Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział CII
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział CII - Tenks
 

Czarny stwór wpatrywał się w Vegetę, nie atakował, zupełnie jakby celowo dawał mu czas do namysłu. Trwało to dobrą minutę, po której zrobił coś nieoczekiwanego. Odwrócił się do księcia plecami i zaczął powoli lecieć w przeciwnym kierunku.

Zaskoczony Saiyan zareagował dopiero po chwili.

– Hej, ty! Stój! Dokąd lecisz?! To jeszcze nie koniec!

Jednooki nie zareagował na te słowa w żaden sposób, zupełnie jakby ich nie usłyszał. Powoli zdążał w kierunku, gdzie ukrywali się Freya, Zidane i reszta.

"Wie, że oni tam są" – domyślił się Vegeta. – "Ale dlaczego nagle zaczął mnie ignorować?"

Nie zastanawiając się nad tym dłużej, książę postanowił wykorzystać ten fakt. Skoncentrował Ki i kiedy otoczyła go złota, przylegająca do ciała otoczka zaatakował z rozpędu. Wyprowadził silny prawy prosty w tył głowy, poprawił lewym sierpowym w plecy i kopem z półobrotu zewnętrzną stroną prawej stopy trafiając bark przeciwnika.

Każde z tych uderzeń zmusiło czarnego stwora zaledwie do drgnięcia. Saiyan wyraźnie poczuł różnicę, już nie miał wrażenia, jakby uderzał w twardą gumę. Teraz wydawało mu się, że walczy z kamienną statuą. Jego ciosy nie wywoływały praktycznie żadnego efektu.

Odskoczył na dwa metry do tyłu.

"Co się dzieje? Czyżby nagle stał się aż o tyle wytrzymalszy?"

Stwór odwrócił się, najwyraźniej ciosy księcia przynajmniej zwróciły jego uwagę.

Chcąc upewnić się w swoich przypuszczeniach Vegeta wystrzelił w niego trzy niewielkie Ki-blasty, wszystkie trafiły. Wszystkie także przeleciały przez ciało jednookiego jak przez powietrze, nie czyniąc mu krzywdy i później eksplodując po zderzeniu z Ziemią.

"Ataki Ki zupełnie na niego nie działają" – myślał Saiyan – "ale nie wydaje się wchłaniać ich energii. Nie wzmocnił się moim Final Flash'em, czemu więc moje ciosy nic mu nie robią?"

Czarny nagle zaatakował, wyprowadzając serię uderzeń rękami, prostych, sierpowych i haków. Vegeta dokonywał cudów unikając ich i blokując, a nawet od czasu do czasu kontrując celnym kopniakiem czy ciosem, zupełnie jednak nieskutecznie.

– Nic z tego nie rozumiem – stwierdził Zidane, dyskretnie obserwując walkę. – Nagle obaj bardzo zwolnili. Wcześniej co chwilę znikali mi z oczu. Teraz wszystko widzę jak na dłoni.

– Tak, też to zauważyłam – potwierdziła Freya. – Ja też nic z tego nie...

Nagły błysk światła za plecami przerwał jej zdanie w połowie, skłaniając do odwrócenia się. Wywołało go, jak się okazało, rozłączenie chudego Gotenksa. Zamiast niego obok siebie stali Goten i Trunks z głupimi minami. Po sekundzie rzucili się na siebie nawzajem z wyrzutami.

– Źle postawiłeś nogę, Trunks!

– Nie zwalaj tego na mnie! – obruszył się fioletowowłosy. – To przez to, że jesteś taki słaby!

– To ty się do mnie nie dostroiłeś!

– Nie potrafię obniżyć swojej mocy do tak żałosnego poziomu!

– Trzeba było ćwiczyć fuzję w zaświatach! – wyrzucał mu dalej Goten. – Wyszedłeś z wprawy!

– CIIISZAAA!!! – Freya uspokoiła sytuację w dość brutalny, ale skuteczny sposób. Obaj półsaiyani spojrzeli na nią ze zdziwieniem.

– A ty kim jesteś? – zapytał Trunks.

– A co to, do jasnej cholery, za różnica? – syknęła Lanfanka. – Zamiast kłócić się jak jakieś przekupki spójrzcie tam! – wskazała walczących.

– No tak, fakt. Vegeta pojedynkuje się z tym potworem – stwierdził Goten. Jako chudy Gotenks trochę obserwowali walkę.

– Ruszcie się i pomóżcie mu! – zniecierpliwił się Zidane. – My, muszę przyznać, jesteśmy za słabi.

– Nie mam zamiaru – sucho odparł Trunks.

– Dlaczego? – zapytał zdziwiony Lanfan, ale nie otrzymał odpowiedzi.

– Nie sądzę byśmy mogli coś zdziałać – odezwał się Goten. – Vegeta jest na znacznie wyższym poziomie niż my. – Tu Trunks prychnął, wiedział że syn Goku ma rację, ale trudno mu się było z tym pogodzić. – Jeśli on nie daje rady to my tym bardziej nie mamy szans.

– Może spróbujecie powtórnej fuzji? – zasugerował Tenshinhan.

– Nie uda nam się zgrać – zimno stwierdził fioletowowłosy. – Ja jestem Mystikiem, Goten nie. Za duża różnica mocy.

– Może gdybym się przemienił w SSJ2... – zastanawiał się na głos Goten.

– Może i bylibyśmy wtedy na podobnym poziomie, ale energia Super-Saiyana jest zupełnie inna niż Mystica. – Trunks był raczej pesymistą w tej kwestii.

– To ty przemień się w Super-Saiyana.

– Opanowałem tylko pierwszą formę, jeśli dokonamy fuzji w SSJ1 będziemy za słabi.

– Ale Gotenks po fuzji bez trudu przemieni się w Super-Saiyana trzeciego stopnia.

– Nie! – Trunks zareagował nadspodziewanie ostro. – Jeśli przemienię się w SSJ stracę formę Mystica!

– Tu chodzi o twojego ojca!

Młody Briefs nie odpowiedział, odwrócił tylko wzrok.

– Być może mam na to sposób – odezwała się Freya, wyciągając coś z kieszeni. – Proszę.

– Czy to kolczyki Potara? – zapytał Tenshinhan, nie bez zdziwienia w głosie.

– Owszem. No dalej, weźcie je.

– Czy one nie scalają na stałe? – zapytał nieufnie fioletowowłosy, biorąc jeden z kolczyków.

– Bulma ma sposób na zniwelowanie fuzji. Rozdzieliła Vegetto.

Trunks skinął głową, krzywiąc się nieco, ale wpinając kolczyk do prawego ucha.

Niespodziewanie to Goten zaczął mieć wątpliwości:

– No nie wiem, czy kolczyki to taki dobry pomysł...

– O co chodzi? Przecież Bulma was rozdzieli.

– Racja – powiedział syn Goku, ale w głowie miał prawdziwy mętlik: – "Nie o to mi chodzi, że się nas nie rozdzieli. Do tej pory Gotenks mógł mieszać najwyżej przez pół godziny. Kto wie co mu strzeli do głowy, kiedy nie będzie ograniczony czasowo..."

Nie widząc jednak innego wyjścia wziął kolczyk.

– No to odsuńcie się – rzucił, bez problemu przemieniając się w Perfect-SSJ2, jego fryzura znów zaczęła przypominać nastroszonego, złotego jeżozwierza.

Wszyscy postąpili kilka kroków do tyłu. Zanim Goten wpiął kolczyk do lewego ucha spojrzał jeszcze na Trunksa. Jego przyjaciel skinął tylko głową.

Potężna, niewidzialna siła pociągnęła obu półsaiyanów ku sobie, żaden z nich jeszcze czegoś takiego nie doświadczył, więc na twarzach obu dało się dostrzec zdziwienie. W momencie zderzenia nastąpiła potężna eksplozja żółtego światła. Obserwujący zjawisko Freya, Zidane i Tenshinhan zostali na moment oślepieni. Minęło kilka sekund zanim odzyskali wzrok i ujrzeli efekt fuzji.

To nie był Gotenks.

Zmęczony już Vegeta miał coraz większe problemy z unikaniem i blokowaniem ciosów przeciwnika. Od tej drugiej czynności zresztą potwornie bolały go już przedramiona. Było tylko kwestią czasu zanim okazał się zbyt wolny. Cios w żebra pozbawił go oddechu, a cios zewnętrznej strony otwartej dłoni obrócił w powietrzu o trzysta sześćdziesiąt stopni. Jednooki zaatakował kopiąc szeroko i dosłownie przy tym zmiatając księcia. Saiyan wyhamował z trudem, unikając kolejnego trafienia szybką teleportacją nad wroga. Uderzył go w kark złączonymi pięściami, ale cios ten nie wywarł zamierzonego efektu. Czarny drgnął zaledwie, kontrując od razu, w nietypowy sposób, mianowicie ruszył gwałtownie do tyłu i staranował Saiyana całym ciałem. Vegeta odpowiedział uderzając trzykrotnie pięścią, absolutnie bez skutku. Stwór odwrócił się, uderzając jednocześnie Vegetę zewnętrzną stroną lewej ręki. Książę poleciał bezwładnie, wyhamował i ponownie użył teleportacji, by uniknąć ciosu. Czuł pulsującą w żyłach adrenalinę, podekscytowanie walką sprawiało, że było mu potwornie gorąco, ale nie zwracał na tu uwagi. Jego umysł pędził w zawrotnym tempie szukając sposobów na zranienie przeciwnika.

Jednooki znów zaczął lecieć w jego kierunku.

– KIENZAN!! – krzyknął Vegeta, posyłając w jego stronę energetyczny dysk. Trafił, ale podobnie jak zwykłe Ki-blasty także Kienzan przeniknął przez czarną sylwetkę nawet go nie kalecząc.

"Cholera" – zdążył jeszcze pomyśleć książę, zanim potężny lewy sierpowy trafił go w twarz.

Stojący przed nimi osobnik miał strój podobny do noszonego przez Trunksa, jednak z pewnymi modyfikacjami. Jego kurtka nie była niebieska, lecz biała, jak kimono Gotena. Podobna zmiana koloru spotkała spodnie i buty. Te ostatnie jednak były czarne, tak samo jak noszona pod kurtką koszulka i obecne na dłoniach rękawiczki bez palców. Zniknęły zarówno loga Capsule Corporation jak i znak "Goten".

Najbardziej jednak zaskakująca była fryzura młodzieńca. Miał na głowię bujną czuprynę, której kształt nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że jest obecnie w formie SSJ2. Z tym wyjątkiem, że jego włosy miały srebrną barwę. Oczy były seledynowe.

– No i jak? – ciszę przerwała Freya. – Czujesz się dość silny by walczyć? Żadnych problemów?

– Żadnych – uśmiechnął się srebrnowłosy.

– Nie przypominasz mi Gotenksa – zauważył Tenshinhan.

– Bo nim nie jestem – odparł tamten. – Możecie się do mnie zwracać... hmm... Tenks.

– Tenks?

– Tak.

– No dobra, Tenks, czy jak ci tam – powiedział Zidane, spoglądając w kierunku Vegety, książę wyraźnie przegrywał. – Masz zamiar tak stać, czy zaczniesz walczyć?

– Zacznę walczyć – zaczął tamten – kiedy przyjdzie mi na to ochota. Na pewno nie ty będziesz o tym decydował.

– Powstałeś po to, by pomóc Vegecie! – podniosła głos Freya.

Tenks uśmiechnął się uroczo, Lanfanka chcąc nie chcąc musiała zauważyć, że był bardzo przystojny.

– Jestem pewien, że on wcale nie chciałby mojej pomocy, moja droga.

– Co?

– Vegeta to dumny wojownik. Na pewno wolałby zginąć niż przyjąć czyjąś pomoc. – W głosie srebrnowłosego wyraźnie dało się wyczuć nutkę sarkazmu. – Zresztą taki kozak jak on na pewno sam sobie da radę. Nie jestem mu potrzebny.

– O czym ty mówisz? Nie widzisz co się tam dzieje?

– Nie obchodzi mnie to wcale – lekceważąco odparł efekt fuzji. – Mam ważniejsze sprawy do załatwienia.

– Ważniejsze? – zdziwiła się Freya, jednak nie zdążyła o nic zapytać, gdyż Tenks umieścił dwa palce na czole i po prostu zniknął, zostawiając osłupiałych Lanfanów i Tenshinhana.

Marcus bardzo się zdziwił, gdy nagle kilka metrów od niego pojawił się nieznany mu wojownik o bujnych srebrnych włosach. Zupełnie ignorując Czerwonego Gwardzistę przeszedł kilka metrów, podchodząc do dwóch wbitych w ziemię mieczy, które jakoś wcześniej umknęły uwadze Lanfana. Chwycił oba, płynnym ruchem wyciągając je z gruntu.

– Tego właśnie potrzebowałem – zamruczał pod nosem. – Oj, szykuje się naprawdę niezła zabawa.

Opuścił dłonie i zamknął oczy, koncentrując się. Próbował wyczuć jedną konkretną Ki we wszechświecie, co było niemal niewykonalne. Jednakże dzięki Boskiemu Smokowi doskonale wiedział gdzie ma szukać.

– Edge... idę po ciebie – syknął jeszcze, zanim zniknął ostatecznie, jeszcze bardziej zadziwiając Marcusa.

Nigdy więcej nie pojawił się już na Ziemi.

Jak zakończy się walka Vegety i stwora?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział CI

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker