Konkurs: Wygraj tomy Dragon Balla (11.11.2017 – 26.11.2017)
Klub fana

Dragon Ball

Klub Fana » FanFicki » Dragon Ball AZ » Dark Kaioshin Saga » Część IV » Rozdział XCV
Dragon Ball AZ
Dark Kaioshin Saga
Część IV: Koniec
Rozdział XCV - Tajemniczy Nameczanin
 

Tuż po tym jak Trunks wykrzyczał nazwę swojej nowej techniki, wokół Cella pojawiła się półprzezroczysta, jasnoniebieska kula o średnicy nieco większej niż jego wzrost. Mutant zorientował się, że jest zamknięty kiedy tylko dotknął wnętrza sfery. Jego dłoń natrafiła na opór.

– Co to ma być? – zapytał rozdrażnionym głosem. Rana na jego prawym ramieniu tymczasem zasklepiła się.

– Wybacz – powiedział Trunks. – Nie mam czasu bawić się z tobą. Może nie będzie to najbardziej efektowny sposób pozbycia się ciebie, ale nie mam zamiaru tracić tu całego dnia. – Saiyan uśmiechnął się. – Od roku nie widziałem się z ojcem i mam z nim do obgadania parę spraw.

– Jesteś większym idiotą niż sądziłem, jeśli myślisz, że coś takiego może mnie zabić. Sądzisz, że się tu uduszę?

– Raczej nie zdążysz. – Syn Vegety wyciągnął przed siebie dłoń skierowaną wewnętrzną stroną w górę, po czym powoli zaczął zaciskać pięść. Średnica kuli, w której zamknięty był Cell poczęła maleć, gwałtownie ograniczając mutantowi przestrzeń życiową.

– Co się... – Cell, rozłożył ręce, blokując ściany. Próbował zatrzymać kurczenie się sfery. Jego wysiłki jednak nie odnosiły żadnego skutku. Powoli, lecz nieubłaganie, Cringing Sphere malała. Wyglądało na to, że zmiażdży mutanta. Już teraz jej objętość zmniejszyła się na tyle, że twór Gero miał bardzo ograniczone możliwości ruchu. Łokcie zaczynały mu się wbijać w żebra.

Trunks zaciskał pięść coraz bardziej. Po wyrazie jego twarzy widać było, że kosztuje go to sporo wysiłku. Kula malała powoli.

– NIEEEE!!! – ryknął Cell. – To się nie może tak skończyć!! Nie pokonasz mnie!!!

Niespodziewanie mutant skulił się w sobie, Trunks wyraźnie poczuł jak Ki jego przeciwnika zaczyna rosnąć. Zacisnął pięść mocniej, niespodziewanie jednak napotkał na silny opór. Przez chwilę na pół już ułożone w pięść palce jego dłoni drgały, jakby walcząc o możliwość dalszego ruchu. Po dwóch czy trzech sekundach wyprostowały się jednak gwałtownie. W tym samym momencie Cringing Sphere eksplodowała i całą okolicę zalało oślepiające, jasnoniebieskie światło.

Kiedy Trunks odzyskał wzrok, ujrzał przed sobą zupełnie inną istotę niż kilka chwil wcześniej. Cell mierzył teraz około dwóch metrów i był znacznie mniej masywny niż przed momentem. Saiyan nie mógł tego wiedzieć, ale mutant z sylwetki przypominał teraz siebie z czasów Cell Game, tyle tylko, że nie miał nawet szczątkowego ogona. Jego pancerz zmienił kolor na łagodny odcień szarości, zaś głowa nie wyglądała już jak śmieszny kask, była teraz niemal identyczna co ludzka, poza jednym szczegółem – zamiast włosów miał sterczący do tyłu, chitynowy kaptur.

Intensywność Ki przeciwnika uświadomiła Trunksowi, że o ile do tej pory ten pojedynek nie był dla niego łatwy, to teraz miał się stać piekielnie trudny.

Siedemnastka poczuł uderzenie, ułamek sekundy później biało-niebieski strumień Ki przeleciał jakieś dwa metry od niego i zniknął w przestworzach.

Ktoś go odepchnął z toru lotu Kamehamehy, ale kto?

Android odwrócił się i – nie bez zdziwienia – ujrzał przed sobą zieloną, łysą głowę z czułkami wyrastającymi znad czoła.

Nameczanin.

Pierwszym skojarzeniem #17 był Piccolo, ale mimo podobieństwa na pierwszy rzut oka, po chwili android dostrzegł różnice. Ten Nameczanin był nieco niższy od eks-mentora Gohana i nie tak potężnie zbudowany. Miał na sobie ciemnofioletowy, typowy dla swej rasy, strój i nie pasujące do niego, czarne buty.

Przez sekundę czy dwie Siedemnastka i przybysz patrzyli na siebie nawzajem, po czym tamten dotknął dwoma palcami czoła.

– Nie daj się tak łatwo zabić – powiedział z uśmiechem, znikając.

Talic cofnął się o trzy kroki na sam widok wyrazu twarzy Kaioshina. To, co jego przełożony ujrzał w swej kryształowej kuli musiało nim naprawdę silnie wstrząsnąć. Niemal nigdy nie okazywał emocji, ale w tym momencie kompletnie przestał nad sobą panować. Wściekłość pomieszana z zaskoczeniem, widoczne na jego twarzy były tak wielkie, że Talic zdawał się je odczuwać także w sobie.

– Kto... KTO TO BYŁ!?! – wrzasnął Kaioshin. – Co to był za Nameczanin!?! Dlaczego żyje!?! Powinien być martwy!!! Oni wszyscy powinni być martwi!!! Przecież ich zabiłem!!! Skąd on się wziął!?! – z wściekłości chwycił kryształową kulę i zgniótł ją w niczym jajko. Dopiero ból i widok krwi z pokaleczonych odłamkami dłoni przywróciła mu trzeźwość myślenia.

Oddychając głęboko przez nos, starając się stłumić wściekłość, ruchem dwóch palców wyczarował nową kryształową kulę i zaczął koncentrować na niej swoją moc.

– Znajdę cię – syknął pod nosem. – Przede mną nie uciekniesz. Nigdy.

Kula zamigotała, ukazując jakąś upstrzoną mniejszymi i większymi skałami okolicę, niemal do złudzenia przypominającą miejsce, w którym po raz pierwszy trenował Gohan. Typowa dla Nameczan okolica. Tajemniczy, zielonoskóry osobnik siedział spokojnie na jednej z formacji skalnych, jakby medytował, choć bardziej prawdopodobne było, że koncentrował się na wyczuwaniu obecnych na Ziemi Ki.

– Mam cię – mruknął Kaioshin. – Jesteś na Ziemi. Teraz już mi nie uciekniesz. – Po czym, ku niemałemu zaskoczeniu Talica, zniknął, najwyraźniej teleportując się.

Goten wstał powoli, odzyskując jednak przytomność raczej fizycznie niż psychicznie. Zaczął powoli iść przed siebie. Czuł całkiem niedaleko dwie duże Ki, ale zarejestrował to raczej automatycznie. Wyraźnie słyszał też jak ktoś coś do niego mówi, ale kto to był i co mówił? Te fakty były już poza aktualnymi możliwościami jego percepcji. Nie uszedł zbyt daleko, zatrzymał się, gdy jego noga natrafiła na opór, wyraźnie kopnął coś na wpół zakopanego w ziemi.

Pochylił się i wydobył to coś. Przedmiot okazał się być mieczem i to nie jakimś tam mieczem. to był miecz Gohana, ten sam, który Goten wytrącił mu w trakcie walki.

Jakiej walki?

Gohan?

Powoli młodszy syn Goku uświadomił sobie gdzie jest i skąd się tu wziął. Nie sprawiło to wcale, że poczuł się lepiej. Zaczęły jednak do niego docierać słowa, które ktoś wypowiadał pod jego adresem od dłuższej chwili.

– Goten! Słyszysz mnie? Co z tobą? – głos należał do Tenshinhana.

Saiyan spojrzał na Ziemianina dość pustym wzrokiem. Trójoki nadal trzymał na rękach nieprzytomną Pan. Metr czy dwa od niego leżał równie pozbawiony świadomości Saladin.

– Wszystko w porządku – uśmiechnął się blado po czym spojrzał na unoszących się w nieco dalej powietrzu Trunksa i Cella. – Chyba coś przegapiłem. Jak wygląda sytuacja?

Cios Brolly'ego trafił zdezorientowanego #17 w twarz, android poleciał do tyłu, ale po chwili wyhamował i zniknął. Doskoczył do Saiyana bombardując go serią szybkich ciosów i kopnięć, od których syn Paragasa zaczął się cofać. Siedemnastka napierał, nie dając przeciwnikowi ani ułamka sekundy na reakcję.

Nagle Saiyana, po kolejnym uderzeniu, odrzuciło do tyłu trochę mocniej niż powinno. Android w ferworze walki nie zauważył tego i rzucił się za nim, uderzając lewym sierpowym. To był błąd, cios nie miał wystarczającego impetu i tylko musnął twarz Brolly'ego, który zaraz po tym, wykorzystując chwilową bezwładność przeciwnika, chwycił go za nadgarstek i przytrzymując z bliskiej odległości wpakował mu w korpus kilka zielonych Ki-blastów. Syn Paragasa rzucił Siedemnastką pionowo w dół, ten wyhamował po sekundzie, ale tylko po to, by oberwać kolejnym, nieco większym, pociskiem, który posłał go po raz kolejny w kierunku ziemi. Połyskujący na zielono android zniknął w chmurach.

Brolly uśmiechnął się i niespiesznie wylądował na brzegu Boskiego Pałacu. Budowla była już trochę naruszona po jego pojedynku z #17. Gruz chrzęścił pod jego stopami, gdy krok za krokiem zbliżał się do właściwego pałacu.

– Hej, tam w środku! – krzyknął. – Za chwilę wszyscy zginiecie! Ty, Dende! Co z ciebie za wszechmogący? Wyjdź, a reszta przeżyje! – Saiyan kłamał, ale chciał po prostu zobaczyć minę swojej ofiary tuż przed śmiercią. Aktywował swoją aurę i skierował wewnętrzną stronę dłoni w kierunku pałacu. – Liczę do dziesięciu! Jeden...

Cell zacisnął na próbę pięść, jakby wypróbowywał nowe ciało. Trunksa zdawał się całkowicie ignorować. Saiyan uważnie mierzył go wzrokiem, gotów w każdej chwili do obrony.

– Wiesz – powiedział łagodnym głosem szary mutant – chyba niepotrzebnie tak długo zwlekałem z tą przemianą. Fantastyczne uczucie. Zastanawiam się, czy wy po transformacji w kolejną formę Super-Saiyana czujecie się tak samo? – Trunks milczał, ale Cell chyba tego nie oczekiwał, bo sam odpowiedział. – Nie, raczej nie. Wy musicie być rozwścieczeni, by się przemienić – spojrzał na Trunksa. Żal mi was, to naprawdę niesamowite uczucie.

– Przestań chrzanić! – syknął Trunks. – Masz zamiar tak lewitować i nawijać o jakichś bzdetach czy w końcu zaczniesz walczyć? – mimo tych słów syn Vegety wcale nie czuł się zbyt pewny siebie. Miał raczej złe przeczucia co do tej walki.

Cell popatrzył na niego ze szczerym zdziwieniem.

– Naprawdę jeszcze nie uświadomiłeś sobie, że twoja porażka jest pewna? – zapytał. – Przecież nie tłumię swojej Ki. Chyba czujesz moją przewagę?

Trunks nie odpowiedział, tak, był świadomy przewagi przeciwnika i odczuwał z tego powodu strach. Odczuwał też jednak tym większą chęć sprawdzenia siebie. Zupełnie jakby los sam zesłał mu okazję przetestowania swoich możliwości.

Syn Vegety uśmiechnął się tylko, wyjął z kieszeni kapsułkę, wcisnął przełącznik na niej i podrzucił do góry. Po krótkim "puff" niewielki przedmiot przemienił się w miecz, który Trunks chwycił pewnie oburącz. Była to broń należąca swego czasu do Tapiona.

– No to pokaż na co cię stać, Cell! – powiedział, ukazując zęby w uśmiechu. – Ale postaraj się, bo nie będę łatwym przeciwnikiem!

– Wyjdę tam! – powiedział Dende, ruszając w kierunku wyjścia. – Może was oszczędzi!

– Dwa... – dobiegł donośny głos z zewnątrz.

– Oszalałeś! – Kuririn zastąpił mu drogę. – Co chcesz osiągnąć? Poczekajmy, może #17 jeszcze żyje.

– Trzy...

– Jestem wszechmogącym! Nie mogę dopuścić, żebyście wszyscy zginęli!

– Cztery...

– Jeśli ty zginiesz to nasza śmierć i tak nie ma znaczenia. Jesteś odpowiedzialny za Smocze Kule!

– Pięć...

– W takim razie wyjdę i spróbuję przemówić mu do rozsądku!

– Sześć...

– Brolly'emu!? Na pewno wiesz o czym mówisz?

Dende nic na to nie odpowiedział.

Trunks wyprowadził płynne, czyste cięcie na skos, przed którym Cell, uchylił się dosłownie o włos. Saiyan ponowił atak, tym razem uderzając poziomo. Mutant odskoczył do tyłu, unikając trafienia. Przeciwnik nie dał mu chwili wytchnienia i po raz kolejny dopadł do niego, tnąc pionowo. Miecz Saiyana przeniknął jednak przez niematerialną sylwetkę przeciwnika. Mutant zaatakował z boku, z rozpędu wbijając nogę w bok syna Vegety, ale także przeleciał przez widmo Zanzoken.

Saiyan pojawił się nieco nad i za swoim przeciwnikiem, błyskawicznie skupił Ki na ostrzu miecza.

– POWER SLASH!!! – posłał pionowo płaski, energetyczny półksiężyc, oczywistym było, że Cell zostanie przecięty na pół jeśli go nie uniknie, a uniknąć nie mógł, pocisk był na to zbyt szybki i wystrzelony ze zbyt małej odległości.

Ruch mutanta był tak błyskawiczny, że Trunks po prostu go nie widział. Zauważył tylko, że jego atak nie trafił. Cell zdążył się odsunąć, o jakiś metr.

Saiyan zaczął się bać na poważnie... jeśli jego przeciwnik potrafił ruszać się tak szybko, to oznaczało, że do tej pory się z nim bawił. Zaś on sam walczył już wykorzystując pełnię swej mocy.

– Wygląda na to, że straciłeś jedyną przewagę, chłopcze – zadrwił Cell. – Ale to dość oczywiste. Nie jesteś już w stanie mi dorównać, bo teraz już nikt nie jest!

– Jeszcze zobaczymy!! – Trunks nie zamierzał się tak łatwo poddać. Rzucił się na przeciwnika wyprowadzając serię błyskawicznych cięć i pchnięć. Żadne z nich nie było celne, mutant unikał każdego. Z ust nie schodził mu ironiczny uśmieszek.

– Uważaj – powiedział między jednym ciosem a drugim – bo... możesz... popełnić... błąd! – Ostatnie słowo Cell zaakcentował kopnięciem w twarz przeciwnika. Trunks poleciał do tyłu, impulsem Ki wyhamował po kilkunastu metrach, podrzucił w dłoni miecz, chwycił go niczym oszczep i rzucił w przeciwnika, który jednak bez trudu uchylił się przed tym atakiem.

– Co to miało być? Czyżby broń nie była ci już potrzebna?

– Obejrzyj się za siebie – odparł z uśmieszkiem Saiyan.

Mutant posłuchał i w tym samym momencie oberwał żółtym butem Trunksa w twarz. Wykorzystując chwilę zdobytej przewagi, syn Vegety zaczął regularne obijanie twarzy i korpusu przeciwnika. To już nie była zabawa, w te ciosy wkładał całą swoją siłę.

To jednak najwyraźniej było zbyt mało.

Po kilku uderzeniach Cell zablokował prawy prosty fioletowowłosego, łapiąc jego pięść i w ten sposób przerywając serię. Uderzenie w twarz i trafienie złączonymi pięściami w kark posłały Trunksa w ziemię, wzbijając przy tym chmurę pyłu. Od siły tych ciosów Saiyan na chwilę stracił przytomność. Kiedy ją odzyskał i odszukał przeciwnika wzrokiem ujrzał coś, co bardzo mu się nie spodobało.

Cell właśnie rzucał w jego stronę wielki – niczym kilkupiętrowy budynek – Death Ball.

Czyżby Trunks miał się pożegnać z życiem zaledwie pół godziny po tym jak został wskrzeszony?

 
autor: Vodnique

<- Rozdział XCIV

<- powrót
Klub fana ►
Księżycowe blizny
STRONA KORZYSTA Z PLIKÓW COOKIE: POLITYKA PRYWATNOŚCI
Konnichiwa Saiyans-Zone
Dragon Ball Z Games Gintama Anime Revolution Sprites Twierdza RPG Maker