Shounen *SōheiMenos 「僧兵メノス」 Wiek: 37 Dni na forum: 7.814 Plusy: 73 Posty: 15.733 Skąd: ふざけた時代
Pierwszy film fabularny traktujący o rzezi wołyńskiej, reżyseria Wojtek Smarzowski. Moim zdaniem bardzo niekontrowersyjny jak na tę tematykę. A przynajmniej dla strony ukraińskiej, bo większość Polaków została ukazana raczej w złym świetle, z akcją odwetową na czele (co jednak typowe dla reżysera). Film ma zaiste mocne sceny i gdyby go skrócić o godzinę, to spokojnie mógłby uchodzić za horror gore lub po prostu thriller.
Poza tym zakończenie moim zdaniem kiepskie, w sensie "interpretacja dowolna". Uważam, że w filmie tej kategorii nie powinno być miejsca na teorie typu "umarła i dalsze wydarzenia to ułuda".
Ogólnie, dobry film. Mocny, brutalny, oddziałujący na emocje widzów. Dobrze zrealizowany.
Choć jego wadą jest to, że rzecz jest widziana z perspektywy prostej wiejskiej dziewczyny i nie ma tam widocznego tła najszerszego z możliwych. Czyli z ukazaniem konferencji kierownictwa OUN z lutego 1943, na której zaplanowano rzeź wołyńską.
Wystarczyło pokazać krótką scenę z zebrania przywódców OUN, na którym zapadła decyzja o likwidacji polskich mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat, a potem scenę przedstawiającą spotkanie Dmytro Klaczkiwskiego ("Kłyma Sawura") ze swym podwładnym Jurijem Stelmaszczukiem, na którym "Kłym" samowolnie zmienia postanowienia naczelnego dowództwa i wydaje rozkaz o "bezwzględnej, powszechnej, fizycznej likwidacji elementu polskiego" na wybranym terenie.
Można było w "Wołyniu" pokazać, że przywódcy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego wcale nie byli zwykłymi pastuchami pasącymi krowy na polach. Wielu z nich miało średnie lub wyższe wykształcenie. Dmytro Klaczkiwski studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim, a Roman Szuchewycz ukończył Politechnikę Lwowską. Obaj mieli za sobą służbę wojskową w Wojsku Polskim.
Tymczasem w filmie Smarzowskiego widzimy tylko 20-30 osobową grupę wiejskich krzykaczy, którzy spotykają się nocami na leśnej polanie, by przy świetle ogniska podsycać w sobie rodzącą się świadomość narodową. To tak nie wyglądało. Ogólnie, ten mój zarzut wobec "Wołynia" jest w zasadzie zbieżny z jednym z zarzutów wobec "Katynia", który wymieniłem w odpowiednim temacie.
Można było pokazać, że 11 lipca 1943 skoordynowany atak siły OUN-UPA przypuściły na 99 polskich miejscowości, i te ataki były przeprowadzane w bardzo podobny i dokładnie przemyślany sposób, z ogromną przewagą liczebną napastników.
Tej przewagi w filmie Smarzowskiego nie widać. Są tam niewielkie grupki ukraińskich zbirów.
Oczywiście, pokazanie kilkuset napastników atakujących wieś byłoby kosztowniejsze, jednak na pewno lepiej oddałoby historyczny obraz wydarzeń z 1943. Jednak atmosfera nacjonalistycznego szaleństwa, jakie opanowało wtedy większość ludności ukraińskiej Wołynia i Galicji Wschodniej, nie została w tym filmie oddana.
Domyślam się, że Smarzowski poszedł na pewne kompromisy i zrezygnował z ukazania pewnych aspektów zbrodni wołyńskiej, by uniknąć oskarżeń o wrogie nastawienie wobec Ukraińców i mocno przedstawić się jako zwolennik pojednania - szkoda tylko, że te kompromisy aż tak bardzo wpłynęły na kształt tego filmu. Rozumiem, że Smarzowski popiera pojednanie, zwłaszcza że sam podzielam to stanowisko - jednak IMHO na kształt filmu nie powinno to wpłynąć.
Ogólnie więc, "Wołyń" to dla mnie 7/10. Dobry film, jednak do filmu bardzo dobrego mu brakuje.