Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Księżycowe blizny
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział XCIV
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział XCIV - Efekty treningu
 

– B-B-Brolly... – wyjąkał Kuririn cofając się o krok.

Syn Paragasa powoli zbliżył się do brzegu Boskiego Pałacu. Niemal wszyscy zamarli z wrażenia, kiedy postawił stopę na kamiennej posadzce.

– Wszyscy cofnąć się!! – rozkazał #17, odgradzając Brolly'ego od grupki zgromadzonej w pobliżu wejścia do właściwego pałacu. – Natychmiast ukryjcie się w pałacu! Was też to dotyczy! – krzyknął do Kuririna i Yamchy.

Ziemianie pokiwali głowami i pobiegli w kierunku reszty.

Brolly na ten widok uśmiechnął się, wyciągnął dłoń w kierunku w tłoczącej się przy wejściu grupki i wystrzelił w ich stronę okrągły, zielony Ki-blast.

#17 zareagował błyskawicznie, znalazł się na torze lotu pocisku i odbił go jedną dłonią w powietrze.

– Ten pałac jest pod moją opieką! – syknął w kierunku Saiyana. – Będziesz musiał przejść po moim trupie!

– To się świetnie składa – odpowiedział spokojnie Brolly. – Bo akurat przypadkiem mam też ciebie zabić. Za to, że ośmieliłeś się podnieść rękę na Kaioshina.

– To będzie ci łatwiej powiedzieć niż zrobić!

Brolly uśmiechnął się i uniósł powoli w powietrze. Zacisnął pięści tuż przed sobą i uaktywnił złotą aurę. Po sekundzie był już w formie Super-Saiyana, ale nie przerywał koncentracji, jego aura przybrała na intensywności, włosy wydłużyły się, a końcówki ich kosmyków zaostrzyły. Ciało syna Paragasa pokryły błyskawice. Podmuch aury wybił w podłożu boskiego pałacu dziurę i zdmuchnął dwie czy trzy palmy.

"Niech to cholera!" – pomyślał Siedemnastka, osłaniając oczy dłonią. – "Nie jest dobrze!"

Brolly wydał z siebie przeciągły krzyk, jego Ki eksplodowała zalewając wszystko falą jasnego światła. Android spojrzał na niego, kiedy tylko przed oczami przestały mu latać czarne plamy.

Przed sobą miał Super-Saiyana trzeciego stopnia.

"Teraz to już naprawdę nie jest dobrze" – przeszło mu przez myśl.

– Tak jak sądziłem – stwierdził Cinna z bezpiecznej odległości patrząc na przemianę Brolly'ego. – Nie zjawił się osobiście.

– Hmm – odpowiedział elokwentnie Blank, nie mając pojęcia, jak mógłby to skomentować. – Czy to znaczy, że przechodzimy do planu B?

– Dokładnie. Musimy wywabić lisa z nory.

Cell zaatakował, sunąc tuż nad ziemią i zamachując się prawym sierpowym. Trunks uniknął ciosu płynnie, niemal kładąc się przy tym na ziemi. Zaparł się dłońmi i obiema nogami podbił mutanta wysoko w powietrze, po czym sam zniknął.

Twór doktora Gero wyhamował i błyskawicznie odwrócił się w prawo, przedramieniem blokując prawy prosty Saiyana i kontrując kopnięciem z zamachu. Trunks szybkim ruchem obniżył pułap o metr, unikając trafienia i wyprowadził krótką serię szybkich ciosów na korpus przeciwnika. Cell przerwał impas kontrując krótkim sierpowym w szczękę syna Vegety. Trunks odleciał na kilka metrów, ale nagle zatrzymał się i gwałtownie ruszył do przodu trafiając Cella silnym prawym prostym w nos. Głowa mutanta odskoczyła, zaś on sam trochę się wkurzył. Skontrował błyskawicznie szybkim żółtym Ki-blastem, którego Trunks płynnie uniknął półobrotem. Mutant rzucił się na niego z pięściami, wyprowadzając kilkanaście ciosów, z których jednak żaden nie doszedł celu. Saiyan unikał każdego z nich, wyraźnie był dla swego przeciwnika zbyt szybki.

Po kolejnym nieudanym ciosie Cella Trunks podskoczył w powietrze o pół metra, jednocześnie kopiąc przeciwnika w podbródek. Mutant zrobił niekontrolowane salto w tył. Po sekundzie opanował lot, ale jednocześnie stracił z oczu syna Vegety. Zanim zdołał się rozejrzeć Saiyan zaatakował od tyłu, kopnął twór Gero w plecy i kiedy Cell poleciał bezwładnie do przodu, wykonał przed sobą charakterystyczne gesty obiema rękami.

– BURNING... – niespodziewanie Trunks zakończył atak zupełnie inaczej niż zwykle, kiedy wyciągał w kierunku przeciwnika dłonie złączone placami wskazującymi i kciukami. Tym razem stykały się jego nadgarstki, dokładnie jak przy ataku Final Flash Vegety.

