Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział C
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział C - Wojownik najwyższej klasy
 

Rozdział ten dedykuję Andrzejowi Sapkowskiemu

 

Zaskoczony powstałą sytuacją Vegeta nie reagował, zamarł w powietrzu. Po kilku sekundach uświadomił sobie, że odczuwa strach.

"Weź się w garść!" – skarcił się w myślach. – "Jesteś Saiyanem, najsilniejszym we wszechświecie! Czemu miałbyś się bać jakiegoś czarnego anorektyka?"

Czarny anorektyk stał tymczasem bez ruchu, nadal w tym samym miejscu. Okrągła źrenica na środku jego jedynego, dużego i białego oka, omiatała okolicę, jakby w poszukiwaniu czegoś, a może kogoś?

Vegeta poczuł, że wcale nie chce być zauważony.

"Do cholery, opanuj się! To tylko jakiś tam stwór!"

Wzrok stwora podążył w górę i zatrzymał się na lewitującej sylwetce eks-księcia. Sekundę potem istota uniosła się w górę, nie odbijając od ziemi, lecz po prostu odrywając od jej powierzchni. Zatrzymała się jakieś pięć, dziesięć metrów przed Saiyanem, który miał dzięki temu okazję przyjrzeć się jej z bliska.

Jak już wspomniano, stwór miał jakieś dwa metry wzrostu, a więc był sporo wyższy od Vegety. Wydawał się stworzony z jednolitej, czarnej bryły. Poza dużym białym okiem, umieszczonym centralnie nieco poniżej czoła, oraz rękami i nogami, nie miał żadnych widocznych organów. Ani ust, ani uszu, ani niczego innego. Palce na końcu chudych dłoni także miał chude i długie, a nawet bardzo długie. Wyglądały na elastyczne.

Stworzenie wpatrywało się w eks-księcia intensywnie. Po kilku sekundach Saiyana rozdrażniło to na tyle, by całkowicie zapomniał o odczuwanym jeszcze przed chwilą strachu.

– I czego się tak gapisz jak wół na malowane wrota? – syknął. – Zobaczymy czy będziesz tak twardo obserwował jak zasadzę ci kopa w to twoje oczko.

Atramentowo czarny stwór nie odpowiedział. Nie było w tym nic dziwnego, zważywszy że przecież nie miał ust. Nie dał jednak w żaden sposób, ani ruchem ani niczym innym, odczuć że zrozumiał, czy choćby usłyszał słowa Vegety.

– Rozumiesz co do ciebie mówię? – kontynuował coraz bardziej poirytowany Saiyan. – Zaraz dostaniesz takie manto, że zostanie z ciebie najwyżej czarna plama na najbliższej skale! – aby zaakcentować swoje słowa eks-książę zacisnął przed sobą pięść.

Wtedy istota poruszyła się, uniosła lewą rękę i powtórzyła gest księcia niczym w lustrzanym odbiciu. Nie do końca jej się to udało, długie i chude palce owinęły się wokół drobnej dłoni dwukrotnie, a i tak pięść była dość drobna. Po chwili to samo stwór zrobił z drugą dłonią.

– Widzę, że potrafisz naśladować – zauważył ironicznie Vegeta. – Skoro taki jesteś chętny do nauki to zaraz ci pokażę do czego pięści służą...

Czarny jednakże w tym samym momencie pokazał, że już wie, błyskawicznie doskakując do księcia i uderzając go w lewy policzek silnym prawym prostym. Vegeta z dużą prędkością poleciał do tyłu, wyhamowując dopiero po jakichś stu metrach. Odruchowo potarł piekący policzek.

Tylko instynkt wojownika i doświadczenie uchroniły saiyańskiego księcia przed kolejnym trafieniem, kiedy czarny stwór ponownie doleciał do niego i zamachnął się prawą łapą. Vegeta uchylił się, obracając jednocześnie bokiem do przeciwnika i kontrując prostym kopnięciem w twarz, a raczej poniżej oka, gdyż jego przeciwnik twarzy nie posiadał. Odepchnięta impetem uderzenia istota oddaliła się na kilka metrów, po czym nagle przyspieszyła, uderzając Saiyana w korpus hakiem z lewej. Eks-książę gwałtownie wypuścił powietrze, ale opanował ból i nie pozostał dłużny przeciwnikowi, trafiając go lewym sierpowym w odpowiednik podbródka. Głowa czarnego odskoczyła, ale zaraz jego jedyne oko podążyło w stronę Vegety. Nagle przyspieszył, rzucając się na złotowłosego wroga z pięściami. Wyprowadził serię ciosów tak szybkich, że Saiyan przez moment widział tylko łagodne łuki powstałych po ciosach smug. W ciągu dwóch czy trzech sekund książę przyjął na korpus jakieś pięćdziesiąt, jeśli nie więcej, uderzeń. Na szczęście dla niego nie były one jakoś niesamowicie silne, ale i tak odczuł to dość boleśnie. Impas przerwał odskakując do tyłu. Czarny błyskawicznie ruszył za nim, najwyraźniej nie znając pojęcia "dać chwilę wytchnienia". Vegeta zanurkował pod lewym sierpowym zasadzając w korpus przeciwnika tak silny cios jak tylko potrafił. Jednooki jednakże najwyraźniej nie znał także pojęcia bólu, gdyż nie skulił się jak należałoby oczekiwać. Na szczęście Vegeta zorientował się w porę. Odskoczył metr do tyłu i zamarkował chęć dalszej ucieczki w tym kierunku, zamiast tego jednak rzucił się do przodu, kopiąc z półobrotu w kark. Siła uderzenia posłała czarnego w kierunku ziemi.

"Cholera, silny jest... i szybki." – Więcej eks-książę nie zdołał pomyśleć, gdyż jego przeciwnik bez żadnych problemów wyhamował jeszcze przed zderzeniem z podłożem i z równie dużą prędkością ruszył z powrotem na niego. Vegeta błyskawicznie utworzył na dłoni okrągły Ki-blast, którym rzucił w zbliżającego się wroga. Ku swojemu zdziwieniu nie trafił, pocisk musnął chyba tylko lecącego z pełną prędkością stwora, który dopadł do Saiyana uderzając potężnie na odlew. Trafił w widmo Zanzoken. Książę pojawił się nad nim, uderzając potężnie złączonymi pięściami i posyłając go z powrotem w kierunku podłoża. Tym razem idealnie pionowo i ze zbyt dużym impetem, by czarny zdołał wyhamować. Eks-książę posłał za nim kolejny okrągły Ki-blast, który dogonił jednookiego mniej więcej w momencie, w którym miał uderzyć o grunt. Wywołana tym, spora eksplozja zalała wszystko żółtawym światłem.

Vegeta wykorzystał chwilę na złapanie oddechu i przeanalizowanie sytuacji. Jeszcze nie zaczął się męczyć, ale wiedział, że walka w takim tempie wyczerpie go szybko.

"Jest szybki i mocny, ale o technice nie ma zielonego pojęcia. Jak do tej pory nie używał też Ki do niczego innego poza lataniem... może nie potrafi?" – zastanawiał się książę. – "W sumie atakował tylko rękoma i to dość topornie, za to Ki nie wydziela ani trochę" – Vegeta potarł, wciąż piekący od pierwszego ciosu czarnego, policzek, ale to tylko wzmogło ból. Spojrzał na rękawicę, zauważając na niej ślady krwi. Zauważył jeszcze coś. Rękawica była postrzępiona i pouszkadzana, głównie na nadgarstkach, zupełnie jakby coś ją przeżarło. Podobne ślady były na stroju księcia, w miejscach, w które oberwał. Prawdopodobnie to samo stało się ze skórą na policzku. – "Nie dość, że cios ma jak kafar parowy, to jeszcze parzy dotykiem. Po prostu cudownie." – Vegeta uśmiechnął się. Zaczął się w nim odzywać saiyański duch walki. Siła przeciwnika tylko zachęcała do dalszej konfrontacji.

Marcus obserwował walkę z niepokojem i zaciekawieniem jednocześnie... przynajmniej wtedy, kiedy potrafił nadążyć wzrokiem za walczącymi. Podziwiał Vegetę. Wyraźnie widział, że jego mentor jest w defensywie, nie dorównując fizycznie przeciwnikowi. Potrafił jednak tę defensywę wykorzystać do skutecznych kontr. Każdą sytuację odwracał na swoją korzyść. Doskonała technika i opanowanie. Marcus nie wierzył, by w kosmosie istniał wojownik przewyższający saiyańskiego księcia. W głębi duszy czuł, że Vegeta wygra. Po prostu to wiedział.

Domyślał się jednak, że czeka go najpierw ciężka przeprawa.

Nagle wzrok Lanfana zatrzymał się na czarnej postaci za plecami księcia.

"Za tobą!"

Tknięty nagłym przeczuciem, Vegeta wyrwał się z zamyślenia i spojrzał przez ramię. Czarny lewitował z opuszczonymi rękami, wpatrując się w niego swym jedynym okiem. Wyglądał jakby także poddawał sytuację analizie... na swój sposób. Nie był nawet draśnięty. Wcześniejsze ciosy księcia nie zostawiły na ciele stwora choćby zadrapania, zaś ostatni pocisk najwyraźniej był zbyt wolny.

"Gdyby oberwał na pewno zostawiłoby to na nim jakiś ślad" – myślał Saiyan odwracając się bardzo powoli. – "Jest ode mnie silniejszy, ale nie na tyle, by wyjść z takiej eksplozji bez szwanku. Chyba nie doceniłem jego szybkości."

– Co, szybki jesteś? Nie, brzydalu? Bardzo szybki, wiem... – Stwór nie reagował. – No dobra, pokaż na co cię stać! Spróbuj mnie trafić! – Vegeta krzyczał, ale nie ruszał się z miejsca. Celowo.

Jednooki nawet nie drgnął.

– Reagujesz na ruch, prawda? Widzisz go tym swoim okiem. Pewnie w ogóle nie masz zmysłu słuchu, co? I jeśli się nie mylę – książę powoli wyciągnął dłoń w kierunku przeciwnika, formując na niej okrągły Ki-blast. Z tej odległości musiał trafić – to widzisz raczej gwałtowny ruch...

Błyskawiczny doskok i uderzenie czołem w twarz uświadomiły Vegecie, że jednak się mylił. Poleciał bezwładnie do tyłu, pocisk w jego dłoni rozproszył się. Książę wyhamował dopiero po kilku sekundach.

"Do diabła, jednak widzi wszystko!"

Zanzoken uchronił Saiyana przed kolejnym trafieniem, nie udało mu się jednak jednocześnie "wskoczyć" na dogodne do ataku miejsce. Po prostu pojawił się kilka metrów dalej. Czarny od razu rzucił się niego ponownie. Kolejne użycie Zanzoken przemieściło Vegetę za plecy przeciwnika. Silnym kopnięciem z półobrotu posłał jednookiego na dwa metry do przodu, ten jednak po sekundzie odwrócił się i ponownie zaszarżował na księcia. Szybko, ale mało finezyjnie. Bezwładność jego ataku Saiyan wykorzystał na swoją korzyść. Oszczędnym, szybkim ruchem przemieścił się o jakieś pół metra do przodu, jednocześnie trafiając stopą prosto w niby-twarz czarnego, tuż pod oko. Impet ciosu przystopował stwora, na sekundę odrzucając jego głowę do tyłu. Powróciła do swej pionowej pozycji tylko po to by zderzyć się z wierzchem pięści Vegety. Siła ciosu niemal obróciła jednookiego w miejscu. Niemal. Zwinął się w kontrze, trafiając wierzchem otwartej dłoni w twarz księcia. Palce miał wyprostowane, więc na Saiyana podziałało to, jakby oberwał jednocześnie pięcioma ciężkimi sznurami, czy raczej łańcuchami – boleśnie, ale w miarę niegroźnie. Czarny zamachnął się prawą dłonią. Vegeta złapał go za nadgarstek i wyprowadził kilka dynamicznych kopnięć w głowę i korpus. Następnie puścił przeciwnika i zakończył kombo potężnym uderzeniem w żebra, o ile oczywiście jednooki miał żebra. Niezależnie jednak od tego czy je miał, czy nie, siła ciosu posłała go na skos w kierunku ziemi z dość dużą prędkością.

Saiyan odetchnął głęboko dwa razy, próbując uspokoić nieco bijące coraz szybciej serce i jednocześnie skoncentrować Ki. Już teraz dawał z siebie wszystko. Walczył całą mocą, więc zaczynał się męczyć. Wiedział, że będzie coraz gorzej. Miał przewagę i musiał ją wykorzystać, póki dysponował jeszcze dużymi zapasami energii.

– BIG BANG ATTACK!!! – wykrzyknął, posyłając szybką, białą kulę Ki w przeciwnika.

Czarny jednak w tym czasie opanował lot, zakręcił po dość ostrym łuku i ruszył ponownie w stronę Vegety, omijając po drodze pocisk.

– Niech to ciężka cholera! – zaklął głośno Saiyan, zaciskając pięści i także startując w kierunku wroga. Był maksymalnie skoncentrowany, otaczała go złotawa poświata Ki.

Czy Vegeta zdoła pokonać jednookiego potwora?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział XCIX

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker