Rok 2010 :: Start mangi "Dragon Ball SD" (12 lat temu)

» Dragon Ball Super (manga) ocena: 10,00 (głosy: 3)110

Strony:   1, 2, 3 ... 38, 39, 40, 41, 42  
Alkis Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Alkis
Wiek: 21
Dni na forum: 1.066
Posty: 469
Shounen napisał(a):
To dobrze, bo mnie wręcz przeciwnie
Nigdy nie widziałeś medytującego Saiyanina?
vegeta391 Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
vegeta391
Wiek: 28
Dni na forum: 5.231
Plusy: 4
Posty: 1.841
Śmiesznie.

privateer śmiał się z włosów w temacie o Super Hero
Stary mem, znaczenie aktualne.
Obraz

Swoją drogą cikawe, czy wszystkie Heetery mają zarbonifikację w pakiecie.

MyAnimelist
Warto posłuchać:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Kenji Harima Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Kenji Harima
Wiek: 31
Dni na forum: 2.721
Posty: 461
Czyli co? Gas się zagazuje, bo wygląda na to, że konsekwencją zwiększenia mocy jest znaczne przyśpieszony proces starzenia się. Przynajmniej tak mi to wygląda. Walki fajne, ale Heetersi jak byli dla mnie bezpłciowymi przeciwnikami tak nadal są. W sumie po tym co się dzieje kwestią czasu pozostaje kiedy Ultra Ego i Ultra Instynkt zaczną być używane z SSJ. Goku już zaczyna coś kombinować. To co, obstawiamy, czy Granulat dołączy do pojedynku, bo to w końcu "jego dom", czy jednak wiadomy duet ogarnie temat???

vegeta391 napisał(a):
Przydałaby się animacja, bo te walki komiksowe są takie monotonne
Jak już kiedyś pisałem Toyotaro robi za mało "dużych" kadrów tzn. takich z rozmachem. W najnowszym rozdziale pojawiły się całe dwa: klasyczny overhand Goku, którego doświadczył każdy poważniejszy wróg plus kopnięcie. Niestety edytorzy Mangi Plus wykastrowali tę drugą akcje, bo przechodziła na drugą stronę...

vegeta391 napisał(a):
Łaknę jakichś wątków pobocznych
Manga zawsze cierpiała na ich niedobór, a wydarzenia po 23 Tenka-ichi Budōkai to praktycznie walka -> nowe zagrożenie -> walka -> nowe zagrożenie... Zero "okruchów życia", czy relacji między bohaterami dlatego też DB i DBZ >>> manga Dragon Ball.
Pod tym względem obecny komiks i tak bardzo się wybija, choć szału nadal nie ma.
Hidden Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Hidden
Wiek: 31
Dni na forum: 6.328
Posty: 1.178
Skąd: Kraków
Od dłuższego czasu moja relacja z mangą Super wygląda następujaco:
- ooo nowy chapter, czytam.
- 30 dni o nim nie pamiętam.
I tak w kółko.

Nie jestem nawet w stanie wyłożyć sobie co dokładnie kombinował Vegeta, no chyba, że znowu kupował czas Goku jak to robi dobry przydupas od czasu Buu Sagi.
No i czym jest ta nowa transformacja Goku? Czy to Angry Ultra Instinct? Czy co znowu innego?
Ogólem czyta się miło, ale fabuła kompletnie mi nie leży. Goku znowu zbawi świat? Ile razy można?

Obraz
vegeta391 Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
vegeta391
Wiek: 28
Dni na forum: 5.231
Plusy: 4
Posty: 1.841
Hidden napisał(a):
No i czym jest ta nowa transformacja Goku? Czy to Angry Ultra Instinct? Czy co znowu innego?
Może bardziej happy/carefree? Gokū jest po prostu bardziej sobą, tak jak Vegeta w swojej wariacji. Chyba o to tu chodzi. Zimny, beznamiętny Gokū (podstawowe migatte no gokui) to nie jest Gokū.

MyAnimelist
Warto posłuchać:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
vegeta391 Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
vegeta391
Wiek: 28
Dni na forum: 5.231
Plusy: 4
Posty: 1.841
Post pod postem

Obraz

Toyotarō popełnił tego Gokūsia na potrzeby Natsucomi.

Skąd ten Saiyanin nabrał tyle mięśni, z sagi Majin Bū?

W mandze wygląda tak:
Obraz

MyAnimelist
Warto posłuchać:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Alkis Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Alkis
Wiek: 21
Dni na forum: 1.066
Posty: 469
Już od dawna Toyotaro jak rysuje to w klasycznych gi to każdy szczuplejszy, a jak trzeba i zerwać koszule to już są napakowani. Toei robiło podobnie (pamięta ktoś chuda łapę Vegety w baseballowym fillerze?).
vegeta391 Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
vegeta391
Wiek: 28
Dni na forum: 5.231
Plusy: 4
Posty: 1.841
Alkis, hm, nie zwróciłem uwagi. Wiem, że Toriyama rysuje samych chuderlaków, ale w pracach Toyotarō tego jakoś nie dostrzegłem w takim kontraście. Smuteg.

MyAnimelist
Warto posłuchać:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Kenji Harima Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Kenji Harima
Wiek: 31
Dni na forum: 2.721
Posty: 461
Hidden napisał(a):
Od dłuższego czasu moja relacja z mangą Super wygląda następujaco:
- ooo nowy chapter, czytam.
- 30 dni o nim nie pamiętam.
I tak w kółko.
Cóż.. nie ma co się dziwić. Mamy niekończącą się walkę, która ciągnie się bodajże od sierpnia zeszłego roku, a z samym Gasem to od stycznia. Wspomnienia z Bardockiem tego nie zmienią, bo ów pojedynki cały czas odbywają się na tym samym planie tj. planeta Cereal. Dlatego też od kilku miesięcy chwale głównie rysunki, gdyż sama saga to... syf. Nawet finał nie zmieni mojej oceny. Brak nowości, gdyż transformację Vegety, czy Smocze Kule na innych planetach dało się przewidzieć. Brak wątków pobocznych o których pisał vegeta391 iiiii... brak humoru. Toriyama jest jaki jest, ale potrafi w komizm rozporkowo-toaletowy albo sytuacyjny np. Goku gryzący przeciwników, ironiczne teksty Vegety, czy Piccolo lub zabawne zachowania przeciwników. Nawet w bardzo poważnych sytuacjach potrafił wtrącić coś zabawnego. Tutaj tego nie ma.

Hidden napisał(a):
No i czym jest ta nowa transformacja Goku? Czy to Angry Ultra Instinct? Czy co znowu innego?
To Ultra Instinct Omen. Nie do końca wiadomo jak Toyotaro to wytłumaczy, bo w sumie to regres w porównaniu z tym co pokazano w sadze z Moro tj. że jedynym słusznym wariantem jest MUI (Mastered Ultra Instinct). Tymczasem w obecnej sadze Whis i Beerus pouczyli naszych bohaterów, że muszą dążyć do indywidualnych wariacji boskich technik. Ja również wolę Goku, któremu zdarza się bazować na emocjach, ale póki co dążenie do tego jest typowo Superowskie tj. kręcenie się w kółko.

Oczywiście również wolałbym żeby Vegeta skończył Gasa i idziemy dalej, a Goku gdzieś tam po drodze w kolejnych historiach będzie sobie kombinował z UI. Niestety Toyotaro uparł się, że w każdej, ale to absolutnie każdej sadze MUSI być nowa transformacja i nowa technika dla naszego duetu. Nawet jeśli to wtórne środowisko jakim jest siódmy wszechświat trzeba tak robić. Szkoda, ponieważ saga z Zamasu pokazała (nie licząc aberracji jaką był Future Trunks i że to w sumie retcon After Future), że da się zrobić przyzwoitą historię BEZ nowych form i innych pierdół.

Obawiam się, że czeka nas jeszcze kilka rozdziałów w tym kolejny sparring gniewnego Heetersa i Granulata

Swoją drogą byłem zaskoczony jakie pomyje wylały się na ten chapter w internetach: Kanzenshuu, reddit, youtube... Aż szok, że skończył się ten słodkopierdzący ton i umiarkowany entuzjazm.
Hidden Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Hidden
Wiek: 31
Dni na forum: 6.328
Posty: 1.178
Skąd: Kraków
- kreska ostatnio albo jest okej albo zalicza downgrade (walka Vegety z Cellem)
Możliwe, że to zauważyłem, ale ogólem Asura i tak jest fantastycznym rysownikiem, który bije Gogetę Jr. na głowę.

Alkis napisał(a):
- Nie czuję w tym Dragon Balla przez to że ten komiks jest cholernie uzachodniony, względem oryginału chociaż rozumiem że taka wizja autora jest
Dla mnie z kolei w tym jest pełno Dragon Balla. Nie wiem co masz na myśli przez to, że jest uzachodniony, czego konkretnie Ci brakuje.

Alkis napisał(a):
- Znów odgrzanie motyw z markerowym M na czole
Motyw ten jest jaknajbardziej logiczny. Babidi w takiej sytuacji faktycznie postąpiłby w taki sposób, ponieważ to jego naturalna kolej działania, używa czarów do przeciągnięcia przeciwników na swoją stronę. Jako, że cała idea serii polega na tym, że postacie z różnych wszechświatów pojawiają się w jednym miejscu, nie mogę tego potraktować jako coś naciąganego czy bezsensownego.


Alkis napisał(a):
- postacie z przeszłości tracą na charakterze, i jak kiedyś byli złodupcami (patrz Saiyanie czy Frizer), tak teraz traktuje się ich jak gag no fajnie fajnie kiedyś byliście silni ale teraz możemy wszystkim wam naklepac. Świetnie to pokazuje interakcja Gotena i Trunksa z saiyanami w pierwszym rozdziale. A sami dawni przeciwny oprócz ZenBuu nie mają swojej dawnej sadystycznej osobowości.
Nie bardzo rozumiem pierwszą część zarzutu - taka jest kolej rzeczy, że niektóre uniwersa reprezentowały niższy poziom mocy i faktycznie mogli być poniżani/traktowani niepoważnie, jak właśnie ci prymitywni Saiyanie. Goten i Trunks skaczą za to wyżej niż tyłki mają, więc to częśc ich charakterów. Jeżeli zaś chodzi o kwestię np. Piccolo Daimao, który chyba ma teraz jakieś rozterki (szczerze na ten moment nie pamiętam) to jest to dla mnie ciekawa forma rozwijania się postaci. Wciąż jednak są tam prawdziwi sadyści jak np. Saiyanie, gdzie jest zły Kakarotto.

- Vegito który jest połączeniem najbardziej dobrodusznego Saiyanina i typa który się nawrócił i zaczął cenić rodzinę nagle traktuje swoją córkę jak gówno z powodu nie nośności kontroli swojego potencjału.
I za to chwała Vegetto. Jak dla mnie jest jedyną rozsądną osobą tam. Bra, jako jego domniemana następczyni & arcywróg, którego sam sobie hoduje pod nosem, powinna chodzić jak w zegarku. Jest jednak też największym zagrożeniem dla ich wszechświata, właśnie przez tę niezdolność kontroli swojej mocy. Vegetto oczekiwał od niej, że ta będzie lepsza od niego, a zamiast tego dała się wykorzystać i dokonała rzezi. Kiedy poświęcił tyle czasu, by uczyć ją samokontroli, okazało się, że tak naprawdę jest bezcelowe, bo zawsze można przejąć nad Brą kontrolę.
Poza tym Vegetto, mimo bycia fuzją obu Saiyan, jest osobą już inną - przeżył lata w formie fuzji i jego osobowość nie jest prostą wypadkową. Jest gościem, który dźwiga ciężar bycia najpotężniejszym, żyje też we własnej pysze i pewnym samouwielbieniu, wymaga też perfekcji od swojej protegowanej. Dużo rzeczy mu się wtedy posypało.

- Super Hero przywróciło Cella a Multiverse wszystkich przy czym reszta jest tam na zasadzie ciekawostki HEEEJ POKONALIŚMY WAS KIEDYŚ, przy czym w głównej fabule te postacie nic nie robią a daje im się średnie speciale bym o nich czasem nie zapomniał mimo iż mnie kompletnie nie obchodzą.
Przywrócenie Cella czy przywrócenie wcześniej Freezera są to oczka puszczane do fanów jak i również przede wszystkim zabiegi marketingowe (szczególnie Freezer). Są to ikoniczny przeciwnicy, uwielbiani przez fanów, ale sposób w jaki wracają można ocenić - powiedzmy - w różny sposób, niekoniecznie pozytywny.
Z kolei w Multiverse - jeżeli zaakceptuje się całą oś fabularną, czyli sprowadzanie najsilniejszych ekip ze wszystkich równoległych wszechświatów - jest całkiem logicznie z przywracaniem poszczególnych złoczyńców, a za każdym razem jest to mniej wymuszone niż w przypadku Super (szczególnie przywrócenie Freezera na Turniej Mocy).
To, że niektóre światy są na zasadzie "ciekawostki" bo w kwestii walk czy intryg nie są istotni z racji na brak sił czy specjalnych umiejętności ma logiczne wytłumaczenie i mi nie przeszkadza.
Z kolei speciali praktycznie nie czytam - za bardzo mi się miesza, który świat jest który. Plus rzadko lubię tamtejsze kreski.

Wcześniej pisałem o miłości Francuzów do marki większej niż widzę w Super - głównie chodzi mi o szanowanie materiału źródłowego. W Multiverse pojawienie się Vegety SSJ3 to było wydarzenie, które przyprawiało i ciarki. W Superce rzucają każdemu co to nowy power-up, tak jak teraz power-upy wyciągnięte z kapelusza dla Goku (Omen) czy w kinówkach (Gohan nie trenuje ale poziom mu rośnie do Bestii). Tak jak napisał Kenji, kręcą się tam w kółko, a do tego pierwsze skrzypce OBLIGATORYJNIE musi grać Goku. Nawet jak Granulat zbierze tutaj final hita, to niewiele to zmieni. Rywalizacja między Goku a Vegetą, która mogłaby być motorem napędzającym serie (w zamierzeniu autorów jest) to jedynie nieśmieszny żart, gdzie Książe redukowany jest raz za razem do Strudzonego Pomocnika nr 1 (TM). W walce z Kid Buu można byłoby potraktować to jako poświęcenie, przede wszystkim jego dumy księcia, ale teraz jest to po prostu powtarzalne, nudne i po prostu przykre.


Kenji Harima napisał(a):
Szkoda, ponieważ saga z Zamasu pokazała (nie licząc aberracji jaką był Future Trunks i że to w sumie retcon After Future), że da się zrobić przyzwoitą historię BEZ nowych form i innych pierdół.
Wciąż, sam fakt, że przeciwnik był różowym Goku do tej pory mnie mierzi. Recycling każdej postaci w tej Superce przyprawia o zawrót głowy.

Obraz
Alkis Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Alkis
Wiek: 21
Dni na forum: 1.066
Posty: 469
Rozdziałów głównych nie rysuje tylko Asura, a jeżeli robi to ktoś inny to wychodzą z tego gówienka pokroju Vegeta vs Cell, albo robi się z tego jakieś Jojo.

A o to że w tej mandze jest mało typowo Japońskiego humoru i klimatu Toriyamy, a bardziej zachodniego podejścia który mi ten klimat niszczy.

A to że to jest zwykły fan service, bo hur durr Majin taki fajny, gnojek Vegetto miał być po prostu edgy i nic więcej. Oczywiście jest motyw bardzo mi przykro żałuję, ale kompletnie mnie to nie obchodzi jak nie obchodzą mnie postacie z alternatyw które pierdneły w swoim wszechświecie o dwie minuty za wcześniej względem oryginału.
Postacie się pojawiają, ale nie czuję jakiejś wielkiej potrzeby żeby byli, są tam w formie ciekawostki i tyle, szybko odpadają lub giną a potem przez dwa miesiące mnie dręczą specialami z nimi.

A niech sobie będzie, tylko Vegetto nie jest swoją własną nową świadomością a jest fuzją charakterów i osobowości Saiyan którzy nie próbowali kontrolować swoich dzieci ani ich !?.

A niech sobie przywracają, ale to już nie ten sam charyzmatyczny, groźny podstępny Friezer tylko cień Frizera który nie przypomina samego siebie który jest po prostu miałki. I to można powiedzieć o każdym dawnym złym który wraca w Multiverse, siłę mają podobną umiejętności podobne ale są do bólu mialcy i nijacy nie mają już wokół siebie tej dawnej aury, ich się już nie traktuje z szacunkiem powagą i strachem to są goście sprowadzeni do pozycji,,HEJ KIEDYŚ Z WAMI WALCZYLIŚMY A TERAZ NOŻNA WAS RÓWNO NAKLEPAĆ". Ten Goten i Trunks to był przykład takiego podejścia do dawnych złych, jeden z wielu z resztą. Dlatego najlepiej nie przywracać dawnych złych jeśli nie mają jak dorównać naszym, lub są na zasadzie ciekawostki, bo stają się w innym przypadku wydmuszkami samych siebie.


Dragon Ball to shounen gdzie każdy dostaje power upy i staje się silniejszy bo o tym jest ta seria, Akira Toriyama to nakreślił w 21 TB gdy kamesennin wpoił w Goku filozofię że trzeba stawać się silniejszym bo na świecie jest wielu jeszcze silniejszych gości. Więc będą się pojawiać silniejsi od silniejszych a Goku będzie dostawał kolejne firmy i power upy bo od początku tak ta seria ukierowana została Gohan pod koniec filmu przyznał że potajemnie sobie trenował i nauczył się makankosappo, więc to nie tak że całkowicie wyłożył lache jak sądził Piccolo. Goku w tej sadze miał jeden z mniejszych udziałów niż w sadze Moro, dosłownie saga opierała się na tym że Vegeta chce puścić przeszłość w niepamięć a kolidowało to z Granolą który stawał się taki sam jak Vegeta gdy był zły. Potem narracja przeszła na Granole i Gasa i dopiero potem na Goku i Gasa. Tutaj każda postać otrzymała jakiś swój rozwój i Goku otrzymał go ogólnie najmniej bo dopiero pod koniec sagi coś ruszyło, to nie było tak że wszyscy są bez użyteczni i tylko Goku coś robi jak w GT, tylko tu każdy dodał coś od siebie do historii, a jeżeli piszemy a bo same walki od sierpnia, to przypominam że w tych walkach było dużo storytelingu opowiedziane właśnie poprzez walkę, poprzez kontrast między postaciami i ich poglądami na ich dążeniach kończąc.

Dodano po 11 minutach
A co do mnogości power upów czy transformacji, z Saiyan sagi do Namek sagi minęły z 14 miesięcy i z poziomu 300-400 jednostek przeszliśmy w poziom mocy 150 milionów, bo taki poziom mocy miał Goku w formie Super Saiyanina, bodajże według Daizenshuu. Kiedyś te 300 jednostek to wielka potęga i szacun jak się je mało a teraz przeszliśmy w setki milionów co to ma być?

Kiedyś to Super Saiyanin miałbyć kefendą i tylko prawdziwy saiyański kox go miał, a teraz Vegeta kwituje to sprzedażą garażową w Buu sadze.

Formy z Zetki

SSJ
grade1
grade2
Grade3
SSJ2
SSJ3

Formy nie saiyańskiej
Ultimate
4 formy Frizera
2 formy Komórczaka
4 formy Buu

I jeszcze coś by się znalazło, normalnie power upy leją się jak woda i jeszcze parę by się znalazło a to dopiero oryginalna manga Toriyamy. I to nie tak że Super robi power upy z dupy, one były cały czas, tylko według kamesenninowej filozofii im dalej tym silniejsi goście więc trzeba być silniejszym, a nowe formy i wszelkiego rodzaju wzmocnienia oferują właśnie nowe formy i inne uwalniane potencjały. Więc będzie sobie to tak eskalować jak wskakiwało od początku.
Hidden Mężczyzna
"Rōnin
Rōnin
Hidden
Wiek: 31
Dni na forum: 6.328
Posty: 1.178
Skąd: Kraków
A co do mnogości power upów czy transformacji, z Saiyan sagi do Namek sagi minęły z 14 miesięcy i z poziomu 300-400 jednostek przeszliśmy w poziom mocy 150 milionów, bo taki poziom mocy miał Goku w formie Super Saiyanina, bodajże według Daizenshuu. Kiedyś te 300 jednostek to wielka potęga i szacun jak się je mało a teraz przeszliśmy w setki milionów co to ma być?
No, to jest coś nie do wybronienia. Kilka tygodni w podróży, mentalne treningi z Gohanem, no i dobra, buster od Guru wystarczyły Kuririnowi, by skoczyć z ok. 1800 jednostek do 13 000 z Recoomem (Daizenshuu) albo nawet 75 000 z Freezerem (V-Jump: nie wiem na ile temu ufamy). O ile mnie, jako fana Kuririna, cieszy, że mój ziomek to taki kozak, to jednak kupy się to nie trzyma, bo nawet z tymi 13 tysiącami przerasta wielokrotnie np. Nappę, który wcześniej ich prawie wszystkich wymordował, a i blisko mu do Vegety z walki na Ziemi.

Przy tym wprost potęgowym wzroście mocy w serii sadzę, że nie można tego interpretować wprost. To znaczy, wojownik o mocy 100 jednostek nie jest "dwa razy" silniejszy od wojownika z 50 jednostkami. Można, podobnie jak w przypadku decybeli, zastosować skalę logarytmiczną. Dodatkowe 10dB "przygłasza" dla nas dźwięk podwójnie. Może w przypadku poziomów mocy odwrócić tę sytuację, zakładając, że ze zwiększoną wielkością mocy jej relatywna "siła" rośnie wolniej (funkcja się wypłaszcza).
Albo, można uznawać, że oni po prostu puchną i nic tu nie ma większego sensu.


I jeszcze coś by się znalazło, normalnie power upy leją się jak woda i jeszcze parę by się znalazło a to dopiero oryginalna manga Toriyamy. I to nie tak że Super robi power upy z dupy, one były cały czas, tylko według kamesenninowej filozofii im dalej tym silniejsi goście więc trzeba być silniejszym, a nowe formy i wszelkiego rodzaju wzmocnienia oferują właśnie nowe formy i inne uwalniane potencjały. Więc będzie sobie to tak eskalować jak wskakiwało od początku.
Ja obstaje, ze power upy w Superce są jednak z dupy. Szybkość z jaką zdobywane są w nowej serii kolejne poziomy i warianty przyprawia o zawrót głowy. Na Super Sayianina czekało się ponad połowę serii (27 tom z na 42). SSJ2 pojawił się 5 lat później (według tego jak mijał czas w serii), Goku i Vegeta osiągnęli go w bliżej nieokreślonym "jeszcze później". SSJ3 kolejne 7 lat po pierwszym pojawieniu się SSJ2. Postacie miały kiedy trenować i zdobywać nowe szczyty.
W Superce za to co sagę mamy nowy poziom, nową transformację, nowe kolorki włosów i oczu. Jak to Gotenks kiedyś mi tutaj wykładał, Japońce uwielbiają wszelkiego rodzaju transformacje, ale dla mnie nie trzyma się to kupy. Szczególnie, że nie jestem w stanie zrozumieć relacji dot. poziomów mocy między kolejnymi "zwykłymi" SSJ, a SSJG i Blue, a co dopiero mocami UI czy Ultra Ego.
Tak jak jestem w stanie sobie ułożyć w głowie to, że SSJ może mieć "między-poziomy", czyli to co wyprawiali Vegeta i Trunks w walce z Cellem, tak samo mogę łyknąć, że SSJB ma te swoje formy "Perfected" czy "SS Evolved". Ale wciąż same podstawy rozwoju postaci w Super, czyli te wszystkie Boskie ki itp. są dla mnie całkowicie nie do zaakceptowania.
Czy np. każdy kto nauczy się UI nakopie nawet największym wymiataczom? Czy trzeba mieć do tego stosowne siły, np. na poziomie SSJB zawczasu? W końcu UI polega na czymś kompletnie innym niż po prostu rośnięcie w siły jak kolejne SSJ, to w takim razie jaką rolę tutaj odgrywa w ogóle sayiańska krew Goku?

Po latach człowiek docenia bardziej GT.

Obraz
Kenji Harima Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Kenji Harima
Wiek: 31
Dni na forum: 2.721
Posty: 461
Alkis napisał(a):
Dragon Ball to shounen gdzie każdy dostaje power upy i staje się silniejszy bo o tym jest ta seria, Akira Toriyama to nakreślił w 21 TB gdy kamesennin wpoił w Goku filozofię że trzeba stawać się silniejszym bo na świecie jest wielu jeszcze silniejszych gości.
Seria jest przede wszystkim o walce i doskonaleniu się w niej zgodnie z japońską filozofią kaizen (nie ma za bardzo polskiego odpowiednika na to pojęcie, bo "poprawiać/ulepszać" nie wyczerpuje tematu), która m.in zakłada, że przy odpowiednim nastawieniu, ale też codziennym wysiłku jesteś w stanie przebić się przez umowny "szklany sufit". Małe kroki kumulują duży efekt.

W tle przygody, komedia, niebezpieczeństwa czyhające na świat/wszechświat/wieloświat, a także tytułowe Smocze Kule.

O Dragon Ballu i samym Toriyamie można różne rzeczy mówić, ale trening był istotnym aspektem w tej historii, więc nawet jeśli fabularnie coś kwiczało i leżało to akurat tutaj starano się trzymać pewnych pryncypiów.

Alkis napisał(a):
A co do mnogości power upów czy transformacji, z Saiyan sagi do Namek sagi minęły z 14 miesięcy i z poziomu 300-400 jednostek przeszliśmy w poziom mocy 150 milionów, bo taki poziom mocy miał Goku w formie Super Saiyanina, bodajże według Daizenshuu. Kiedyś te 300 jednostek to wielka potęga i szacun jak się je mało a teraz przeszliśmy w setki milionów co to ma być?
Ech... za każdym razem ten argument, który powtarza się od 2015.

Nie chodzi tylko i wyłącznie o czas, ale przede wszystkim o SKALĘ

Na początku Goku i Vegeta po raz kolejny przebili "szklany sufit" i zyskali potęgę, która pozwala im za pstryknięciem palców niszczyć gwiazdy, a przy dobrych wiatrach pewnie i poleciałby cały wszechświat. To "trochę" różnica jeśli patrzeć przez pryzmat Zetki, gdzie ograniczało się to do wysadzania planet i wydarzeń sprzed Saiyan Sagi w której to destrukcja miasta było dużym wyczynem (Księżyca nie liczę). Wynika to z tego, co zostało nam przedstawione w sadze z Beerusem, której mam wrażenie widzowie pamiętać nie chcą. Nie pokazano nam naocznie tych możliwości (Goku nie rozwala Kamehamehą U7), ale dano do zrozumienia, że tak właśnie jest.

Ów "power up" to zwieńczenie wielu lat ciężkiej pracy i stosowaniu różnej metodologii treningowej. Tutaj akurat królował Goku, który eksperymentował plus miał mentorów/nauczycieli, podczas gdy Vegeta/Piccolo stawiali tylko i wyłącznie na samodzielną, ale zarazem ograniczoną ciężką pracę. Do tego weszli na wyższy próg wtajemniczenia, bo poznali koncept "boskiej ki", a potem kolejno boskich technik: moc zniszczenia, Ultra Instynkt, Ultra Ego, a pewnie jest tego więcej.

Kiedyś o tym pisałem, ale w DB liczy się trening i wtajemniczenie. Dlatego też Mister Satan nie rozwinie się na tyle ile by mógł tak długo jak nie weźmie go pod swoje skrzydła ktoś kto ogarnia Ki. Jeśli scenarzyście nie chce się myśleć to zostaje magia, gdyż to jest zdolność omega w tym uniwersum.

Zapowiadało się fajnie, ale to tworzy też problemy, bo jak tu tworzyć przeciwników żeby owej "skali" dotrzymać kroku i co z bohaterami pozytywnymi. Przeciwnicy częściej musieli dobijać do Goku i Vegety, a nie na odwrót. Cwanym, ale też dobrym rozwiązaniem były turnieje o czym powtarzam na forum non toper. Możesz wprowadzić wiele różnych postaci bez niepotrzebnych fikołków.

Wychodziło to z różnym skutkiem, ale obecnie szala przechyla się na taki wniosek:

"Super" sprowadził te "power upy" do tego, że gdyby je przełożyć na wcześniejsze sagi to mógłbyś wziąć postać typu farmer, którego zabił Raditz, wymyślić mu trening/rytuał sprowadzający się do dwukrotnego pierdnięcia i gość dwa rozdziały później rozwala Freezera na Namek jednym ciosem. Jest różnica być słabszym od kogoś milion razy, a nie miliard i tę drugą stratę nadrobić w miesiąc, dwa, rok. Jest różnica jeśli postacie dzieli przepaść (Goku i Vegeta z Saiyan Sagi), otchłań (Goku i Tyran na 50% mocy), a niebyt (Goku SSB i C17), a twórcy ubzdurali sobie, że przepaść = otchłań = niebyt. Nie ma żadnej hierarchii, tieru, niczego. Co więcej wynika z tego, że Ci Saiyanie to niezłe pionki skoro muszą wkładać ogrom pracy w rozwój podczas gdy reprezentant innej rasy zrobi dwie pompki, liźnie tradycyjna Ki (a co tu dopiero mówić o boskiej) lub/i zna magię i jest w stanie wycierać naszym duetem podłogę.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego tyle osób jest tak zacietrzewiona na tych dwóch sagach i stosuje to jako obronę "Super" zarzucając każdemu naokoło, że "haha debile patrzycie przez pryzmat nostalgii. Lepiej zobacz marudo jakie Whis ma genialne seiyuu! Łaha! Haha! Ale SUPER ten nowy Dragon Ball SUPER." Po ToP niektórzy już w ogóle dostali orgazmu i zaczęli wylewać pomyje na wszystko co pojawiło się przed "Super" tylko dlatego, że zaczęto robić porządne odcinki zaczynając od 111 aż do końca, gdzie w seriach minionych większość miała taką jakość.

Żebyśmy się rozumieli: nie mam nic przeciwko temu, że ktoś może uważać "Super" za najlepszą serię. Kwestia gustu, ale w życiu nie zgodzę się, że ta seria miażdży wszystkie wcześniejsze na każdym polu tj. animacja, muzyka, fabuła, choreografia walk, narracja, tło, kolory itd., bo jest to zakłamywanie rzeczywistości.

To jak chodzi o Superkę, teraz czas na Zet.

Przeskok, który zastosował Toriyama w tomie 17 był jednorazowy. Jeśli na początku "Super" kluczem do przebicia muru był rytuał i koncept god ki tak w Zetce było to spotkanie z Raditzem i skrajne niebezpieczeństwo, które zmusza do wspięcia się na wyżyny umiejętności. Okolicznościami nie było słodkie Tenkaichi Budokai posiadające zasady sportowe gdzie krzywda nie spotka zawodników, ale też ludzi postronnych tylko wojna. Wojna, która funkcjonuje w myśl zasady "działaj albo giń". DB zawsze był miejscami brutalny, ale od tego momentu doszło też okrucieństwo i sadyzm.

Skoro jest odpowiedni bodziec to trzeba też bohaterom wymyślić nowe możliwości rozwoju toteż Toriyama to zrobił-> trening w salach grawitacyjnych i z dużo większym ciężarem, a dla Saiyan jeszcze pakiet zenkai. Rok w takim trybie to wciąż więcej niż bujanie się kilka miesięcy w przestrzeni kosmicznej, pompki na wyspie i wygodne tłumaczenie tego wszystkiego "potencjałem".

Potem rozległe przeskoki czasowe o których wspominał Hidden, Komnata Ducha i Czasu, którą również można potraktować jako time-skip ze względu na panujące tam warunki.

Tymczasem tutaj się robi jak w niektórych amerykańskich komiksach -> buffuje się kogoś albo nerfi w zależności od potrzeb fabularnych.

Jeszcze argument "obszerności":

Dragon Ball Manga -> 42 tomy średnio po 20 stron na rozdział. Jeden tom to zazwyczaj 12 rozdziałów. 12 x 20 x 42 = 10 080 stron.
Dragon Ball Super -> na ten moment 18 tomów, które składa się z 84 rozdziałów. Pierwsze dwa tomy mają zmienną liczbę stron jak chodzi o rozdział. Dopiero od trzeciego tomu jest to 50 stron na rozdział. Jakkolwiek zaokrąglijmy do 45. Zatem 84 x 45 = 3780 stron

Goku: SSG -> SSB -> PSSB -> SSB z Kaoi-kenem -> UI Omen -> MUI -> UI Omen "Bardackpowaa"
Vegeta: SSG -> SSB -> PSSB -> Evolved SSB-> Ultra Ego -> ???

Dwie formy (SSG i SSB), dwie, a w sumie trzy wariacje jednej z nich (SSB) i boskie techniki, które też robią za formy. Trochę dużo co nie? Oczywiście to z pewnością nie koniec, bo jak dla mnie "zapewnienia", że UE dla Vegety, a UI dla Goku i tłumaczenie, że tak będzie, gdyż mają "różną naturę" to mrzonki. To kwestia czasu gdy Goku sięgnie po moc destrukcji albo Vegeta po "instynkt", bo tu aż się prosi o yin i yang plus Beerus w mandze zastosował UI gdy tłukł się z pozostałymi bogami. Anime nawet nie będę zestawiał, bo kontrast jest jeszcze większy.

"A jak to inaczej rozwiązać według Ciebie?" ktoś zapyta. Proste: koncentracja na pozostałych Wszechświatach, a jak koniecznie U7 to time-skip do końca Zetki, a konkretnie PO 28 Tenkaichi Budokai. Nie obchodzi mnie, że będzie Uub ani co powiedział Toriyama/Toyotaro/DB room w wywiadzie, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy ojciec DB opuści ten padół łez i rozpaczy to seria zakończy się cliffhangerem i nikt nie będzie miał dość jaj żeby ruszyć z tym do przodu.

Mogą się bawić w tym czworokącie Nameczanie - Saiyanie - Majin Buu - Freezer jak już tak bardzo chcą rozliczyć raz, a dobrze przeszłość uniwersum, ale do tego można zrobić spin-off, kinówkę. Trzy ostatnie sagi (liczę z Brolym) ciągle zahaczają o to quatro.

Alkis napisał(a):
to przypominam że w tych walkach było dużo storytelingu opowiedziane właśnie poprzez walkę, poprzez kontrast między postaciami i ich poglądami na ich dążeniach kończąc.
Nie zmienia to faktu, że ciągnie się to jak flaki z olejem ze względu na niezmienne tło, ciągłe sparringi i bezpłciowego Gasa. Tu już powinien być finał kilka rozdziałów temu.
Alkis Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Alkis
Wiek: 21
Dni na forum: 1.066
Posty: 469
Kenji Harima napisał(a):
Alkis napisał(a):
Dragon Ball to shounen gdzie każdy dostaje power upy i staje się silniejszy bo o tym jest ta seria, Akira Toriyama to nakreślił w 21 TB gdy kamesennin wpoił w Goku filozofię że trzeba stawać się silniejszym bo na świecie jest wielu jeszcze silniejszych gości.
Seria jest przede wszystkim o walce i doskonaleniu się w niej zgodnie z japońską filozofią kaizen (nie ma za bardzo polskiego odpowiednika na to pojęcie, bo "poprawiać/ulepszać" nie wyczerpuje tematu), która m.in zakłada, że przy odpowiednim nastawieniu, ale też codziennym wysiłku jesteś w stanie przebić się przez umowny "szklany sufit". Małe kroki kumulują duży efekt.

W tle przygody, komedia, niebezpieczeństwa czyhające na świat/wszechświat/wieloświat, a także tytułowe Smocze Kule.

O Dragon Ballu i samym Toriyamie można różne rzeczy mówić, ale trening był istotnym aspektem w tej historii, więc nawet jeśli fabularnie coś kwiczało i leżało to akurat tutaj starano się trzymać pewnych pryncypiów.

Alkis napisał(a):
A co do mnogości power upów czy transformacji, z Saiyan sagi do Namek sagi minęły z 14 miesięcy i z poziomu 300-400 jednostek przeszliśmy w poziom mocy 150 milionów, bo taki poziom mocy miał Goku w formie Super Saiyanina, bodajże według Daizenshuu. Kiedyś te 300 jednostek to wielka potęga i szacun jak się je mało a teraz przeszliśmy w setki milionów co to ma być?
Ech... za każdym razem ten argument, który powtarza się od 2015.

Nie chodzi tylko i wyłącznie o czas, ale przede wszystkim o SKALĘ

Na początku Goku i Vegeta po raz kolejny przebili "szklany sufit" i zyskali potęgę, która pozwala im za pstryknięciem palców niszczyć gwiazdy, a przy dobrych wiatrach pewnie i poleciałby cały wszechświat. To "trochę" różnica jeśli patrzeć przez pryzmat Zetki, gdzie ograniczało się to do wysadzania planet i wydarzeń sprzed Saiyan Sagi w której to destrukcja miasta było dużym wyczynem (Księżyca nie liczę). Wynika to z tego, co zostało nam przedstawione w sadze z Beerusem, której mam wrażenie widzowie pamiętać nie chcą. Nie pokazano nam naocznie tych możliwości (Goku nie rozwala Kamehamehą U7), ale dano do zrozumienia, że tak właśnie jest.

I jest to oczywiste, Dragon Ball znany jest ze zwiększania skali a wynika to z rąk które ustalił Toriyama poprzez Kamesennina ,,na świecie zawsze znajdzie się ktoś silniejszy", co motywuje Goku by trenować i stawać się jeszcze silniejszy by walczyć z jeszcze silniejszymi.

I oczywiście skala zwiększyła się z lokalnych sztuk walki z nad ludźmi i demonami do gwiezdnych wojen i niszczenia planet jednym palcem, czy to nie OGROMNY przeskok skali?

Ów "power up" to zwieńczenie wielu lat ciężkiej pracy i stosowaniu różnej metodologii treningowej. Tutaj akurat królował Goku, który eksperymentował plus miał mentorów/nauczycieli, podczas gdy Vegeta/Piccolo stawiali tylko i wyłącznie na samodzielną, ale zarazem ograniczoną ciężką pracę. Do tego weszli na wyższy próg wtajemniczenia, bo poznali koncept "boskiej ki", a potem kolejno boskich technik: moc zniszczenia, Ultra Instynkt, Ultra Ego, a pewnie jest tego więcej.

Kiedyś o tym pisałem, ale w DB liczy się trening i wtajemniczenie. Dlatego też Mister Satan nie rozwinie się na tyle ile by mógł tak długo jak nie weźmie go pod swoje skrzydła ktoś kto ogarnia Ki. Jeśli scenarzyście nie chce się myśleć to zostaje magia, gdyż to jest zdolność omega w tym uniwersum.

Zapowiadało się fajnie, ale to tworzy też problemy, bo jak tu tworzyć przeciwników żeby owej "skali" dotrzymać kroku i co z bohaterami pozytywnymi. Przeciwnicy częściej musieli dobijać do Goku i Vegety, a nie na odwrót. Cwanym, ale też dobrym rozwiązaniem były turnieje o czym powtarzam na forum non toper. Możesz wprowadzić wiele różnych postaci bez niepotrzebnych fikołków.

Wychodziło to z różnym skutkiem, ale obecnie szala przechyla się na taki wniosek:

"Super" sprowadził te "power upy" do tego, że gdyby je przełożyć na wcześniejsze sagi to mógłbyś wziąć postać typu farmer, którego zabił Raditz, wymyślić mu trening/rytuał sprowadzający się do dwukrotnego pierdnięcia i gość dwa rozdziały później rozwala Freezera na Namek jednym ciosem. Jest różnica być słabszym od kogoś milion razy, a nie miliard i tę drugą stratę nadrobić w miesiąc, dwa, rok. Jest różnica jeśli postacie dzieli przepaść (Goku i Vegeta z Saiyan Sagi), otchłań (Goku i Tyran na 50% mocy), a niebyt (Goku SSB i C17), a twórcy ubzdurali sobie, że przepaść = otchłań = niebyt. Nie ma żadnej hierarchii, tieru, niczego. Co więcej wynika z tego, że Ci Saiyanie to niezłe pionki skoro muszą wkładać ogrom pracy w rozwój podczas gdy reprezentant innej rasy zrobi dwie pompki, liźnie tradycyjna Ki (a co tu dopiero mówić o boskiej) lub/i zna magię i jest w stanie wycierać naszym duetem podłogę.

Wszechświat ma wiele różnych ras, niektórzy są wielkimi wojownikami z wielkim potencjałem, niektórzy mogą trenować przez tysiąc lat, a jeszcze inni po prostu trenują. I nadal splaszczasz sagę Moro, typ był wstanie przyprzeć do muru Daikaioshina w swoim prime, plus to nie tylko ta mityczna magia robiła robotę a to że Moro żywił się w energią witalną planety. MORO DOSŁOWNIE ŻYWIŁ SIĘ PLANETAMI PRZEZ TYSIĄCE LAT, trudno by po odzyskaniu sił i nachapaniu się kolejnymi planetami nie był silny.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego tyle osób jest tak zacietrzewiona na tych dwóch sagach i stosuje to jako obronę "Super" zarzucając każdemu naokoło, że "haha debile patrzycie przez pryzmat nostalgii. Lepiej zobacz marudo jakie Whis ma genialne seiyuu! Łaha! Haha! Ale SUPER ten nowy Dragon Ball SUPER." Po ToP niektórzy już w ogóle dostali orgazmu i zaczęli wylewać pomyje na wszystko co pojawiło się przed "Super" tylko dlatego, że zaczęto robić porządne odcinki zaczynając od 111 aż do końca, gdzie w seriach minionych większość miała taką jakość.

Myślę że chodzi po prostu o konsekwencje, krytykujemy serię za masę bubli, ale zapominamy że mimo wielu ładnych scen ze starej serii ta też ma mnóstwo bubli. Szczególnie że niektórzy mieli dość porównywania 5 odcinka DBS z wysokobudżetową kinówką, mimo iż zła jakość wizualna anime to przeszłość, więc zaczęto porównywać ładne kadry z obecnego filmu, do jakiegoś brzydszego odcinka Zetki. A często ten temat się porusza gdy ktoś spróbuje usilnie pokazać jak to Zetka wizualnie była zajebista na tle Super.

Żebyśmy się rozumieli: nie mam nic przeciwko temu, że ktoś może uważać "Super" za najlepszą serię. Kwestia gustu, ale w życiu nie zgodzę się, że ta seria miażdży wszystkie wcześniejsze na każdym polu tj. animacja, muzyka, fabuła, choreografia walk, narracja, tło, kolory itd., bo jest to zakłamywanie rzeczywistości.

Oki doki

To jak chodzi o Superkę, teraz czas na Zet.

Przeskok, który zastosował Toriyama w tomie 17 był jednorazowy. Jeśli na początku "Super" kluczem do przebicia muru był rytuał i koncept god ki tak w Zetce było to spotkanie z Raditzem i skrajne niebezpieczeństwo, które zmusza do wspięcia się na wyżyny umiejętności. Okolicznościami nie było słodkie Tenkaichi Budokai posiadające zasady sportowe gdzie krzywda nie spotka zawodników, ale też ludzi postronnych tylko wojna. Wojna, która funkcjonuje w myśl zasady "działaj albo giń". DB zawsze był miejscami brutalny, ale od tego momentu doszło też okrucieństwo i sadyzm.

Skoro jest odpowiedni bodziec to trzeba też bohaterom wymyślić nowe możliwości rozwoju toteż Toriyama to zrobił-> trening w salach grawitacyjnych i z dużo większym ciężarem, a dla Saiyan jeszcze pakiet zenkai. Rok w takim trybie to wciąż więcej niż bujanie się kilka miesięcy w przestrzeni kosmicznej, pompki na wyspie i wygodne tłumaczenie tego wszystkiego "potencjałem".

Potem rozległe przeskoki czasowe o których wspominał Hidden, Komnata Ducha i Czasu, którą również można potraktować jako time-skip ze względu na panujące tam warunki.

Tymczasem tutaj się robi jak w niektórych amerykańskich komiksach -> buffuje się kogoś albo nerfi w zależności od potrzeb fabularnych.

Jeszcze argument "obszerności":

Dragon Ball Manga -> 42 tomy średnio po 20 stron na rozdział. Jeden tom to zazwyczaj 12 rozdziałów. 12 x 20 x 42 = 10 080 stron.
Dragon Ball Super -> na ten moment 18 tomów, które składa się z 84 rozdziałów. Pierwsze dwa tomy mają zmienną liczbę stron jak chodzi o rozdział. Dopiero od trzeciego tomu jest to 50 stron na rozdział. Jakkolwiek zaokrąglijmy do 45. Zatem 84 x 45 = 3780 stron

Przy czym tomy DB i DBS mimo różnicy w wydawnictwie i rozdziałach mają taką samą grubość tomu

Goku: SSG -> SSB -> PSSB -> SSB z Kaoi-kenem -> UI Omen -> MUI -> UI Omen "Bardackpowaa"
Vegeta: SSG -> SSB -> PSSB -> Evolved SSB-> Ultra Ego -> ???

Za bardzo mieszasz, szczególnie że mieszasz mangę z anime gdy to oddzielne produkty są i wychodzi na to że obecna manga Toyotaro nie wydarzyła się w wersji wydarzeń z Toei. Więc nie wiem po co w jedną wiązankę wrzucasz Perfect Blue i kaiokens czy ultra Ego i omen.

Dwie formy (SSG i SSB), dwie, a w sumie trzy wariacje jednej z nich (SSB) i boskie techniki, które też robią za formy. Trochę dużo co nie? Oczywiście to z pewnością nie koniec, bo jak dla mnie "zapewnienia", że UE dla Vegety, a UI dla Goku i tłumaczenie, że tak będzie, gdyż mają "różną naturę" to mrzonki. To kwestia czasu gdy Goku sięgnie po moc destrukcji albo Vegeta po "instynkt", bo tu aż się prosi o yin i yang plus Beerus w mandze zastosował UI gdy tłukł się z pozostałymi bogami. Anime nawet nie będę zestawiał, bo kontrast jest jeszcze większy.

Nie zrobią tego bo seria idzie w ekskluzywność, nie po to każdemu z osobna dostaje inne ,,drzewko rozwoju" i moce by zaraz zaczęto je każdemu rozdawać by każdy umiał to samo.

"A jak to inaczej rozwiązać według Ciebie?" ktoś zapyta. Proste: koncentracja na pozostałych Wszechświatach, a jak koniecznie U7 to time-skip do końca Zetki, a konkretnie PO 28 Tenkaichi Budokai. Nie obchodzi mnie, że będzie Uub ani co powiedział Toriyama/Toyotaro/DB room w wywiadzie, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy ojciec DB opuści ten padół łez i rozpaczy to seria zakończy się cliffhangerem i nikt nie będzie miał dość jaj żeby ruszyć z tym do przodu.

Mogą się bawić w tym czworokącie Nameczanie - Saiyanie - Majin Buu - Freezer jak już tak bardzo chcą rozliczyć raz, a dobrze przeszłość uniwersum, ale do tego można zrobić spin-off, kinówkę. Trzy ostatnie sagi (liczę z Brolym) ciągle zahaczają o to quatro.

To oczywiste, póki mogą to rozbudowują universum i dodają nowe wątki starym postaciom by znów zaczęły żyć, obecnie kinówki właśnie to robią ale to oczywiste że manga nie będzie adaptowała sag z kinówek więc tworzą inne historie gdy Toei męczy się 5 lat z kinówkami.

Alkis napisał(a):
to przypominam że w tych walkach było dużo storytelingu opowiedziane właśnie poprzez walkę, poprzez kontrast między postaciami i ich poglądami na ich dążeniach kończąc.
Nie zmienia to faktu, że ciągnie się to jak flaki z olejem ze względu na niezmienne tło, ciągłe sparringi i bezpłciowego Gasa. Tu już powinien być finał kilka rozdziałów temu.
Mieliśmy przerwy na odwiedzenie starych znajomych czy walki w lesie, nad jeziorem czy w mieście płatków i cukrzanów, więc tło było zmienne. Chyba że ci chodzi o bycie cały czas na jednej planecie to wtedy musiałbym się przyczepić o to że akcja większości sag dzieje się na ziemii.
Kenji Harima Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Kenji Harima
Wiek: 31
Dni na forum: 2.721
Posty: 461
Alkis napisał(a):
I jest to oczywiste, Dragon Ball znany jest ze zwiększania skali a wynika to z rąk które ustalił Toriyama poprzez Kamesennina ,,na świecie zawsze znajdzie się ktoś silniejszy", co motywuje Goku by trenować i stawać się jeszcze silniejszy by walczyć z jeszcze silniejszymi.
I oczywiście skala zwiększyła się z lokalnych sztuk walki z nad ludźmi i demonami do gwiezdnych wojen i niszczenia planet jednym palcem, czy to nie OGROMNY przeskok skali?
Powtórzę raz jeszcze. Wcześniej nigdy nie było takiej przepaści między bohaterami, a ich przeciwnikami. Działo się to zawsze stopniowo by czytelnik/widz miał świadomość, że ktoś może być od kogoś silniejszy, ale nie, że jest totalnie w innej lidze i nie ma żadnej (zgodnej z Dragon Ballowym uniwersum) szansy żeby nadrobić tę stratę. Jak wspominałem to tak jakby farmer-guy z Zetki miał się tłuc z Freezerem, a z realnego świata świeży adept MMA z mistrzem UFC wagi ciężkiej.
Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć.

Jeszcze jak ktoś zbywa power leveling albo nie przywiązuje do tego uwagi to ok, mogę zrozumieć takie podejście, ale wmawiać wszystkim naokoło, że w DB "tak było zawsze"??? Tego nigdy nie pojmę. Możliwe, że ludziom ciężko to sobie wyobrazić, bo się tłuką w "przyziemnym" środowisku, a nie w przestrzeni kosmicznej rozwalając wzajemnie o planety i gwiazdy.

Alkis napisał(a):
Wszechświat ma wiele różnych ras, niektórzy są wielkimi wojownikami z wielkim potencjałem, niektórzy mogą trenować przez tysiąc lat, a jeszcze inni po prostu trenują.
Tak to można wytłumaczyć wszystko Poza tym super wielki, zróżnicowany, pełen potencjału wszechświat, a Kaio-shin w sprawie Buu dziwnym trafem akurat przybył po pomoc na Ziemię, a "pionek" Freezer przez kilkadziesiąt lat (albo i dłużej) budował swoje imperium przy akceptacji Beerusa. Zresztą sam bóg zniszczenia zupełnym przypadkiem miał sen o SSG, a nie przepotężnym Granulacie, czy Moro zjadającym planety. Faktycznie, niezłe kozaki żyją w tym U7.

Alkis napisał(a):
Za bardzo mieszasz, szczególnie że mieszasz mangę z anime gdy to oddzielne produkty są i wychodzi na to że obecna manga Toyotaro nie wydarzyła się w wersji wydarzeń z Toei. Więc nie wiem po co w jedną wiązankę wrzucasz Perfect Blue i kaiokens czy ultra Ego i omen.
Mieszam i nadal będę to robił, bo tzw. "kanon" póki co nie istnieje. Cały czas na forum, ale nie tylko było wałkowane, że bez jasnego przekazu nie oddzielamy tych produktów. Powołanie Dragon Ball Room, które prawdopodobnie (bo tego nie wiemy i nie są to informacje jawne) nadzoruje zarówno anime, mangę jak i inne media związane z DB zdaje się to potwierdzać. Twórcy mają pewną niezależność, ale nie do końca. Jeśli już mielibyśmy się bawić w podział to jako osobny byt trzeba by też dodać kinówki, a to jest bez sensu.

Alkis napisał(a):
Nie zrobią tego bo seria idzie w ekskluzywność, nie po to każdemu z osobna dostaje inne ,,drzewko rozwoju" i moce by zaraz zaczęto je każdemu rozdawać by każdy umiał to samo.
Żebyś się nie zdziwił Oczywiście to tylko moja spekulacja, ale powtórzę raz jeszcze, że w mandze Beerus latał z UI, a w anime ma świadomość tej techniki.
Alkis Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Alkis
Wiek: 21
Dni na forum: 1.066
Posty: 469
Kenji Harima napisał(a):
Alkis napisał(a):
I jest to oczywiste, Dragon Ball znany jest ze zwiększania skali a wynika to z rąk które ustalił Toriyama poprzez Kamesennina ,,na świecie zawsze znajdzie się ktoś silniejszy", co motywuje Goku by trenować i stawać się jeszcze silniejszy by walczyć z jeszcze silniejszymi.
I oczywiście skala zwiększyła się z lokalnych sztuk walki z nad ludźmi i demonami do gwiezdnych wojen i niszczenia planet jednym palcem, czy to nie OGROMNY przeskok skali?
Powtórzę raz jeszcze. Wcześniej nigdy nie było takiej przepaści między bohaterami, a ich przeciwnikami. Działo się to zawsze stopniowo by czytelnik/widz miał świadomość, że ktoś może być od kogoś silniejszy, ale nie, że jest totalnie w innej lidze i nie ma żadnej (zgodnej z Dragon Ballowym uniwersum) szansy żeby nadrobić tę stratę. Jak wspominałem to tak jakby farmer-guy z Zetki miał się tłuc z Freezerem, a z realnego świata świeży adept MMA z mistrzem UFC wagi ciężkiej.
Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć.

I co wynikło z tego stopniowania?
-Ty masz uwolnienie potencjału od od dziadka Nameczanina
-A ty łap z 3 zenkai boosty bo Saiyanie są po
- A ty łap dwa zenkai boosty plus jesteś głównym bohaterem więc scheda po legendarnym o super Saiyaninie leci do ciebie

To nie jest stopniowane wzmacnianie, tylko festiwal power boostów dla każdego by zbytnio nie odbiegał od imperatora. Sensowne power upy były do saiyan sagi, gdzie wymyślono nowe sposoby treningów Saiyanie byli silni więc Goku stał się im równy poprzez zaświaty a każdy inny trenował u Ksmiego z wyjątkiem Gohana.

Jeszcze jak ktoś zbywa power leveling albo nie przywiązuje do tego uwagi to ok, mogę zrozumieć takie podejście, ale wmawiać wszystkim naokoło, że w DB "tak było zawsze"??? Tego nigdy nie pojmę. Możliwe, że ludziom ciężko to sobie wyobrazić, bo się tłuką w "przyziemnym" środowisku, a nie w przestrzeni kosmicznej rozwalając wzajemnie o planety i gwiazdy.

Alkis napisał(a):
Wszechświat ma wiele różnych ras, niektórzy są wielkimi wojownikami z wielkim potencjałem, niektórzy mogą trenować przez tysiąc lat, a jeszcze inni po prostu trenują.
Tak to można wytłumaczyć wszystko Poza tym super wielki, zróżnicowany, pełen potencjału wszechświat, a Kaio-shin w sprawie Buu dziwnym trafem akurat przybył po pomoc na Ziemię, a "pionek" Freezer przez kilkadziesiąt lat (albo i dłużej) budował swoje imperium przy akceptacji Beerusa. Zresztą sam bóg zniszczenia zupełnym przypadkiem miał sen o SSG, a nie przepotężnym Granulacie, czy Moro zjadającym planety. Faktycznie, niezłe kozaki żyją w tym U7.

Granola nigdy nie był silny, to kosmiczno-lokalny łowca nagród nikt nigdy go nie przewidywał, bo ryba odnosiła się do najsilniejszego wojownika we wszechświecie ale do tej pory pojawiło się ich aż trzech (Granola, Gas i Omen Goku). Moro był więziony przez 10 milionów lat a próba werbowania go to samobójstwo, bo prędzej na turnieju wyssał by życie i z sojuszników i wrogów by odzyskać siłę.

Alkis napisał(a):
Za bardzo mieszasz, szczególnie że mieszasz mangę z anime gdy to oddzielne produkty są i wychodzi na to że obecna manga Toyotaro nie wydarzyła się w wersji wydarzeń z Toei. Więc nie wiem po co w jedną wiązankę wrzucasz Perfect Blue i kaiokens czy ultra Ego i omen.
Mieszam i nadal będę to robił, bo tzw. "kanon" póki co nie istnieje. Cały czas na forum, ale nie tylko było wałkowane, że bez jasnego przekazu nie oddzielamy tych produktów. Powołanie Dragon Ball Room, które prawdopodobnie (bo tego nie wiemy i nie są to informacje jawne) nadzoruje zarówno anime, mangę jak i inne media związane z DB zdaje się to potwierdzać. Twórcy mają pewną niezależność, ale nie do końca. Jeśli już mielibyśmy się bawić w podział to jako osobny byt trzeba by też dodać kinówki, a to jest bez sensu.

Kanon nie istnieje bo Japończycy nie mają nawet słowa kanon w swoim słowniku, manga DBS może być ciągłością do mangi DB a anime DBS do anime DBZ. Z resztą Akio Iyoku (pan szef DB Roomu)sam niedawno stwierdził że mamy dwie różne wersje wydarzeń mangi i anime.

Alkis napisał(a):
Nie zrobią tego bo seria idzie w ekskluzywność, nie po to każdemu z osobna dostaje inne ,,drzewko rozwoju" i moce by zaraz zaczęto je każdemu rozdawać by każdy umiał to samo.
Żebyś się nie zdziwił Oczywiście to tylko moja spekulacja, ale powtórzę raz jeszcze, że w mandze Beerus latał z UI, a w anime ma świadomość tej techniki.
W anime i mandze była mowa że nie opanował idealnie tej techniki, z czego tylko w mandze była okazja by ją na przykładzie Beerusa pokazać. Nie znaczy to to że tego nie potrafi a to że nie opanował ich do perfekcji.
gregor94 Mężczyzna
Full Power SSJ
Full Power SSJ
gregor94
Wiek: 28
Dni na forum: 5.526
Posty: 530
Skąd: Grudziądz
Możecie, proszę, uporządkować te cytowania?
vegeta391 Mężczyzna
Super Saiyanin 4
Super Saiyanin 4
vegeta391
Wiek: 28
Dni na forum: 5.231
Plusy: 4
Posty: 1.841
Kenji Harima napisał(a):
Tak to można wytłumaczyć wszystko Poza tym super wielki, zróżnicowany, pełen potencjału wszechświat, a Kaio-shin w sprawie Buu dziwnym trafem akurat przybył po pomoc na Ziemię, a "pionek" Freezer przez kilkadziesiąt lat (albo i dłużej) budował swoje imperium przy akceptacji Beerusa.
Hm, a Shin i Kibito nie polecieli na Ziemię, bo Babidi przebywał tamże?

Jak już bronimy Superki, to po raz n-ty tutaj nadmienię, że Kaiōshini wydają się obawiać Hakkaishinów, a już Shin Beerusa totalnie. Pewnie bałby się do niego zwrócić o pomoc, bo to nie wypada, a cała robota nie jest działką Hakkaishinów. Jeżeli Beerus spał, to dodatkowo, gdyby go obudził, ten mógłby sprzątnąć całą Ziemię, a na dokładkę jeszcze kilkaset innych planet. Dlaczego nie poprosił Daishinkana czy Zenō chyba tłumaczyć nie muszę.


Kenji Harima napisał(a):
a "pionek" Freezer przez kilkadziesiąt lat (albo i dłużej) budował swoje imperium przy akceptacji Beerusa
Beerusowi wystarczy, że Lemo coś upichci i jest git. Myślisz,że nie dałby się udobruchać Freezerowi w zamian za maszkety?

Beerus to nie świętoszek, pojęcie kręgosłupa moralnego raczej nie występuje w jego słowniku. Myślę, że spokojnie można przyjąć, że guzik go obchodziło, że jakiś tam Freezer se zniewala miliardy istot. Pytanie zachodzi, co by się stało, gdyby Freezer zyskał nieśmiertelność i treningiem sięgnął pułapu Beerusa, czy hakai by go zmazał, czy trzeba by Zenō i jego kesu. A może wystarczyłaby Mafūba albo szklana klatka Whisa. Tylko ani Freezer ani Cold Daiō nie mieli takich ambicji, by igrać z bogami, bo i tak rządzili całym tym ambarasem.


Kenji Harima napisał(a):
Zresztą sam bóg zniszczenia zupełnym przypadkiem miał sen o SSG, a nie przepotężnym Granulacie, czy Moro zjadającym planety. Faktycznie, niezłe kozaki żyją w tym U7.
Beerus chyba lubi się bić, nieprawdaż? Granola to oszust, który – wydaje mi się – przypomina trochę Ūba czy nawet Ginyū w ciele Gokū. Dysponując sporym arsenałem, wciąż nad nim nie panuje i nie bardzo wie, z czym to się je. Ani w nim finezji, ani grajfki do bitki. Moro to ja przemilczę. O baranach nie ma co dyskutować.

MyAnimelist
Warto posłuchać:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Kenji Harima Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Kenji Harima
Wiek: 31
Dni na forum: 2.721
Posty: 461
vegeta391 napisał(a):
Hm, a Shin i Kibito nie polecieli na Ziemię, bo Babidi przebywał tamże?
Dokładnie to przebywał tam zapieczętowany Buu, którego wcześniej na Ziemi zostawił Bibidi, gdyż miał to być następny cel. Sam Bibidi padł z ręki Kaioshina. Oczywiście Shin z początku chciał załatwić sprawę sam, mimo że dość dobrze orientował się w sprawach ziemskich tzn. kim jest Goku itd. Niemniej gdy zobaczył, że nie tylko Gohan posiada "przeogromną moc" był bardzo kontent, że pozostali ziemscy wojownicy chcą wraz z nim rozwiązać problem związany z wiadomym demonem. Tomy 37 i 38 dla zainteresowanych.

vegeta391 napisał(a):
Beerus to nie świętoszek, pojęcie kręgosłupa moralnego raczej nie występuje w jego słowniku. Myślę, że spokojnie można przyjąć, że guzik go obchodziło, że jakiś tam Freezer se zniewala miliardy istot. Pytanie zachodzi, co by się stało, gdyby Freezer zyskał nieśmiertelność i treningiem sięgnął pułapu Beerusa, czy hakai by go zmazał, czy trzeba by Zenō i jego kesu
Beerus to nieobliczalny leń, który bywa bardzo zabawny, ale kompletnie nie o niego mi chodziło

Nie wiem, czy moja myśl w tej ironicznej wyliczance była zrozumiała, ale chodzi mi o to, że gdy Freezer i Buu robili demolkę w U7 to jakoś w "dawnych czasach" nie było tylu ras z "potężnym potencjałem", które swoimi "zdolnościami", czy "krótkim treningiem" mogłyby załatwić problem w trzy sekundy. Widać jeden jak i drugi mieli dużo szczęścia, że na żadnej z planet nie trafili na skuteczną opozycję.

Właściwie to aż do filmu ze "Złotym Cielcem" była narracja, że Saiyanie są przerażająco potężni. Są wręcz trochę "poza systemem" jak chodzi o możliwości. O wiele za silni niż powinni być, bo jak ktoś coś kumał więcej o Wszechświecie (Kaio, Kaioshin, Dabura, Babidi, czy Tyran) to był nie tyle co przerażony, ale wręcz przytłoczony ich możliwościami.

W tę narrację wpada też bóg zniszczenia ze swoim snem o SSG, który to za każdym razem gdy widzi progres Goku, czy Vegety odczuwa niepokój żeby nie powiedzieć s*a w gacie.

Tymczasem w ostatnich trzech sagach dostajemy ziomków, którzy takimi bogami saiyan się podcierają, a ich siła opiera się na "mamy potencjał tylko nikt nas nie poprowadził". Właściwie dostaliśmy nawet arcysaiyana, który jest w ogóle od wyjątkiem od reguły swojej rasy tj. Broly.

Czyli wystarczyłby odpowiedni TRENER i Beerus ma tyle wyzwań, ile chce. Właściwie nawet może zostać szybko obalony, a U7 rośnie w rankingu Wszechświatów. Jak to będzie szło w taką absurdalną stronę to zaraz dostaniemy gościa, który w tydzień robi Goku i Vegete, po miesiącu Beerusa, za rok pada Whis, a za 10 lat Aniołowie, Zeno, Zarama i inne nieznane nam jeszcze siły. Multiwersum zdobyte, koniec DB.

O ile jeszcze Beerus (i przy okazji Shin) może nie wiedzieć, że Wszechświat nad którym sprawuje pieczę skrywa ukrytą potęgę (gdyż jak wiemy bogowie są wymienni) to o tyle jego mentor i nadzorca zarazem (Whis) już mógł wiedzieć więcej i prawdopodobnie wiedział, ale nie powiedział Oczywiście można to tłumaczyć, że jak za dużo będzie się wtrącał to źle się skończy (patrz jego brat Merus), ale z drugiej strony Whisek tyle razy interweniował, że nawet nie zliczę.

W każdym razie mocno balansuje i w sumie trochę się dziwię, że jeszcze nikt "wyżej" nie dowalił się, że swoją potrzebę niesienia kaganka oświaty roztacza nad Goku i Vegetą, a nie Piwuskiem. Ta relacja to trochę więcej niż "dobre ziemskie żarcie".

Nie mam nic przeciwko "drogi na skróty", ale niech to idzie w innym kierunku niż miesiąc treningu, rytuał, czy życzenie. Niech przeciwnik ma jakąś "drogę" w tym wszystkim jak chociażby Piccolo Daimao, Zamasu, czy Bebi.

Ewentualnie więcej artefaktów, które są w stanie rywalizować ze Smoczymi Kulami. Super ogromny wieloświat, a jest ich tyle co kot napłakał: Smocze Kule, pierścienie czasu, kostka i "laska" komunikacyjna, którą posługują się Aniołowie.
Alkis Mężczyzna
Super Saiyanin
Super Saiyanin
Alkis
Wiek: 21
Dni na forum: 1.066
Posty: 469
Wyświetl posty z ostatnich:
Strony:   1, 2, 3 ... 38, 39, 40, 41, 42  

Forum DB Nao » » » Dragon Ball Super (manga)
Przejdź do:  
DB NaoForum DB NaoAninoteAnimePhrasesDr. Slump
Powered by phpBB
Copyright © 2001-2022 DB Nao
Facebook