Forum Dragon Ball Nao

» Gankutsuou: Hrabia Monte Christo

Shounen
*SōheiMenos 「僧兵メノス」
SōheiMenos 「僧兵メノス」
Shounen
Wiek: 32
Dni na forum: 6.083
Plusy: 70
Posty: 13.985
Skąd: ふざけた時代
Anime na motywach powieści Aleksandra Dumasa. Miłość, zdrada, zemsta, te sprawy. Również nastrój tajemniczości. Akcja ma miejsce w futurystycznej przyszłości. Z odległej galaktyki do Paryża przybywa tajemniczy arystokrata, gdzie poznaje największe osobistości miasta, wobec których ma pewne plany.

Niestandardowa grafika. Obiekty się poruszają, ale tekstura stoi w miejscu. Także CGI. Dodatkowo narrator (hrabia) mówi po francusku.

Polecam. Seria wydana po polsku na DVD, emitowana też była w TV.

Niezły opening:
http://youtube.com/watch?v=0CeAZyUs5ww

Regulamin Forum | AnimePhrases - cytaty z anime i mang | MAL | TwitterYT
clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 41
Dni na forum: 4.746
Plusy: 3
Posty: 1.270
Skąd: Kuopio, Suomi
Nigdy nie czytałam Hrabiego Monte Christo, więc historia była mi zupełnie nieznana i anime mogłam traktować jako coś całkowicie nowego. Biorąc pod uwagę popularność tego tytułu wśród twórców fanartów, dziwi mnie, że wcześniej w ogóle się z nim nie zetknęłam. W wakacje brat oglądał do śniadania, więc załapałam się na dwa odcinki - i później postanowiłam obejrzeć w całości, co miało miejsce teraz, po świętach. Wrażenie pozostało bardzo pozytywne.

Akcja nie dzieje się w "futurystycznej przyszłości", tylko po prostu w przyszłości Mamy zatem postęp technologiczny, obce cywilizacje, podróże na inne planety oraz skolonizowany Księżyc. Opowieść jednak - historia zdrady i wynikającej z niej zemsty - sprawdza się niezależnie od otoczenia, w którym się rozgrywa, ponieważ ludzie zawsze będą (?) tacy sami, czy jest to XIX wiek czy lata 5000.

Dwa słowa o powieści Dumasa.
Bohater tytułowy, Edmund Dantes, był marynarzem z Marsylii, który został oskarżony o spisek przeciw państwu i skazany na zesłanie/uwięzienie. Zostało to jednak ukartowane - między innymi przez rzekomo najlepszego przyjaciela Edmunda, Fernanda, który był zakochany w narzeczonej Edmunda, Mercedes. Kiedy Edmund zniknął z pola widzenia, Fernand ożenił się z Mercedes, później zaś zasłużył się w karierze wojskowej, zdobył fortunę i kupił sobie tytuł arystokratyczny, zostając wicehrabią de Morcef, a koniec końców głównodowodzącym armii. Dwaj pozostali spiskowcy także doczekali bogactw i zaszczytów: jeden został naczelnym prokuratorem, zaś drugi- szefem największego banku. Edmund, który - jak wierzono - zmarł w więzieniu, zdołał uciec, zgromadzić bogactwa, a teraz wraca do Paryża jako tajemniczy Hrabia Monte Christo, by dokonać zemsty.

Powieść składa się z dwóch części: pierwszą jest zdrada, drugą jest zemsta - anime natomiast koncentruje się na drugiej, zaś głównym bohaterem nie jest tytułowy Hrabia, tylko wicehrabia Albert de Morcef, syn Fernanda i Mercedes, który nie ma pojęcia o przeszłości swoich rodziców. Kiedy go poznajemy, Albert jest znudzonym młodym arystokratą bez celu i sensu w życiu. Z najlepszym przyjacielem Franzem przebywa na Księżycu, gdzie oddaje się typowym dla swojej klasy rozrywkom: bale, opera, romanse. I tam właśnie spotyka Hrabiego, który wywiera na nim ogromne wrażenie i oferuje swoją przyjaźń. Albert rzuca się w tę znajomość z głodem i bez żadnych oporów, zanurza się w nią niczym w najbardziej sekretny romans, zachwycony tą odmianą w swojej egzystencji. Ani mu przez myśl nie przyjdzie, że dla Hrabiego jest głównym środkiem, za pomocą którego ów swoją zemstę chce osiągnąć.

24-odcinkowe anime jest według mnie niezwykle udanym połączeniem rozbuchanej dumasowskiej namiętności z motywami i przedstawieniami właściwymi anime. Anime od siebie daje większe zagłębienie w psychikę i emocje bohaterów, od Dumasa mamy specyficzną egzaltację zachowań, teatralność gestów i generalnie swoiste napięcie, które trzyma nas od początku do końca. Mamy pojedynki, żarliwe wyznania, gry arystokracji, trucizny, mezalianse, brudne sekrety i tak dalej.

Znacznie więcej mam dla tego anime pochwał niż zastrzeżeń. Jako pierwsza rzuca się w oczy grafika - kreska i design są bardzo animowo klasyczne, jednak wypełnienia, zwłaszcza ubrań bohaterów, to coś zupełnie nowego: są statyczne i postacie jakby się poruszają po tle, a nie z nim. Same zaś wypełnienia są niezwykle bajeczne, momentami wręcz szokujące - w żadnej jednak chwili nie zakłócają odbioru opowieści i człowiek szybko się to takiej konwencji przyzwyczaja. Animacja jest płynna, miła dla oka, dynamiczna. Efekty komputerowe wcale mi nie przeszkadzały. Ścieżka dźwiękowa - niesamowite połączenie klasycznych brzmień z elektroniką, świetnie podkreśla klimat.

A klimat jest niezwykły. Niepokojący, przerażający, momentami odpychający - od pierwszego odcinka odbiorca ma poczucie, że zaraz zdarzy się coś strasznego. Może to obecność Hrabiego sprawia, że nie można być spokojnym - bo czuje się od razu, że on zamyśla coś złego. I nawet jeśli zdarzy się coś przyjemnego i pożądanego, widz nie może oprzeć się wrażeniu, że to tylko cisza przed burzą bądź zaplanowany manewr, który miał na celu uśpić czujność. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz miałam takie odczucia przy oglądaniu anime.

Fabuła wciąga. Jest dynamiczna, nie ma dłużyzn, cały czas coś się dzieje. Hrabia konsekwentnie realizuje swój zamiar, niszcząc jednego po drugim swoich wrogów i uderzając nie tylko w nich samych, ale także w ich przyszłość, a mianowicie dzieci. Na jaw wychodzą także wątki nadprzyrodzone - co tak naprawdę podsyca nienawiść Hrabiego i nie pozwala mu widzieć innych opcji. Na tym wszystkim zaś dokonuje się przemiana w Albercie - to, co chyba wyszło twórcom serialu najlepiej.

Albert, szesnastoletni arystokrata, jest rozpuszczonym bachorem, który na początku nie budzi żadnej sympatii - podobnie zresztą jak większość jego otoczenia. Jest beztroski, ale nie w taki sympatyczny, tylko denerwujący sposób. Uważa, że wszystko mu się od życia należy, nie jest przyzwyczajony do sprzeciwu i tego, że coś może iść nie po jego myśli. Zachowuje się, jakby zupełnie nie myślał, rzuca się we wszystko bez rozważenia konsekwencji, zaś później obwinia wszystkich wokół, tylko nie siebie. Jest bardzo niedojrzały, zaś szukając bodźców, nie liczy się z nikim ani z niczym. To dziecko, które tupnie nogą i powie, że to chce i tyle. Jednocześnie brakuje mu własnego zdania, boi się polemizować z innymi, prędzej się obraża i ucieka. Co wymyśli sam, to uważa za jedyne słuszne i dobre. Po pierwszych odcinkach, w których widzimy jak wpada w szpony Hrabiego i nie zdaje sobie sprawy, że jest tylko pionkiem na szachownicy - dostrzegając tylko pochlebstwa, udawaną sympatię i swoistą adorację, jaką oferuje mu Hrabia - ja osobiście miałam poczucie, że na koniec będę mogła powiedzieć, że trafił swój na swego, i w żaden sposób nie zamierzałam Albertowi współczuć.

Jednak w trakcie opowieści Albert dojrzewa - i dochodzi do tego w sposób bardzo naturalny i nie przesadzony. Dlatego mówię, że twórcom naprawdę się ten zabieg udał. Albert zostaje zmuszony do myślenia i zastanowienia się nad sobą i swoimi uczuciami. Dostaje od życia prawdziwego kopa, po którym uświadamia sobie, że to jego postępowanie i bezmyślność przyczyniły się do tragedii i że teraz użalanie się nad sobą i zrzucanie odpowiedzialności na wszystkich innych już nie pomogą. Albert odkrywa w sobie własny charakter i własne pragnienia, już dojrzalsze i poważniejsze, którymi od teraz będzie się kierować - nie jako zaślepiony dzieciak, który rzuca się w to, co wydaje mu się zabawne, ale jako dojrzalszy młodzieniec, który wie, czego chce. I wychodzi to naprawdę przekonująco. No i przede wszystkim jest z korzyścią dla serii - widziałam kilku podobnych bohaterów, których wątki zupełnie popsuto, i dlatego potrafię docenić kreację Alberta.

Zastrzeżenia mam właściwie tylko do dwóch rzeczy: formy zakończenia oraz postaci Hrabiego. Zakończenie wydaje mi się za szybkie, zbyt nagłe i zbyt chaotyczne - uważam, że można je było rozciągnąć na więcej odcinków. Z drugiej strony może nie powinnam narzekać, bo w książce było podobno zupełnie po łebkach - niemniej jednak zabrakło mi jakiejś głębi, zastanowienia, większej przemiany, więcej monologów wewnętrznych, zwątpień, zawahań itp. Nie mówię, że jest złe - bo nie jest; jest spójne i pasujące do całokształtu (i bardzo animowe) - jednak mam poczucie, że mogło być znacznie lepiej. Jednak od strony fabularnej, oceniając po wypowiedziach tych, którzy znają książkowy oryginał, zakończenie animowe wyszło chyba bardziej przekonująco.
Tam ponoć - cytuję - "Mercedes poprosiła Hrabiego, by zaprzestał zemsty, i on zaprzestał", tutaj natomiast jego decyzja wynikała przede wszystkim z relacji, jakie nawiązał z innymi: z Haydee, z podwładnymi i przede wszystkim z Albertem - to one pozwoliły mu oprzeć się żądzy zemsty i zmiękczyły jego serce.

Jeśli zaś chodzi o postać Hrabiego, to mam wrażenie, że coś mnie ominęło. Zupełnie nie dociera do mnie ta jego "awesomeness" - że tak posłużę się terminem angielskim, gdyż brakuje mi odpowiednika w języku polskim. W fandomie Hrabia cieszy się najwyraźniej wielkim uwielbieniem - a dla mnie pozostaje obojętny. Nie pojmuję, co takiego w nim budzi ogólny zachwyt. Mam wrażenie, że mogło być więcej akcji z jego punktu widzenia, więcej jego przemyśleń i odczuć, więcej zagłębienia się w jego postać - bo nie potrafiłam się wczuć w jego tragizm. Możliwe też, że na mój odbiór wpływ miały także warunki, w których anime oglądałam, i m.in. oświetlenie pokoju: postać Hrabiego - najciemniejsza ze wszystkich - pozostawała dla mnie najmniej widoczna fizycznie, co może mieć duże znaczenie.

Pewne zastrzeżenie - może jakiś żal - mam też do twórców za rozwiązanie wątku Albert-Franz. Twórcy postanowili - w przeciwieństwie do oryginału, ale jakże bardzo po animowemu - rozkochać Franza w jego najlepszym przyjacielu nieodwzajemnioną i sekretną miłością. I choć koniec końców można zakładać, że Albert po latach zdał sobie sprawę, że uczucia Franza wobec niego nie były wyłącznie przyjacielskie, o tyle brakowało mi jakiejś bezpośredniej konfrontacji, jakiegoś wyznania - tymczasem Franz do końca pozostał w pierwszej kolejności przyjacielem Alberta i nigdy nie szukał dla siebie żadnej korzyści. Takie to jakieś było... smutne.

Jeszcze jedna pochwała należy się seiyuu, którzy wykonali naprawdę dobrą robotę. Rzadko zdarza mi się chwalić Juna Fukuyamę, za którym nie przepadam (Lelouch to był gwóźdź do trumny), jednak jako Albert spisał się na medal i nic mu nie można zarzucić. Zagrał tę postać bardzo naturalnie i brawa dla niego. Daisuke Hirakawa jako Franz również brzmiał bardzo miło. Jouji Nakata jako Hrabia brzmiał prawie jak Shou Hayami xD Na uwagę zasługuje Chie Nakamura jako Eugenia, narzeczona Alberta - wcześniej słyszałam ją tylko jako Narutową Sakurę, a tutaj także poradziła sobie całkiem do rzeczy.

Z czystym sumieniem polecam to anime każdemu i z oceną waham się między 8 a 9 w skali 10-punktowej. Plusami są świetna grafika, wciągająca fabuła i nieustanna atmosfera napięcia, za minusy uważam natomiast zakończenie, które nie każdemu może się podobać. Jeśli zaś ktoś jest fanem powieści Dumasa i za profanację uważa każdą adaptację, niech się trzyma z daleka - ta wersja może okazać się nie do przełknięcia.

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"Even though I'm worthless... thank you... for loving me...!"

Obraz
kirin.pl

clio Kobieta
niestowarzyszona
Admin no onēsan

niestowarzyszona<br />Admin no onēsan
clio
Wiek: 41
Dni na forum: 4.746
Plusy: 3
Posty: 1.270
Skąd: Kuopio, Suomi
Od pierwszego razu obejrzałam Gankutsuou jeszcze dwukrotnie i muszę powiedzieć, że z każdym kolejnym seansem to anime mocniej i mocniej przypada mi do gustu. Jestem zachwycona kompozycją serii, jej tempem, klimatem - tym, jak bardzo angażuje widza. Poziom emocjonalny jest wspaniały, podobnie jak poziom epickości. Natomiast z perspektywy czasu (i znajomości fabuły) muszę przyznać, że zupełnie inaczej - znacznie bardziej pozytywnie - odbieram postacie. Teraz Albert już w ogóle mnie nie denerwuje - od początku widzę go jako młodego człowieka, który zachowuje się zgodnie ze swoim wiekiem, i nie ma w tym nic złego. Generalnie dochodzę do wniosku, że to anime świetnie ukazuje dorastanie i dojrzewanie młodego człowieka.

Polecam Gankutsuou gorąco! W 2013 dawałam temu anime ocenę 8.5 - teraz daję już raczej 9.5

"Dom jest tam, gdzie ktoś o Tobie myśli"
"Ore to koi, onna"
"Even though I'm worthless... thank you... for loving me...!"

Obraz
kirin.pl

Wyświetl posty z ostatnich:

Forum DB Nao » » » Gankutsuou: Hrabia Monte Christo
Przejdź do:  
DB NaoForum DB NaoAninoteAnime PhrasesDr. Slump
Powered by phpBB
Copyright © 2001-2021 DB Nao
Facebook