Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część III » Rozdział LXI
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część III: Nowe oblicza bohaterów
Rozdział LXI - Pierwsza runda
 

Piccolo powoli otworzył oczy, słysząc odgłos otwieranego włazu. Nameczanin od razu opadł na grunt, wiedząc, że zanim ktoś wejdzie zablokują jego Ki, a wtedy nie będzie w stanie utrzymać się w powietrzu.

Do jego przypominającej Namek celi weszli dwaj znani mu już osobnicy, jaszczurowaty kapitan o imieniu Solve, oraz Tengel, wąsaty doktorek. Piccolo znał ich już dobrze, zbyt dobrze. Miał serdecznie dość przebywania tutaj i ich ciągłych odwiedzin połączonych z obietnicami o rychłym rozpoczęciu turnieju.

– Jak się dziś czuje nasz Nameczanin? – zapytał doktor, Piccolo mruknął tylko, nie chciało już mu się nawet odpowiadać. – Widzę, że dziś w nienajlepszym humorze?

– Może humor poprawi ci się, gdy dowiesz się, że pojutrze czeka cię walka – dodał kapitan.

– Czyżby? – zapytał z powątpiewaniem Piccolo, nawet nie wstając.

– Owszem. Zakończyliśmy już przygotowania do turnieju. Walki odbywają się już od jakiegoś czasu, ale twoja kolej pojutrze.

– Z kim mam się zmierzyć?

– Jeszcze nie wiadomo, losowanie dopiero nastąpi. Dowiesz się na arenie.

– Świetnie. W takim razie zostawcie mnie w spokoju, chcę pomedytować.

– Na twoim miejscu przygotowałbym się.

– Wyjdźcie stąd i dajcie mi spokój – powiedział Piccolo, zamykając oczy.

– Jak chcesz. – Po chwili Nameczanin usłyszał jak właz zamyka się i poczuł jak odzyskuje swoją Ki. Niczego więcej nie potrzebował.

– A niech to wszyscy diabli!! – zaklął doktor Tengel.

– Co się stało?

– Popatrz...

– Wyniki losowania? O, niedobrze, twój Nameczanin kiepsko trafił!

– To nie jest zabawne. Wiesz ile pieniędzy stracę?

– Może wygra?

– Bądź poważny.

– Niepotrzebnie na niego stawiałeś w ciemno.

– Co ty nie powiesz!

– No dobra, wyniki są już na tablicach, ale nie ma szans, żeby ktoś je już sprawdził. Nikt tu nie zna tego Piccolo. Zamień go z kimś.

– Co? Wiesz co lord zrobi mi za fałszerstwo!

– Nie dowie się. Wolisz zbankrutować?

– No dobra. Z kim go zamienić?

– Z kimś równie nieznanym. Na przykład z tym jego kumplem z Ziemi. Dość ciężko trenował, to będzie dobra walka, może nawet wygra.

Kapitan Solve w towarzystwie dwóch żołnierzy otworzyli właz do sali treningowej Piccolo. Nameczanin już czekał.

– Pozwól z nami.

We czwórkę ruszyli stalowym korytarzem, mijając po drodze wiele drzwi, takich samych jak do celi Nameczanina.

– Ilu wojowników bierze udział w tym turnieju?

– Naprawdę wielu, ale większość z nich nie jest na twoim poziomie. Wojownicy tej klasy co ty zaczynają turniej od środka, można powiedzieć. Niektórzy musieli się przebijać przez wcześniejsze eliminacje.

– Czuję się zaszczycony – powiedział sucho Piccolo, kapitan nie kontynuował tematu.

Po kilkunastu minutach kluczenia po korytarzach Nameczanin i towarzyszący mu żołnierze dotarli do większych wrót, przy którym czekała już większa grupa, złożona głównie z medyków.

– Za tymi drzwiami znajduje się arena. Za chwilę przekroczysz je i zmierzysz się ze swoim pierwszym przeciwnikiem. Życzę powodzenia, choć nie sądzę by było ci potrzebne.

Piccolo zdziwił się trochę, ale nie zdążył o nic zapytać, gdyż w tym momencie właz zaczął się z chrzęstem podnosić. Nameczanin nieco niepewnie przekroczył próg.

Niemal oślepiony feerią barw, które zobaczył, Piccolo z podziwem rozejrzał się dookoła. Nie był szczególnie zadowolony z tego, że tu był, ale jednak ten widok i na nim zrobił wrażenie. Arena była idealnie okrągła i naprawdę ogromna, miała chyba z ćwierć kilometra średnicy. Nad nią znajdowały się trybuny, po brzegi wypełnione tłumem znajdującym się za szklaną osłoną. Najwyraźniej była dźwiękoszczelna, gdyż nie było słychać żadnych krzyków. Zgromadzonych istot było tak wiele, że widać było tylko zbitą, wielokolorową masę. Po drugiej stronie areny, dokładnie naprzeciw Piccolo, najwyraźniej stał ktoś jeszcze, jednak było to zbyt daleko by mógł on dojrzeć z kim ma do czynienia.

Nameczanin usłyszał jak właz za nim zamyka się. Chwilę potem arenę otoczyła półkolista, przezroczysta kopuła energii. Szklana osłona za którą znajdowała się publiczność uniosła się. Teraz słychać było wymieszane głosy tysięcy zgromadzonych tu widzów. Światła przygasły.

– Witam wszystkich na kolejnej ekscytującej walce Intergalaktycznego Turnieju Sztuk Walki o tytuł Najpotężniejszego Wojownika Kosmosu. Dziś zmierzą się... – w tym momencie Piccolo oślepiony został reflektorami, która padły bezpośrednio na niego – ...Piccolo z planety Namek, przedstawiciel zielonoskórej rasy bezpłciowych humanoidów oraz... – światła skierowały się na wojownika po drugiej stronie areny – ...przedstawiciel planety Tizbik, niepokonany jak dotąd samozwańczy Największy Mistrz Włóczni w kosmosie, Derf!! Pamiętajmy, że turniej urządzany jest przez naszego ukochanego imperatora, lorda Ulvhedina! – reflektory oświetliły coś w rodzaju loży honorowej gdzieś wśród tłumu publiczności, na zbyt krótko jednak by Piccolo zdołał coś dojrzeć. – A teraz słówko od naszych sponsorów. – Tu komentator zaczął wymieniać jakieś dziwne nazwy, które kompletnie nic Piccolo nie mówiły. – A więc, niechaj walka się zacznie!!

Oświetlenie wróciło do normy, zaś Nameczanin poczuł jak odzyskuje swoją Ki. Nie spiesząc się zaczął iść w kierunku centrum areny, chciał przed walką obejrzeć swojego przeciwnika. Ten najwyraźniej wpadł na ten sam pomysł, gdyż już wkrótce obaj wojownicy byli w stanie spojrzeć sobie nawzajem prosto w oczy.

Derf był wysoki i umięśniony choć dość szczupły. Z twarzy przypominał nieco rybę, a ubrany był w luźne jasnoniebieskie szaty. Jego skóra była bladoróżowa, zaś przez plecy przewieszoną miał włócznię.

– Domyślam się, że drżysz ze strachu przede mną – powiedział reprezentant Tizbik. – Dam ci szansę. Poddaj się a unikniesz bólu.

Piccolo nie odpowiedział, patrzył tylko na Derfa z rękami skrzyżowanymi na piersi.

– Sam tego chciałeś! – krzyknął Derf, rzucając się na przeciwnika. Pierwszy cios trafił Piccolo w szyję, drugi w korpus, a trzeci prosto w lewe oko. Nameczanin nawet nie drgnął.

Derf odskoczył.

– Widzę, że jesteś silniejszy niż wyglądasz! Zaraz pokażę ci na co naprawdę stać Największego Mistrza Włóczni w kosmosie!! – zdjął broń z pleców i zaczął koncentrować energię. Jego Ki, co Piccolo doskonale wyczuwał, wzrosła kilkukrotnie. – HA!!! – krzyknął posyłając w Nameczanina podłużny, zielony Ki-blast wystrzelony z grota włóczni.

Piccolo lekkim ruchem ręki odbił pocisk w kierunku jego właściciela. Eksplozja posłała Derfa kilkanaście metrów do tyłu, pozbawiając go przytomności i spopielając ubranie.

Światła przygasły.

– Brawo!!! Zwycięzcą zostaje Piccolo z planety Namek!! Pogratulujmy mu brawami!! – Rozległy się owacje. – A teraz słówko od naszych sponsorów...

"Co za cyrk." – pomyślał Piccolo, czując, że jego Ki po raz kolejny zostaje zniwelowana. – "Niech ktoś mnie stąd wyciągnie."

– Potrzebujesz pomocy medyków? – zapytał go kapitan Solve już po opuszczeniu areny.

Piccolo nie odpowiedział, popatrzył tylko na niego jak na idiotę.

– Nie rób takiej miny. Powinieneś się cieszyć, że trafiłeś na łatwego przeciwnika. Twój przyjaciel miał dużo mniej szczęścia.

– Uubu? Czyżby przegrał?

– Jeszcze nie walczył, ale nie wróżę mu zwycięstwa.

– Jak to?

– I tak już za dużo ci powiedziałem. Wy dwaj, zaprowadźcie go do celi.

Uubu z zaciekawieniem przyglądał się zbliżającej się do niego postaci. Komentator przedstawił go jako Aisa, zmiennokształtnego. Zmiennokształtny. To coś Uubu mówiło, czy Goku nie wspominał o tej rasie?

Ais był duży, miał ponad dwa metry wzrostu, jego potężna łagodnie fioletowa sylwetka otoczona była elementami białego pancerza. Miał też dość gruby ogon, zaś z jego chronionej czymś w rodzaju hełmu głowy wyrastały dodatkowo dwa rogi.

"Zmiennokształtny... zmiennokształtny... aaa, nieważne!" – pomyślał Uubu. – Witam cię! To zaszczyt walczyć tutaj z tobą – uczeń Goku skłonił się.

Kiedy uniósł głowę było już za późno na reakcję. Łokieć Aisa trafił go prosto w szczękę. Uubu poleciał do tyłu, robiąc salto, wylądował i potarł bolące miejsce.

– Hej, to nie fair! – powiedział. – Nie ostrzegłeś mnie!

Zmiennokształtny w odpowiedzi zaszarżował na niego, z rozpędu wbijając Ziemianinowi kolano w mostek, Uubu jęknął i padł na plecy kilka metrów dalej. Podniósł się po dłuższej chwili, z trudem łapiąc oddech. Cios umięśnionym ogonem posłał go jednak ponownie na podłoże. Uubu odbił się rękami, wystrzeliwując w powietrze. Ais błyskawicznie znalazł się nad nim i ciosem złączonych pięści posłał go z powrotem w dół.

Uubu uderzył o grunt ciężko i odbił się. Przy okazji arena udowodniła, że jest doskonale zaprojektowana, gdyż mimo ogromnego impetu nie została w żaden sposób uszkodzona.

Uubu kaszlnął i drgnął. Nagle poczuł, że Ki jego przeciwnika rośnie.

Szybki odskok do tyłu uratował Ziemianina przed trafieniem sporym Ki-blastem, który eksplodował dokładnie w miejscu, w którym leżał on przed chwilą.

– Dobra, mam dosyć – powiedział Uubu. – Szczerze mówiąc nie wzbudziłeś mojej sympatii. Zacznę walczyć na poważnie.

Changeling uśmiechnął się wrednie i zaatakował, jego cios przeleciał jednak przez widmo, Uubu z rozpędu kopnął go w plecy. Ais bezwładnie poleciał do przodu, ale w powietrzu obrócił się i wyhamował wbijając w podłoże nogi i prawą dłoń. Wytracił prędkość zostawiając trzy podłużne, acz płytkie ślady w podłodze i odbił się w kierunku Ziemianina. Starli się w powietrzu, Uubu zanurkował pod prawym sierpowym zmiennokształtnego i wyprowadził serię krótkich, silnych ciosów w jego korpus. Dokończył wystrzeliwując Ki-blast, który posłał jego przeciwnika w dół. Ais opadł swobodnie, robiąc jeszcze efektowne salto. Wylądował lekko i spojrzał na Uubu uważnie.

– Nieźle – odezwał się po raz pierwszy od rozpoczęcia walki, miał niski, jakby ochrypły głos. – Wydaje mi się, że zasługujesz, aby ujrzeć moją prawdziwą formę.

– Prawdziwą formę? – zdziwił się Uubu, nareszcie kojarząc rasę zmiennokształtnych, to przecież jednym z nich był Freezer o którym tyle słyszał.

Ais tymczasem skoncentrował się powodując lekkie drżenie podłoża. Po chwili urósł nieco, zaś jego głowa zaczęła się wydłużać ostatecznie osiągając ponad metr długości, kształt zmieniła też szyja, która była teraz wysunięta bardziej do przodu, dzięki czemu zmiennoszktałtny nie miał zakłóconego środka ciężkości.

Uubu wyraźnie poczuł jak bardzo wzrosła Ki jego przeciwnika.

– Czas na drugą rundę – powiedział Ais z grymasem, mającym chyba być bardzo wrednym uśmiechem.

Czy Uubu poradzi sobie z Aisem?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział LX

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker