zwłaszcza jedynka)
Blues Brothers
Przyczajony tygrys, ukryty smok
Asterix i Obelix: Misja Kleopatra
Strzał w ciemności
Różowa Pantera kontratakuje
Monty Python i Święty Graal
Żywot Briana
Za jedne z najgorszych filmów świata uchodzą m.in. "The Room" z 2003 i "The Garbage Pail Kids Movie" z 1987 - choć akurat ich nie oglądałem, a znam je tylko z omówień w wideorecenzjach.
Jedne z najgorszych filmów, jakie widziałem, są "Bitwa o Ziemię" z 2000 i "Małe potwory" z 1987. Choć tego pierwszego nie dałem rady obejrzeć do końca, tylko wyłączyłem po jakichś 20 minutach. Bo dłużej się po prostu nie dało, głównie przez okropne ujęcia i dziwaczną pracę kamery.
"Małe potwory" to potwornie nieprzyjemny film, choć teoretycznie komedia i to familijna.
Naprawdę zły był też film "Lochy i smoki" z 2000. Wiem, że filmy oparte na grach ogólnie najczęściej są złe, jednak w tym filmie złe jest po prostu wszystko. Momentami brał mnie pusty śmiech z głupoty twórców.
Bardzo nieprzyjemnie oglądało mi się też "Robin i Marian" (znany też jako "Powrót Robin Hooda") z 1976. Najbardziej nieprzyjemny film z Seanem Connerym, najbardziej nieprzyjemny film z Audrey Hepburn, najbardziej nieprzyjemny film z Richardem Harrisem. Końcówka najgorsza. W dodatku zupełnie pozbawiona fabularnego sensu. Tak dołującego i sadystycznego filmu o Robin Hoodzie chyba nikt się nie spodziewał. Twórcom chyba po prostu zależało na tym, żeby widzowie poczuli się źle.
Laru napisał(a):Trzy tygodnie temu miałam okazję oglądać "Martwicę Mózgu". Nie jestem w stanie odpowiedzieć, w jaki sposób dotrwałam do końca seansu. To chyba ta mangowa Wyborowa pomogła. Totalny mindfuck. Na koniec sama się czułam, jakbym dostała martwicy mózgu.
Widać nie czujesz klimatu.
Ten film z założenia miał być kiczowaty. A jego kiczowatość jest częścią uroku. Trudno to porównywać do filmów, które zostały po prostu źle zrealizowane.
Katz napisał(a):"Ludzką stonogę" aka "The Human Centipade First Sequence" w reżyserii Toma Six'a.
Nie widziałem tego filmu, choć słyszałem o nim, że jest mega poryty.
franqey napisał(a):To co wybiło Indian, to nie biali ( którzy byli nie bardziej, ale i nie mniej okrutni niż ludzie w tamtych czasach), lecz grypa, której w A. Poł. nie było
Nie grypa, tylko ospa - to przede wszystkim.
franqey napisał(a):To co dla białych było katarem
Teraz mieszasz grypę z przeziębieniem. Grypa potrafi być śmiertelną chorobą, jest nieporównywalnie groźniejsza od przeziębienia. Jej powikłania to m.in. zapalenie płuc, a to już poważna sprawa. W grypie gorączka potrafi być 40 stopni - przy przeziębieniu tego nie ma.
Pouczasz innych, i to w bardzo agresywny i chamski sposób, jesteś wyniosły i traktujesz innych protekcjonalnie, jakbyś pozjadał wszystkie rozumy, a sam piszesz nieprawdę.
franqey napisał(a):chyba że przez lewacką propagandę.
Czy naprawdę nie potrafisz napisać żadnego posta bez politykowania ani ideologizowania? W tym używania wyświechtanych słów typu "lewacki", którego zresztą używasz niepoprawnie?
Bartolomé de las Casas - dominikanin - i jego "Krótka relacja o wyniszczeniu Indian" to źródło, które uważasz za "lewacką propagandę"? Jeśli tak, to naprawdę sprytni byli ci lewacy, skoro omamili XVI-wiecznego hiszpańskiego dominikanina.
Hiszpańscy konkwistadorzy z Nicolasem de Ovando na czele podbijali Karaiby wyjątkowo bestialsko. A encomienda, czyli system niewolniczego gospodarowania i kontroli nad rdzenną ludnością wprowadzony przez Hiszpanów w koloniach w Ameryce jak najbardziej potęgował śmiertelność wśród tej ludności.
franqey napisał(a):A jeśli nie widzisz różnicy między cywilizacją judeochrześcijańską, a taką gdzie masowo wyrywa się serca,
Masowe wyrywanie serc było praktykowane w Ameryce tylko przez Azteków, którzy stanowili nikły odsetek mieszkańców, a ich panowanie ograniczało się do niecałego terytorium obecnego Meksyku.
Zdecydowania większość Indian nie miała nic wspólnego z takimi praktykami. A np. mieszkańcy Amazonii żyli pokojowo i w zgodzie z naturą. Mimo to biała swołocz również ich bestialsko mordowała i zabierała ziemie - zresztą robi to nadal, zwłaszcza w Brazylii.
Poza tym, biali mieli, i często nadal mają, bardzo silne skłonności do autorytarnego i dogmatycznego myślenia i piętnowania innych za styl życia - czego nie można powiedzieć o Indianach, którzy byli liberalni. I ten liberalizm nie podobał się konkwistadorom.
Bez wątpienia najbardziej ponury i pesymistyczny z filmów z uniwersum X-Men i filmów o Wolverinie. Atmosfera wyjątkowo ciężka. Film ma ileś emocjonujących i wciągających momentów, jednak ogólnie nie przypadł mi do gustu - właśnie ze względu na tę ciężką, ponurą atmosferę. Doceniam ten film jako dzieło, jednak nie jest to film, który ogląda się z przyjemnością.
Mateusz napisał(a):Natomiast liczyłem na inną końcówkę.
Też liczyłem na inną końcówkę.
Endzik napisał(a):o był najlepszy film o Wolverinie. To był najlepszy film o X-Menach.
Halfish napisał(a):Film ZDECYDOWANIE najlepszy ze WSZYSTKICH o X-Menach.
Nie zgodzę się - powiedziałbym, że "X-Men 2" jest najlepszy ze wszystkich o X-Menach.
Powered by phpBB
Copyright © 2001-2026 DB Nao