– ...FLASH!!!

Ciemnopomarańczowa fala Ki wystrzeliła z dłoni Saiyana, trafiając Cella i popychając go w kierunku powierzchni planety, po zetknięciu z którą eksplodowała potężnie. O uniku ze strony mutanta nie było nawet mowy, energetyczny strumień był na to zbyt szybki.

Fala uderzeniowa wywołanego atakiem wybuchu była tak silna, że niemal zdmuchnęła – wciąż trzymającego na rękach Pan – Tenshinhana i nieprzytomnego Saladina. Zapobiegła temu szybka interwencja androidów, które złapały obu mężczyzn.

– Uciekajcie teraz! – krzyknął Trunks. – Tak szybko się nie pozbiera! Zanieście ich Dendemu!

Sagitarius skinął głową w potwierdzeniu, zanim jednak androidy zdołały ruszyć, Cell teleportował się przed nich. Nie był ranny, czy choćby osmalony.

– Nie tak szybko, blaszaki – powiedział z uśmieszkiem. – Nikt stąd nie odejdzie bez mojego pozwolenia!

#17 uniósł się w powietrze, patrzył Brolly'emu prosto w oczy. Był od Saiyana niższy o dobre czterdzieści centymetrów.

"No, to teraz okaże się jak dobre są te poprawki od pana Briefsa" – pomyślał.

Syn Paragasa uśmiechnął się, wyciągnął dłoń w kierunku androida i wystrzelił kolejny zielony Ki-blast. Siedemnastka wiedząc, że są teraz zbyt wysoko, by pocisk mógł komuś zrobić krzywdę nie ryzykował odbijania go i po prostu uchylił się.

To, że zdołał to zrobić, na dodatek bez wysiłku, najwyraźniej zaskoczyło i zdenerwowało Brolly'ego. Spodziewał się chyba, że jego pocisk zdmuchnie androida z łatwością. Przestał się uśmiechać i zaatakował bardziej konwencjonalnymi metodami. Ściślej mówiąc – prawym prostym. #17 chwycił go za nadgarstek i uderzył łokciem w nasadę szyi. Saiyan skrzywił się lekko, ale po chwili skontrował, uderzając czołem w głowę przeciwnika. Android wyraźnie poczuł jak jego nowa, niedawno ulepszona syntetyczna czaszka pęka od siły tego ciosu.

"Dobrze przynajmniej, że nie boli" – pomyślał, wyhamowując, gdyż impet posłał go bezwładnie w powietrze. Dotknął twarzy w miejscu trafienia. Rzeczywiście, krwawił. Rana jednak raczej nie powinna przeszkadzać mu w dalszej walce.

#17 przerwał przemyślenia widząc kolejny nadlatujący Ki-blast Brolly'ego. Uniknął trafienia dematerializując się, pojawił się na wysokości barku Saiyana i kopnął go z krótkiego zamachu w kark. Brolly zachwiał się od tego ciosu, ale po sekundzie odwrócił strzelając pociskiem Ki praktycznie w zwarciu. Tylko szybkość Siedemnastki uchroniła go przed trafieniem, zdążył wygiąć się do tyłu co sprawiło, że Ki-blast przeleciał tuż nad jego klatką piersiową i twarzą, niemal ocierając się o nos androida.

Niespodziewanie dla siebie #17 poczuł jak coś łapie go za prawą kostkę i zanim się zorientował leciał już z ogromną prędkością w kierunku Boskiego Pałacu. mimo najszczerszych chęci nie zdołał wyhamować. Przebił się przez konstrukcję na wylot i zatrzymał dopiero w połowie drogi do wieży Karina.

– Niech to jasna cholera!!! – krzyknął, błyskawicznie ruszając na powrót w górę.

"Jakim cudem mój atak nic mu nie zrobił?" – Trunks był zdrowo zdziwiony widokiem nawet nie draśniętego Cella. – "Powinien być co najmniej ranny. Co to ma do diabła być?"

– Tak sobie myślę – powiedział Cell do androidów – że w sumie mogę się zagapić i wtedy przypadkiem mi uciekniecie. Najlepiej więc będzie was zniszczyć od razu. – Mutant złączył dłonie nadgarstkami przy prawym biodrze. – Ka... Me...

– O w mordę!! – krzyknął Trunks, błyskawicznie przeskakując pomiędzy androidy i Cella. – Oszalałeś? Chcesz zniszczyć Ziemię?

Cell uśmiechnął się tylko i kontynuował:

– Ha... Me... – w jego dłoniach pojawiła się biaława kula energii.

Trunks zacisnął zęby i niespodziewanie po prostu zniknął, materializując się przy mutancie i trafiając go w podbródek prawym prostym. Twór Gero stracił koncentrację, Ki zgromadzona w jego dłoniach rozproszyła się. Osiągnął jednak cel, zmusił Saiyana do walki w zwarciu. Otrząsnął się szybko i uderzył na odlew, trafiając syna Vegety w twarz wierzchem prawej pięści. Trunksa na chwilę zamroczyło, co jego przeciwnik wykorzystał nadziewając go na kolano i zmuszając do niekontrolowanego wyplucia części zawartości jamy ustnej. Potem uderzył złączonymi pięściami w kark.

Trunks zarył w grunt, nie wzbił przy tym zbyt dużej ilości pyłu, nie wbił się też zbyt głęboko. Mimo wszystko zabolało.

Obserwujące walkę androidy Zeta wyczuły nagle pojawienie się jakiejś Ki za ich plecami. przybyszem, a raczej przybyszami, okazali się Cinna i Blank.

– Sagitarius, z tego co pamiętam? – zaczął Cinna, wysoki android skinął głową. – Po pierwsze to kondolencje z powodu tych wszystkich zniszczonych kolegów. Po drugie to... potrzebujemy waszej pomocy. Posłuchajcie mnie uważnie...

Cell nie zamierzał marnować takiej okazji. Wyciągnął dłonie w kierunku przeciwnika i rozpoczął ostrzał techniką Renzoku Energy Dan. Celność miał raczej średnią, ale każdy z pocisków był wystarczająco silny, by mocno zaboleć przy trafieniu.

Po jakichś trzydziestu sekundach mutant przerwał atak i poczekał aż sylwetka Saiyana wyłoni się chmur dymu i kurzu. W końcu Syn Vegety pojawił się. Stał sobie spokojnie, nawet nie osmalony, z dłonią wyciągniętą przed sobą. Przed nim widać było okrągłą tarczę energetyczną, przypominającą Kienzan, tyle że ustawiony całą swą powierzchnią w kierunku Cella.

Trunks splunął krwią z rozciętego dziąsła. Nie likwidował tarczy.

– No proszę, jednak zdążyłeś się osłonić – powiedział Cell. – Muszę przyznać, że szybki to jesteś... ale nad siłą musisz jeszcze trochę popracować. Takimi ciosami jak twoje ciężko będzie zrobić mi poważną krzywdę.

– Czyżby? – Trunks nagle podniósł energetyczną tarczę nad siebie (teraz już naprawdę wyglądała jak Kienzan) i po sekundzie rzucił nią w przeciwnika. Cell rzucił się w bok, chcąc uniknąć, ale i tak dysk zahaczył mu o ramię, z którego trysnęła brązowawa krew.

Saiyan nie tracił czasu, błyskawicznie znalazł się tuż nad przeciwnikiem i wyciągnął obie dłonie wewnętrzną stroną w jego kierunku, krzycząc jednocześnie obco brzmiącą nazwę:

– CRINGING SPHERE!!!

#17 zjawił się nad pałacem dosłownie na ułamek sekundy przed tym jak Brolly posłał kolejny Ki-blast w kierunku pałacowego budynku. Android twardo rzucił się przed pocisk i zablokował go obiema rękami, przez chwilę się z nim mocował aż w końcu udało mu się odepchnąć energetyczną kulę.

"Heh, było blisko" – pomyślał. – "Jak ja niby mam go rozwalić? Prawie nic sobie nie robi z moich ciosów. No, ale to tylko żywa istota, nie może walczyć wiecznie, prędzej czy później się zmęczy."

Jakby w odpowiedzi na te przemyślenia, Brolly doskoczył do Siedemnastki i uderzył go w szczękę, nie trafił dokładnie, cios raczej ześlizgnął się po podbródku androida, może dzięki temu ten nie poleciał znowu w kierunku powierzchni Matki Ziemi. Saiyan, pchnięty impetem własnego ciosu przeleciał obok #17 co ten wykorzystał, strzelając mu w plecy sporym Ki-blastem. Po ułamku sekundy namysłu poprawił jeszcze jednym i kolejnym, atak jakoś tak samoczynnie przerodził się w Renzoku Energy Dan. Eksplozje mini-pocisków pchnęły Saiyana w podłogę Boskiego Pałacu, która już po chwili została niemal całkowicie zmasakrowana ostrzałem androida. Brolly tymczasem został wepchnięty do wnętrza konstrukcji.

Nagle Siedemnastka poczuł jak Ki jego przeciwnika zaczyna gwałtownie rosnąć. Usłyszał także przytłumiony odgłosami eksplozji swoich Ki-blastów okrzyk.

– KA-ME-HA-ME...

"O kurde!! Skąd on zna tę technikę?"

Boczna ściana Boskiego Pałacu rozpadła się niczym papier, gdy syn Paragasa przebił się przez nią, by znaleźć się na świeżym powietrzu i móc odszukać przeciwnika wzrokiem.

– HAAAAAAAAA!!!!!!! – biało-niebieski strumień energii poleciał w kierunku sparaliżowanego ze strachu i zaskoczenia androida. Prawdziwa Kamehameha.

Czym jeszcze zaskoczą wojownicy?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział XCIII

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker